Drodzy uczniowie, drodzy wierni,
W dniu dzisiejszym uczestniczymy w bardzo szczególnej Mszy, jest to Msza w środę Suchych Dni w oktawie Zesłania Ducha Świętego. Suche Dni, dni postu i wstrzemięźliwości, mają bardzo długą historię, a ich początki giną w mroku dziejów, choć wiemy z całą pewnością, że obchodzone były już przez Żydów przed przyjściem Zbawiciela. Suche Dni po Zesłaniu Ducha Świętego są jednak wyjątkiem, ponieważ ustanowione zostały przez świętego Grzegorza Wielkiego jako remedium na ekscesy mające miejsce w czasie letnich świąt pogańskich.
Tradycyjnie dni owe, które uświęcają każdą z pór roku, zarezerwowane były na udzielanie święceń. Święcenia te miały miejsce w soboty, dlatego właśnie w dzień ten mamy sześć Lekcji i Ewangelię, które są symbolem siedmiu stopni sakramentu kapłaństwa. Środy natomiast były dniami przeznaczonymi na pouczenie i wybór, to znaczy na zatwierdzanie kandydatów do święceń i na udzielanie im ostatnich nauk. Dlatego właśnie w dniu dzisiejszym mamy dwie Lekcje, jedną dotyczącą urzędu nauczycielskiego kapłana, jako że św. Piotr wyjaśnia ludowi proroctwo, oraz drugą o sakramentach, o władzy jaką posiada kapłan jako szafarz łaski Bożej. Również w samej Ewangelii Zbawiciel poucza nas o podstawowej funkcji kapłańskiej, czyli o składaniu Najświętszej Ofiary Mszy oraz o Eucharystii.
Mamy niestety czas jedynie na krótkie rozważanie, być może więc najlepszym z niego użytkiem będzie zastanowienie się nad znaczeniem śpiewu podczas Mszy.
Wszyscy oczywiście wiecie, jak cenna jest Msza. Jest to Ofiara samego Chrystusa Pana, przydzielająca Jego zasługi naszym duszom, poprzez ofiarowanie Bogu Ojcu tej samej Żertwy, która złożona została jako zadośćuczynienie za nasze grzechy. Msza jest niewyczerpanym źródłem łaski i świętości. Wszystkie te łaski jednak, które podczas każdej Mszy możemy otrzymać, otrzymujemy proporcjonalnie do naszej dyspozycji. Jak wszystko, co bywa ofiarowane, mogą być one przyjęte jedynie stosownie do dyspozycji obdarowywanego.
Weźmy następujący przykład: chciałbym dać wam sto kilogramów złota, jeśli jednak nie będziecie mili dość siły, by je udźwignąć, najprawdopodobniej ostatecznie znalazłoby się ono na ziemi. Mógłbym ofiarować wam cały termos wody, jeśli jednak będziecie trzymali swe kubki do góry dnem, nic się do nich nie naleje. Podobnie w sytuacji, gdy nasze serca nie będą dobrze usposobione – otrzymamy podczas Mszy mało łask. Wszystkie sakramenty udzielają łaski same z siebie – jak to określamy po łacinie: ex opere operato – jednak łaski te dusze nasze otrzymują stosownie do swej dyspozycji. Na tym właśnie polega nasza współpraca z łaską, mamy przygotować nasze dusze na jej przyjęcie. Podobnie, jak przygotowujecie wasz dom na przyjęcie ważnego gościa, tak też nasze dusze musza być przygotowane na przyjęcie Trójcy Przenajświętszej w każdym nowym wlaniu łaski.
Dlatego właśnie tak ważne jest, by modlić się podczas Mszy. Msza jest oczywiście bardzo piękną ceremonią, jednak jej istota polega na udzielaniu wam łaski. Istnieje bardzo wiele sposobów pozwalających przygotować duszę do misterium Komunii Świętej. Wielu wiernych rozważa podczas Mszy Mękę naszego Pana Jezusa Chrystusa lub odmawia pewne części Różańca. Są to bez wątpienia dobre sposoby uczestniczenia we Mszy, ponieważ jednoczą nasze serca i intencje z intencjami Zbawiciela na Kalwarii. Jednakże najpiękniejszym i najbardziej owocnym sposobem uczestnictwa w Najświętszej Ofierze jest modlenie się słowami samej Mszy. Są części Mszy, które odmawiane są przez kapłana oraz części, które należą do ministranta oraz wiernych. Wszystkie słowa używane podczas Mszy są natchnione i wprowadzone zostały przez Kościół by otoczyć Ofiarę Zbawiciela modlitwami, które w najlepszy sposób usposobić mogą wiernych do przyjęcia łaski. Są one w istocie publicznym kultem Kościoła składanym Bogu. Dlatego nie ma lepszego sposobu na uczestniczenie we Mszy niż odmawianie tych samych modlitw, jakimi posługuje się Kościół, czyli śpiewów, które powinniście wykonywać w trakcie liturgii.
Dlatego, drodzy uczniowie, nauka śpiewu i muzyki liturgicznej prowadzona jest przede wszystkim w tym celu, by nauczyć was śpiewać i odpowiadać podczas Mszy w sposób rozumny i owocny, byście pokochali i przywiązali się do tych modlitw, w których Kościół zwraca się do Boga. Święty Augustyn mówi, że kto śpiewa, ten dwa razy się modli, ponieważ modli się nie tylko za siebie, ale też za tych, którzy go słuchają, a ponadto posługuje się on modlitwami, których sam Kościół używa do wielbienia Boga i zanoszenia do Niego próśb. Modlitwy Kościoła mają nadprzyrodzoną moc poruszania serca Zbawiciela, ponieważ – jak mówi święty Paweł - to właśnie za swój Kościół poniósł On śmierć na drzewie Krzyża.
Dlatego właśnie bardzo ważne jest, byście znali śpiewy i modlitwy odmawiane podczas Mszy, byście dzięki nim mogli zjednoczyć wasze umysły i serca z publicznym kultem Kościoła, wypraszając w ten sposób sobie samym oraz waszemu otoczeniu obfitość łask.
Dlatego w zjednoczeniu z całym Kościołem, wznieśmy nasze głosy do Boga Ojca, w imię naszego Pana Jezusa Chrystusa, wyśpiewując pieśń uwielbienia dla Jego łaski na wieki wieków. Amen.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą józefów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą józefów. Pokaż wszystkie posty
środa, 15 czerwca 2011
środa, 8 czerwca 2011
Koniec roku szkolnego
Drodzy uczniowie, drodzy wierni,
Dziś przypada dzień ferialny, dzień bez konkretnego wspomnienia, w czasie tym jednak w specjalny sposób przygotowujemy się na uroczystość Zesłania Ducha Świętego. Po Wniebowstąpieniu Zbawiciela na podobieństwo Apostołów oczekujemy dnia, w którym Chrystus ześle nam Ducha Świętego. Zwracamy więc nasze myśli ku temu, co w górze, a ponieważ zbliżamy się do końca roku szkolnego, zastanowimy się dziś nad pewną cechą chrześcijańskiego charakteru, o której powinniśmy szczególnie pamiętać w czasie wakacji.
Pamiętajmy, że letnie wakacje nie są po prostu czasem bezczynności. Tak naprawdę jedynym powodem, dla którego w minionych czasach uczniowie mieli letnia przerwę w nauce był fakt, że ich rodzice potrzebowali ich pomocy w pracach polowych, podczas zbiorów i pracowitych miesięcy jesiennych, w okresie tym nie można ich było pozbawiać pomocy dzieci. Nie powinniśmy więc myśleć o wakacjach, jako o czasie bezczynności, ale raczej jako o okresie rekreacji, czasie w którym wykorzystujemy naszą energię na realizację szczególnych planów i na zbieranie owoców długich miesięcy spędzonych w szkole.
Dobrze byłoby więc, drodzy uczniowie, gdybyście pomyśleli o projektach, które moglibyście zrealizować podczas tych letnich miesięcy, o planach poszerzenia waszej wiedzy i horyzontów. Nie powinniście uważać, że uczycie się dla samego uczenia, owoce tej nauki muszą być wykorzystywane w praktyce. Muszą być wykorzystywane zwłaszcza w tym czasie, który należy do was.
Jest takie powiedzenie, że o danym człowieku najwięcej mówi nie sposób, w jaki wykonuje on pracę – choć już to wiele o człowieku może powiedzieć – co sposób, w jaki wykorzystuje on swój czas wolny. To właśnie czas wolny jest w najwłaściwszym sensie waszą własnością, tak wiec to, w jaki sposób go spędzacie, wiele mówi o waszym charakterze. To, czy ktoś pracuje chętnie, czy raczej zmusza się do pracy, łatwo można poznać obserwując, jak zachowuje się w czasie wolnym. Wielu ludzi postrzega swój wolny czas jako „czas do wykorzystania”, w którym nie ma nic konkretnego do zrobienia - nie robią więc nic. Jednak człowiek prawdziwie mądry rozumie, że czas wolny jest jednym z najbardziej cennych momentów, jakie ma do wykorzystania, gdyż należy on rzeczywiście do niego. Człowiek prawdziwie mądry inwestuje swój wolny czas i nadaje czasowi, który nie należy do niego, wartość ponadczasową.
Dlatego właśnie wakacje powinny być czasem spędzonym z waszymi rodzinami. To rodzina jest waszym największym naturalnym skarbem, jest źródłem wszystkiego, co posiadacie. Dlatego powinniście wykorzystać ten czas, by dowiedzieć się więcej o swej rodzinie, o jej historii, o jej sukcesach, a nawet jej porażkach - byście mogli w przyszłości uczyć się na jej błędach. Zwłaszcza w waszym wieku, gdy już za kilka lat będziecie zastanawiali się nad wyborem pracy, powinniście poznać zajęcia wykonywane przez waszych rodziców, a nawet nauczyć się od nich ich zawodów. W minionych wiekach naturalne było, że syn kontynuował zawód swego ojca, jednak nawet w przypadku, gdy Opatrzność wybrała dla was inną drogę, zawsze możecie nauczyć się od rodziców czegoś pożytecznego. Pomyślcie tylko, że piętnaście lat lub cos koło tego żyliście z pracy waszych rodziców – jest więc czymś naturalnym, by choćby przez wdzięczność za ich pracę, dzięki której mieliście co jeść przez te wszystkie lata, zainteresować się ich zawodem.
Jednak wakacje to również czas rekreacji. Po łacinie rekreacja oznacza „od-twarzanie”. Nam, istotom ludzkim, trudno jest wykonywać jedną pracę przez dłuższy czas, co więcej, by jako tako funkcjonować, co dwadzieścia cztery godziny musimy spać. Dlatego w ciągu roku potrzebujemy również nieco odpoczynku, czasu innej aktywności, dzięki której zachowamy równowagę i zdrowie, która „od-tworzy” nas, odnawiając naszą siłę, byśmy mogli powrócić do naszych zasadniczych zadań. Nie sposób o lepszą rekreację, niż rozważanie, jak sam Bóg odpoczął ostatniego dnia Stworzenia, dlatego wędrówka i podziwianie natury są najlepszym sposobem na udział w owym odpoczynku Boga. Znajdujecie się w szczęśliwym położeniu, że macie tak wspaniały kraj i już sama wdzięczność za ten fakt powinna motywować was do cenienia jego naturalnego piękna.
Raz jeszcze powtórzę: ponieważ jest to czas dany wam do rozporządzenia – wykorzystajcie go mądrze. Kiedy powrócicie do szkoły, będzie mieli mniej czasu dla siebie, będzie to powrót do obowiązków. Wykorzystajcie więc zbliżający się czas na oddanie się temu, co interesuje was najbardziej. Wykorzystajcie go na poszerzenie swych horyzontów i powróćcie do pracy nie obciążeni kolejnym długiem zmarnowanego czasu, ale raczej z zasługą na życie wieczne.
Uciekajmy się do Najświętszej Maryi Panny, która oczekując w Wieczerniku na przyjście Ducha Świętego, dodawała odwagi Apostołom i opiekowała się jak dobra matka znajdującym się w wieku niemowlęcym Kościołem. Podobnie jak Duch Święty rozesłał Apostołów po wszystkie krańce ziemi, tak również wy zostaniecie posłani do waszych rodzin i w ojczyste strony. Oby Niepokalana strzegła nas, byśmy mogli bezpiecznie dotrzeć do portu zbawienia, dobrze wykorzystawszy dany nam czas – by zyskać życie bez końca, na wieki wieków. Amen.
Labels:
józefów
środa, 30 marca 2011
O modlitwie Pańskiej - Ale zbaw nas ode złego
Drodzy uczniowie, drodzy wierni,
Cały okres Wielkiego Postu jest czasem pokuty, czasem publicznej pokuty dla grzeszników, ale również czasem nauki. W starożytności, gdy chrześcijaństwo przyjmowały głównie osoby dorosłe, okres Wielkiego Postu był czasem katechizacji. Z tego też powodu każdy dzień ferialny posiadał różne czytania oraz pouczenia, które wyjaśniane były katechumenom. Dzień dzisiejszy odpowiada dniowi, w który kandydaci do chrzstu rozpoczynali naukę na temat prawa moralnego i przykazań. Dlatego właśnie w czytaniach znajduje się pochodzący ze Starego testamentu ustęp o Dekalogu. Ważne jednak, byśmy rozumieli przykazania w taki sposób, w jaki naucza nas ich Zbawiciel, a nie w sensie materialistycznym, w jaki traktowali je faryzeusze. Dlatego czytaniu temu towarzyszy wyjaśnienie Chrystusa Pana, że w przykazaniach chodzi o miłość i czystość duszy, a nie o czysto formalne ich wypełnianie.
W dniu dzisiejszym dochodzimy do ostatniej prośby Modlitwy Pańskiej: „ale nas zbaw ode złego”. Prośba ta streszcza w sobie drugą część modlitwy, będąc najbliższą naszemu zbawieniu. Samo słowo „zbawienie” oznacza „wybawienie z niebezpieczeństwa” lub „ocalenie, odkupienie”. Ogólnie więc słowo to oznacza wybawienie nas od zła. Dlatego modlitwa ta związana jest z naszym pragnieniem zbawienia, byśmy zostali zachowani od zła. Prośba ta jest silnie powiązana z poprzednią, gdyż łacińskie słowo „sed” czyli „ale” oznacza że zamiast być wodzeni na pokuszenie, powinniśmy raczej zostać zachowani od zła.
Największym złem, jakie może się nam przytrafić, nie ma nic wspólnego ze złem materialnym: ubóstwem czy cierpieniem – choć oczywiście modlimy się również o to, by nas one nie spotkały – ale duchowe zło grzechu. Wszystkie inne rodzaje zła, jakie zmuszeni jesteśmy znosić, są raczej konsekwencjami grzechu, naszego własnego lub innych ludzi, dlatego w wezwaniu tym prosimy szczególnie o usunięcie od nas okazji do grzechu, byśmy zostali zachowani od zła grzechu. Od zła tego zachowani jesteśmy, gdy wychodzimy zwycięsko z pokus grzechowych. Jak widzieliśmy w zeszłym tygodniu, daleko łatwiej jest trzymać się z dala od grzechu, niż mu się opierać, dlatego najpierw modlimy się, byśmy nie byli wodzeni na pokuszenie. Musimy jednak również walczyć przeciwko diabłu, światu i ciału. Dzięki łasce Bożej możemy odnieść zwycięstwo nad pokusą i właśnie o tę łaskę prosimy Boga w Modlitwie Pańskiej.
Chrystus Pan jest Odkupicielem, czyli Tym, który zdobywa na powrót to, co utraciliśmy. Pierwsi Rodzice upadli, ponieważ ulegli pokusie, dlatego Zbawiciel, na samym początku swego życia publicznego, zaprowadzony został przez ducha na pustynię, by ze względu na nas pokusę zwyciężyć. Pozwolił się kusić diabłu by pokazać nam, w jaki sposób możemy odnieść nad nim zwycięstwo, jak możemy zwyciężyć pokusy grzechowe.
Jak mówi Pismo Święte, diabeł jest jak lew ryczący, szukający, kogo by pożreć. Jest przepełniony nienawiścią i wściekłością zarówno na Boga jak i człowieka. Stara się zniszczyć nas wszelkimi dostępnymi środkami. Utracił wszelką zdolność czynienia dobra i przepełniony jest zazdrością oraz zawiścią. Pragnie tylko jednego, byśmy całą wieczność trwali tak jak on – pogrążeni w smutku i rozpaczy. Metody jego działania dostrzec możemy dobrze, gdy przyjrzymy się kuszeniu pierwszego człowieka – czyli Ewy.
Diabeł nie zawsze jest przy nas. Jego obecność nie jest stała, zbliża się do nas jedynie wówczas, gdy nas kusi. W pewnych sytuacjach diabeł atakuje nagle i bez ostrzeżenia, innym razem rozwija działanie potajemnie, nie ukazując od razu przedmiotu pokusy, ale nakierunkowując na niego poprzez rozmowę z duszą.
I powiedział diabeł do niewiasty: „czemu wam Bóg przykazał, żebyście nie jedli z każdego drzewa rajskiego?” Jak widzicie, diabeł niekoniecznie kusi od razu, ale zawsze kieruje rozmowę na temat, o który mu chodzi. Również dziś posługuje się tą taktyką, zwłaszcza wobec tych, którzy mają skłonność do zmysłowości oraz wobec wolnomyślicieli. Stwarza na przykład fałszywe dylematy: „Czy to prawda, że Bóg nakazuje całkowite wyrzeczenie się naturalnych pragnień?” „Czyż nie jest tak, że macie prawo do tego czy tamtego?” „Czy to prawda, że Bóg żąda ślepej uległości waszego intelektu?”. Diabeł stawia pytania, dostarczając równocześnie uzasadnionych wątpliwości, wywołując dezorientację i zaciemniając istotę rzeczy. Przede wszystkim usiłuje skazić umysł osoby, którą zamierza kusić, wypełniając go wszelkimi możliwymi wątpliwościami i spekulacjami, których jedynym celem jest nasze zaślepienie.
Diabeł nie chce, abyśmy myśleli. Obca jest mu nasza ciekawość, nie chce poznać prawdy i przyczyn rzeczy, pragnie jedynie tego, byśmy robili to, co on chce. Diabeł nie jest władcą, ale poganiaczem niewolników. To samo widzimy w pokusach świata i ciała – nie odwołują się one do intelektu, do tego co szlachetne i dobre, ale do ślepych instynktów i zwierzęcych namiętności. Częstokroć oznaką pokusy jest sytuacja, w której nic nie wydaje nam się jasne i racjonalne. Gdy pojawia się wątpliwość, nie należy dokonywać zmian czy ulegać namiętnościom i skłonnościom, ale zastanowić się i spróbować określić własne położenie.
Z drugiej strony Chrystus Pan, Bóg Wcielony oraz aniołowie, których zsyła nam On do pomocy, zawsze odwołują się do naszego intelektu, napełniają pokojem i ufnością oraz dają zrozumienie. Nawet jeśli Bóg żąda od nas czegoś trudnego, zawsze jest jakiś tego powód. Bóg nie może nigdy żądać czegoś, co byłoby nierozumne – nawet jeśli niekiedy wydawać się nam może, ze przekracza to nasze siły – obdarza nas również swą łaską, o ile tylko będziemy z Nim współpracować. Diabeł stawia nam przed oczyma trudności, by wywołać u nas poczucie beznadziei, rozpaczy i smutku.
Zwróćmy uwagę, że rozmowa Ewy z diabłem już w tym momencie jest niebezpieczna, gdyż opiera się na fałszywych założeniach. Szatan jest mistrzem kłamstwa, dlatego jeśli ktoś wda się z nim w rozmowę, zawsze istnieje ryzyko, że ulegnie pokusie. Niestety Ewa nie modliła się, ani nie przedsięwzięła środków ostrożności, ale po prostu odpowiedziała kusicielowi: „Z owocu drzew, które są w raju, pożywamy, ale z owocu drzewa, które jest w środku raju, rozkazał nam Bóg, abyśmy nie jedli i nie dotykali się go, byśmy snadź nie pomarli” (Gen, 3,3).
Widzicie więc, że sumienie reaguje na sugestię diabła. Każdy z nas posiada instynkt czynienia dobra i unikania zła. Człowiek uznaje, że Bóg i sumienie zakazują mu wykonywania danej czynności, rozbudzania danej wątpliwości czy pragnienia, karmienia danej myśli. Dlatego diabeł kontynuuje atak poprzez wprowadzenie zamętu do sumienia, usiłując uciszyć i zdusić ten wewnętrzny głos obowiązku. Widzimy to na przykładzie współczesnych mediów, kuszących i równocześnie zasypujących takim bagażem obrazów, że ludzie siedzą po prostu bez ruchu przed telewizorami, jak oszołomieni narkotykiem, sparaliżowani i bezbronni. Ludzie tak obawiają się dziś swego sumienia, że zawsze potrzebują wokół siebie trochę szumu – nawet gdy nie oglądają żadnego programu, mają przynajmniej włączony telewizor, by zagłuszyć głos sumienia.
Tak więc człowiek nie chce być nieposłuszny wobec Boga, jednak daremne jest przypominanie mu, że nie wolno mu ulec jakiejś pokusie. O ile prościej byłoby, gdyby nigdy nie trzeba było przypominać o tych moralnych obowiązkach, gdyby odrzucił pokusę już na samym początku, bez zastanawiania się, dlaczego tak musi być. Jednak człowiek traci grunt pod nogami, a wróg gromadzi siły, by przypuścić bezpośredni atak: „I rzekł wąż do niewiasty: Żadną miarą nie umrzecie śmiercią. Bo wie Bóg, iż któregokolwiek dnia będziecie jeść z niego, otworzą się oczy wasze i będziecie jako bogowie, znając dobre i złe” (Gen 3,4-5).
Diabeł ukazuje wspaniałą perspektywę: oto za grzechem kryje się niewypowiedziane szczęście. W wizji tej jest coś magicznego, obiecuje ona rozwiązanie wszystkich problemów. Jak na ironię, problemy te są często całkowicie wyimaginowane, a nawet wymyślone przez samego kusiciela. Po oślepieniu duszy, po wciągnięciu jej w wątpliwości i niepewność, obiecuje jej, że będzie widziała lepiej, jeśli tylko wykona jakąś czynność, która jest jej zakazana. Obiecuje jej szczęście, o ile tylko odda się grzechowi. Podobnie zły przyjaciel zaczyna od wyśmiewania się z was, gdy czynicie coś dobrego, np. chodzicie na Mszę, a następnie zapewnia was, że jeśli tylko tego zaprzestaniecie, będziecie powszechnie lubiani. Oczywiście mogłoby się wydawać dziwne, że ktoś, kto właśnie was obraził, pragnie być waszym przyjacielem – wielu ludzi ulega jednak tej pokusie ze względu na owe fałszywe argumenty.
Jeśli dusza będzie słuchała tych diabelskich podszeptów – wszystko jest stracone. Jest jeszcze czas na wycofanie się, gdyż wola nie udzieliła jeszcze swej zgody, jeśli jednak dusza nie przerwie tej rozmowy, znajdzie się w poważnym niebezpieczeństwie upadku. Jej władze są osłabione. Mury zostały skruszone, wola nie dostarcza już sił do oporu, a namiętności wzrastają w intensywności i zakresie, sam grzech jawi się jej jako coraz bardziej fascynujący i pożądany.
„Ujrzała tedy niewiasta, że dobre było drzewo ku jedzeniu i piękne dla oczu i na wejrzeniu rozkoszne” (Gen 3,6). Ewa była kuszona przez trzech wielkich nieprzyjaciół naszej ludzkiej natury: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pychę żywota. Widziała, że drzewo rodzi owoce dobre do jedzenia – co oznaczało pożądliwość ciała. Widziała, że owoce te są przyjemne dla oczu – co oznaczało pożądliwość oczu. Została również zwiedziona przez myśl, ze byłoby dobrze zdobyć wiedzę, jaką owoc ten mógłby jej dać, co oznacza pychę żywota.
I Ewa oraz Adam ulegli tej pokusie, po czym natychmiast uświadomili sobie, że utracili wszystko. Nastąpiła natychmiastowa śmierć życia nadprzyrodzonego: stali przed Bogiem zupełnie nadzy, bez łaski uświęcającej, bez cnót wlanych, bez darów Ducha Świętego, bez obecności Trójcy Przenajświętszej. Pozostała im jedynie gorycz i szyderczy śmiech kusiciela. Cały rodzaj ludzki został oddzielony od Boga i rozpoczął nieubłagany marsz ku śmierci.
Tak wiec, drodzy uczniowie i drodzy wierni, na przykładzie tego pierwszego kuszenia rodzaju ludzkiego widzimy, w jaki sposób musimy reagować na pokusę. Po pierwsze nie wolno nam nigdy bać się diabła ani jego kłamstw. Powinniśmy je natychmiast odrzucać, zdecydowanie i odważnie. Wysłuchując pokusy, dopuszczacie jedynie do swych oczu brud i ciemność. Jeśli cierpicie z powodu takich wątpliwości i niepewności, musicie jedynie zacząć myśleć, a zazwyczaj ustąpią. Myślcie o konsekwencjach oszukiwania na egzaminie, myślcie o konsekwencjach takiego czy innego uczynku, o tym, jak może on zrujnować całe wasze życie nie przynosząc absolutnie żadnej korzyści. Pierwszą i najważniejszą rzeczą w takiej sytuacji jest modlitwa, a potem myślenie. Jeśli intelekt pozostanie panem, nigdy nie ulegniemy pokusie.
Po drugie, na podstawie analizy owej rozmowy z diabłem widzimy, że Ewa nigdy nie powinna zmieniać swego stanowiska. Wiedziała, że nie powinna jeść tego owocu, a jednak – zwiedziona kłamstwami – zmieniła swe postanowienie. Dlatego generalną zasadą przy wszelkich rodzajach pokus jest – nie zmieniać decyzji! Jeśli zdecydowaliście się zrobić coś – zróbcie to i nie zmieniajcie zdania w czasie pokusy, gdy jesteście smutni lub w złym humorze. Trzymajcie się swoich postanowień, a jeśli przypadkowo możecie zmienić coś na lepsze, poczekajcie aż będziecie w dobrym nastroju, a nie decydujcie pod wpływem chwilowej namiętności czy wątpliwości.
I na koniec, co prawdopodobnie najważniejsze, podczas pokusy konieczne jest zachowanie ufności. Ewa upadła, ponieważ zwątpiła w dobroć Boga, zwątpiła w to, że Bóg pragnie dla niej tego, co najlepsze. Musimy zawsze zachować pewność i ufność, że w każdej pokusie Bóg da nam łaskę wytrwania, że musimy jedynie poczekać, aż wydostaniemy się z tego tunelu z powrotem na światło dzienne, że jeśli zachowamy cierpliwość, po nocy nastanie znów dzień. Diabeł nie może kusić nas nieprzerwanie, gdyż sam jest niestały i zazdrosny, podobnie jak wściekły pies. Musimy więc jedynie być cierpliwi i ignorować jego szczekanie, podążając ku naszemu przeznaczeniu – wieczności z Bogiem, o ile tylko pozostaniemy Mu wierni.
Dlatego, drodzy uczniowie, módlmy się w sposób szczególny do Najświętszej Maryi Panny, która czyniąc zadość za upadek Ewy stała się naszą Matką, prowadzącą nas zwłaszcza w czasie pokusy, byśmy mogli być silni i odeprzeć wszystkie ataki diabła. Módlmy się do Niej, która zwyciężyła wszystkie herezje dzięki łasce zwycięstwa w pokusie, byśmy mogli być wyzwoleni od zła i odnaleźć wieczne szczęście. Amen
a
Cały okres Wielkiego Postu jest czasem pokuty, czasem publicznej pokuty dla grzeszników, ale również czasem nauki. W starożytności, gdy chrześcijaństwo przyjmowały głównie osoby dorosłe, okres Wielkiego Postu był czasem katechizacji. Z tego też powodu każdy dzień ferialny posiadał różne czytania oraz pouczenia, które wyjaśniane były katechumenom. Dzień dzisiejszy odpowiada dniowi, w który kandydaci do chrzstu rozpoczynali naukę na temat prawa moralnego i przykazań. Dlatego właśnie w czytaniach znajduje się pochodzący ze Starego testamentu ustęp o Dekalogu. Ważne jednak, byśmy rozumieli przykazania w taki sposób, w jaki naucza nas ich Zbawiciel, a nie w sensie materialistycznym, w jaki traktowali je faryzeusze. Dlatego czytaniu temu towarzyszy wyjaśnienie Chrystusa Pana, że w przykazaniach chodzi o miłość i czystość duszy, a nie o czysto formalne ich wypełnianie.
W dniu dzisiejszym dochodzimy do ostatniej prośby Modlitwy Pańskiej: „ale nas zbaw ode złego”. Prośba ta streszcza w sobie drugą część modlitwy, będąc najbliższą naszemu zbawieniu. Samo słowo „zbawienie” oznacza „wybawienie z niebezpieczeństwa” lub „ocalenie, odkupienie”. Ogólnie więc słowo to oznacza wybawienie nas od zła. Dlatego modlitwa ta związana jest z naszym pragnieniem zbawienia, byśmy zostali zachowani od zła. Prośba ta jest silnie powiązana z poprzednią, gdyż łacińskie słowo „sed” czyli „ale” oznacza że zamiast być wodzeni na pokuszenie, powinniśmy raczej zostać zachowani od zła.
Największym złem, jakie może się nam przytrafić, nie ma nic wspólnego ze złem materialnym: ubóstwem czy cierpieniem – choć oczywiście modlimy się również o to, by nas one nie spotkały – ale duchowe zło grzechu. Wszystkie inne rodzaje zła, jakie zmuszeni jesteśmy znosić, są raczej konsekwencjami grzechu, naszego własnego lub innych ludzi, dlatego w wezwaniu tym prosimy szczególnie o usunięcie od nas okazji do grzechu, byśmy zostali zachowani od zła grzechu. Od zła tego zachowani jesteśmy, gdy wychodzimy zwycięsko z pokus grzechowych. Jak widzieliśmy w zeszłym tygodniu, daleko łatwiej jest trzymać się z dala od grzechu, niż mu się opierać, dlatego najpierw modlimy się, byśmy nie byli wodzeni na pokuszenie. Musimy jednak również walczyć przeciwko diabłu, światu i ciału. Dzięki łasce Bożej możemy odnieść zwycięstwo nad pokusą i właśnie o tę łaskę prosimy Boga w Modlitwie Pańskiej.
Chrystus Pan jest Odkupicielem, czyli Tym, który zdobywa na powrót to, co utraciliśmy. Pierwsi Rodzice upadli, ponieważ ulegli pokusie, dlatego Zbawiciel, na samym początku swego życia publicznego, zaprowadzony został przez ducha na pustynię, by ze względu na nas pokusę zwyciężyć. Pozwolił się kusić diabłu by pokazać nam, w jaki sposób możemy odnieść nad nim zwycięstwo, jak możemy zwyciężyć pokusy grzechowe.
Jak mówi Pismo Święte, diabeł jest jak lew ryczący, szukający, kogo by pożreć. Jest przepełniony nienawiścią i wściekłością zarówno na Boga jak i człowieka. Stara się zniszczyć nas wszelkimi dostępnymi środkami. Utracił wszelką zdolność czynienia dobra i przepełniony jest zazdrością oraz zawiścią. Pragnie tylko jednego, byśmy całą wieczność trwali tak jak on – pogrążeni w smutku i rozpaczy. Metody jego działania dostrzec możemy dobrze, gdy przyjrzymy się kuszeniu pierwszego człowieka – czyli Ewy.
Diabeł nie zawsze jest przy nas. Jego obecność nie jest stała, zbliża się do nas jedynie wówczas, gdy nas kusi. W pewnych sytuacjach diabeł atakuje nagle i bez ostrzeżenia, innym razem rozwija działanie potajemnie, nie ukazując od razu przedmiotu pokusy, ale nakierunkowując na niego poprzez rozmowę z duszą.
I powiedział diabeł do niewiasty: „czemu wam Bóg przykazał, żebyście nie jedli z każdego drzewa rajskiego?” Jak widzicie, diabeł niekoniecznie kusi od razu, ale zawsze kieruje rozmowę na temat, o który mu chodzi. Również dziś posługuje się tą taktyką, zwłaszcza wobec tych, którzy mają skłonność do zmysłowości oraz wobec wolnomyślicieli. Stwarza na przykład fałszywe dylematy: „Czy to prawda, że Bóg nakazuje całkowite wyrzeczenie się naturalnych pragnień?” „Czyż nie jest tak, że macie prawo do tego czy tamtego?” „Czy to prawda, że Bóg żąda ślepej uległości waszego intelektu?”. Diabeł stawia pytania, dostarczając równocześnie uzasadnionych wątpliwości, wywołując dezorientację i zaciemniając istotę rzeczy. Przede wszystkim usiłuje skazić umysł osoby, którą zamierza kusić, wypełniając go wszelkimi możliwymi wątpliwościami i spekulacjami, których jedynym celem jest nasze zaślepienie.
Diabeł nie chce, abyśmy myśleli. Obca jest mu nasza ciekawość, nie chce poznać prawdy i przyczyn rzeczy, pragnie jedynie tego, byśmy robili to, co on chce. Diabeł nie jest władcą, ale poganiaczem niewolników. To samo widzimy w pokusach świata i ciała – nie odwołują się one do intelektu, do tego co szlachetne i dobre, ale do ślepych instynktów i zwierzęcych namiętności. Częstokroć oznaką pokusy jest sytuacja, w której nic nie wydaje nam się jasne i racjonalne. Gdy pojawia się wątpliwość, nie należy dokonywać zmian czy ulegać namiętnościom i skłonnościom, ale zastanowić się i spróbować określić własne położenie.
Z drugiej strony Chrystus Pan, Bóg Wcielony oraz aniołowie, których zsyła nam On do pomocy, zawsze odwołują się do naszego intelektu, napełniają pokojem i ufnością oraz dają zrozumienie. Nawet jeśli Bóg żąda od nas czegoś trudnego, zawsze jest jakiś tego powód. Bóg nie może nigdy żądać czegoś, co byłoby nierozumne – nawet jeśli niekiedy wydawać się nam może, ze przekracza to nasze siły – obdarza nas również swą łaską, o ile tylko będziemy z Nim współpracować. Diabeł stawia nam przed oczyma trudności, by wywołać u nas poczucie beznadziei, rozpaczy i smutku.
Zwróćmy uwagę, że rozmowa Ewy z diabłem już w tym momencie jest niebezpieczna, gdyż opiera się na fałszywych założeniach. Szatan jest mistrzem kłamstwa, dlatego jeśli ktoś wda się z nim w rozmowę, zawsze istnieje ryzyko, że ulegnie pokusie. Niestety Ewa nie modliła się, ani nie przedsięwzięła środków ostrożności, ale po prostu odpowiedziała kusicielowi: „Z owocu drzew, które są w raju, pożywamy, ale z owocu drzewa, które jest w środku raju, rozkazał nam Bóg, abyśmy nie jedli i nie dotykali się go, byśmy snadź nie pomarli” (Gen, 3,3).
Widzicie więc, że sumienie reaguje na sugestię diabła. Każdy z nas posiada instynkt czynienia dobra i unikania zła. Człowiek uznaje, że Bóg i sumienie zakazują mu wykonywania danej czynności, rozbudzania danej wątpliwości czy pragnienia, karmienia danej myśli. Dlatego diabeł kontynuuje atak poprzez wprowadzenie zamętu do sumienia, usiłując uciszyć i zdusić ten wewnętrzny głos obowiązku. Widzimy to na przykładzie współczesnych mediów, kuszących i równocześnie zasypujących takim bagażem obrazów, że ludzie siedzą po prostu bez ruchu przed telewizorami, jak oszołomieni narkotykiem, sparaliżowani i bezbronni. Ludzie tak obawiają się dziś swego sumienia, że zawsze potrzebują wokół siebie trochę szumu – nawet gdy nie oglądają żadnego programu, mają przynajmniej włączony telewizor, by zagłuszyć głos sumienia.
Tak więc człowiek nie chce być nieposłuszny wobec Boga, jednak daremne jest przypominanie mu, że nie wolno mu ulec jakiejś pokusie. O ile prościej byłoby, gdyby nigdy nie trzeba było przypominać o tych moralnych obowiązkach, gdyby odrzucił pokusę już na samym początku, bez zastanawiania się, dlaczego tak musi być. Jednak człowiek traci grunt pod nogami, a wróg gromadzi siły, by przypuścić bezpośredni atak: „I rzekł wąż do niewiasty: Żadną miarą nie umrzecie śmiercią. Bo wie Bóg, iż któregokolwiek dnia będziecie jeść z niego, otworzą się oczy wasze i będziecie jako bogowie, znając dobre i złe” (Gen 3,4-5).
Diabeł ukazuje wspaniałą perspektywę: oto za grzechem kryje się niewypowiedziane szczęście. W wizji tej jest coś magicznego, obiecuje ona rozwiązanie wszystkich problemów. Jak na ironię, problemy te są często całkowicie wyimaginowane, a nawet wymyślone przez samego kusiciela. Po oślepieniu duszy, po wciągnięciu jej w wątpliwości i niepewność, obiecuje jej, że będzie widziała lepiej, jeśli tylko wykona jakąś czynność, która jest jej zakazana. Obiecuje jej szczęście, o ile tylko odda się grzechowi. Podobnie zły przyjaciel zaczyna od wyśmiewania się z was, gdy czynicie coś dobrego, np. chodzicie na Mszę, a następnie zapewnia was, że jeśli tylko tego zaprzestaniecie, będziecie powszechnie lubiani. Oczywiście mogłoby się wydawać dziwne, że ktoś, kto właśnie was obraził, pragnie być waszym przyjacielem – wielu ludzi ulega jednak tej pokusie ze względu na owe fałszywe argumenty.
Jeśli dusza będzie słuchała tych diabelskich podszeptów – wszystko jest stracone. Jest jeszcze czas na wycofanie się, gdyż wola nie udzieliła jeszcze swej zgody, jeśli jednak dusza nie przerwie tej rozmowy, znajdzie się w poważnym niebezpieczeństwie upadku. Jej władze są osłabione. Mury zostały skruszone, wola nie dostarcza już sił do oporu, a namiętności wzrastają w intensywności i zakresie, sam grzech jawi się jej jako coraz bardziej fascynujący i pożądany.
„Ujrzała tedy niewiasta, że dobre było drzewo ku jedzeniu i piękne dla oczu i na wejrzeniu rozkoszne” (Gen 3,6). Ewa była kuszona przez trzech wielkich nieprzyjaciół naszej ludzkiej natury: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pychę żywota. Widziała, że drzewo rodzi owoce dobre do jedzenia – co oznaczało pożądliwość ciała. Widziała, że owoce te są przyjemne dla oczu – co oznaczało pożądliwość oczu. Została również zwiedziona przez myśl, ze byłoby dobrze zdobyć wiedzę, jaką owoc ten mógłby jej dać, co oznacza pychę żywota.
I Ewa oraz Adam ulegli tej pokusie, po czym natychmiast uświadomili sobie, że utracili wszystko. Nastąpiła natychmiastowa śmierć życia nadprzyrodzonego: stali przed Bogiem zupełnie nadzy, bez łaski uświęcającej, bez cnót wlanych, bez darów Ducha Świętego, bez obecności Trójcy Przenajświętszej. Pozostała im jedynie gorycz i szyderczy śmiech kusiciela. Cały rodzaj ludzki został oddzielony od Boga i rozpoczął nieubłagany marsz ku śmierci.
Tak wiec, drodzy uczniowie i drodzy wierni, na przykładzie tego pierwszego kuszenia rodzaju ludzkiego widzimy, w jaki sposób musimy reagować na pokusę. Po pierwsze nie wolno nam nigdy bać się diabła ani jego kłamstw. Powinniśmy je natychmiast odrzucać, zdecydowanie i odważnie. Wysłuchując pokusy, dopuszczacie jedynie do swych oczu brud i ciemność. Jeśli cierpicie z powodu takich wątpliwości i niepewności, musicie jedynie zacząć myśleć, a zazwyczaj ustąpią. Myślcie o konsekwencjach oszukiwania na egzaminie, myślcie o konsekwencjach takiego czy innego uczynku, o tym, jak może on zrujnować całe wasze życie nie przynosząc absolutnie żadnej korzyści. Pierwszą i najważniejszą rzeczą w takiej sytuacji jest modlitwa, a potem myślenie. Jeśli intelekt pozostanie panem, nigdy nie ulegniemy pokusie.
Po drugie, na podstawie analizy owej rozmowy z diabłem widzimy, że Ewa nigdy nie powinna zmieniać swego stanowiska. Wiedziała, że nie powinna jeść tego owocu, a jednak – zwiedziona kłamstwami – zmieniła swe postanowienie. Dlatego generalną zasadą przy wszelkich rodzajach pokus jest – nie zmieniać decyzji! Jeśli zdecydowaliście się zrobić coś – zróbcie to i nie zmieniajcie zdania w czasie pokusy, gdy jesteście smutni lub w złym humorze. Trzymajcie się swoich postanowień, a jeśli przypadkowo możecie zmienić coś na lepsze, poczekajcie aż będziecie w dobrym nastroju, a nie decydujcie pod wpływem chwilowej namiętności czy wątpliwości.
I na koniec, co prawdopodobnie najważniejsze, podczas pokusy konieczne jest zachowanie ufności. Ewa upadła, ponieważ zwątpiła w dobroć Boga, zwątpiła w to, że Bóg pragnie dla niej tego, co najlepsze. Musimy zawsze zachować pewność i ufność, że w każdej pokusie Bóg da nam łaskę wytrwania, że musimy jedynie poczekać, aż wydostaniemy się z tego tunelu z powrotem na światło dzienne, że jeśli zachowamy cierpliwość, po nocy nastanie znów dzień. Diabeł nie może kusić nas nieprzerwanie, gdyż sam jest niestały i zazdrosny, podobnie jak wściekły pies. Musimy więc jedynie być cierpliwi i ignorować jego szczekanie, podążając ku naszemu przeznaczeniu – wieczności z Bogiem, o ile tylko pozostaniemy Mu wierni.
Dlatego, drodzy uczniowie, módlmy się w sposób szczególny do Najświętszej Maryi Panny, która czyniąc zadość za upadek Ewy stała się naszą Matką, prowadzącą nas zwłaszcza w czasie pokusy, byśmy mogli być silni i odeprzeć wszystkie ataki diabła. Módlmy się do Niej, która zwyciężyła wszystkie herezje dzięki łasce zwycięstwa w pokusie, byśmy mogli być wyzwoleni od zła i odnaleźć wieczne szczęście. Amen
a
Labels:
józefów
środa, 23 marca 2011
O modlitwie Pańskiej - I nie wódź nas na pokusienie
Drodzy uczniowie, drodzy wierni,
Dzisiaj przypada środa drugiego tygodnia Wielkiego Postu, a my dotarliśmy do przedostatniej prośby Modlitwy Pańskiej: i nie wódź nas na pokuszenie. Na pierwszy rzut oka jest to chyba najdziwniejsza ze wszystkich próśb, gdyż dobrze wiemy, iż Bóg nie wodzi nas na pokuszenie, czyli nie kusi nas tak, jak to czyni diabeł. Musimy więc przyjrzeć się bliżej tej prośbie i postarać się lepiej ją zrozumieć.
Oczywiście wezwanie to jest naturalną konsekwencją prośby, o której mówiliśmy w ubiegłym tygodniu – prośby o odpuszczenie naszych win – tak więc naturalną tego konsekwencją jest to, że chcemy zadośćuczynić za nasze grzechy i unikać ich w przyszłości, co dobrze oddaje nasza prośba, byśmy nie byli wodzeni na pokuszenie i nie upadli w grzech. Przyjrzyjmy się więc bliżej czym jest pokusa, w jaki sposób jesteśmy kuszeni i przez kogo.
Pokusa, po łacinie tentatione, pochodzi od słowa „temptare”, czyli próbować, testować lub wykazywać. Pokusa jest przede wszystkim testem cnoty, próbą. Tak więc podobnie jak cnota wymaga dwóch rzeczy, czynienia dobra i unikania zła, tak też pokusa jest próbą na dwa różne sposoby. Człowiek może być próbowany lub doświadczany w czynieniu dobra, lub testowany co do unikania zła. W obu tych przypadkach człowiek jest kuszony, ponieważ w obu przypadkach jego cnota jest próbowana, badana i doświadczana. Badanie oznacza, że dana rzecz ma okazać się taką, jaką jest w rzeczywistości – cnota nie jest zasadniczo czymś, co można by zobaczyć, poza konkretnymi okazjami do jej praktykowania. To właśnie podczas pokusy, podczas próby, cnota ujawnia się i jest widzialna, podobnie jak wasza wiedza w jakiejś dziedzinie pozostaje niekiedy ukryta, aż do sprawdzianu.
Jesteśmy poddawani testowi w sytuacji, gdy ukazuje się nam jakieś dobro, a my możemy zgodzić się na jego czynienie, lub nie zgodzić. Możemy czynić dobro, które nam się ukazuje, albo nie. W życiu mamy tak wiele okazji, jednak dobre ich wykorzystanie wymaga cnoty. Każdemu z nas zdarza się, że mamy okazję uczynić coś dobrego - jednak tylko człowiek cnotliwy potrafi okazje takie wykorzystać. Widzimy to każdego dnia, wszyscy mamy tak wiele okazji do czynienia dobra – ze smutkiem jednak musimy przyznać, że niewielu z nas sposobności te wykorzystuje. To właśnie skutek braku cnoty. Człowiek cnotliwy natomiast potrafi wykorzystać najmniejszą nawet sposobność i obrócić ją na swoją korzyść. Częstokroć sukces lub porażka w wykorzystaniu sposobności decyduje w znacznej mierze o naszej przyszłości, zwłaszcza gdy jesteśmy młodzi.
W tym sensie, próby zsyłane są przez Boga na sprawiedliwych dla ich wzrostu i rozwoju duchowego, by wykorzystywali sposobność i wychodzili z tych doświadczeń zwycięsko. Bóg doświadczał Abrahama, mówi Pismo Święte. Nie, żeby Bóg musiał poznać cnotę Abrahama, gdyż Bóg wie wszystko, ale raczej w tym celu, by wewnętrzne, niewidzialne cnoty wiary Abrahama, stały się jawne wobec wszystkich, gdyż miał on specjalne powołanie, by stać się ojcem wszystkich wierzących. Podobnie, by dać wszystkim narodom przykład cierpliwości, Bóg kusił Joba. W tym sensie Bóg zezwala na pokusę, a nawet ją wywołuje, by dać nam okazję do postępu w cnocie, a często to właśnie zwycięstwo nad trudnościami determinować będzie nasze powołanie – jak to widzimy na przykładzie życia patrona naszej szkoły – świętego Tomasza z Akwinu.
Oczywiście wszyscy chcemy postępować w cnocie, tak więc nie prosimy, by ten rodzaj prób nie stał się naszym udziałem, mamy jedynie nadzieję, że pozostaniemy wierni łasce ofiarowanej nam w tych trudnościach. Tak naprawdę chodzi nam o drugą z prób, jakiem poddawana jest cnota, czyli o unikanie zła. Niekiedy są one oczywiście ze sobą powiązane, ale nierzadko nie czynimy wszystkiego, by nie ulec złu, dlatego właśnie w ostatnim wezwaniu Pater Noster prosimy: ale nas zbaw ode złego.
Modlimy się zwłaszcza o to, byśmy nie ulegli pokusie uczynienia czegoś złego, a w ten sposób często próbowana i testowana jest cnota. Tym, którzy czynią zło, brakuje w oczywisty sposób cnoty. Złych ludzi rozpoznaje się nie po tym, co myślą czy zamierzają, ale przede wszystkim po tym, co czynią: po ich owocach ich poznacie, mówi Zbawiciel. Modlimy się więc o pomoc w czasie pokusy, byśmy mogli zachować nasze dusze od zła. Dlatego też modlimy się, byśmy nie byli wodzeni na pokuszenie, ponieważ zło nie jest czymś czego pragniemy, ale czymś czego musimy unikać, innymi słowy nie popadlibyśmy w nie, gdybyśmy nie byli popychani do niego przez inną siłę. Zło ze swej natury zniewala nas, ponieważ przywiązuje nas do rzeczy, które nie mogą dać nam szczęścia. Kala nasze sumienie i czyni nas nieczystymi, nie daje nam więc szczęścia, ale raczej zwodzi nas i zniewala. Niekiedy jest sprzeczne z naturą i brutalne, niszczące to, co w nas najcenniejszego, czyli naszą wolna wolę i pragnienie dobra.
Czym jest więc owa siła, która popycha nas do zła, choć czujemy do tego zła wrodzony wstręt? Istnieją trzy główne siły, które prowadzą czy też popychają nas do zła: diabeł, świat i ciało. Te trzy siły otaczają człowieka, a nawet atakują go od środka.
Diabeł i wszystkie moce wyższe od duszy, czyli upadli aniołowie, kuszą człowieka przez sianie zamętu, wątpliwości, niepewności, by odwieść nas od naszych dobrych postanowień. Diabeł jest ojcem kłamstwa i realizuje swoje cele niszcząc ludzkie szczęście przede wszystkim przez sianie dezorientacji i wątpliwości. Gdy dusza porzuca silne postanowienie unikania jakiegoś zła, diabeł już wygrał i wykorzystuje jedynie okazję, by pozbawić duszę Bożej łaski. Dlatego potrzebujemy pomocy Bożej, pomocy Jego łaski, by opierać się mężnie atakom diabła. Modlimy się więc, byśmy mogli być bezpieczni od podstępów szatana, by nie zwiodły nas jego kłamstwa i iluzje, byśmy nie byli wodzeni na pokuszenie.
Po drugie, z powodu upadku Pierwszych Rodziców na skutek ich nieposłuszeństwa wobec Boga, nasze własne ciała nie są już nam posłuszne. W nas samych ma miejsce prawdziwy bunt zmysłów przeciwko rozumowi, instynktu przeciwko intelektowi, namiętności przeciw naszym interesom, ma miejsce to, co nazywamy pokusami ciała. Te namiętności, ta pożądliwość, jest w pewnym sensie najgorszym z naszych wrogów, ponieważ atakuje nas przeważnie od wewnątrz, jest to wróg żyjący – można tak powiedzieć – wewnątrz naszych murów. Dlatego musimy walczyć z tymi ślepymi instynktami naszej natury poprzez umartwienia, poprzez podporządkowywanie ich rozumowi, przez ćwiczenie naszej woli, a zwłaszcza przez unikanie okazji, które instynkty te wyzwalają. Jak przygnębiający widok stanowią ludzie, którzy stali się dosłownie niewolnikami swych namiętności, zaślepieni przez bezrozumne przyjemności, które nie zaspakajają ich i sprawiają, że ludzi owi popadają we wszelkie rodzaje nieuporządkowań. Chcemy być panami samych siebie, nie chcemy ulegać byle podmuchom namiętności – dlatego prosimy Boga przede wszystkim o pomoc Jego łaski, byśmy nie ulegali pokusom cielesnym, ale potrafili nad nimi zapanować.
I na koniec, również otaczający nas świat jest często siłą, która prowadzi nas na pokuszenie i do zła. Światem jest wszystko, co nas otacza, a zwłaszcza byty nam równe, czyli inni ludzie. Jak powiedział mi kiedyś pewien bardzo stary i mądry włoski ksiądz: „Tutti i santi sono a Roma, ma non tutti quelli di Roma sono Santi”. W Rzymie znaleźć można znaleźć wszystkich świętych, ale nie wszyscy mieszkańcy Rzymu są świętymi. Tak też jest wokół nas – są ludzie, którzy życzą nam źle, którzy chcą, byśmy byli tacy, jak oni, źli i pełni zepsucia. Ludzie ci mogą nawet wydawań nam się sympatyczni, odziani w owcze skóry, jak jednak powiedział Chrystus Pan, wewnątrz są wilkami drapieżnymi. Nie chcemy naśladować tych ludzi i mamy nadzieję, że nie będziemy przez nich prowadzeni, prosimy więc Zbawiciela, by trzymał nas z dala od nich, byśmy wiedzieli, kiedy uciekać przed wilkiem i ignorować ludzi, którzy nazywając się naszymi przyjaciółmi, zachęcaliby nas do czynienia zła.
Dlatego, drodzy uczniowie i drodzy wierni, prośmy Najświętszą Maryję Pannę zwłaszcza o tę szczególną łaskę zwycięstwa nad pokusą, co będzie tematem kolejnego kazania, ponieważ jednak najskuteczniejszym sposobem na zwyciężenie pokusy jest ucieczka przed nią, prośmy z całego serca dobrego Boga, by nie zezwolił, aby pokusa zdobyła nam nami władzę. Z pomocą Najświętszej Maryi Panny, która – jeśli będziemy Ją o to prosić - będzie kierowała nami zawsze w czasie próby, będziemy mogli oprzeć się pokusom i osiągnąć niebo, gdzie radować się będziemy szczęściem wiecznym, na wieki wieków. Amen.
Dzisiaj przypada środa drugiego tygodnia Wielkiego Postu, a my dotarliśmy do przedostatniej prośby Modlitwy Pańskiej: i nie wódź nas na pokuszenie. Na pierwszy rzut oka jest to chyba najdziwniejsza ze wszystkich próśb, gdyż dobrze wiemy, iż Bóg nie wodzi nas na pokuszenie, czyli nie kusi nas tak, jak to czyni diabeł. Musimy więc przyjrzeć się bliżej tej prośbie i postarać się lepiej ją zrozumieć.
Oczywiście wezwanie to jest naturalną konsekwencją prośby, o której mówiliśmy w ubiegłym tygodniu – prośby o odpuszczenie naszych win – tak więc naturalną tego konsekwencją jest to, że chcemy zadośćuczynić za nasze grzechy i unikać ich w przyszłości, co dobrze oddaje nasza prośba, byśmy nie byli wodzeni na pokuszenie i nie upadli w grzech. Przyjrzyjmy się więc bliżej czym jest pokusa, w jaki sposób jesteśmy kuszeni i przez kogo.
Pokusa, po łacinie tentatione, pochodzi od słowa „temptare”, czyli próbować, testować lub wykazywać. Pokusa jest przede wszystkim testem cnoty, próbą. Tak więc podobnie jak cnota wymaga dwóch rzeczy, czynienia dobra i unikania zła, tak też pokusa jest próbą na dwa różne sposoby. Człowiek może być próbowany lub doświadczany w czynieniu dobra, lub testowany co do unikania zła. W obu tych przypadkach człowiek jest kuszony, ponieważ w obu przypadkach jego cnota jest próbowana, badana i doświadczana. Badanie oznacza, że dana rzecz ma okazać się taką, jaką jest w rzeczywistości – cnota nie jest zasadniczo czymś, co można by zobaczyć, poza konkretnymi okazjami do jej praktykowania. To właśnie podczas pokusy, podczas próby, cnota ujawnia się i jest widzialna, podobnie jak wasza wiedza w jakiejś dziedzinie pozostaje niekiedy ukryta, aż do sprawdzianu.
Jesteśmy poddawani testowi w sytuacji, gdy ukazuje się nam jakieś dobro, a my możemy zgodzić się na jego czynienie, lub nie zgodzić. Możemy czynić dobro, które nam się ukazuje, albo nie. W życiu mamy tak wiele okazji, jednak dobre ich wykorzystanie wymaga cnoty. Każdemu z nas zdarza się, że mamy okazję uczynić coś dobrego - jednak tylko człowiek cnotliwy potrafi okazje takie wykorzystać. Widzimy to każdego dnia, wszyscy mamy tak wiele okazji do czynienia dobra – ze smutkiem jednak musimy przyznać, że niewielu z nas sposobności te wykorzystuje. To właśnie skutek braku cnoty. Człowiek cnotliwy natomiast potrafi wykorzystać najmniejszą nawet sposobność i obrócić ją na swoją korzyść. Częstokroć sukces lub porażka w wykorzystaniu sposobności decyduje w znacznej mierze o naszej przyszłości, zwłaszcza gdy jesteśmy młodzi.
W tym sensie, próby zsyłane są przez Boga na sprawiedliwych dla ich wzrostu i rozwoju duchowego, by wykorzystywali sposobność i wychodzili z tych doświadczeń zwycięsko. Bóg doświadczał Abrahama, mówi Pismo Święte. Nie, żeby Bóg musiał poznać cnotę Abrahama, gdyż Bóg wie wszystko, ale raczej w tym celu, by wewnętrzne, niewidzialne cnoty wiary Abrahama, stały się jawne wobec wszystkich, gdyż miał on specjalne powołanie, by stać się ojcem wszystkich wierzących. Podobnie, by dać wszystkim narodom przykład cierpliwości, Bóg kusił Joba. W tym sensie Bóg zezwala na pokusę, a nawet ją wywołuje, by dać nam okazję do postępu w cnocie, a często to właśnie zwycięstwo nad trudnościami determinować będzie nasze powołanie – jak to widzimy na przykładzie życia patrona naszej szkoły – świętego Tomasza z Akwinu.
Oczywiście wszyscy chcemy postępować w cnocie, tak więc nie prosimy, by ten rodzaj prób nie stał się naszym udziałem, mamy jedynie nadzieję, że pozostaniemy wierni łasce ofiarowanej nam w tych trudnościach. Tak naprawdę chodzi nam o drugą z prób, jakiem poddawana jest cnota, czyli o unikanie zła. Niekiedy są one oczywiście ze sobą powiązane, ale nierzadko nie czynimy wszystkiego, by nie ulec złu, dlatego właśnie w ostatnim wezwaniu Pater Noster prosimy: ale nas zbaw ode złego.
Modlimy się zwłaszcza o to, byśmy nie ulegli pokusie uczynienia czegoś złego, a w ten sposób często próbowana i testowana jest cnota. Tym, którzy czynią zło, brakuje w oczywisty sposób cnoty. Złych ludzi rozpoznaje się nie po tym, co myślą czy zamierzają, ale przede wszystkim po tym, co czynią: po ich owocach ich poznacie, mówi Zbawiciel. Modlimy się więc o pomoc w czasie pokusy, byśmy mogli zachować nasze dusze od zła. Dlatego też modlimy się, byśmy nie byli wodzeni na pokuszenie, ponieważ zło nie jest czymś czego pragniemy, ale czymś czego musimy unikać, innymi słowy nie popadlibyśmy w nie, gdybyśmy nie byli popychani do niego przez inną siłę. Zło ze swej natury zniewala nas, ponieważ przywiązuje nas do rzeczy, które nie mogą dać nam szczęścia. Kala nasze sumienie i czyni nas nieczystymi, nie daje nam więc szczęścia, ale raczej zwodzi nas i zniewala. Niekiedy jest sprzeczne z naturą i brutalne, niszczące to, co w nas najcenniejszego, czyli naszą wolna wolę i pragnienie dobra.
Czym jest więc owa siła, która popycha nas do zła, choć czujemy do tego zła wrodzony wstręt? Istnieją trzy główne siły, które prowadzą czy też popychają nas do zła: diabeł, świat i ciało. Te trzy siły otaczają człowieka, a nawet atakują go od środka.
Diabeł i wszystkie moce wyższe od duszy, czyli upadli aniołowie, kuszą człowieka przez sianie zamętu, wątpliwości, niepewności, by odwieść nas od naszych dobrych postanowień. Diabeł jest ojcem kłamstwa i realizuje swoje cele niszcząc ludzkie szczęście przede wszystkim przez sianie dezorientacji i wątpliwości. Gdy dusza porzuca silne postanowienie unikania jakiegoś zła, diabeł już wygrał i wykorzystuje jedynie okazję, by pozbawić duszę Bożej łaski. Dlatego potrzebujemy pomocy Bożej, pomocy Jego łaski, by opierać się mężnie atakom diabła. Modlimy się więc, byśmy mogli być bezpieczni od podstępów szatana, by nie zwiodły nas jego kłamstwa i iluzje, byśmy nie byli wodzeni na pokuszenie.
Po drugie, z powodu upadku Pierwszych Rodziców na skutek ich nieposłuszeństwa wobec Boga, nasze własne ciała nie są już nam posłuszne. W nas samych ma miejsce prawdziwy bunt zmysłów przeciwko rozumowi, instynktu przeciwko intelektowi, namiętności przeciw naszym interesom, ma miejsce to, co nazywamy pokusami ciała. Te namiętności, ta pożądliwość, jest w pewnym sensie najgorszym z naszych wrogów, ponieważ atakuje nas przeważnie od wewnątrz, jest to wróg żyjący – można tak powiedzieć – wewnątrz naszych murów. Dlatego musimy walczyć z tymi ślepymi instynktami naszej natury poprzez umartwienia, poprzez podporządkowywanie ich rozumowi, przez ćwiczenie naszej woli, a zwłaszcza przez unikanie okazji, które instynkty te wyzwalają. Jak przygnębiający widok stanowią ludzie, którzy stali się dosłownie niewolnikami swych namiętności, zaślepieni przez bezrozumne przyjemności, które nie zaspakajają ich i sprawiają, że ludzi owi popadają we wszelkie rodzaje nieuporządkowań. Chcemy być panami samych siebie, nie chcemy ulegać byle podmuchom namiętności – dlatego prosimy Boga przede wszystkim o pomoc Jego łaski, byśmy nie ulegali pokusom cielesnym, ale potrafili nad nimi zapanować.
I na koniec, również otaczający nas świat jest często siłą, która prowadzi nas na pokuszenie i do zła. Światem jest wszystko, co nas otacza, a zwłaszcza byty nam równe, czyli inni ludzie. Jak powiedział mi kiedyś pewien bardzo stary i mądry włoski ksiądz: „Tutti i santi sono a Roma, ma non tutti quelli di Roma sono Santi”. W Rzymie znaleźć można znaleźć wszystkich świętych, ale nie wszyscy mieszkańcy Rzymu są świętymi. Tak też jest wokół nas – są ludzie, którzy życzą nam źle, którzy chcą, byśmy byli tacy, jak oni, źli i pełni zepsucia. Ludzie ci mogą nawet wydawań nam się sympatyczni, odziani w owcze skóry, jak jednak powiedział Chrystus Pan, wewnątrz są wilkami drapieżnymi. Nie chcemy naśladować tych ludzi i mamy nadzieję, że nie będziemy przez nich prowadzeni, prosimy więc Zbawiciela, by trzymał nas z dala od nich, byśmy wiedzieli, kiedy uciekać przed wilkiem i ignorować ludzi, którzy nazywając się naszymi przyjaciółmi, zachęcaliby nas do czynienia zła.
Dlatego, drodzy uczniowie i drodzy wierni, prośmy Najświętszą Maryję Pannę zwłaszcza o tę szczególną łaskę zwycięstwa nad pokusą, co będzie tematem kolejnego kazania, ponieważ jednak najskuteczniejszym sposobem na zwyciężenie pokusy jest ucieczka przed nią, prośmy z całego serca dobrego Boga, by nie zezwolił, aby pokusa zdobyła nam nami władzę. Z pomocą Najświętszej Maryi Panny, która – jeśli będziemy Ją o to prosić - będzie kierowała nami zawsze w czasie próby, będziemy mogli oprzeć się pokusom i osiągnąć niebo, gdzie radować się będziemy szczęściem wiecznym, na wieki wieków. Amen.
Labels:
józefów
środa, 16 marca 2011
O modlitwie Pańskiej - Przebacz nam nasze winy
Drodzy uczniowie, drodzy wierni,
W dniu dzisiejszym przypada środa suchodniowa, dzień w którym Ewangelię poprzedzają dwie Lekcje. Suche Dni są w sposób szczególny przeznaczone na modlitwę za duchowieństwo, a modlitwa ta tradycyjnie przypada w sobotę suchodniową, kiedy to sześć stopni święceń ma odpowiadających sobie sześć Lekcji.
Dochodzimy dziś do jednej z najważniejszych próśb Modlitwy Pańskiej. Jest to jedna z dwóch próśb, które powiązane są z pewnym warunkiem. Rozważywszy, co oznacza prośba, by wola Boża pełniona była na ziemi, tak jak pełniona jest w niebie, w dniu dzisiejszym prosimy o wybaczenie naszych przewin tak, jak i my wybaczamy tym, którzy wykroczyli wobec nas. Stosowne jest bowiem, by tak jak prosimy, aby wola Boża stała się na ziemi tak, jak pełniona jest w niebie, by również wtedy, gdy nie pełnimy woli Bożej, czyli gdy popełniamy wykroczenia przeciwko Jego prawu, otrzymanie odpowiedniego lekarstwa obwarowane było pewnymi warunkami, a konkretnie tym, byśmy i my odpuścili tym, którzy zgrzeszyli względem nas.
Najbardziej znamienny w owej prośbie jest fakt, że uznajemy, iż popełniliśmy wykroczenia względem Boga. Innymi słowy: nie prosimy Go, by odpuścił nam grzechy, JEŚLI BYŚMY zgrzeszyli, a po prostu prosimy o Jego przebaczenie. Święty Jan mówi jasno: „Jeślibyśmy powiedzieli, że grzechu nie mamy, sami siebie zwodzimy i prawdy w nas nie ma” (1J 1,8). Tak więc sama dyspozycja wymagana przez te słowa jest uznaniem naszych grzechów. Uznajemy i wyznajemy, że jesteśmy grzesznikami, przestępcami i dłużnikami wobec Bożej sprawiedliwości, powinniśmy więc lękać się kary i okazywać pokorę.
W wersji łacińskiej prośba ta używa słowa „dług”’ „debitoribus nostris” i zupełnie słusznie, gdyż w wyniku naszych grzechów staliśmy się winni wobec Boga i zaciągnęliśmy dług kary, który musimy spłacić albo przez zadośćuczynienie, albo też przez cierpienie. Jednak „Ojcze nasz” jest modlitwą nadziei, gdyż prosimy w niej o wymazanie tego długu. Grzech niesie za sobą dwie poważne konsekwencje: to, co nazywamy winą, oraz karę.
Z winą mamy do czynienia wówczas, gdy pogwałcamy porządek rządzący wszechświatem, porządek ustanowiony przez Boga, porządek który doprowadziłby nas do szczęśliwości, gdybyśmy byli mu posłuszni. Wina w porządku moralnym przypomina zachowanie kogoś, kto w porządku naturalnym próbowałby latać bez skrzydeł. Rzuciłby się z klifu zwiedziony iluzją, że potrafi latać, znalazłby się więc w powietrzu bez niczego, co mogłoby go wesprzeć. Jednak prawa natury, prawo grawitacji, stanowią, że człowiek ten potrzebuje koniecznie czegoś, by go podtrzymało, w tej sytuacji ma jednak wokół siebie jedynie powietrze, które wesprzeć go nie może. W konsekwencji człowiek ten spada, a z im większej wysokości skakał, tym boleśniejszy jest jego upadek. Spada, ponieważ prawo natury wymaga równowagi, równowagi pomiędzy masą ciała, a siłą je podtrzymującą. I kiedy ten biedny człowiek spada na ziemię, natura odnajduje swą równowagę, siła jego ciążenia jest proporcjonalna do siły uderzenia ze strony ziemi, na którą spada. Jednak odzyskanie owej równowagi i porządku może być niezwykle bolesne, zwłaszcza gdy nieuporządkowanie, czyli wysokość i dysproporcja pomiędzy tymi siłami, jest wielka.
Również w porządku moralnym istnieje pewien naturalny ład ustanowiony przez Boga. Gdy ludzie przez akt swej własnej wolnej woli wykraczają przeciwko temu ładowi, siła natury moralnej działa z konieczności w kierunku przeciwnym, doprowadzając tę wolną wolę na powrót do stanu równowagi. Jest to jeden z powodów, dla których nasze sumienie ostrzega nas, gdy rozmyślnie czynimy coś złego. Ów akt, przez który wybieramy coś sprzecznego z prawem Bożym jest właśnie tym, co nazywamy winą i pozbawia on niejako duszę moralnego wsparcia, próbując oprzeć jej szczęśliwość na czymś, co nigdy jej nie nasyci. Stąd właśnie konieczność przywrócenia porządku natury, czyli prawa Bożego. A aby przywrócić tę równowagę konieczne jest to, co nazywamy karą, ponieważ dusza zderza się z twardym gruntem rzeczywistości z siłą proporcjonalną do odległości, na jaką oddaliła się od prawa Bożego.
Oczywiście ruch ciał materialnych i bytów duchowych jest tu tylko analogią, a dusza ludzka jest nieskończenie bardziej skomplikowana od przedmiotów nieożywionych, niemniej jednak dzięki temu podobieństwu zrozumieć możemy, co mamy na myśli, gdy prosimy Boga o przebaczenie naszych wykroczeń. Wina jest więc aktem, w wyniku którego znajdujemy się w stanie moralnego nieuporządkowania, kara zaś jest środkiem, poprzez który przywracana jest równowaga, poprzez który przywracana jest sprawiedliwość. Podobnie wówczas, gdy ktoś ukradnie wam coś, ma obowiązek uczynić coś więcej, niż tylko powiedzieć „Przepraszam” - to odnosiłoby się jedynie do winy. Musi również dać zadośćuczynienie, musi zwrócić ukradzioną rzecz, a nawet zapłacić wyrównanie wszelkich szkód, jakie ponieśliście w wyniku faktu, że jej nie posiadaliście. Na przykład jeśli na skutek tego, że ktoś ukradł wam samochód, musieliście codziennie jeździć autobusem, człowiek ten powinien nie tylko zwrócić samochód, ale również pieniądze, jakie wydaliście na przejazd autobusem. To samo dotyczy wszelkich innych grzechów, jakie popełniliśmy – jeśli fałszywie oskarżyliście kogoś, musicie przywrócić mu dobre imię, i tak dalej. Częstokroć wynagrodzenie różnych wykroczeń jest bardzo trudne. Jest tak na podobieństwo osoby, która spadła z dużej wysokości w konsekwencji i może spędzić wiele dni w szpitalu.
Dlatego właśnie stale modlimy się o darowanie naszych długów, debites. Mamy tu na myśli zwłaszcza karę, którą zaciągnęliśmy w konsekwencji naszych win. Dodajemy jednak do tej prośby warunek, w którym pobrzmiewa echo nauczania Zbawiciela z przypowieści, znanej wam z pewnością na pamięć, a którą przytoczę tu za Ewangelią św. Mateusza:
„Dlatego podobne jest królestwo niebieskie człowiekowi królowi, który chciał rozliczać się ze sługami swoimi. A gdy się począł rozliczać, przywiedziono mu jednego, który był mu winien dziesięć tysięcy talentów. Gdy zaś nie miał skąd oddać, kazał go pan jego sprzedać i żonę jego i dzieci i wszystko, co miał i oddać. A upadłszy sługa ów, prosił go mówiąc: Miej cierpliwość nade mną, a wszystko ci oddam. Pan zaś zlitowawszy się nad owym sługą, wypuścił go i dług mu darował. Lecz sługa ów wyszedłszy, znalazł jednego z towarzyszów swoich, który był mu winien sto denarów; i ująwszy go, dusił go, mówiąc: Oddaj, coś winien. A upadłszy towarzysz jego, prosił go, mówiąc: Miej cierpliwość nade mną, a wszystko ci oddam. On zaś nie chciał, ale poszedł i wsadził go do więzienia, ażeby oddał dług. Towarzysze zaś jego widząc, co się działo, zasmucili się bardzo i opowiedzieli panu swemu wszystko, co się było stało. Wtedy zawołał go pan jego i rzekł mu: Sługo niegodziwy! Cały dług odpuściłem ci, gdyż mnie prosiłeś! Czyż więc i ty nie powinieneś był zmiłować się nad towarzyszem twoim, jak i ja zmiłowałem się nad tobą? I rozgniewawszy się pan jego, podał go katom, ażeby oddał wszystek dług. Tak też i Ojciec mój niebieski uczyni wam, jeśli nie odpuścicie każdy bratu swemu ze serc waszych” (Mt 18, 23-35).
Prośba ta jest więc niezwykle ważna i w pewien sposób streszcza wszystkie dyspozycje konieczne do otrzymania Bożego miłosierdzia. Ów zmysł miłosierdzia, miłosierdzie proporcjonalne do tego, jakie okazujemy naszym bliźnim, jest elementem absolutnie niezbędnym dla budowania cywilizacji chrześcijańskiej. Musimy wybaczać naszym bliźnim, jeśli sami pragniemy dostąpić przebaczenia Bożego. Być może jednak w czasach obecnych powinniśmy podkreślać przede wszystkim konieczność zadośćuczynienia. Przebaczenie jest kwestią odbudowy ładu, czy też ponownego uporządkowania tego, co znalazło się na niewłaściwym miejscu. Powinniśmy zawsze starać się odbudować ten ład w naszym życiu, zwłaszcza w stosunkach z innymi. Powinniśmy też pomagać innym w jego odbudowie. To właśnie nazywamy Obcowaniem Świętych – mamy z nim do czynienia wówczas, gdy pracujemy dla dobra wszystkich i każdego z osobna, przede wszystkim poprzez dobry przykład, poprzez napominanie innych w duchu miłości i przez zadośćuczynienie za popełnione przez nas zło.
Módlmy się więc w sposób szczególny do Najświętszej Maryi Panny, do Tej, która nie zaciągnęła żadnych własnych długów, a jednak nieustannie modli się o darowanie naszych, byśmy po zakończeniu tego doczesnego życia mogli szybko osiągnąć stan wiecznego szczęścia, przeznaczonego nam w porządku ustanowionym przez Boga, który żyje i króluje po wszystkie wieki wieków. Amen.
W dniu dzisiejszym przypada środa suchodniowa, dzień w którym Ewangelię poprzedzają dwie Lekcje. Suche Dni są w sposób szczególny przeznaczone na modlitwę za duchowieństwo, a modlitwa ta tradycyjnie przypada w sobotę suchodniową, kiedy to sześć stopni święceń ma odpowiadających sobie sześć Lekcji.
Dochodzimy dziś do jednej z najważniejszych próśb Modlitwy Pańskiej. Jest to jedna z dwóch próśb, które powiązane są z pewnym warunkiem. Rozważywszy, co oznacza prośba, by wola Boża pełniona była na ziemi, tak jak pełniona jest w niebie, w dniu dzisiejszym prosimy o wybaczenie naszych przewin tak, jak i my wybaczamy tym, którzy wykroczyli wobec nas. Stosowne jest bowiem, by tak jak prosimy, aby wola Boża stała się na ziemi tak, jak pełniona jest w niebie, by również wtedy, gdy nie pełnimy woli Bożej, czyli gdy popełniamy wykroczenia przeciwko Jego prawu, otrzymanie odpowiedniego lekarstwa obwarowane było pewnymi warunkami, a konkretnie tym, byśmy i my odpuścili tym, którzy zgrzeszyli względem nas.
Najbardziej znamienny w owej prośbie jest fakt, że uznajemy, iż popełniliśmy wykroczenia względem Boga. Innymi słowy: nie prosimy Go, by odpuścił nam grzechy, JEŚLI BYŚMY zgrzeszyli, a po prostu prosimy o Jego przebaczenie. Święty Jan mówi jasno: „Jeślibyśmy powiedzieli, że grzechu nie mamy, sami siebie zwodzimy i prawdy w nas nie ma” (1J 1,8). Tak więc sama dyspozycja wymagana przez te słowa jest uznaniem naszych grzechów. Uznajemy i wyznajemy, że jesteśmy grzesznikami, przestępcami i dłużnikami wobec Bożej sprawiedliwości, powinniśmy więc lękać się kary i okazywać pokorę.
W wersji łacińskiej prośba ta używa słowa „dług”’ „debitoribus nostris” i zupełnie słusznie, gdyż w wyniku naszych grzechów staliśmy się winni wobec Boga i zaciągnęliśmy dług kary, który musimy spłacić albo przez zadośćuczynienie, albo też przez cierpienie. Jednak „Ojcze nasz” jest modlitwą nadziei, gdyż prosimy w niej o wymazanie tego długu. Grzech niesie za sobą dwie poważne konsekwencje: to, co nazywamy winą, oraz karę.
Z winą mamy do czynienia wówczas, gdy pogwałcamy porządek rządzący wszechświatem, porządek ustanowiony przez Boga, porządek który doprowadziłby nas do szczęśliwości, gdybyśmy byli mu posłuszni. Wina w porządku moralnym przypomina zachowanie kogoś, kto w porządku naturalnym próbowałby latać bez skrzydeł. Rzuciłby się z klifu zwiedziony iluzją, że potrafi latać, znalazłby się więc w powietrzu bez niczego, co mogłoby go wesprzeć. Jednak prawa natury, prawo grawitacji, stanowią, że człowiek ten potrzebuje koniecznie czegoś, by go podtrzymało, w tej sytuacji ma jednak wokół siebie jedynie powietrze, które wesprzeć go nie może. W konsekwencji człowiek ten spada, a z im większej wysokości skakał, tym boleśniejszy jest jego upadek. Spada, ponieważ prawo natury wymaga równowagi, równowagi pomiędzy masą ciała, a siłą je podtrzymującą. I kiedy ten biedny człowiek spada na ziemię, natura odnajduje swą równowagę, siła jego ciążenia jest proporcjonalna do siły uderzenia ze strony ziemi, na którą spada. Jednak odzyskanie owej równowagi i porządku może być niezwykle bolesne, zwłaszcza gdy nieuporządkowanie, czyli wysokość i dysproporcja pomiędzy tymi siłami, jest wielka.
Również w porządku moralnym istnieje pewien naturalny ład ustanowiony przez Boga. Gdy ludzie przez akt swej własnej wolnej woli wykraczają przeciwko temu ładowi, siła natury moralnej działa z konieczności w kierunku przeciwnym, doprowadzając tę wolną wolę na powrót do stanu równowagi. Jest to jeden z powodów, dla których nasze sumienie ostrzega nas, gdy rozmyślnie czynimy coś złego. Ów akt, przez który wybieramy coś sprzecznego z prawem Bożym jest właśnie tym, co nazywamy winą i pozbawia on niejako duszę moralnego wsparcia, próbując oprzeć jej szczęśliwość na czymś, co nigdy jej nie nasyci. Stąd właśnie konieczność przywrócenia porządku natury, czyli prawa Bożego. A aby przywrócić tę równowagę konieczne jest to, co nazywamy karą, ponieważ dusza zderza się z twardym gruntem rzeczywistości z siłą proporcjonalną do odległości, na jaką oddaliła się od prawa Bożego.
Oczywiście ruch ciał materialnych i bytów duchowych jest tu tylko analogią, a dusza ludzka jest nieskończenie bardziej skomplikowana od przedmiotów nieożywionych, niemniej jednak dzięki temu podobieństwu zrozumieć możemy, co mamy na myśli, gdy prosimy Boga o przebaczenie naszych wykroczeń. Wina jest więc aktem, w wyniku którego znajdujemy się w stanie moralnego nieuporządkowania, kara zaś jest środkiem, poprzez który przywracana jest równowaga, poprzez który przywracana jest sprawiedliwość. Podobnie wówczas, gdy ktoś ukradnie wam coś, ma obowiązek uczynić coś więcej, niż tylko powiedzieć „Przepraszam” - to odnosiłoby się jedynie do winy. Musi również dać zadośćuczynienie, musi zwrócić ukradzioną rzecz, a nawet zapłacić wyrównanie wszelkich szkód, jakie ponieśliście w wyniku faktu, że jej nie posiadaliście. Na przykład jeśli na skutek tego, że ktoś ukradł wam samochód, musieliście codziennie jeździć autobusem, człowiek ten powinien nie tylko zwrócić samochód, ale również pieniądze, jakie wydaliście na przejazd autobusem. To samo dotyczy wszelkich innych grzechów, jakie popełniliśmy – jeśli fałszywie oskarżyliście kogoś, musicie przywrócić mu dobre imię, i tak dalej. Częstokroć wynagrodzenie różnych wykroczeń jest bardzo trudne. Jest tak na podobieństwo osoby, która spadła z dużej wysokości w konsekwencji i może spędzić wiele dni w szpitalu.
Dlatego właśnie stale modlimy się o darowanie naszych długów, debites. Mamy tu na myśli zwłaszcza karę, którą zaciągnęliśmy w konsekwencji naszych win. Dodajemy jednak do tej prośby warunek, w którym pobrzmiewa echo nauczania Zbawiciela z przypowieści, znanej wam z pewnością na pamięć, a którą przytoczę tu za Ewangelią św. Mateusza:
„Dlatego podobne jest królestwo niebieskie człowiekowi królowi, który chciał rozliczać się ze sługami swoimi. A gdy się począł rozliczać, przywiedziono mu jednego, który był mu winien dziesięć tysięcy talentów. Gdy zaś nie miał skąd oddać, kazał go pan jego sprzedać i żonę jego i dzieci i wszystko, co miał i oddać. A upadłszy sługa ów, prosił go mówiąc: Miej cierpliwość nade mną, a wszystko ci oddam. Pan zaś zlitowawszy się nad owym sługą, wypuścił go i dług mu darował. Lecz sługa ów wyszedłszy, znalazł jednego z towarzyszów swoich, który był mu winien sto denarów; i ująwszy go, dusił go, mówiąc: Oddaj, coś winien. A upadłszy towarzysz jego, prosił go, mówiąc: Miej cierpliwość nade mną, a wszystko ci oddam. On zaś nie chciał, ale poszedł i wsadził go do więzienia, ażeby oddał dług. Towarzysze zaś jego widząc, co się działo, zasmucili się bardzo i opowiedzieli panu swemu wszystko, co się było stało. Wtedy zawołał go pan jego i rzekł mu: Sługo niegodziwy! Cały dług odpuściłem ci, gdyż mnie prosiłeś! Czyż więc i ty nie powinieneś był zmiłować się nad towarzyszem twoim, jak i ja zmiłowałem się nad tobą? I rozgniewawszy się pan jego, podał go katom, ażeby oddał wszystek dług. Tak też i Ojciec mój niebieski uczyni wam, jeśli nie odpuścicie każdy bratu swemu ze serc waszych” (Mt 18, 23-35).
Prośba ta jest więc niezwykle ważna i w pewien sposób streszcza wszystkie dyspozycje konieczne do otrzymania Bożego miłosierdzia. Ów zmysł miłosierdzia, miłosierdzie proporcjonalne do tego, jakie okazujemy naszym bliźnim, jest elementem absolutnie niezbędnym dla budowania cywilizacji chrześcijańskiej. Musimy wybaczać naszym bliźnim, jeśli sami pragniemy dostąpić przebaczenia Bożego. Być może jednak w czasach obecnych powinniśmy podkreślać przede wszystkim konieczność zadośćuczynienia. Przebaczenie jest kwestią odbudowy ładu, czy też ponownego uporządkowania tego, co znalazło się na niewłaściwym miejscu. Powinniśmy zawsze starać się odbudować ten ład w naszym życiu, zwłaszcza w stosunkach z innymi. Powinniśmy też pomagać innym w jego odbudowie. To właśnie nazywamy Obcowaniem Świętych – mamy z nim do czynienia wówczas, gdy pracujemy dla dobra wszystkich i każdego z osobna, przede wszystkim poprzez dobry przykład, poprzez napominanie innych w duchu miłości i przez zadośćuczynienie za popełnione przez nas zło.
Módlmy się więc w sposób szczególny do Najświętszej Maryi Panny, do Tej, która nie zaciągnęła żadnych własnych długów, a jednak nieustannie modli się o darowanie naszych, byśmy po zakończeniu tego doczesnego życia mogli szybko osiągnąć stan wiecznego szczęścia, przeznaczonego nam w porządku ustanowionym przez Boga, który żyje i króluje po wszystkie wieki wieków. Amen.
Labels:
józefów
środa, 2 marca 2011
O modlitwie Pańskiej - Chleba naszego powszedniego
Drodzy uczniowie, drodzy wierni,
Dziś przypada dzień ferialny, dzień, w którym nie wspomina się żadnego ze świętych Pańskich, ale poprzednią niedzielę, Niedzielę Sześćdziesiątnicy. Jest to okres Przedpościa, czasu poprzedzającego bezpośrednio Wielki Post, okres przygotowania na czas pokuty, który rozpocznie się w przyszłym tygodniu w Środę Popielcową.
Nie ma lepszego sposobu na przygotowanie naszych dusz, niż modlitwa. W czasie ostatnich tygodni przyglądaliśmy się modlitwie, której nauczył nas sam Zbawiciel, modlitwie „Ojcze nasz”. Rozważaliśmy trzy pierwsze prośby, stanowiące razem pierwszą część modlitwy i obejmujące zasadniczo wszystko, o co moglibyśmy prosić ze względu na nasze dobro duchowe: by Bogu oddawana była cześć, by Królestwo Jego łaski zamieszkało w naszych sercach i by Jego wola stała się na ziemi tak, jak pełniona jest w niebie. Modlimy się przede wszystkim o osiągnięcie celu ostatecznego, dla którego zostaliśmy stworzeni. Kolejna część Modlitwy Pańskiej mówi o środkach, dzięki którym będziemy mogli dotrzeć do domu naszego Niebieskiego Ojca.
Modlimy się: „chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. Trzy elementy tej prośby wzbudzają naszą ciekawość. Po pierwsze, dlaczego mówimy „dzisiaj”, po drugie dlaczego prosimy o „chleb”, a po trzecie: w jaki sposób chleb ten powiązany jest z dniem dzisiejszym, chodzi bowiem o nasz chleb powszedni. Fakt, że modlitwę tę odmawiamy przynajmniej raz dziennie, implikuje sama jej treść, Pan przypomina nam w ten sposób, że powinniśmy modlić się zawsze, każdego dnia. Modlitwa jest niejako tlenem dla duszy, czymś bez czego nie może ona oddychać, gdybyśmy się nie modlili, dusza nasza obumarłaby. W wezwaniu tym prosimy przede wszystkim o energię życiową, która każdego dnia jest zużywana i musi być nieustannie regenerowana.
Zbawiciel mówi nam, byśmy prosili o chleb. Oznacza to, że dobra potrzebne nam w tym życiu możliwe są do zdobycia, a jednak równocześnie zaspakajane są one przez Boga. Chrystus Pan pragnie jednak przede wszystkim zwrócić naszą uwagę na konieczność unikania pięciu grzechów, związanych z pożądaniem przez nas rzeczy doczesnych.
Pierwsze nieuporządkowanie polega na staraniu się o rzeczy, które są nieodpowiednie dla naszego stanu życia. Jest czymś naturalnym, by żołnierz czy policjant pragnął rzeczy, potrzebnych mu do wykonywania jego zawodu: broni, różnego rodzaju uzbrojenia, munduru i wszystkiego co konieczne do obrony siebie i swojego kraju. Nie byłoby jednak odpowiednie, by zwykły człowiek nosił w autobusie karabin maszynowy – zupełnie słusznie postrzegamy taką osobę jako zagrożenie, ponieważ nie ma ona prawa nosić takich rzeczy, zwłaszcza w autobusie. Tak więc również w sferze doczesnej moglibyśmy pożądać rzeczy, które mają niewiele lub zgoła nic wspólnego z naszymi potrzebami czy naszą doskonałością. Dlatego właśnie nie modlimy się o artykuły luksusowe, ani o rzeczy wytworne czy też o ich nadobfitość, ale o zwykły chleb, który niezbędny jest wszystkim, a bez którego trudno byłoby nam żyć. Modlimy się zasadniczo o to, co jest nam niezbędne i o wypełnienie naszych obowiązków stanu.
Chcemy jednak uniknąć również wielu grzechów związanych ze sposobem zdobywania dóbr doczesnych. Drugi z grzechów dotyczy zdobywania dóbr w wyniku oszustwa, lub zabierania innym tego, co im się słusznie należy. Dlatego właśnie prosimy nie tylko o chleb, modlimy się o nasz codzienny chleb, chleb który należy do nas, a nie do innych. Złodziejem i rabusiem jest z definicji ten, kto żyje kosztem pracy i z chleba innych. Modlimy się więc o wszystko, co jest nam niezbędne: o dobre stopnie, o dobre jedzenie, o dobrych przyjaciół. Nie możemy jednak posiadać tych rzeczy, a równocześnie oszukiwać, kraść lub kłamać. Musimy więc modlić się zwłaszcza o łaskę , byśmy mogli uniknąć tych nieuporządkowań.
Kolejną rzeczą, której powinniśmy się wystrzegać, jest nadmierna troska o rzeczy doczesne. Są ludzie, którzy nigdy nie są zadowoleni z tego, co posiadają, zawsze chcą mieć więcej. Nasze pragnienia muszą być jednak dostosowane do naszych potrzeb, a nie na odwrót. Mędrzec prosił Boga, by nie był ani biedny, ani bogaty, by Bóg dał mu jedynie tyle, ile konieczne [Przy 30,8-9]. Zbawiciel w Ewangelii wielokrotnie ostrzega nas przed ową nadmierną troską o sprawy tego świata: „Nie troszczcie się tedy, mówiąc: Cóż będziemy jeść, albo co będziemy pić, albo czym będziemy się przyodziewać. Bo tego wszystkiego poganie pilnie szukają. Albowiem Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Szukajcie więc najprzód królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a to wszystko będzie wam przydane” (Mt 6,31-33).
Obawa o dobra doczesne często prowadzi wielu ludzi również do innych nieuporządkowań, takich jak żarłoczność. Są tacy, którzy w przeciągu jednego dnia spożywają tyle, ile powinno im starczyć na dłuższy czas. Dlatego właśnie prosimy „chleba naszego powszedniego”, prosimy o chleb na jeden dzień, prosimy by został nam on dany na konkretny dzień, a nie by w jednej chwili zaspokojone zostały potrzeby całego naszego życia. Pan Jezus pragnie, byśmy mieli ufność w Bogu, że tak jak dał nam On jeść dzisiejszego dnia, w kolejne dni uczyni podobnie. Nie musimy jeść więcej, niż podpowiada nam rozsądek, a z pewnością nie powinniśmy zjadać wszystkiego co mamy w domu, jakby jutro nie miało nadejść. Nasz chleb powszedni powinien nam wystarczyć.
Ostatnim i najgorszym grzechem popełnianym w związku z rzeczami doczesnymi jest niewdzięczność. Wszystkie inne nieuporządkowania, o których mówiliśmy przed chwilą są niczym w porównaniu z grzechem niewdzięczności. Widzimy go często u tych, którzy posiadają wiele dóbr materialnych, jednak znacznie bardziej godny ubolewania jest wówczas, gdy dotyczy ludzi niezamożnych. Pismo Święte mówi, że trzy rzeczy są obrzydliwością w oczach Boga: pycha człowieka ubogiego, kłamliwość bogacza, oraz głupota i szaleństwo starca (Eccl 25,4), do czego święty Paweł dodaje niewdzięczność (2Tym 3,2). Gdy otrzymujemy coś od innych, zaciągamy przez ten fakt względem nich dług wdzięczności. Najbardziej elementarna sprawiedliwość wymaga, byśmy dziękowali innym za to, czego nam udzielają, czy jest to ich czas, energia, pieniądze czy inne dobra. Ponieważ całe nasze istnienie, zwłaszcza wówczas gdy jesteśmy młodzi, polega w głównej mierze na otrzymywaniu różnych rzeczy od innych, cnota wdzięczności jest tak fundamentalna, że jest znamieniem człowieka cywilizowanego.
Jeśli przyjrzycie się wielkim dziełom ludzkiej cywilizacji odkryjecie jedną cechę wspólną dla nich wszystkich, a jest nią cnota wdzięczności. Przyjrzyjcie się dedykacjom poszczególnych dzieł Bacha, a znajdziecie długie listy dziękujące patronowi za możliwość przedstawienia mu owoców swej pracy. Izaak Newton, być może najwybitniejszy z żyjących kiedykolwiek fizyków, w liście do jednego ze swych rywali, Roberta Hooke, pokornie wyznawał, że jeśli zdołał widzieć nieco dalej niż inni, było tak dlatego, że stał na ramionach Gigantów, czyli swych poprzedników. Istnieje bardzo mądre powiedzenie, że ten, kto nie chce dziękować swym przodkom, miał za nauczyciela głupca. Wdzięczność jest cnotą tak fundamentalną, że bez niej nie może być stworzone nic solidnego, nie nic solidnego nie może przetrwać, a nic dobrego zostać zachowane.
Jesteśmy winni innym, a nawet samym sobie, podziękowanie za to wszystko, co inni dla nas uczynili. Sami z siebie jesteśmy mniej niż niczym, jednak przy pomocy naszych rodziców, naszych nauczycieli, naszych mentorów i opiekunów możemy zdziałać wiele, a nawet stać się światłami przewodnimi naszej cywilizacji, jednak tylko wówczas, gdy będziemy szczodrzy, a przede wszystkim gdy okazywać będziemy wdzięczność za wszystko, co otrzymaliśmy. Wdzięczność jesteśmy winni naszym rodzicom, a również naszym nauczycielom, przyjaciołom, przywódcom, przyjaciołom i wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób nam pomogli. Cnota wdzięczności jest najlepszą gwarancją tego, że zawsze otrzymamy konieczną nam pomoc, a jak wiemy, każdego dnia potrzebujemy naszego chleba powszedniego.
Dlatego, drodzy uczniowie, nauczmy się zwłaszcza praktykowania jednej cnoty, o którą też powinniśmy nieustannie się modlić, mam na myśli cnotę wdzięczności. Modlimy się o nasz chleb powszedni, a chlebem tym jest przede wszystkim sakramentalny Chleb Życia, Eucharystia, co po grecku znaczy „dziękczynienie”. Słowo „euxaristo” znaczy „dziękować”. Stąd poprzez ów chleb powszedni, który przyjmujemy z ołtarza, dziękujemy naszemu niebieskiemu Ojcu za wszystkie dobrodziejstwa jakie od Niego otrzymaliśmy, z których największym jest sam sakrament. W ten sposób przy pomocy łaski udzielanej nam w tym sakramencie, miejmy odwagę dziękować naszym bliźnim za wszystko, cokolwiek dla nas uczynili, przez własny przykład i hojność oraz dobre wykorzystanie owoców ich wyrzeczeń. W ten sposób, poprzez wzajemną pomoc i wdzięczność, pewnego dnia osiągnąć będziemy mogli oglądanie Boga i w wiecznym akcie wdzięczności wyśpiewywać będziemy Jego chwałę na wieki wieków. Amen.
Dziś przypada dzień ferialny, dzień, w którym nie wspomina się żadnego ze świętych Pańskich, ale poprzednią niedzielę, Niedzielę Sześćdziesiątnicy. Jest to okres Przedpościa, czasu poprzedzającego bezpośrednio Wielki Post, okres przygotowania na czas pokuty, który rozpocznie się w przyszłym tygodniu w Środę Popielcową.
Nie ma lepszego sposobu na przygotowanie naszych dusz, niż modlitwa. W czasie ostatnich tygodni przyglądaliśmy się modlitwie, której nauczył nas sam Zbawiciel, modlitwie „Ojcze nasz”. Rozważaliśmy trzy pierwsze prośby, stanowiące razem pierwszą część modlitwy i obejmujące zasadniczo wszystko, o co moglibyśmy prosić ze względu na nasze dobro duchowe: by Bogu oddawana była cześć, by Królestwo Jego łaski zamieszkało w naszych sercach i by Jego wola stała się na ziemi tak, jak pełniona jest w niebie. Modlimy się przede wszystkim o osiągnięcie celu ostatecznego, dla którego zostaliśmy stworzeni. Kolejna część Modlitwy Pańskiej mówi o środkach, dzięki którym będziemy mogli dotrzeć do domu naszego Niebieskiego Ojca.
Modlimy się: „chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. Trzy elementy tej prośby wzbudzają naszą ciekawość. Po pierwsze, dlaczego mówimy „dzisiaj”, po drugie dlaczego prosimy o „chleb”, a po trzecie: w jaki sposób chleb ten powiązany jest z dniem dzisiejszym, chodzi bowiem o nasz chleb powszedni. Fakt, że modlitwę tę odmawiamy przynajmniej raz dziennie, implikuje sama jej treść, Pan przypomina nam w ten sposób, że powinniśmy modlić się zawsze, każdego dnia. Modlitwa jest niejako tlenem dla duszy, czymś bez czego nie może ona oddychać, gdybyśmy się nie modlili, dusza nasza obumarłaby. W wezwaniu tym prosimy przede wszystkim o energię życiową, która każdego dnia jest zużywana i musi być nieustannie regenerowana.
Zbawiciel mówi nam, byśmy prosili o chleb. Oznacza to, że dobra potrzebne nam w tym życiu możliwe są do zdobycia, a jednak równocześnie zaspakajane są one przez Boga. Chrystus Pan pragnie jednak przede wszystkim zwrócić naszą uwagę na konieczność unikania pięciu grzechów, związanych z pożądaniem przez nas rzeczy doczesnych.
Pierwsze nieuporządkowanie polega na staraniu się o rzeczy, które są nieodpowiednie dla naszego stanu życia. Jest czymś naturalnym, by żołnierz czy policjant pragnął rzeczy, potrzebnych mu do wykonywania jego zawodu: broni, różnego rodzaju uzbrojenia, munduru i wszystkiego co konieczne do obrony siebie i swojego kraju. Nie byłoby jednak odpowiednie, by zwykły człowiek nosił w autobusie karabin maszynowy – zupełnie słusznie postrzegamy taką osobę jako zagrożenie, ponieważ nie ma ona prawa nosić takich rzeczy, zwłaszcza w autobusie. Tak więc również w sferze doczesnej moglibyśmy pożądać rzeczy, które mają niewiele lub zgoła nic wspólnego z naszymi potrzebami czy naszą doskonałością. Dlatego właśnie nie modlimy się o artykuły luksusowe, ani o rzeczy wytworne czy też o ich nadobfitość, ale o zwykły chleb, który niezbędny jest wszystkim, a bez którego trudno byłoby nam żyć. Modlimy się zasadniczo o to, co jest nam niezbędne i o wypełnienie naszych obowiązków stanu.
Chcemy jednak uniknąć również wielu grzechów związanych ze sposobem zdobywania dóbr doczesnych. Drugi z grzechów dotyczy zdobywania dóbr w wyniku oszustwa, lub zabierania innym tego, co im się słusznie należy. Dlatego właśnie prosimy nie tylko o chleb, modlimy się o nasz codzienny chleb, chleb który należy do nas, a nie do innych. Złodziejem i rabusiem jest z definicji ten, kto żyje kosztem pracy i z chleba innych. Modlimy się więc o wszystko, co jest nam niezbędne: o dobre stopnie, o dobre jedzenie, o dobrych przyjaciół. Nie możemy jednak posiadać tych rzeczy, a równocześnie oszukiwać, kraść lub kłamać. Musimy więc modlić się zwłaszcza o łaskę , byśmy mogli uniknąć tych nieuporządkowań.
Kolejną rzeczą, której powinniśmy się wystrzegać, jest nadmierna troska o rzeczy doczesne. Są ludzie, którzy nigdy nie są zadowoleni z tego, co posiadają, zawsze chcą mieć więcej. Nasze pragnienia muszą być jednak dostosowane do naszych potrzeb, a nie na odwrót. Mędrzec prosił Boga, by nie był ani biedny, ani bogaty, by Bóg dał mu jedynie tyle, ile konieczne [Przy 30,8-9]. Zbawiciel w Ewangelii wielokrotnie ostrzega nas przed ową nadmierną troską o sprawy tego świata: „Nie troszczcie się tedy, mówiąc: Cóż będziemy jeść, albo co będziemy pić, albo czym będziemy się przyodziewać. Bo tego wszystkiego poganie pilnie szukają. Albowiem Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Szukajcie więc najprzód królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a to wszystko będzie wam przydane” (Mt 6,31-33).
Obawa o dobra doczesne często prowadzi wielu ludzi również do innych nieuporządkowań, takich jak żarłoczność. Są tacy, którzy w przeciągu jednego dnia spożywają tyle, ile powinno im starczyć na dłuższy czas. Dlatego właśnie prosimy „chleba naszego powszedniego”, prosimy o chleb na jeden dzień, prosimy by został nam on dany na konkretny dzień, a nie by w jednej chwili zaspokojone zostały potrzeby całego naszego życia. Pan Jezus pragnie, byśmy mieli ufność w Bogu, że tak jak dał nam On jeść dzisiejszego dnia, w kolejne dni uczyni podobnie. Nie musimy jeść więcej, niż podpowiada nam rozsądek, a z pewnością nie powinniśmy zjadać wszystkiego co mamy w domu, jakby jutro nie miało nadejść. Nasz chleb powszedni powinien nam wystarczyć.
Ostatnim i najgorszym grzechem popełnianym w związku z rzeczami doczesnymi jest niewdzięczność. Wszystkie inne nieuporządkowania, o których mówiliśmy przed chwilą są niczym w porównaniu z grzechem niewdzięczności. Widzimy go często u tych, którzy posiadają wiele dóbr materialnych, jednak znacznie bardziej godny ubolewania jest wówczas, gdy dotyczy ludzi niezamożnych. Pismo Święte mówi, że trzy rzeczy są obrzydliwością w oczach Boga: pycha człowieka ubogiego, kłamliwość bogacza, oraz głupota i szaleństwo starca (Eccl 25,4), do czego święty Paweł dodaje niewdzięczność (2Tym 3,2). Gdy otrzymujemy coś od innych, zaciągamy przez ten fakt względem nich dług wdzięczności. Najbardziej elementarna sprawiedliwość wymaga, byśmy dziękowali innym za to, czego nam udzielają, czy jest to ich czas, energia, pieniądze czy inne dobra. Ponieważ całe nasze istnienie, zwłaszcza wówczas gdy jesteśmy młodzi, polega w głównej mierze na otrzymywaniu różnych rzeczy od innych, cnota wdzięczności jest tak fundamentalna, że jest znamieniem człowieka cywilizowanego.
Jeśli przyjrzycie się wielkim dziełom ludzkiej cywilizacji odkryjecie jedną cechę wspólną dla nich wszystkich, a jest nią cnota wdzięczności. Przyjrzyjcie się dedykacjom poszczególnych dzieł Bacha, a znajdziecie długie listy dziękujące patronowi za możliwość przedstawienia mu owoców swej pracy. Izaak Newton, być może najwybitniejszy z żyjących kiedykolwiek fizyków, w liście do jednego ze swych rywali, Roberta Hooke, pokornie wyznawał, że jeśli zdołał widzieć nieco dalej niż inni, było tak dlatego, że stał na ramionach Gigantów, czyli swych poprzedników. Istnieje bardzo mądre powiedzenie, że ten, kto nie chce dziękować swym przodkom, miał za nauczyciela głupca. Wdzięczność jest cnotą tak fundamentalną, że bez niej nie może być stworzone nic solidnego, nie nic solidnego nie może przetrwać, a nic dobrego zostać zachowane.
Jesteśmy winni innym, a nawet samym sobie, podziękowanie za to wszystko, co inni dla nas uczynili. Sami z siebie jesteśmy mniej niż niczym, jednak przy pomocy naszych rodziców, naszych nauczycieli, naszych mentorów i opiekunów możemy zdziałać wiele, a nawet stać się światłami przewodnimi naszej cywilizacji, jednak tylko wówczas, gdy będziemy szczodrzy, a przede wszystkim gdy okazywać będziemy wdzięczność za wszystko, co otrzymaliśmy. Wdzięczność jesteśmy winni naszym rodzicom, a również naszym nauczycielom, przyjaciołom, przywódcom, przyjaciołom i wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób nam pomogli. Cnota wdzięczności jest najlepszą gwarancją tego, że zawsze otrzymamy konieczną nam pomoc, a jak wiemy, każdego dnia potrzebujemy naszego chleba powszedniego.
Dlatego, drodzy uczniowie, nauczmy się zwłaszcza praktykowania jednej cnoty, o którą też powinniśmy nieustannie się modlić, mam na myśli cnotę wdzięczności. Modlimy się o nasz chleb powszedni, a chlebem tym jest przede wszystkim sakramentalny Chleb Życia, Eucharystia, co po grecku znaczy „dziękczynienie”. Słowo „euxaristo” znaczy „dziękować”. Stąd poprzez ów chleb powszedni, który przyjmujemy z ołtarza, dziękujemy naszemu niebieskiemu Ojcu za wszystkie dobrodziejstwa jakie od Niego otrzymaliśmy, z których największym jest sam sakrament. W ten sposób przy pomocy łaski udzielanej nam w tym sakramencie, miejmy odwagę dziękować naszym bliźnim za wszystko, cokolwiek dla nas uczynili, przez własny przykład i hojność oraz dobre wykorzystanie owoców ich wyrzeczeń. W ten sposób, poprzez wzajemną pomoc i wdzięczność, pewnego dnia osiągnąć będziemy mogli oglądanie Boga i w wiecznym akcie wdzięczności wyśpiewywać będziemy Jego chwałę na wieki wieków. Amen.
Labels:
józefów
środa, 9 lutego 2011
O modlitwie Pańskiej - Bądź wola Twoja
Drodzy uczniowie, drodzy wierni,
W dniu dzisiejszym obchodzimy wspomnienie świętego Cyryla z Aleksandrii, jednego z najwybitniejszych Ojców i Doktorów Kościoła. Był żarliwym obrońcą Boskiego Macierzyństwa Najświętszej Maryi Panny i to głównie dzięki jego wysiłkom Sobór Efeski obronił ten przywilej Maryi oraz Jej tytuł Theotokos – Matka Boga.
Dziś dochodzimy w naszych rozważaniach do kolejnej prośby Modlitwy Pańskiej: Bądź wola Twoja, jako w Niebie tak i na ziemi. Jest to trzecia prośba i co ciekawe, mamy tu do czynienia z pewnym warunkiem, czy też emfazą: jako w Niebie tak i na ziemi. Nie prosimy jedynie o to, by stała się wola Boża, ale zwłaszcza o to, by stała się ona na ziemi w taki sam sposób, w jaki realizowana jest w Niebie.
Najpierw prosimy „Bądź wola Twoja”, innymi słowy, by stała się wola Boga, a nie nasza własna. Powód tego jest taki, że wszystko, czego pragniemy, uzależnione jest od tego, co wiemy. Nie możemy czynić czegoś, zanim nie dowiemy się, co mamy zrobić. Jednak bardzo często jesteśmy w wielu kwestiach ignorantami, nie wiemy wielu rzeczy, a zwłaszcza konsekwencji tego, co chcielibyśmy uczynić. Dlatego nasz rozum oraz wola muszą opierać się na woli Boga, gdyż nasz Niebieski Ojciec jest nieskończenie od nas mądrzejszy. Właśnie cnota pokory jest strażniczką wszelkich innych cnót, sprawiając, że nie pokładamy ufności w naszej wiedzy, ale polegamy na nieomylnej wiedzy Boga. A jednak nie modlimy się po prostu o wiedzę, chcemy, by coś się stało, by coś wdrożone zostało w życie. Dlatego w Modlitwie Pańskiej nie prosimy „niech poznana zostanie Twoja wiedza”, ale „stań się wola Twoja”.
Czego jednak pragnie Bóg? Z pewnością nasza doskonałość uzależniona jest od pełnienia woli Bożej, co to jednak oznacza?
Co do nas, Bóg pragnie dla nas trzech rzeczy, o które Go prosimy. Po pierwsze i najważniejsze pragnie, byśmy osiągnęli życie wieczne. Bóg jest nieskończony, tak więc Jego wola jest wieczna, wszechmocna, poruszająco wszystko. Bóg stworzył wszystkie rzeczy mając na myśli jeden tylko cel - siebie samego. Bóg pragnie przede wszystkim udzielać siebie samego oraz przekazywać istnienie innym bytom. Dlatego pierwszą rzeczą, jakiej Bóg pragnie dla nas, to byśmy uczestniczyli w Jego życiu, w Jego wiecznym życiu. Jest to cel, dla którego zostaliśmy stworzeni. Nie zostaliśmy stworzeni dla samych tylko przyjemności – gdyż tym mogą się cieszyć również zwierzęta. Nie zostaliśmy stworzeni dla odnoszenia sukcesów finansowych, gdyż tracą one wartość wraz ze śmiercią. Zostaliśmy stworzeni dla jednego celu - byśmy osiągnęli wieczne szczęście ciesząc się z posiadania najdoskonalszej ze wszystkich istot, czyli Boga. Zostaliśmy stworzeni dla Boga, dla życia wiecznego.
Tak więc pierwszą rzeczą, o którą prosimy modląc się, by stała się wola Boga, jest właśnie życie wieczne. Prosimy o osiągnięcie celu, dla którego stworzył nas Bóg. Prosimy bardzo konkretnie, byśmy prowadzili na ziemi życie w taki sposób, by osiągnąć Niebo: „Bądź wola Twoja, jako w Niebie, tak i na ziemi”.
Drugą manifestacją woli Bożej względem nas są przykazania. Gdy ktoś czegoś pragnie, na przykład zdrowia, pożąda naturalnie wszystkiego, co do tego celu prowadzi. Dlatego lekarz, który chce, byście wyzdrowieli, da wam lekarstwo i odpowiednią poradę, byście mogli do zdrowia powrócić. Rzeczy te są środkami do osiągnięcia celu, w sposób naturalny pragniemy więc również ich, jeśli chcemy wyzdrowieć. Dlatego, choć Bóg pragnie nade wszystko, byśmy osiągnęli szczęście radując się Nim na wieki w Niebie, pragnie też tego, co z tego faktu wynika, czyli środków, dzięki którym cel ten będziemy mogli osiągnąć: chce, byśmy zachowywali przykazania. W Modlitwie Pańskiej prosimy o siłę w zachowywaniu przykazań, czyli o siłę w praktykowaniu cnoty i unikaniu grzechu. Modlimy się, by wola Boża stała się na ziemi, czyli by nasze codzienne życie przypominało życie w Niebie, innymi słowy, by toczyło się zgodnie z wolą Bożą wyrażoną w przykazaniach.
Ze względu na konsekwencje grzechu pierworodnego to praktykowanie cnót i unikanie grzechów jest dla nas szczególnie trudne. Wszystkie nasze władze pozostają nieuporządkowane i jedynie kosztem wielkiego wysiłku możemy nad nimi zapanować. Jak pisze święty Paweł, jest w naszym ciele prawo, walczące z prawem naszego rozumu. Nawet gdy chcemy być dobrymi dostrzegamy wiele przeszkód, a nasza wrodzona skłonność do lenistwa sprawia, że wszystko zdaje nam się trudne. To prawo ciała, by posłużyć się słowami świętego Pawła, walczy przeciwko woli ducha. Dlatego wola Boża będzie się w nas przejawiała zwłaszcza poprzez zwycięstwo ducha nad ciałem, w tym, że zdołamy zapanować nad nim i zatryumfować nad jego wolą. Dlatego właśnie modlimy się przede wszystkim o to, by wola Boża pełniona była na ziemi, czyli w naszym doczesnym ciele, tak jak w Niebie, zgodnie ze pragnieniami naszych dusz przeznaczonych do życia wiecznego.
Te trzy manifestacje woli Bożej odnoszą się tylko do nas jako do jednostek, ale też do naszego życia społecznego. Oczywiście każdy z nas należy do konkretnej rodziny, pewnej wspólnoty, pewnego społeczeństwa i narodu. Pragniemy więc również, by wola Boża pełniona była w społeczeństwie, czyli na ziemi, tak jak pełniona jest w niebie, we wspólnocie świętych. Pragniemy doskonałości nie tylko dla nas samych, chcemy też, by struktury do których należymy, czyli nasze rodziny, nasza szkoła, nasz kraj, były coraz bliższe doskonałości, która staje się naszym udziałem dzięki łasce.
O to właśnie prosimy w sposób szczególny w Modlitwie Pańskiej, modlimy się, by wola naszego Niebieskiego Ojca pełniona była na tym świecie w taki sposób, by życie to przygotowało nas do życia przyszłego. Modlimy się, by nasza ojczyzna wyrażała wolę Bożą w swych prawach, poprzez stymulowanie gnuśnych, ochronę słabych i karanie złych. Prosimy, by nasi przywódcy pełnili i wyrażali w swych decyzjach wolę Bożą, poszukując raczej dobra wspólnego niż osobistych korzyści. Prosimy, by nasi nauczyciele byli szanowani i wzrastali we wiedzy, a dzięki temu mogli przekazywać tę wiedzę nam. Modlimy się za naszych rodziców, by troszczyli się przede wszystkim o nasze wieczne przeznaczenie, a nie tylko o dostarczanie nam przemijających przyjemności. Mówiąc w skrócie, modlimy się, by społeczeństwo, w którym żyjemy na ziemi, było rzeczywiście obrazem społeczności niebieskiej, gdzie będziemy szczęśliwi z Bogiem, który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.
W dniu dzisiejszym obchodzimy wspomnienie świętego Cyryla z Aleksandrii, jednego z najwybitniejszych Ojców i Doktorów Kościoła. Był żarliwym obrońcą Boskiego Macierzyństwa Najświętszej Maryi Panny i to głównie dzięki jego wysiłkom Sobór Efeski obronił ten przywilej Maryi oraz Jej tytuł Theotokos – Matka Boga.
Dziś dochodzimy w naszych rozważaniach do kolejnej prośby Modlitwy Pańskiej: Bądź wola Twoja, jako w Niebie tak i na ziemi. Jest to trzecia prośba i co ciekawe, mamy tu do czynienia z pewnym warunkiem, czy też emfazą: jako w Niebie tak i na ziemi. Nie prosimy jedynie o to, by stała się wola Boża, ale zwłaszcza o to, by stała się ona na ziemi w taki sam sposób, w jaki realizowana jest w Niebie.
Najpierw prosimy „Bądź wola Twoja”, innymi słowy, by stała się wola Boga, a nie nasza własna. Powód tego jest taki, że wszystko, czego pragniemy, uzależnione jest od tego, co wiemy. Nie możemy czynić czegoś, zanim nie dowiemy się, co mamy zrobić. Jednak bardzo często jesteśmy w wielu kwestiach ignorantami, nie wiemy wielu rzeczy, a zwłaszcza konsekwencji tego, co chcielibyśmy uczynić. Dlatego nasz rozum oraz wola muszą opierać się na woli Boga, gdyż nasz Niebieski Ojciec jest nieskończenie od nas mądrzejszy. Właśnie cnota pokory jest strażniczką wszelkich innych cnót, sprawiając, że nie pokładamy ufności w naszej wiedzy, ale polegamy na nieomylnej wiedzy Boga. A jednak nie modlimy się po prostu o wiedzę, chcemy, by coś się stało, by coś wdrożone zostało w życie. Dlatego w Modlitwie Pańskiej nie prosimy „niech poznana zostanie Twoja wiedza”, ale „stań się wola Twoja”.
Czego jednak pragnie Bóg? Z pewnością nasza doskonałość uzależniona jest od pełnienia woli Bożej, co to jednak oznacza?
Co do nas, Bóg pragnie dla nas trzech rzeczy, o które Go prosimy. Po pierwsze i najważniejsze pragnie, byśmy osiągnęli życie wieczne. Bóg jest nieskończony, tak więc Jego wola jest wieczna, wszechmocna, poruszająco wszystko. Bóg stworzył wszystkie rzeczy mając na myśli jeden tylko cel - siebie samego. Bóg pragnie przede wszystkim udzielać siebie samego oraz przekazywać istnienie innym bytom. Dlatego pierwszą rzeczą, jakiej Bóg pragnie dla nas, to byśmy uczestniczyli w Jego życiu, w Jego wiecznym życiu. Jest to cel, dla którego zostaliśmy stworzeni. Nie zostaliśmy stworzeni dla samych tylko przyjemności – gdyż tym mogą się cieszyć również zwierzęta. Nie zostaliśmy stworzeni dla odnoszenia sukcesów finansowych, gdyż tracą one wartość wraz ze śmiercią. Zostaliśmy stworzeni dla jednego celu - byśmy osiągnęli wieczne szczęście ciesząc się z posiadania najdoskonalszej ze wszystkich istot, czyli Boga. Zostaliśmy stworzeni dla Boga, dla życia wiecznego.
Tak więc pierwszą rzeczą, o którą prosimy modląc się, by stała się wola Boga, jest właśnie życie wieczne. Prosimy o osiągnięcie celu, dla którego stworzył nas Bóg. Prosimy bardzo konkretnie, byśmy prowadzili na ziemi życie w taki sposób, by osiągnąć Niebo: „Bądź wola Twoja, jako w Niebie, tak i na ziemi”.
Drugą manifestacją woli Bożej względem nas są przykazania. Gdy ktoś czegoś pragnie, na przykład zdrowia, pożąda naturalnie wszystkiego, co do tego celu prowadzi. Dlatego lekarz, który chce, byście wyzdrowieli, da wam lekarstwo i odpowiednią poradę, byście mogli do zdrowia powrócić. Rzeczy te są środkami do osiągnięcia celu, w sposób naturalny pragniemy więc również ich, jeśli chcemy wyzdrowieć. Dlatego, choć Bóg pragnie nade wszystko, byśmy osiągnęli szczęście radując się Nim na wieki w Niebie, pragnie też tego, co z tego faktu wynika, czyli środków, dzięki którym cel ten będziemy mogli osiągnąć: chce, byśmy zachowywali przykazania. W Modlitwie Pańskiej prosimy o siłę w zachowywaniu przykazań, czyli o siłę w praktykowaniu cnoty i unikaniu grzechu. Modlimy się, by wola Boża stała się na ziemi, czyli by nasze codzienne życie przypominało życie w Niebie, innymi słowy, by toczyło się zgodnie z wolą Bożą wyrażoną w przykazaniach.
Ze względu na konsekwencje grzechu pierworodnego to praktykowanie cnót i unikanie grzechów jest dla nas szczególnie trudne. Wszystkie nasze władze pozostają nieuporządkowane i jedynie kosztem wielkiego wysiłku możemy nad nimi zapanować. Jak pisze święty Paweł, jest w naszym ciele prawo, walczące z prawem naszego rozumu. Nawet gdy chcemy być dobrymi dostrzegamy wiele przeszkód, a nasza wrodzona skłonność do lenistwa sprawia, że wszystko zdaje nam się trudne. To prawo ciała, by posłużyć się słowami świętego Pawła, walczy przeciwko woli ducha. Dlatego wola Boża będzie się w nas przejawiała zwłaszcza poprzez zwycięstwo ducha nad ciałem, w tym, że zdołamy zapanować nad nim i zatryumfować nad jego wolą. Dlatego właśnie modlimy się przede wszystkim o to, by wola Boża pełniona była na ziemi, czyli w naszym doczesnym ciele, tak jak w Niebie, zgodnie ze pragnieniami naszych dusz przeznaczonych do życia wiecznego.
Te trzy manifestacje woli Bożej odnoszą się tylko do nas jako do jednostek, ale też do naszego życia społecznego. Oczywiście każdy z nas należy do konkretnej rodziny, pewnej wspólnoty, pewnego społeczeństwa i narodu. Pragniemy więc również, by wola Boża pełniona była w społeczeństwie, czyli na ziemi, tak jak pełniona jest w niebie, we wspólnocie świętych. Pragniemy doskonałości nie tylko dla nas samych, chcemy też, by struktury do których należymy, czyli nasze rodziny, nasza szkoła, nasz kraj, były coraz bliższe doskonałości, która staje się naszym udziałem dzięki łasce.
O to właśnie prosimy w sposób szczególny w Modlitwie Pańskiej, modlimy się, by wola naszego Niebieskiego Ojca pełniona była na tym świecie w taki sposób, by życie to przygotowało nas do życia przyszłego. Modlimy się, by nasza ojczyzna wyrażała wolę Bożą w swych prawach, poprzez stymulowanie gnuśnych, ochronę słabych i karanie złych. Prosimy, by nasi przywódcy pełnili i wyrażali w swych decyzjach wolę Bożą, poszukując raczej dobra wspólnego niż osobistych korzyści. Prosimy, by nasi nauczyciele byli szanowani i wzrastali we wiedzy, a dzięki temu mogli przekazywać tę wiedzę nam. Modlimy się za naszych rodziców, by troszczyli się przede wszystkim o nasze wieczne przeznaczenie, a nie tylko o dostarczanie nam przemijających przyjemności. Mówiąc w skrócie, modlimy się, by społeczeństwo, w którym żyjemy na ziemi, było rzeczywiście obrazem społeczności niebieskiej, gdzie będziemy szczęśliwi z Bogiem, który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.
Labels:
józefów
środa, 2 lutego 2011
Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny
Drodzy uczniowie, drodzy wierni
W dniu dzisiejszym przypada bardzo wyjątkowe święto, Oczyszczenie Najświętszej Maryi Panny. Nosi ono również miano święta Matki Bożej Gromnicznej, ponieważ istnieje zwyczaj, by w dzień ten błogosławić świece, na początku Mszy ma też miejsce procesja. Wspominamy dziś ofiarowanie przez Najświętszą Dziewicę Pana Jezusa w świątyni jerozolimskiej. Matka Boża wypełniła w ten dzień wymagania Starego Prawa, wykupując swego Syna poprzez złożenie za Niego ofiary.
Dziesiątą i najdotkliwszą plagą, jaką Bóg zesłał na bałwochwalczych Egipcjan, było posłanie anioła zagłady. Mojżesz ostrzegł faraona, że jeśli nie pozwoli narodowi wybranemu odejść, posłany zostanie anioł, który pozabija wszystkie pierworodne dzieci płci męskiej w całym Egipcie. Faraon jednak zatwardził swe serce w grzechu i nie uwolnił ludu Mojżesza, Bóg posłał więc anioła, by zabił wszystkich pierworodnych chłopców. Izraelitom dano jednak sposób na ocalenie swych dzieci. Musieli wziąć krew baranka ofiarnego i skropić nią progi drzwi swych domów. Anioł, widząc krew, przechodził obok tych domów i śmierć ich nie nawiedziła. Była to pierwsza pascha, przejście obok domów tych, którzy zostali pokropieni krwią baranka.
Dzieci te jednak, choć uratowane od śmierci, nadal należały do Boga z powodu wyroku, jaki wydał On na ten kraj. Dlatego każda rodzina po narodzinach syna musiała wykupić swe dziecko ze świątyni. Takie właśnie było znaczenie obrzędu, jakiemu poddaje się tego dnia Najświętsza Maryja Panna, ofiaruje wraz ze świętym Józefem w świątyni parę gołębi, wykupując swego Pierworodnego.
Święto to ma więc głębokie znaczenie. Jest to pierwsze ofiarowanie Pana Jezusa, pierwszy etap ofiarowania, które dopełnione zostanie na Kalwarii, kiedy Baranek Boży, który gładzi grzechy świata, uratuje nasze dusze od śmierci wiecznej. Tak, jak anioł śmierci oszczędził tych, którzy skropili drzwi swych domów krwią baranka, tak również nasze dusze oszczędzone zostaną, jeśli skropimy swe wargi Krwią Zbawiciela. Najświętsza Maryja Panna ofiaruje Chrystusa Pana w świątyni, będąc posłuszna nakazom prawa, ale również w proroczy sposób ukazując, kim jest Jej Syn, ponieważ wszystkie nakazy Starego Prawa za swój jedyny cel miały ukazanie nam natury Mesjasza. Z tego właśnie powodu Symeon prorokował będzie wobec Bożej Dzieciny, nazywając Ją światłem na oświecenie pogan i chwałą ludu Izraela.
W ten sposób opatrznościowo dochodzimy do kolejnej prośby Modlitwy Pańskiej, korespondującej z odczuciami Matki Bożej w tym dniu. Wyraziwszy życzenie: „Święć się Imię Twoje”, prosimy również: „Przyjdź Królestwo Twoje”.
Od samego początku swego publicznego nauczania Zbawiciel głosi Królestwo Niebieskie. „Czyńcie pokutę, albowiem bliskie jest Królestwo Niebieskie”. Oczywiście pożądamy Królestwa, które zapowiedział Chrystus Pan. Co ono jednak oznacza? Królestwo Niebieskie jest tam, gdzie rządzi Niebo, czyli Bóg, gdzie wypełniana jest Jego wola. Jeśli jest coś absolutnie koniecznego, to właśnie wola Boża, ponieważ gdyby Bóg nie powołałby jakiejś rzeczy do istnienia, rzecz taka nigdy by nie zaistniała. Oczywiście nie modlimy się, by wola Boża pełniona była w tym sensie, ale prosimy, by wola Boża pełniona była w nas. Wola Boża będzie wypełniona przez ludzi sprawiedliwych, którzy się z nią zgadzają i odnajdą w niej swe szczęście, lub też zrealizuje się poprzez ukaranie przez Boga ludzi występnych.
W Modlitwie Pańskiej wyrażamy jednak pragnienie, by Królestwo Boże „przyszło”, czyli by było ono obecne i sprawowało swe rządy na ziemi. Powód tego jest taki, że w obecnej kondycji rodzaju ludzkiego, ludzie są często bardzo dalecy od pełnienia woli Bożej. Jest na tym świecie wiele zgorszeń, wiele rzeczy bardzo dalekich od szczęśliwości i doskonałości, jakich pragnie dla nas Bóg. Tak więc, prosząc o przyjście Królestwa Zbawiciela, prosimy w istocie o wiele rzeczy. Prosimy, by sprawiedliwi zostali umocnieni, by źli zostali usunięci i pozbawieni możliwości szkodzenia wspólnemu dobru, lub by się nawrócili i stali sprawiedliwymi. Modlimy się też o to, byśmy my sami dotarli do owego wiecznego Królestwa, czyli do Nieba, gdzie nie ma sprzeciwu wobec rządów Boga, gdzie nie będzie śmierci ani smutku.
Jednym z głównych powodów, dla których tęsknimy za Niebem, jest fakt, że w Niebie panuje sprawiedliwość. Na tym świecie jest często przeciwnie. Ludzie źli wydają się cieszyć powodzeniem. Szybko zdobywają pieniądze i władzę, podczas gdy dobrzy wydają się napotykać tak wielu przeszkód. Jednak to tylko pozory. W rzeczywistości sukcesy złych są bardzo krótkotrwałe. Modlimy się, by koniec rządów ludzi złych nadszedł jeszcze szybciej: Przyjdź Królestwo Twoje. Prosimy, by rządy nad nami sprawowali sprawiedliwi, byśmy odnaleźli prawdziwą wolność Dzieci Bożych, byśmy nie żyli dłużej gnębieni przez ludzi, będących niewolnikami złych nawyków i grzechów.
W obchodzonym dziś święcie Matki Bożej widzimy więc zwłaszcza Jej tęsknotę za Królestwem Jej Syna, Jej pragnienie, by przyszło ono szybko. Fundamentem tego Królestwa jest sprawiedliwość, dlatego by Królestwo to mogło nadejść, musi Ona ofiarować swego własnego Syna. Chrystus Pan, ofiarując samego siebie na Krzyżu, zaprowadzi sprawiedliwość pomiędzy Bogiem a człowiekiem, umożliwiając panowanie Królestwa Bożego na tym świecie. Dlatego, ofiarując swego Syna w świątyni jerozolimskiej, Niepokalana zanosi żarliwą prośbę, by Królestwo Boże nadeszło szybko, szybko dla każdego z nas. Dlatego też nazywamy Ją Pośredniczką Wszelkich Łask, ponieważ Królestwo to jest Królestwem budowanym przede wszystkim przez łaskę, Królestwem w którym Bóg panuje nad nami poprzez obecność swej wiecznej woli.
Dlatego, drodzy uczniowie i drodzy wierni, zwracajmy się w sposób szczególny do Najświętszej Maryi Panny, która – jako Matka Boga – jest dla naszych próśb najskuteczniejszą Orędowniczką. Oby wyprosiła nam siłę i determinację w naśladowaniu Jej gorliwości dla Królestwa Zbawiciela, w którym Bóg żyje i króluje przez wszystkie wieki wieków. Amen.
Labels:
józefów
środa, 26 stycznia 2011
O modlitwie Pańskiej - Któryś jest w niebie
Drodzy uczniowie, drodzy wierni,
Gdy odmawiamy modlitwę, której nauczył się Zbawiciel, Ojcze Nasz, zwróciwszy się do Niego, jako do Ojca, wypowiadamy następnie słowa: „Któryś jest w niebie”.
Może się mam wydawać dziwne, że mówimy o niebie na samym początku modlitwy, ale oczywiście nie jest to przypadek. Samo wspomnienie nieba przypomina nam o pobudce do modlitwy i jest zarazem najlepszym do niej przygotowaniem. Modlimy się przede wszystkim po to, by dostać się do nieba, by osiągnąć wiekuistą chwałę i radość, które staną się naszym udziałem na całą wieczność, i ile tylko będziemy posłuszni naszemu niebieskiemu Ojcu. Każda z naszych modlitw powinna być rozmową z Bogiem, a aby można było mówić o prawdziwej rozmowie, musicie otworzyć swój umysł przed osobą, z którą rozmawiacie. Zwracamy się więc do Boga, jako do naszego Ojca, który jest w niebie.
Wiemy jednak z naszego katechizmu, że Bóg jest nie tylko w niebie. Bóg jest wszędzie. Podtrzymuje wszystko w istnieniu, musi być więc wszędzie, gdyż w przeciwnym razie nic nie mogłoby istnieć. Dlaczego więc mówimy, że Bóg jest w niebie?
Gdy mówimy o niebie, mamy oczywiście na myśli niebo jako miejsce, miejsce, w którym święci przebywają przez cała wieczność. Jest to miejsce, w którym panują pokój i radość, ponieważ wszystko jest właściwie uporządkowane, nie ma smutku, chorób, śmierci ani w ogóle niczego, co mogłoby nas pozbawić doskonałej szczęśliwości. Niebo jest miejscem, w którym Bóg panuje w stopniu absolutnym, gdzie nie ma wobec Niego opozycji, nie ma grzechu ani jego skutków. Mówimy więc, że pomimo, że Bóg jest wszędzie, jest On w sposób szczególny w niebie, gdyż tam można Go oglądać. Podczas naszego ziemskiego życia nie możemy oglądać Boga, pomimo, że jest On obecny we wszystkim, co widzimy. Tylko w niebie będziemy mogli Go zobaczyć, dlatego też zwracamy się do Niego, jako do naszego Ojca, który jest w niebie.
Bóg nie jest skrępowany żadnymi fizycznymi ograniczeniami, jest nieskończony pod każdym względem. Prawdopodobnie właśnie bezmiar przestrzeni kosmicznej najlepiej ilustruje ten atrybut Boga, Jego wieczność i wielkość. Wiemy, że w porównaniu z widzialnym wszechświatem nasza ziemia jest bardzo niewielka. Księżyc, który widzimy na niebie w nocy, jest od nas bardzo odległy. Ziemia jest oczywiście bardzo duża, jednak nawet jeśli mielibyście obejść ją dokoła od Warszawy przez Londyn, Nowy Jork, Tokio i Moskwę, mielibyście do przebycia około czterdziestu tysięcy kilometrów. Jest to wszelako zaledwie około jedna dziesiąta odległości ziemi od księżyca. A nawet ta odległość jest niczym w porównaniu z resztą wszechświata, z odległościami, których nie wyraża się już w kilometrach, ale w latach świetlnych, światło natomiast przebywa w ciągu roku około 10 trylionów kilometrów. Odległości te są niewyobrażalne, jednak nawet rok świetlny nie jest wcale tak znaczną odległością – najbliższe gwiazdy oddalone są od nas o 5 lat świetlnych, jednak większość z tych, które widzimy na niebie, oddalonych jest o setki i tysiące, a nawet miliony lat świetlnych.
Gdy więc spoglądamy na niebo, widzimy najwspanialszy obraz majestatu i potęgi Boga, objawiających się w Jego nieskończoności i ogromie. Bóg jest większy niż niebiosa, dają nam one jednak pewne wyobrażenie o nieskończoności i potędze Boga.
Tak więc już pierwsze wezwanie, z jakim zwracamy się do naszego Ojca, który jest w niebie, jest aktem wiary. Wierzymy przede wszystkim w Ojca, który posłał na ten świat swego Syna. Wierzymy w Ojca Wszechmogącego, który jest w niebie, który stworzył niebo i ziemię. Wiara uczy nas również, że naszym przeznaczeniem jest niebo, gdzie mamy się radować wiecznym szczęściem z naszym niebieskim Ojcem.
Pierwsza prośba Modlitwy Pańskiej jest bardzo prosta, a jednak głęboka w konsekwencjach: Święć się Imię Twoje.
Prosimy, by Imię Boga było czczone i uświęcone. Istnieje głęboki powód, dla którego jest to pierwsza z próśb, jakie zanosimy do naszego Ojca. Powód, dla którego prosimy, by Imię Boże było czczone jest taki, że Bóg jest wspanialszy nade wszystko, jest więc czymś naturalnym, by Jego Imię szanowane było bardziej, niż jakiekolwiek inne. Imię Boże jest bardziej godne miłości niż jakiekolwiek inne, ponieważ nie dano ludziom pod niebem innego imienia, w którym mogliby być zbawieni. Dlatego na to Imię zgina się każde kolano w niebie, na ziemi i pod ziemią. Nawet aniołowie drżą wobec Imienia Boga, ponieważ wyraża ono samą Jego naturę.
Co jeszcze dla nas ważniejsze, cześć okazywana Imieniu Bożemu stanowi najpewniejszą gwarancję, że wszelkie nasze porozumiewanie się będzie miało wartość. Weźmy na przykład mowę: to rzeczownik, imię, wyraża naturę rzeczy. Gdy widzicie psa, mówicie, że pies idzie lub biegnie, a kot miauczy. Niezależnie od tego, jaki jest podmiot w wypowiadanym przez was zdaniu, używacie mianownika, przypadku pierwotnego wobec rzeczownika. Już sposób, w jaki mówimy, wyraża samą naturę rzeczy, tak że nasza mowa przywołuje w umysłach innych ludzi tę samą rzecz, tę samą naturę, o której my myślimy. Taki jest cel rzeczownika, nazwy – mają one zawierać w sobie naturę i umożliwiać przekazanie jej innym. Podczas, gdy czasownik wyraża pewną czynność czy stan, zadaniem rzeczownika jest wyrażanie tego, co nie zmienia się z upływem czasu, czyli samej substancji czy też natury rzeczy.
Dlatego właśnie używanie nazw jest takie ważne. Jeśli nie używamy nazw w sposób właściwy, ludzie nie rozumieją, co mówimy. Nie potrafimy wyjaśnić czy wyrazić natury czegoś, bez poprawnego użycia nazw. Musimy mówić, o czym myślimy, w innym razie nie mówimy prawdy, czyli mówić inaczej kłamiemy, nie przekazując tego co jest w naszej duszy, ale coś fałszywego, co w rzeczywistości nie istnieje. Jeśli używamy słów niewłaściwie, innymi słowy – bez szacunku, w rzeczywistości okazujemy brak szacunku naszym bliźnim, a nawet sobie samym. Dlatego właśnie nauka języka jest taka ważna, jest konieczna, byśmy byli w stanie wysławić się precyzyjnie i elegancko ku zbudowaniu naszych bliźnich.
Najważniejszym słowem, jakie moglibyśmy wypowiedzieć, jest rzeczownik związany z naturą najbardziej wzniosłą, czyli z Bogiem. Imię Boga jest święte, ponieważ reprezentuje ono i przekazuje samą ideę Boskiej Istoty. Jeśli nie szanujemy Imienia Boga, czyli jeśli używamy Imienia Zbawiciela na daremno albo w formie przekleństwa, w rzeczywistości udaremniamy wszelką inną komunikację. W jaki sposób możemy przekazywać cokolwiek, jeśli nie szanujemy fundamentu i źródła wszystkiego? To niemożliwe. Dlatego właśnie widzimy wszędzie dokoła upadek cywilizacji, powód tego jest taki, że nie używamy słów we właściwy sposób. Używanie Imienia Bożego na daremno, w sposób bluźnierczy i bez szacunku, prowadzi do samozniszczenia wszelkiej innej komunikacji.
Budowniczowie Wieży Babel również sami chcieli nadawać nazwy, gardząc nakazami i Imieniem Boga. Dlatego też karą czy też owocem ich prób zredukowania Boga do roli niewolnika państwa, był rozpad całego imperium wskutek zaniku zdolności do porozumiewania się. Oddzielająca ludzi bariera języka jest karą za brak szacunku wobec Imienia Bożego.
Dlatego właśnie musimy czcić Imię Boga, stąd mówimy się w Modlitwie Pańskiej: Święć się Imię Twoje. Świętość Imienia Boga jest dla nas gwarancją, że każde inne słowo, jakie wypowiadamy, nawet słowa wypowiadane na modlitwie, mają znaczenie i moc przekazywania naszych potrzeb innym oraz samemu Bogu.
Dlatego, drodzy wierni, pamiętajmy zawsze o okazywaniu czci Imieniu Bożemu i starajmy się, by również inni ją okazywali. W ten sposób będziemy w stanie odbudować społeczeństwo, odtwarzając samą więź nas jednoczącą, czyli zdolność do porozumiewania się. Idźmy za radą św. Pawła, by nasze obcowanie było zawsze w niebiesiech, byśmy w miarę jak nasze słowa owocować będą wzrostem w łasce, byli również w stanie wysławiać się ku zbudowaniu i uświęceniu naszych bliźnich, uświęcając ich w tym Imieniu, które uczyni nas szczęśliwymi na wieki wieków. Amen.
Gdy odmawiamy modlitwę, której nauczył się Zbawiciel, Ojcze Nasz, zwróciwszy się do Niego, jako do Ojca, wypowiadamy następnie słowa: „Któryś jest w niebie”.
Może się mam wydawać dziwne, że mówimy o niebie na samym początku modlitwy, ale oczywiście nie jest to przypadek. Samo wspomnienie nieba przypomina nam o pobudce do modlitwy i jest zarazem najlepszym do niej przygotowaniem. Modlimy się przede wszystkim po to, by dostać się do nieba, by osiągnąć wiekuistą chwałę i radość, które staną się naszym udziałem na całą wieczność, i ile tylko będziemy posłuszni naszemu niebieskiemu Ojcu. Każda z naszych modlitw powinna być rozmową z Bogiem, a aby można było mówić o prawdziwej rozmowie, musicie otworzyć swój umysł przed osobą, z którą rozmawiacie. Zwracamy się więc do Boga, jako do naszego Ojca, który jest w niebie.
Wiemy jednak z naszego katechizmu, że Bóg jest nie tylko w niebie. Bóg jest wszędzie. Podtrzymuje wszystko w istnieniu, musi być więc wszędzie, gdyż w przeciwnym razie nic nie mogłoby istnieć. Dlaczego więc mówimy, że Bóg jest w niebie?
Gdy mówimy o niebie, mamy oczywiście na myśli niebo jako miejsce, miejsce, w którym święci przebywają przez cała wieczność. Jest to miejsce, w którym panują pokój i radość, ponieważ wszystko jest właściwie uporządkowane, nie ma smutku, chorób, śmierci ani w ogóle niczego, co mogłoby nas pozbawić doskonałej szczęśliwości. Niebo jest miejscem, w którym Bóg panuje w stopniu absolutnym, gdzie nie ma wobec Niego opozycji, nie ma grzechu ani jego skutków. Mówimy więc, że pomimo, że Bóg jest wszędzie, jest On w sposób szczególny w niebie, gdyż tam można Go oglądać. Podczas naszego ziemskiego życia nie możemy oglądać Boga, pomimo, że jest On obecny we wszystkim, co widzimy. Tylko w niebie będziemy mogli Go zobaczyć, dlatego też zwracamy się do Niego, jako do naszego Ojca, który jest w niebie.
Bóg nie jest skrępowany żadnymi fizycznymi ograniczeniami, jest nieskończony pod każdym względem. Prawdopodobnie właśnie bezmiar przestrzeni kosmicznej najlepiej ilustruje ten atrybut Boga, Jego wieczność i wielkość. Wiemy, że w porównaniu z widzialnym wszechświatem nasza ziemia jest bardzo niewielka. Księżyc, który widzimy na niebie w nocy, jest od nas bardzo odległy. Ziemia jest oczywiście bardzo duża, jednak nawet jeśli mielibyście obejść ją dokoła od Warszawy przez Londyn, Nowy Jork, Tokio i Moskwę, mielibyście do przebycia około czterdziestu tysięcy kilometrów. Jest to wszelako zaledwie około jedna dziesiąta odległości ziemi od księżyca. A nawet ta odległość jest niczym w porównaniu z resztą wszechświata, z odległościami, których nie wyraża się już w kilometrach, ale w latach świetlnych, światło natomiast przebywa w ciągu roku około 10 trylionów kilometrów. Odległości te są niewyobrażalne, jednak nawet rok świetlny nie jest wcale tak znaczną odległością – najbliższe gwiazdy oddalone są od nas o 5 lat świetlnych, jednak większość z tych, które widzimy na niebie, oddalonych jest o setki i tysiące, a nawet miliony lat świetlnych.
Gdy więc spoglądamy na niebo, widzimy najwspanialszy obraz majestatu i potęgi Boga, objawiających się w Jego nieskończoności i ogromie. Bóg jest większy niż niebiosa, dają nam one jednak pewne wyobrażenie o nieskończoności i potędze Boga.
Tak więc już pierwsze wezwanie, z jakim zwracamy się do naszego Ojca, który jest w niebie, jest aktem wiary. Wierzymy przede wszystkim w Ojca, który posłał na ten świat swego Syna. Wierzymy w Ojca Wszechmogącego, który jest w niebie, który stworzył niebo i ziemię. Wiara uczy nas również, że naszym przeznaczeniem jest niebo, gdzie mamy się radować wiecznym szczęściem z naszym niebieskim Ojcem.
Pierwsza prośba Modlitwy Pańskiej jest bardzo prosta, a jednak głęboka w konsekwencjach: Święć się Imię Twoje.
Prosimy, by Imię Boga było czczone i uświęcone. Istnieje głęboki powód, dla którego jest to pierwsza z próśb, jakie zanosimy do naszego Ojca. Powód, dla którego prosimy, by Imię Boże było czczone jest taki, że Bóg jest wspanialszy nade wszystko, jest więc czymś naturalnym, by Jego Imię szanowane było bardziej, niż jakiekolwiek inne. Imię Boże jest bardziej godne miłości niż jakiekolwiek inne, ponieważ nie dano ludziom pod niebem innego imienia, w którym mogliby być zbawieni. Dlatego na to Imię zgina się każde kolano w niebie, na ziemi i pod ziemią. Nawet aniołowie drżą wobec Imienia Boga, ponieważ wyraża ono samą Jego naturę.
Co jeszcze dla nas ważniejsze, cześć okazywana Imieniu Bożemu stanowi najpewniejszą gwarancję, że wszelkie nasze porozumiewanie się będzie miało wartość. Weźmy na przykład mowę: to rzeczownik, imię, wyraża naturę rzeczy. Gdy widzicie psa, mówicie, że pies idzie lub biegnie, a kot miauczy. Niezależnie od tego, jaki jest podmiot w wypowiadanym przez was zdaniu, używacie mianownika, przypadku pierwotnego wobec rzeczownika. Już sposób, w jaki mówimy, wyraża samą naturę rzeczy, tak że nasza mowa przywołuje w umysłach innych ludzi tę samą rzecz, tę samą naturę, o której my myślimy. Taki jest cel rzeczownika, nazwy – mają one zawierać w sobie naturę i umożliwiać przekazanie jej innym. Podczas, gdy czasownik wyraża pewną czynność czy stan, zadaniem rzeczownika jest wyrażanie tego, co nie zmienia się z upływem czasu, czyli samej substancji czy też natury rzeczy.
Dlatego właśnie używanie nazw jest takie ważne. Jeśli nie używamy nazw w sposób właściwy, ludzie nie rozumieją, co mówimy. Nie potrafimy wyjaśnić czy wyrazić natury czegoś, bez poprawnego użycia nazw. Musimy mówić, o czym myślimy, w innym razie nie mówimy prawdy, czyli mówić inaczej kłamiemy, nie przekazując tego co jest w naszej duszy, ale coś fałszywego, co w rzeczywistości nie istnieje. Jeśli używamy słów niewłaściwie, innymi słowy – bez szacunku, w rzeczywistości okazujemy brak szacunku naszym bliźnim, a nawet sobie samym. Dlatego właśnie nauka języka jest taka ważna, jest konieczna, byśmy byli w stanie wysławić się precyzyjnie i elegancko ku zbudowaniu naszych bliźnich.
Najważniejszym słowem, jakie moglibyśmy wypowiedzieć, jest rzeczownik związany z naturą najbardziej wzniosłą, czyli z Bogiem. Imię Boga jest święte, ponieważ reprezentuje ono i przekazuje samą ideę Boskiej Istoty. Jeśli nie szanujemy Imienia Boga, czyli jeśli używamy Imienia Zbawiciela na daremno albo w formie przekleństwa, w rzeczywistości udaremniamy wszelką inną komunikację. W jaki sposób możemy przekazywać cokolwiek, jeśli nie szanujemy fundamentu i źródła wszystkiego? To niemożliwe. Dlatego właśnie widzimy wszędzie dokoła upadek cywilizacji, powód tego jest taki, że nie używamy słów we właściwy sposób. Używanie Imienia Bożego na daremno, w sposób bluźnierczy i bez szacunku, prowadzi do samozniszczenia wszelkiej innej komunikacji.
Budowniczowie Wieży Babel również sami chcieli nadawać nazwy, gardząc nakazami i Imieniem Boga. Dlatego też karą czy też owocem ich prób zredukowania Boga do roli niewolnika państwa, był rozpad całego imperium wskutek zaniku zdolności do porozumiewania się. Oddzielająca ludzi bariera języka jest karą za brak szacunku wobec Imienia Bożego.
Dlatego właśnie musimy czcić Imię Boga, stąd mówimy się w Modlitwie Pańskiej: Święć się Imię Twoje. Świętość Imienia Boga jest dla nas gwarancją, że każde inne słowo, jakie wypowiadamy, nawet słowa wypowiadane na modlitwie, mają znaczenie i moc przekazywania naszych potrzeb innym oraz samemu Bogu.
Dlatego, drodzy wierni, pamiętajmy zawsze o okazywaniu czci Imieniu Bożemu i starajmy się, by również inni ją okazywali. W ten sposób będziemy w stanie odbudować społeczeństwo, odtwarzając samą więź nas jednoczącą, czyli zdolność do porozumiewania się. Idźmy za radą św. Pawła, by nasze obcowanie było zawsze w niebiesiech, byśmy w miarę jak nasze słowa owocować będą wzrostem w łasce, byli również w stanie wysławiać się ku zbudowaniu i uświęceniu naszych bliźnich, uświęcając ich w tym Imieniu, które uczyni nas szczęśliwymi na wieki wieków. Amen.
Labels:
józefów
środa, 19 stycznia 2011
O modlitwie Pańskiej - Ojcze nasz
Drodzy uczniowie, drodzy wierni,
Każdego dnia odmawiamy Ojcze nasz, częstokroć jednak nie zastanawiamy się nad tym, jak głębokie znaczenie ma każda z zanoszonych przez nas próśb. W Modlitwie Pańskiej odnajdujemy siedem próśb, które podzielić możemy na dwie grupy. Nawet podczas odmawiania Różańca osoba prowadząca modlitwę rozpoczyna od słów „Ojcze nasz, któryś jest w niebie”, a pozostali odpowiadają „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”, rozpoczynających drugą część Ojcze nasz. W pierwszej części prosimy o rzeczy duchowe, w drugiej zaś o łaski dotyczące naszego życia doczesnego.
Najbardziej zdumiewające są jednak pierwsze słowa tej modlitwy, której nauczył nas sam Zbawiciel: „Ojcze nasz”. Pan Jezus nauczył nas zwracać się do Boga, jako do naszego Ojca. Jest to cecha wyjątkowa i specyficzna tylko dla chrześcijan – otóż mamy odwagę nazywać wszechmocnego Rządcę wszechrzeczy, Stwórcę nieba i ziemi, Sędziego wszechświata, naszym Ojcem. Poganie i żydzi mogli zrozumieć, że Bóg jest jedynym Stwórcą wszechrzeczy, nigdy jednak nie zwróciliby się do Niego, jako do Ojca. Jedynie ci, którzy wierzą w Syna Bożego, mają odwagę nazywać Wszechmocnego Ojcem.
Bóg jest naszym Ojcem przede wszystkim dlatego, że nas stworzył. Stworzył nas z mułu ziemi. Zostaliśmy stworzeni na Jego obraz, z nieśmiertelną duszą, jako istoty duchowe, podobne do Niego. Co więcej, wiara uczy nas, że Bóg, jako Ojciec, poprzez łaskę wyciska na duszach swe podobieństwo. Dzięki łasce sama natura naszego Ojca, Boska natura wspólna dla Ojca, Syna i Ducha Świętego, zamieszkuje w naszych duszach i czyni nas podobnymi do naszego Ojca, który jest w niebie.
Bóg jest naszym Ojcem również przez fakt, że rządzi wszystkim. Nie tylko nas stworzył, ale też troszczy się o nas. Ojciec to ktoś więcej, niż tylko ten, kto posiada dziecko, oznacza przede wszystkim kogoś, kto o to dziecko troszczy się, chroni je i strzeże. Tak też Bóg podtrzymuje wszystkie rzeczy w istnieniu i rządzi wszystkim zgodnie ze swą Opatrznością, kierując wszystko ku dobru tych, którzy Go kochają (Rz 8,28). Bóg jest źródłem wszelkiej władzy, a co jeszcze bardziej zdumiewające, pragnie On, by również inni mieli udział w tej władzy, a nawet by byli narzędziami służącymi do przeprowadzania Jego woli. Z tego właśnie powodu Bóg stworzył nas wolnymi, obdarzonymi rozumem i wolną wolą, byśmy mogli nie tylko służyć Mu, jak to czynią zwierzęta kierowane ślepym instynktem, ale również dzięki cechom, które najbardziej nas do Niego upodabniają – czyli rozumowi i wolnej woli.
Najbardziej głębokim i zarazem najbardziej poruszającym powodem, dla którego Bóg jest naszym Ojcem, jest fakt, że Chrystus Pan, umierając za nas na Krzyżu, poprzez łaskę stosuje do nas zasługi swej Męki. Syn Boży składa w ofierze samego siebie, byśmy również my mogli stać się synami Bożymi poprzez łaskę. Dzięki pośrednictwu Jezusa Chrystusa jesteśmy prawdziwie przybranymi synami Bożymi, ponieważ dzięki łasce otrzymujemy tę samą Boską naturę, którą Zbawiciel posiada ze swej natury. A ponieważ jesteśmy synami, jesteśmy również dziedzicami, dziedzicami życia wiecznego i mieszkania w domu Ojca, o ile tylko będziemy prowadzili życie jak Jego dzieci.
A w jaki sposób mamy prowadzić życie dzieci Bożych? Po pierwsze musimy czcić naszego niebieskiego Ojca. Dziecko, które nie czci swego ojca, nie jest godne miana dziecka, jest raczej potworem, gdyż gardzi samo sobą. Wszystko, co posiadamy, otrzymaliśmy od naszych ojców, tak więc brak szacunku wobec ojca oznacza w istocie wzgardę wobec samego siebie. Musimy więc darzyć naszego niebieskiego Ojca stosownym, sprawiedliwym szacunkiem i czcią. Musimy szanować Jego sławę i Imię oraz starać się, by i inni je czcili. Takimi aktami czci wobec Boga, który tyle dla nas uczynił, są przede wszystkim uwielbienie i dziękczynienie. Jednak poprzez łaskę jesteśmy również świątyniami Ducha Świętego, gdyż Bóg mieszka w naszych duszach poprzez swą łaskę. Dlatego właśnie staranie o nieskazitelność ma tak wielkie znaczenie – jest to bowiem oznaka szacunku wobec Boskiego Gościa, który w nas mieszka. Podobnie jak świątynia jest miejscem świętym, któremu należy się szacunek, tak również poprzez nieskazitelność ciała musimy oddawać cześć naszemu Ojcu, który jest w nas obecny poprzez łaskę.
Cześć, jaką okazujemy naszemu niebieskiemu Ojcu, powinna wypływać z prawdziwej miłości, powinna płynąć z serca. Tym, co odróżnia naszego ojca od wszystkich innych mężczyzn jest nie tyle cześć, jaką mu okazujemy, co miłość, jaką go darzymy. Uczymy się od naszych ojców i naśladujemy ich przede wszystkim ze względu na łączące nas z nimi więzi miłości. Jest to prawdziwe również w odniesieniu do naszego niebieskiego Ojca. Wszystkie nasze uczynki, które są zasługujące dla życia wiecznego, muszą wypływać z miłości, musimy starać się naśladować dobroć, jaką okazuje nam sam Bóg. Tak jak nasz niebieski Ojciec kocha nas, tak i my musimy starać się kochać innych. Podobnie jak On okazuje miłosierdzie nam, tak również i my musimy praktykować miłosierdzie względem bliźnich. Nawet dążąc do doskonałości, powinniśmy starać się – wedle słów Zbawiciela – być doskonałymi, jak i Ojciec nasz niebieski jest doskonały.
Gdy jednak mówimy o ojcostwie, na myśl przychodzi nam przede wszystkim cnota posłuszeństwa. Sam fakt, że otrzymaliśmy nasze życie od rodziców oznacza, że zawdzięczamy im wszystko, nawet nasze istnienie. Jest to jeszcze bardziej prawdziwe gdy mówimy o naszym niebieskim Ojcu. Jesteśmy Mu winni posłuszeństwo we wszystkim, i to do tego stopnia, że odmowa posłuszeństwa skutkuje dla nas utratą wszystkiego, czyli wiecznym potępieniem. Zbawiciel daje nam jednak przykład. Syn Boży, by naprawić nieposłuszeństwo naszych pierwszych rodziców, umarł na Krzyżu. Był posłuszny aż do śmierci i to śmierci krzyżowej. Był posłuszny dla naszego zbawienia i pokazuje nam to, że posłuszeństwo ma na celu w pierwszym rzędzie nasze własne dobro.
I wreszcie, podobnie jak w przypadku wszystkich innych rzeczy, cnotą, która jednoczy nas z naszym niebieskim Ojcem, jest cnota cierpliwości. To właśnie dzięki cierpliwości Chrystus Pan odkupił nas, znosząc cierpliwie wszystko, co było konieczne dla zadośćuczynienia za nasze grzechy. Tak więc praktykowanie przez nas cierpliwości jest najlepszym sposobem na osiągnięcie dziecięctwa Bożego. I chodzi tu Ne tylko o cierpliwe znoszenie kar, na jakie zasłużyliśmy przez naszą głupotę i grzechy, ale również o pamiętanie o tym, że wszelkie rzeczy dobre stają się udziałem tych, którzy potrafią czekać. Bóg jest nieskończenie mądry, jest naszym Ojcem, który da nam wszystko, czego potrzebujemy. Pragnie jednak, by wszystko dokonywało się w możliwie najdoskonalszy sposób, a częstokroć wymaga to właściwego uporządkowania rzeczy i odpowiedniej kolejności zdarzeń. Musimy więc często czekać, by Bóg ułożył sprawy w sposób, o którym wie, że jest najlepszy, by to, co zamierza nam dać, nie zostało skalane przez pośpiech i byśmy mogli właściwie docenić wartość daru.
Dlatego właśnie, drodzy przyjaciele i drodzy wierni, gdy się modlimy, zaczynamy od słów „Ojcze nasz”. W pewien sposób słowa te streszczają wszystkie inne prawdy naszej świętej wiary, gdyż samo słowo Ojciec nie byłoby możliwe bez Syna Bożego, naszego Pana Jezusa Chrystusa. Pamiętajmy zawsze na modlitwie, że nasz Pan i Bóg jest przede wszystkim Ojcem i że poprzez oddawanie Mu czci, poprzez naśladowanie Go, poprzez okazywanie Mu posłuszeństwa, zawsze otrzymamy wszystko, o co tylko moglibyśmy prosić Go na modlitwie.
Módlmy się więc podczas tej Mszy w sposób szczególny, byśmy potrafili poznać i ukochać Boga, naszego Ojca, który jest w niebie, i który pragnie, byśmy i my pewnego dnia tam się znaleźli i radowali się szczęściem wiecznym. Amen.
Każdego dnia odmawiamy Ojcze nasz, częstokroć jednak nie zastanawiamy się nad tym, jak głębokie znaczenie ma każda z zanoszonych przez nas próśb. W Modlitwie Pańskiej odnajdujemy siedem próśb, które podzielić możemy na dwie grupy. Nawet podczas odmawiania Różańca osoba prowadząca modlitwę rozpoczyna od słów „Ojcze nasz, któryś jest w niebie”, a pozostali odpowiadają „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”, rozpoczynających drugą część Ojcze nasz. W pierwszej części prosimy o rzeczy duchowe, w drugiej zaś o łaski dotyczące naszego życia doczesnego.
Najbardziej zdumiewające są jednak pierwsze słowa tej modlitwy, której nauczył nas sam Zbawiciel: „Ojcze nasz”. Pan Jezus nauczył nas zwracać się do Boga, jako do naszego Ojca. Jest to cecha wyjątkowa i specyficzna tylko dla chrześcijan – otóż mamy odwagę nazywać wszechmocnego Rządcę wszechrzeczy, Stwórcę nieba i ziemi, Sędziego wszechświata, naszym Ojcem. Poganie i żydzi mogli zrozumieć, że Bóg jest jedynym Stwórcą wszechrzeczy, nigdy jednak nie zwróciliby się do Niego, jako do Ojca. Jedynie ci, którzy wierzą w Syna Bożego, mają odwagę nazywać Wszechmocnego Ojcem.
Bóg jest naszym Ojcem przede wszystkim dlatego, że nas stworzył. Stworzył nas z mułu ziemi. Zostaliśmy stworzeni na Jego obraz, z nieśmiertelną duszą, jako istoty duchowe, podobne do Niego. Co więcej, wiara uczy nas, że Bóg, jako Ojciec, poprzez łaskę wyciska na duszach swe podobieństwo. Dzięki łasce sama natura naszego Ojca, Boska natura wspólna dla Ojca, Syna i Ducha Świętego, zamieszkuje w naszych duszach i czyni nas podobnymi do naszego Ojca, który jest w niebie.
Bóg jest naszym Ojcem również przez fakt, że rządzi wszystkim. Nie tylko nas stworzył, ale też troszczy się o nas. Ojciec to ktoś więcej, niż tylko ten, kto posiada dziecko, oznacza przede wszystkim kogoś, kto o to dziecko troszczy się, chroni je i strzeże. Tak też Bóg podtrzymuje wszystkie rzeczy w istnieniu i rządzi wszystkim zgodnie ze swą Opatrznością, kierując wszystko ku dobru tych, którzy Go kochają (Rz 8,28). Bóg jest źródłem wszelkiej władzy, a co jeszcze bardziej zdumiewające, pragnie On, by również inni mieli udział w tej władzy, a nawet by byli narzędziami służącymi do przeprowadzania Jego woli. Z tego właśnie powodu Bóg stworzył nas wolnymi, obdarzonymi rozumem i wolną wolą, byśmy mogli nie tylko służyć Mu, jak to czynią zwierzęta kierowane ślepym instynktem, ale również dzięki cechom, które najbardziej nas do Niego upodabniają – czyli rozumowi i wolnej woli.
Najbardziej głębokim i zarazem najbardziej poruszającym powodem, dla którego Bóg jest naszym Ojcem, jest fakt, że Chrystus Pan, umierając za nas na Krzyżu, poprzez łaskę stosuje do nas zasługi swej Męki. Syn Boży składa w ofierze samego siebie, byśmy również my mogli stać się synami Bożymi poprzez łaskę. Dzięki pośrednictwu Jezusa Chrystusa jesteśmy prawdziwie przybranymi synami Bożymi, ponieważ dzięki łasce otrzymujemy tę samą Boską naturę, którą Zbawiciel posiada ze swej natury. A ponieważ jesteśmy synami, jesteśmy również dziedzicami, dziedzicami życia wiecznego i mieszkania w domu Ojca, o ile tylko będziemy prowadzili życie jak Jego dzieci.
A w jaki sposób mamy prowadzić życie dzieci Bożych? Po pierwsze musimy czcić naszego niebieskiego Ojca. Dziecko, które nie czci swego ojca, nie jest godne miana dziecka, jest raczej potworem, gdyż gardzi samo sobą. Wszystko, co posiadamy, otrzymaliśmy od naszych ojców, tak więc brak szacunku wobec ojca oznacza w istocie wzgardę wobec samego siebie. Musimy więc darzyć naszego niebieskiego Ojca stosownym, sprawiedliwym szacunkiem i czcią. Musimy szanować Jego sławę i Imię oraz starać się, by i inni je czcili. Takimi aktami czci wobec Boga, który tyle dla nas uczynił, są przede wszystkim uwielbienie i dziękczynienie. Jednak poprzez łaskę jesteśmy również świątyniami Ducha Świętego, gdyż Bóg mieszka w naszych duszach poprzez swą łaskę. Dlatego właśnie staranie o nieskazitelność ma tak wielkie znaczenie – jest to bowiem oznaka szacunku wobec Boskiego Gościa, który w nas mieszka. Podobnie jak świątynia jest miejscem świętym, któremu należy się szacunek, tak również poprzez nieskazitelność ciała musimy oddawać cześć naszemu Ojcu, który jest w nas obecny poprzez łaskę.
Cześć, jaką okazujemy naszemu niebieskiemu Ojcu, powinna wypływać z prawdziwej miłości, powinna płynąć z serca. Tym, co odróżnia naszego ojca od wszystkich innych mężczyzn jest nie tyle cześć, jaką mu okazujemy, co miłość, jaką go darzymy. Uczymy się od naszych ojców i naśladujemy ich przede wszystkim ze względu na łączące nas z nimi więzi miłości. Jest to prawdziwe również w odniesieniu do naszego niebieskiego Ojca. Wszystkie nasze uczynki, które są zasługujące dla życia wiecznego, muszą wypływać z miłości, musimy starać się naśladować dobroć, jaką okazuje nam sam Bóg. Tak jak nasz niebieski Ojciec kocha nas, tak i my musimy starać się kochać innych. Podobnie jak On okazuje miłosierdzie nam, tak również i my musimy praktykować miłosierdzie względem bliźnich. Nawet dążąc do doskonałości, powinniśmy starać się – wedle słów Zbawiciela – być doskonałymi, jak i Ojciec nasz niebieski jest doskonały.
Gdy jednak mówimy o ojcostwie, na myśl przychodzi nam przede wszystkim cnota posłuszeństwa. Sam fakt, że otrzymaliśmy nasze życie od rodziców oznacza, że zawdzięczamy im wszystko, nawet nasze istnienie. Jest to jeszcze bardziej prawdziwe gdy mówimy o naszym niebieskim Ojcu. Jesteśmy Mu winni posłuszeństwo we wszystkim, i to do tego stopnia, że odmowa posłuszeństwa skutkuje dla nas utratą wszystkiego, czyli wiecznym potępieniem. Zbawiciel daje nam jednak przykład. Syn Boży, by naprawić nieposłuszeństwo naszych pierwszych rodziców, umarł na Krzyżu. Był posłuszny aż do śmierci i to śmierci krzyżowej. Był posłuszny dla naszego zbawienia i pokazuje nam to, że posłuszeństwo ma na celu w pierwszym rzędzie nasze własne dobro.
I wreszcie, podobnie jak w przypadku wszystkich innych rzeczy, cnotą, która jednoczy nas z naszym niebieskim Ojcem, jest cnota cierpliwości. To właśnie dzięki cierpliwości Chrystus Pan odkupił nas, znosząc cierpliwie wszystko, co było konieczne dla zadośćuczynienia za nasze grzechy. Tak więc praktykowanie przez nas cierpliwości jest najlepszym sposobem na osiągnięcie dziecięctwa Bożego. I chodzi tu Ne tylko o cierpliwe znoszenie kar, na jakie zasłużyliśmy przez naszą głupotę i grzechy, ale również o pamiętanie o tym, że wszelkie rzeczy dobre stają się udziałem tych, którzy potrafią czekać. Bóg jest nieskończenie mądry, jest naszym Ojcem, który da nam wszystko, czego potrzebujemy. Pragnie jednak, by wszystko dokonywało się w możliwie najdoskonalszy sposób, a częstokroć wymaga to właściwego uporządkowania rzeczy i odpowiedniej kolejności zdarzeń. Musimy więc często czekać, by Bóg ułożył sprawy w sposób, o którym wie, że jest najlepszy, by to, co zamierza nam dać, nie zostało skalane przez pośpiech i byśmy mogli właściwie docenić wartość daru.
Dlatego właśnie, drodzy przyjaciele i drodzy wierni, gdy się modlimy, zaczynamy od słów „Ojcze nasz”. W pewien sposób słowa te streszczają wszystkie inne prawdy naszej świętej wiary, gdyż samo słowo Ojciec nie byłoby możliwe bez Syna Bożego, naszego Pana Jezusa Chrystusa. Pamiętajmy zawsze na modlitwie, że nasz Pan i Bóg jest przede wszystkim Ojcem i że poprzez oddawanie Mu czci, poprzez naśladowanie Go, poprzez okazywanie Mu posłuszeństwa, zawsze otrzymamy wszystko, o co tylko moglibyśmy prosić Go na modlitwie.
Módlmy się więc podczas tej Mszy w sposób szczególny, byśmy potrafili poznać i ukochać Boga, naszego Ojca, który jest w niebie, i który pragnie, byśmy i my pewnego dnia tam się znaleźli i radowali się szczęściem wiecznym. Amen.
Labels:
józefów
środa, 12 stycznia 2011
O modlitwie Pańskiej - Wstęp
Drodzy uczniowie, drodzy wierni,
Kilka tygodni temu mówiliśmy o darach Ducha Świętego, o tych wspaniałych darach, które nasz Niebieski Ojciec daje nam, byśmy mogli osiągnąć doskonałość dzieci Bożych. Każdy wzrost w miłości oznacza wzrost tych darów w nas, w jaki jednak sposób mamy wzrastać w łasce? Oczywiście musimy prosić o nią Boga, gdyż to On sam jest źródłem łaski.
Ponieważ mamy być doskonali, jak doskonały jest Ojciec nasz Niebieski – co nakazuje nam sam Zbawiciel - musimy prosić Boga o wiele łask. Proszenie jest jednak sztuką. Są prośby spełnione i prośby odrzucone, wiele też zależy od tego, w jaki sposób się prosi. Pożyteczne będzie więc dla nas rozważenie, w jaki sposób powinniśmy prosić naszego Niebieskiego Ojca o wszystko, co jest nam niezbędne. Dlatego przez kilka kolejnych tygodni będę wyjaśniał wam w jaki sposób powinniście się modlić, a ponieważ nie ma doskonalszej modlitwy niż ta, której nauczył nas sam Zbawiciel – przyjrzymy się bliżej znanej wszystkim Modlitwie Pańskiej, „Ojcze Nasz”.
Dlaczego Modlitwa Pańska jest najdoskonalsza? Każda modlitwa, by była dobrą, musi spełniać pięć warunków. Musi być ufna, musi być odpowiednia, musi być uporządkowana, musi by pobożna i wreszcie musi być pokorna.
Modlitwa musi być ufna, ponieważ jest prośbą. Jest rzeczą trudną, jeśli nie niemożliwą, pomóc komuś, kto nam nie ufa. Nawet jeśli chcielibyście dać komuś bardzo cenny dar, jeśli osoba ta wam nie ufa, jeśli zamyka przed wami swe ręce i serce, po prostu nie możecie jej tego przekazać. Nie możecie dać czegoś, jeśli dana osoba nie chce tego przyjąć. Każda modlitwa musi cechować się wiarą w to, że osoba, do której się zwracacie, jest godna waszego zaufania, a także w to, że jest w stanie udzielić wam tego, o co ją prosicie. To samo dotyczy Boga. Bóg pragnie dać nam wiele rzeczy, jednak częstokroć nie ufamy Mu w sposób dostateczny. Zamykamy przed Nim nasze serca, a więc i nasze ręce pozostają puste.
Nie ma jednak modlitwy bardziej ufnej, niż ta ułożona przez samego Zbawiciela. Jest On naszym Zbawcą właśnie dlatego, że jest naszym Orędownikiem przed tronem łaski, jest Tym, który umarł za nas na Krzyżu, Tym, który ofiarował za nas samego siebie. Stąd też Modlitwa Pańska cechuje się ufnością większą niż wszelkie inne, ponieważ posługujemy się w niej tymi samymi słowami, które On nam pozostawił. Możemy żywić ufność, że odmawiając tę modlitwę zostaniemy wysłuchani, ponieważ jest to modlitwa samego Zbawiciela.
Modlitwa musi być też stosowna. Wszystko w naszym życiu zależy od wykonywania właściwych rzeczy we właściwym czasie, od proszenia właściwych osób o właściwe rzeczy. Dlatego modlitwa jest prośbą o to, co jest słuszne i stosowne. Wielokrotnie nasze modlitwy nie są wysłuchiwane, ponieważ prosimy o to, co nie jest dla nas dobre. Nawet w waszym domu, gdy wasz młodszy braciszek prosi o coś niebezpiecznego, jak na przykład płyn do czyszczenia, nie dacie mu go, gdyż mógłby go wypić i umrzeć. Podobnie jest z naszymi modlitwami, musimy być pewni, że prosimy o rzeczy dla nas odpowiednie. Wielokrotnie Bóg nie chce nam dać tego, czego sobie życzymy, ponieważ spełniając naszą prośbę dałby nam coś, czego tak naprawdę wcale nie pragniemy. Często bardzo trudno nam poznać, o co się modlić, gdyż nierzadko nie wiemy, czego powinniśmy pragnąć. Dlatego właśnie święty Paweł Apostoł mówi: „Nie wiemy, co byśmy prosić mieli, jak potrzeba” (Rz 8,26). Jednak Chrystus Pan poucza nas w tej kwestii, a Jego modlitwa stanowi odpowiedź na prośbę Apostołów: „Panie, naucz nas się modlić” (Łk 11,1). W Modlitwie Pańskiej odnajdziemy więc wszystko, czego moglibyśmy pragnąć.
Jednak nasza modlitwa musi być nie tylko stosowna i ufna, musi być również uporządkowana. Oznacza to, że nasze pragnienia muszą być uporządkowane, gdyż modlitwa jest wyrazem naszych pragnień. Pan Jezus powiedział: „Szukajcie więc najprzód Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a to wszystko będzie wam przydane” (Mt 6,33). Powinniśmy pragnąć rzeczy duchowych przed doczesnymi, rzeczy niebieskich przed ziemskimi. Możemy zauważyć, że Modlitwa Pańska jest doskonale uporządkowana, jest doskonałym wyrazem tego, czego powinniśmy pragnąć i w jakim porządku.
Być może najważniejszą cechą modlitwy jest to, że powinna być ona pobożna. To pobożność danej osoby czyni ofiarę modlitwy miłą Bogu. Jednak pobożność nie dotyczy tylko tego, ile czasu spędzamy na modlitwie – sam Zbawiciel ostrzegał nas, byśmy nie modlili się jak faryzeusze, byśmy godzinami nie modlili się bez prawdziwej pobożności. Powiedział: „Modląc się zaś, nie mówcie wiele” (Mt 6,7). Dlatego modlitwa przekazana nam przez Chrystusa Pana jest krótka, gdyż pobożność rodzi się z miłości do Boga i bliźniego, a nie z wielości słów. Jednak to właśnie w Modlitwie Pańskiej widzimy cnotę miłości, miłości do Boga – gdy wypowiadamy słowa: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie” oraz miłości do bliźnich, gdy prosimy o wybaczenie powołując się na to, że i my wybaczyliśmy naszym winowajcom.
I na koniec, modlitwa musi być pokorna, wiemy bowiem, że Bóg ma wzgląd na modlitwy pokornych (Ps 101,18; Jud 9,16) i jak mówi Pismo Święte – brzydzi się pychą. Wiemy również, że to modlitwa pokornego celnika została nagrodzona łaską Bożą, a nie modlitwa pysznego faryzeusza. Ludzie pyszni uważają, że już są doskonali, że nikogo nie potrzebują. Dlatego też nigdy nie otrzymają niczego od Boga, ponieważ każda prośba, każda modlitwa, zakłada pewną pokorę i pragnienie poprawy.
Dlatego też, drodzy uczniowie i drodzy wierni, w trakcie następnych tygodni rozważać będziemy wszystkie prośby i błagania zawarte w Modlitwie Pańskiej. W każdej z jej siedmiu próśb dostrzec możemy nie tylko cechy, o których dziś mówiliśmy, każda z nich stanowi też naukę cenną dla naszego życia duchowego. Modlitwa jest najlepszym lekarstwem na zło, ale również najskuteczniejszym środkiem uzyskiwania tego, czego prawdziwie pragniemy, jest też pewnym środkiem do poznania, czy nasze pragnienia odpowiadają naszym rzeczywistym potrzebom. Przede wszystkim jednak dzięki niej wchodzimy w kontakt z Bogiem, czyni nas ona Jego przyjaciółmi.
Prośmy więc w tym okresie po Narodzeniu Pańskim w sposób szczególny o wzrost w tym darze, który jest kluczem do otrzymania wszystkich innych rzeczy, prośmy o dar dobrej modlitwy, byśmy modlili się tak, jak pouczył nas sam Chrystus Pan, który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.
Kilka tygodni temu mówiliśmy o darach Ducha Świętego, o tych wspaniałych darach, które nasz Niebieski Ojciec daje nam, byśmy mogli osiągnąć doskonałość dzieci Bożych. Każdy wzrost w miłości oznacza wzrost tych darów w nas, w jaki jednak sposób mamy wzrastać w łasce? Oczywiście musimy prosić o nią Boga, gdyż to On sam jest źródłem łaski.
Ponieważ mamy być doskonali, jak doskonały jest Ojciec nasz Niebieski – co nakazuje nam sam Zbawiciel - musimy prosić Boga o wiele łask. Proszenie jest jednak sztuką. Są prośby spełnione i prośby odrzucone, wiele też zależy od tego, w jaki sposób się prosi. Pożyteczne będzie więc dla nas rozważenie, w jaki sposób powinniśmy prosić naszego Niebieskiego Ojca o wszystko, co jest nam niezbędne. Dlatego przez kilka kolejnych tygodni będę wyjaśniał wam w jaki sposób powinniście się modlić, a ponieważ nie ma doskonalszej modlitwy niż ta, której nauczył nas sam Zbawiciel – przyjrzymy się bliżej znanej wszystkim Modlitwie Pańskiej, „Ojcze Nasz”.
Dlaczego Modlitwa Pańska jest najdoskonalsza? Każda modlitwa, by była dobrą, musi spełniać pięć warunków. Musi być ufna, musi być odpowiednia, musi być uporządkowana, musi by pobożna i wreszcie musi być pokorna.
Modlitwa musi być ufna, ponieważ jest prośbą. Jest rzeczą trudną, jeśli nie niemożliwą, pomóc komuś, kto nam nie ufa. Nawet jeśli chcielibyście dać komuś bardzo cenny dar, jeśli osoba ta wam nie ufa, jeśli zamyka przed wami swe ręce i serce, po prostu nie możecie jej tego przekazać. Nie możecie dać czegoś, jeśli dana osoba nie chce tego przyjąć. Każda modlitwa musi cechować się wiarą w to, że osoba, do której się zwracacie, jest godna waszego zaufania, a także w to, że jest w stanie udzielić wam tego, o co ją prosicie. To samo dotyczy Boga. Bóg pragnie dać nam wiele rzeczy, jednak częstokroć nie ufamy Mu w sposób dostateczny. Zamykamy przed Nim nasze serca, a więc i nasze ręce pozostają puste.
Nie ma jednak modlitwy bardziej ufnej, niż ta ułożona przez samego Zbawiciela. Jest On naszym Zbawcą właśnie dlatego, że jest naszym Orędownikiem przed tronem łaski, jest Tym, który umarł za nas na Krzyżu, Tym, który ofiarował za nas samego siebie. Stąd też Modlitwa Pańska cechuje się ufnością większą niż wszelkie inne, ponieważ posługujemy się w niej tymi samymi słowami, które On nam pozostawił. Możemy żywić ufność, że odmawiając tę modlitwę zostaniemy wysłuchani, ponieważ jest to modlitwa samego Zbawiciela.
Modlitwa musi być też stosowna. Wszystko w naszym życiu zależy od wykonywania właściwych rzeczy we właściwym czasie, od proszenia właściwych osób o właściwe rzeczy. Dlatego modlitwa jest prośbą o to, co jest słuszne i stosowne. Wielokrotnie nasze modlitwy nie są wysłuchiwane, ponieważ prosimy o to, co nie jest dla nas dobre. Nawet w waszym domu, gdy wasz młodszy braciszek prosi o coś niebezpiecznego, jak na przykład płyn do czyszczenia, nie dacie mu go, gdyż mógłby go wypić i umrzeć. Podobnie jest z naszymi modlitwami, musimy być pewni, że prosimy o rzeczy dla nas odpowiednie. Wielokrotnie Bóg nie chce nam dać tego, czego sobie życzymy, ponieważ spełniając naszą prośbę dałby nam coś, czego tak naprawdę wcale nie pragniemy. Często bardzo trudno nam poznać, o co się modlić, gdyż nierzadko nie wiemy, czego powinniśmy pragnąć. Dlatego właśnie święty Paweł Apostoł mówi: „Nie wiemy, co byśmy prosić mieli, jak potrzeba” (Rz 8,26). Jednak Chrystus Pan poucza nas w tej kwestii, a Jego modlitwa stanowi odpowiedź na prośbę Apostołów: „Panie, naucz nas się modlić” (Łk 11,1). W Modlitwie Pańskiej odnajdziemy więc wszystko, czego moglibyśmy pragnąć.
Jednak nasza modlitwa musi być nie tylko stosowna i ufna, musi być również uporządkowana. Oznacza to, że nasze pragnienia muszą być uporządkowane, gdyż modlitwa jest wyrazem naszych pragnień. Pan Jezus powiedział: „Szukajcie więc najprzód Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a to wszystko będzie wam przydane” (Mt 6,33). Powinniśmy pragnąć rzeczy duchowych przed doczesnymi, rzeczy niebieskich przed ziemskimi. Możemy zauważyć, że Modlitwa Pańska jest doskonale uporządkowana, jest doskonałym wyrazem tego, czego powinniśmy pragnąć i w jakim porządku.
Być może najważniejszą cechą modlitwy jest to, że powinna być ona pobożna. To pobożność danej osoby czyni ofiarę modlitwy miłą Bogu. Jednak pobożność nie dotyczy tylko tego, ile czasu spędzamy na modlitwie – sam Zbawiciel ostrzegał nas, byśmy nie modlili się jak faryzeusze, byśmy godzinami nie modlili się bez prawdziwej pobożności. Powiedział: „Modląc się zaś, nie mówcie wiele” (Mt 6,7). Dlatego modlitwa przekazana nam przez Chrystusa Pana jest krótka, gdyż pobożność rodzi się z miłości do Boga i bliźniego, a nie z wielości słów. Jednak to właśnie w Modlitwie Pańskiej widzimy cnotę miłości, miłości do Boga – gdy wypowiadamy słowa: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie” oraz miłości do bliźnich, gdy prosimy o wybaczenie powołując się na to, że i my wybaczyliśmy naszym winowajcom.
I na koniec, modlitwa musi być pokorna, wiemy bowiem, że Bóg ma wzgląd na modlitwy pokornych (Ps 101,18; Jud 9,16) i jak mówi Pismo Święte – brzydzi się pychą. Wiemy również, że to modlitwa pokornego celnika została nagrodzona łaską Bożą, a nie modlitwa pysznego faryzeusza. Ludzie pyszni uważają, że już są doskonali, że nikogo nie potrzebują. Dlatego też nigdy nie otrzymają niczego od Boga, ponieważ każda prośba, każda modlitwa, zakłada pewną pokorę i pragnienie poprawy.
Dlatego też, drodzy uczniowie i drodzy wierni, w trakcie następnych tygodni rozważać będziemy wszystkie prośby i błagania zawarte w Modlitwie Pańskiej. W każdej z jej siedmiu próśb dostrzec możemy nie tylko cechy, o których dziś mówiliśmy, każda z nich stanowi też naukę cenną dla naszego życia duchowego. Modlitwa jest najlepszym lekarstwem na zło, ale również najskuteczniejszym środkiem uzyskiwania tego, czego prawdziwie pragniemy, jest też pewnym środkiem do poznania, czy nasze pragnienia odpowiadają naszym rzeczywistym potrzebom. Przede wszystkim jednak dzięki niej wchodzimy w kontakt z Bogiem, czyni nas ona Jego przyjaciółmi.
Prośmy więc w tym okresie po Narodzeniu Pańskim w sposób szczególny o wzrost w tym darze, który jest kluczem do otrzymania wszystkich innych rzeczy, prośmy o dar dobrej modlitwy, byśmy modlili się tak, jak pouczył nas sam Chrystus Pan, który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.
Labels:
józefów
środa, 5 stycznia 2011
5 stycznia
Drodzy uczniowie, drodzy wierni,
W dniu dzisiejszym odprawiamy tę Mszę ku czci Najświętszej Maryi Panny, Matki Boga. Ponieważ to Ona wydała na ten świat Chrystusa Pana, również z Jej rąk otrzymujemy łaski związane ze świętami Bożego Narodzenia. Jutro świętować będziemy wspaniałą uroczystość Objawienia Pańskiego, będącą wspomnieniem dnia, w którym Zbawiciel objawił się światu. Trzej Mędrcy przybędą, by oddać cześć Dzieciątku Jezus i złożyć Mu dary: złoto, kadzidło oraz mirrę. Te trzy dary dobrze symbolizują trzy cnoty, związane w Bóstwem Odkupiciela: cnoty wiary, nadziei oraz miłości.
Złoto jest metalem szlachetnym i cennym, ponieważ posiada wiele właściwości, dzięki którym nadaje się znakomicie do wyrażania wartości wszystkich innych dóbr. Nie matowieje, nie rdzewieje ani się nie psuje i zachowuje swój blask nawet jeśli spoczywa w ziemi przez wiele lat. Ma dużą gęstość i ciężar, jest trwałe i niełatwo je transportować. Jest również dobrze kowalne, można je sprasować na bardzo cienkie blachy, albo roztopić i wlać w dowolną formę. Jest jednym z najlepszych przewodników ciepła i elektryczności. Nic więc dziwnego, że tak wspaniały surowiec jest przez wielu ludzi tak ceniony, a nawet stał się miarą wartości wszystkich innych dóbr.
Złoto symbolizuje więc wszystko, co związane jest z bogactwem, a naturalną konsekwencją bogactwa jest władza doczesna. Dlatego trzej Królowie ofiarując Dzieciątku ten dar, uznali w ten sposób Jego władzę królewską, Jego prawo do sprawowania rządów nad narodami, uznali, że bogactwa posiadane przez wszystkich ludzi należą w istocie do Niego, jako ich Boga, Stwórcy i Odkupiciela.
Władza doczesna nie jest jednak konsekwencją samego tylko bogactwa. Nawet gdybyście posiadali wszystkie bogactwa świata, czy na podobieństwo Midasa wszystko czego dotykalibyście obracałoby się w złoto, bez wiedzy nadal nie bylibyście prawdziwie potężni. Wiedza jest warta nieskończenie więcej niż złoto, ponieważ jest ona czymś więcej, niż tylko środkiem do zdobycia potęgi i władzy, jest w istocie jej synonimem. Bóg jest wszechmocny, ponieważ jest wszechwiedzący. To właśnie znajomość świata, który was otacza, a zwłaszcza waszego celu w życiu i waszych obowiązków, daje wam kontrolę nad waszym losem, daje wam władzę nad waszym życiem.
Owym złotem, który ofiarujemy w darze Chrystusowi, jest więc cnota wiary. To dzięki wierze poznajemy cel naszego istnienia, a nawet przyczynę wszystkich rzeczy, którą jest sam Bóg. Święty Jan mówi nam, że tym, co zwycięża świat, jest nasza wiara (1J 5,4). To właśnie cnota wiary udziela nam światła, dzięki któremu odnajdujemy drogę wśród machinacji i podstępów diabła. To cnota wiary pokazuje nam, co musimy czynić, by osiągnąć szczęście. To cnota wiary odnosi tryumf nad każdym przeciwnikiem.
Podobnie jak złoto, również nasza wiara musi być czysta, by zachować swą moc. Gdy złoto miesza się w innymi metalami traci swój połysk i trwałość. Również nasza wiara musi więc pozostać bez nalotu i bez domieszek błędów i herezji. Tak jak złoto jest przewodnikiem ciepła i elektryczności, tak również cnota wiary powinna kierować wszystkimi innymi naszymi aktami. Módlmy się więc dziś do Zbawiciela za wstawiennictwem Matki Bożej szczególnie o to, byśmy zawsze mogli wzrastać w tej cnocie wiary.
Drugim darem złożonym przez Mędrów Chrystusowi było kadzidło. Sporządza się je z soków różnych gatunków drzew, drzew długowiecznych - jak na przykład cedr. Cedr może żyć bardzo długo, kilka tysięcy lat, dłużej niż trwają jakiekolwiek imperia, które pojawiają się i przemijają na ziemi, na której drzewa te rosną. Żywica tworząca się z soków tych drzew jest równie długowieczna, a nawet wraz z upływem czasu staje się coraz bardziej trwała. W pewnych warunkach zmienia się w bursztyn, będący jedną z najtrwalszych substancji na ziemi, którą jedynie ogień jest w stanie zniszczyć. Jest więc symbolem nieśmiertelności, długowieczności i starożytne narody zawsze ofiarowały je swym bóstwom, nieśmiertelnym, przede wszystkim poprzez spalanie. Spalając się - kadzidło w postaci dymu wznosi się do nieba, do Boga, a równocześnie wydaje miłą woń, zwiastując łaskawe wysłuchanie naszych modlitw.
Wznoszenie naszych serc i myśli ku Bogu jest owocem cnoty nadziei. Poprzez wiarę poznajemy Boga, przez nadzieję jednak pragniemy Go posiadać, ponieważ Bóg jest nieskończonym dobrem. Do nadziei odnoszą się również nasze modlitwy i wszystkie środki, które prowadzą nas do Boga. Właśnie cnota nadziei staje się siłą napędową w dążeniu do doskonałości i szczęśliwości. Musimy więc prosić Zbawiciela o wzrost w cnocie nadziei.
I na koniec Trzej Królowie ofiarują Dzieciątku mirrę. Mirra używana była przez starożytnych do balsamowania zwłok, ponieważ chroniła ciała przez rozkładem. Dlatego też Chrystus Pan otrzymuje ten dar w przewidywaniu swego pogrzebu, swej śmierci na Krzyżu dla naszego zbawienia. To z miłości do nas Zbawiciel składa w ofierze samego siebie, dlatego dar ten odpowiada cnocie miłości. Miłość polega przede wszystkim na czynieniu ofiary z samego siebie.
Dlatego, drodzy uczniowie i drodzy wierni, również my ofiarujmy Chrystusowi w zbliżające się święto trzy dary, dary z nas samych poprzez cnoty wiary, nadziei i miłości, byśmy również my, żyjąc wedle tych cnót, mogli objawić Zbawiciela światu. By oglądać Boga musimy umrzeć, jednak w pewien sposób możemy oglądać Go już tu, umierając sobie samym przez umartwienia i ofiary. Ten, kto już w tym życiu praktykuje miłość, już teraz ogląda Boga, gdyż jak mówi św. Jan, Bóg jest miłością (1J 4,8). Kochajmy więc Boga i bliźnich tak, jak sam Bóg nas umiłował.
A Boża Dziecina niechaj obdarzy nas swym pokojem, pokojem swego Królestwa, pokojem, którego nikt odebrać nam nie może. Amen.
W dniu dzisiejszym odprawiamy tę Mszę ku czci Najświętszej Maryi Panny, Matki Boga. Ponieważ to Ona wydała na ten świat Chrystusa Pana, również z Jej rąk otrzymujemy łaski związane ze świętami Bożego Narodzenia. Jutro świętować będziemy wspaniałą uroczystość Objawienia Pańskiego, będącą wspomnieniem dnia, w którym Zbawiciel objawił się światu. Trzej Mędrcy przybędą, by oddać cześć Dzieciątku Jezus i złożyć Mu dary: złoto, kadzidło oraz mirrę. Te trzy dary dobrze symbolizują trzy cnoty, związane w Bóstwem Odkupiciela: cnoty wiary, nadziei oraz miłości.
Złoto jest metalem szlachetnym i cennym, ponieważ posiada wiele właściwości, dzięki którym nadaje się znakomicie do wyrażania wartości wszystkich innych dóbr. Nie matowieje, nie rdzewieje ani się nie psuje i zachowuje swój blask nawet jeśli spoczywa w ziemi przez wiele lat. Ma dużą gęstość i ciężar, jest trwałe i niełatwo je transportować. Jest również dobrze kowalne, można je sprasować na bardzo cienkie blachy, albo roztopić i wlać w dowolną formę. Jest jednym z najlepszych przewodników ciepła i elektryczności. Nic więc dziwnego, że tak wspaniały surowiec jest przez wielu ludzi tak ceniony, a nawet stał się miarą wartości wszystkich innych dóbr.
Złoto symbolizuje więc wszystko, co związane jest z bogactwem, a naturalną konsekwencją bogactwa jest władza doczesna. Dlatego trzej Królowie ofiarując Dzieciątku ten dar, uznali w ten sposób Jego władzę królewską, Jego prawo do sprawowania rządów nad narodami, uznali, że bogactwa posiadane przez wszystkich ludzi należą w istocie do Niego, jako ich Boga, Stwórcy i Odkupiciela.
Władza doczesna nie jest jednak konsekwencją samego tylko bogactwa. Nawet gdybyście posiadali wszystkie bogactwa świata, czy na podobieństwo Midasa wszystko czego dotykalibyście obracałoby się w złoto, bez wiedzy nadal nie bylibyście prawdziwie potężni. Wiedza jest warta nieskończenie więcej niż złoto, ponieważ jest ona czymś więcej, niż tylko środkiem do zdobycia potęgi i władzy, jest w istocie jej synonimem. Bóg jest wszechmocny, ponieważ jest wszechwiedzący. To właśnie znajomość świata, który was otacza, a zwłaszcza waszego celu w życiu i waszych obowiązków, daje wam kontrolę nad waszym losem, daje wam władzę nad waszym życiem.
Owym złotem, który ofiarujemy w darze Chrystusowi, jest więc cnota wiary. To dzięki wierze poznajemy cel naszego istnienia, a nawet przyczynę wszystkich rzeczy, którą jest sam Bóg. Święty Jan mówi nam, że tym, co zwycięża świat, jest nasza wiara (1J 5,4). To właśnie cnota wiary udziela nam światła, dzięki któremu odnajdujemy drogę wśród machinacji i podstępów diabła. To cnota wiary pokazuje nam, co musimy czynić, by osiągnąć szczęście. To cnota wiary odnosi tryumf nad każdym przeciwnikiem.
Podobnie jak złoto, również nasza wiara musi być czysta, by zachować swą moc. Gdy złoto miesza się w innymi metalami traci swój połysk i trwałość. Również nasza wiara musi więc pozostać bez nalotu i bez domieszek błędów i herezji. Tak jak złoto jest przewodnikiem ciepła i elektryczności, tak również cnota wiary powinna kierować wszystkimi innymi naszymi aktami. Módlmy się więc dziś do Zbawiciela za wstawiennictwem Matki Bożej szczególnie o to, byśmy zawsze mogli wzrastać w tej cnocie wiary.
Drugim darem złożonym przez Mędrów Chrystusowi było kadzidło. Sporządza się je z soków różnych gatunków drzew, drzew długowiecznych - jak na przykład cedr. Cedr może żyć bardzo długo, kilka tysięcy lat, dłużej niż trwają jakiekolwiek imperia, które pojawiają się i przemijają na ziemi, na której drzewa te rosną. Żywica tworząca się z soków tych drzew jest równie długowieczna, a nawet wraz z upływem czasu staje się coraz bardziej trwała. W pewnych warunkach zmienia się w bursztyn, będący jedną z najtrwalszych substancji na ziemi, którą jedynie ogień jest w stanie zniszczyć. Jest więc symbolem nieśmiertelności, długowieczności i starożytne narody zawsze ofiarowały je swym bóstwom, nieśmiertelnym, przede wszystkim poprzez spalanie. Spalając się - kadzidło w postaci dymu wznosi się do nieba, do Boga, a równocześnie wydaje miłą woń, zwiastując łaskawe wysłuchanie naszych modlitw.
Wznoszenie naszych serc i myśli ku Bogu jest owocem cnoty nadziei. Poprzez wiarę poznajemy Boga, przez nadzieję jednak pragniemy Go posiadać, ponieważ Bóg jest nieskończonym dobrem. Do nadziei odnoszą się również nasze modlitwy i wszystkie środki, które prowadzą nas do Boga. Właśnie cnota nadziei staje się siłą napędową w dążeniu do doskonałości i szczęśliwości. Musimy więc prosić Zbawiciela o wzrost w cnocie nadziei.
I na koniec Trzej Królowie ofiarują Dzieciątku mirrę. Mirra używana była przez starożytnych do balsamowania zwłok, ponieważ chroniła ciała przez rozkładem. Dlatego też Chrystus Pan otrzymuje ten dar w przewidywaniu swego pogrzebu, swej śmierci na Krzyżu dla naszego zbawienia. To z miłości do nas Zbawiciel składa w ofierze samego siebie, dlatego dar ten odpowiada cnocie miłości. Miłość polega przede wszystkim na czynieniu ofiary z samego siebie.
Dlatego, drodzy uczniowie i drodzy wierni, również my ofiarujmy Chrystusowi w zbliżające się święto trzy dary, dary z nas samych poprzez cnoty wiary, nadziei i miłości, byśmy również my, żyjąc wedle tych cnót, mogli objawić Zbawiciela światu. By oglądać Boga musimy umrzeć, jednak w pewien sposób możemy oglądać Go już tu, umierając sobie samym przez umartwienia i ofiary. Ten, kto już w tym życiu praktykuje miłość, już teraz ogląda Boga, gdyż jak mówi św. Jan, Bóg jest miłością (1J 4,8). Kochajmy więc Boga i bliźnich tak, jak sam Bóg nas umiłował.
A Boża Dziecina niechaj obdarzy nas swym pokojem, pokojem swego Królestwa, pokojem, którego nikt odebrać nam nie może. Amen.
Labels:
józefów
środa, 17 listopada 2010
Błogosławionej Salomei
Drodzy uczniowie, drodzy wierni,
W dniu dzisiejszym wspominamy polską błogosławioną, błogosławioną Salomeę, a także wielkiego biskupa - świętego Grzegorza Cudotwórcę. Biskup ten znany był zarówno z wielkiej uczoności, jak i ze świętobliwości życia, któremu towarzyszyło wiele cudów. Mówi się, że gdy został biskupem Neocezarei, w tej wielkiej metropolii żyło wówczas zaledwie siedemnastu chrześcijan, natomiast po jego śmierci z trudem można by się było doliczyć tylu pogan, tak poprzez swą naukę oraz zdziałane cuda nawrócił do Boga całe miasto.
Błogosławiona Salomea nie jest prawdopodobnie równie znana jak on, można się jednak popatrzyć pewnych podobieństw w wypełnionym cudami życiu, jakie oboje wiedli. Salomea była córką księcia Leszka Białego z Krakowa oraz jego żony, księżniczki rusińskiej Grzmisławy, która była siostrą Bolesława Wstydliwego. Urodziła się w roku 1202 i od najmłodszych lat odznaczała się nadzwyczajną pobożnością pomimo faktu, że przyszła na świat w rodzinie o ambicjach politycznych. W wieku lat zaledwie trzech, za zgodą rodziców, złożyła ślub czystości, jednak król Węgier Andrzej pragnął, by poślubiła jego syna i przyszłego dziedzica – Kolomana. Ze względu na wielkie korzyści polityczne tego związku, rodzice jej wyrazili zgodę i gdy miała cztery lata została wysłana na Węgry, gdzie miała pobierać naukę wraz ze swym przyszłym mężem, który też był jeszcze dzieckiem.
Pomimo tej nagłej zmiany sytuacji Salomea - pokładając ufność w Bogu - nigdy nie utraciła nadziei na to, że uda się jej pozostać wierną złożonym ślubom. Żyjąc w tym samym domu, co jej przyszły mąż, dorastali razem jak brat i siostra, a przepełniona Duchem Świętym dziewczynka wkrótce zaczęła zaszczepiać w sercu Kolomana te same nabożeństwa i pobożne pragnienia, które sama pielęgnowała. Ostatecznie Koloman stał się prawdziwym wzorem cnoty i czystości – właśnie dzięki wpływowi młodej Salomei.
Gdy wreszcie osiągnęli wiek stosowny do małżeństwa, istniało już między nimi porozumienie, że oboje złożą wzajemny ślub czystości. Koloman został nawet członkiem trzeciego zakonu św. Franciszka, a oboje byli dla swych poddanych wzorem wszelkich cnót.
Jednak początek XIII wieku był czasem wielkich najazdów tatarskich, które dotknęły równie ciężko Polskę, jak i Węgry. Koloman zmarł w wyniku ran odniesionych w stoczonej w roku 1241 roku bitwie, Salomea natomiast, choć mogła rządzić królestwem Węgier, powróciła do swego ojczystego kraju, gdzie rządy sprawował jej brat Bolesław Wstydliwy wraz ze swą żoną - błogosławioną Kunegundą. Została przyjęta z największymi honorami, szybko jednak zmęczyły ją intrygi polityczne i zapragnęła zrealizować swe pielęgnowane od młodości marzenie o życiu klasztornym. Wykorzystując wielki majątek odziedziczony po mężu, zbudowała dla sióstr klarysek klasztor św. Damiana w Zawichoście koło Sandomierza, którego też została przełożoną.
Podczas najazdu Tatarów w roku 1260 musiała opuścić klasztor, by ratować życie mniszek, budynek klasztorny został wówczas zburzony. Salomea przeniosła się wówczas ze swą wspólnotą do miasta Skała pod Krakowem, gdzie zbudowała klasztor i gdzie spędziła ostatnich siedem lat swego życia, życia świętobliwego i pełnego wszelkich cnót. Otoczona przez siostry zmarła w roku 1268, a jej szczątki zostały później przeniesione do Krakowa podczas wielkiej uroczystości, w której uczestniczyła błogosławiona Kinga. 17 maja 1672 roku papież Klemens X zaaprobował jej kult i zaliczył ją w poczet błogosławionych.
Do obojga wspominanych dziś błogosławionych, wybitnego i uczonego biskupa oraz świętobliwej dziewicy, odnoszą się w sposób najpełniejszy słowa Chrystusa Pana: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt 5,8). Czystość serca odnosi się oczywiście do cnoty czystości, a oglądanie Boga oznacza wizję uszczęśliwiającą, radowanie się Bogiem przez całą wieczność, ale też oglądanie Go już w tym życiu.
Cała nasza wiedza przychodzi do nas za pośrednictwem zmysłów, przede wszystkim zmysł wzroku, będącego najszlachetniejszym ze zmysłów, ponieważ odbiera to, co jest najbardziej dla nas uchwytne, czyli kształt i kolor rzeczy. Zmysł wzroku, dzięki któremu możemy widzieć, jest więc również pewnym symbolem dla wszystkiego co poznajemy – w istocie wszystko, czego dowiadujemy się czytając, zależne jest od zmysłu wzroku.
A jednak Bóg nie może widzieć, ponieważ jest czystym Duchem. Poznania Boga dostępujemy raczej przez wiarę, widzimy Go dzięki wierze. Zgodnie ze słowami samego Zbawiciela, z cnotą wiary w sposób szczególny łączy się właśnie cnota czystości, mówiąc inaczej: czystość serca pozwala nam oglądać Boga. Pan Jezus mówi w tym miejscu zwłaszcza o darze Ducha Świętego, który nazywamy darem rozumu. To właśnie dar rozumu udoskonala cnotę wiary, przede wszystkim pozwalając nam w pełni zrozumieć prawdy naszej wiary.
Wiara jest cnotą, dzięki której zyskujemy wiedzę o nadprzyrodzonych tajemnicach Boga, wiara jest jednak zawsze bardzo niewyraźna. Ponieważ to Bóg do nas przemówił, jesteśmy pewni prawdy przekazanych nam treści, nie rozumiemy ich jednak, gdyż bardzo nas przewyższają. Z tego powodu wiara jest nie tylko przylgnięciem umysłu, ale wymaga też aktu woli: musimy chcieć wierzyć, ponieważ nasz intelekt jest w pewnym sensie odurzony przez tajemnicę zbyt wielką, byśmy mogli ją pojąć. Rzeczy nieskomplikowane, rzeczy tego świata, możemy dostrzec, a oglądając je, w większym lub mniejszym stopniu zrozumieć. Boga jednak oglądać ani zrozumieć nie możemy, ponieważ Jego natura jest nieskończona, a nasze umysły skończone. Dlatego pomimo tego, że możemy być pewni prawdziwości artykułów wiary, nie możemy udowodnić ich w taki sposób, w jaki sposób dowodzimy na przykład prawa grawitacji.
Tak więc cnota wiary, choć sama w sobie doskonała, jest dla nas zawsze nieco niejasna, a nawet obca naturze naszego intelektu. Intelekt nasz stworzony został bowiem po to, by rozumował, by dedukował na podstawie obserwacji. Wiara jednak nie pochodzi z obserwacji, ale z autorytetu Boga, który objawia samego siebie swemu Kościołowi. Tajemnice wiary nie są dla nas zrozumiałe w tym sensie, że nie możemy zgłębić ich pierwszych zasad, jak to czynimy w przypadku innych nauk ścisłych.
To właśnie ze względu na tę wrodzoną słabość naszego ograniczonego intelektu Bóg daje nam dar rozumu. Dar ów wlewany jest w nasze dusze, byśmy stali się podatni na natchnienia Ducha Świętego, a w odniesieniu do poznawania, byśmy zyskali pewną intuicję głębszego rozumienia prawd wiary. Podczas, gdy wiara może chwiać się lub tracić ufność, dar rozumu leczy intelekt dając mu pewną współnaturalność z Boskimi zasadami, od których pochodzą prawdy wiary. Skoro sam Duch Święty mieszka w duszy znajdującej się w stanie łaski, Jego wpływ i natchnienia zapadają głęboko w nasze dusze, dając im pewne zrozumienie Bożych tajemnic.
Wpływ daru rozumu widoczny jest w sposób szczególny w życiu Doktórów Kościoła, jak np. świętego Tomasza z Akwinu, patrona naszej szkoły. Widać go jednak nawet w życiu ludzi prostych, zwłaszcza szczerze pobożnych, którzy posiadają nierzadko głębokie rozumienie prawd wiary, pomimo że nie posiadają formacji filozoficznej. Posiadają oni jak gdyby Boski instynkt, ostrzegający o niebezpieczeństwie dla wiary, które ludzie pobożni dzięki swej zażyłości z Bogiem wyczuwają natychmiast, gdyż dzięki darowi rozumu wiedzą, że treści te dalekie są od Objawionej Prawdy.
Prawdopodobnie jednak największą pomocą, jakiej dar ten udziela wierze, jest zrozumienie samych źródeł Objawienia, czyli Pisma Świętego i Tradycji. Tak jak w przypadku Apostołów podróżujących wraz Panem do Emaus, których oczy otworzyły się na rozumienie Pisma (Łk 24,45), podobnie Trzecia Osoba Trójcy Przenajświętszej napełniała wielu świętych owym głębokim zrozumieniem Pisma, znaczenia symboli i podobieństw występujących w Nowym Testamencie. Dar rozumu jest również głównym „autorem” symboli i znaków używanych w liturgii i daje nam poznać subtelne rzeczywistości za tymi symbolami i widzialnymi znakami ukryte. Dar ten pomaga nam również zrozumieć bardziej dogłębnie przyczyny na podstawie skutków i daje odpowiedź na najważniejsze pytania, dlaczego rzeczy są takimi, jakimi są: ponieważ Bóg je takimi stworzył.
Na modlitwie dar rozumu objawia się przede wszystkim poprzez ukojenie zmysłów. Często jesteśmy na modlitwie rozproszeni, ponieważ Bóg jest tak abstrakcyjny, tak bardzo przewyższający wszystko, co możemy poznać, że nasz intelekt doświadcza pewnego rodzaju dezorientacji, zwraca się więc szybko ku rzeczom łatwiej postrzeganym i rozumianym. Jednak dar rozumu zaspokaja tę ciekawość poprzez podporządkowanie intelektu, nastrajając go na głos Ducha Świętego, który przenika głębokości samego Boga. To właśnie ma na myśli święty Paweł, gdy mówi do Koryntian: „Któż bowiem z ludzi wie, co jest w człowieku, prócz ducha ludzkiego, który w nim jest? Tak i tego, co jest w Bogu, nikt nie poznał, tylko Duch Boży” (1Kor 2,11). Dlatego w życiu wielkich świętych zauważamy, że ich życie modlitewne stawało się stopniowo coraz bardziej proste, nie było długą rozmową z Bogiem, ale prostym wpatrywaniem się w Niego, jak to zaświadcza święty Proboszcz z Ars, któremu pewien pobożny człowiek wyznał, że podczas modlitwy: „Patrzę na Niego, a On patrzy na mnie”, powierzając w ten sposób cały wszechświat Trójcy Świętej, która powołała go do istnienia.
Dlatego, drodzy wierni, prośmy dwoje świętych wspominanych w dniu dzisiejszym, o to, by ziściło się na nas błogosławieństwo Zbawiciela: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą”. A ponieważ cnota czystości jest najlepszą dyspozycją do otrzymania daru rozumu i wzrostu w nim, naśladujmy przykład obojga, a również naszego patrona świętego Tomasza z Akwinu, który otrzymał ów dar w obfitości. W ten sposób będziemy mogli oczekiwać obietnicy związanej z tym błogosławieństwem – by pewnego dnia oglądać Boga i radować się tym na wieki wieków. Amen.
W dniu dzisiejszym wspominamy polską błogosławioną, błogosławioną Salomeę, a także wielkiego biskupa - świętego Grzegorza Cudotwórcę. Biskup ten znany był zarówno z wielkiej uczoności, jak i ze świętobliwości życia, któremu towarzyszyło wiele cudów. Mówi się, że gdy został biskupem Neocezarei, w tej wielkiej metropolii żyło wówczas zaledwie siedemnastu chrześcijan, natomiast po jego śmierci z trudem można by się było doliczyć tylu pogan, tak poprzez swą naukę oraz zdziałane cuda nawrócił do Boga całe miasto.
Błogosławiona Salomea nie jest prawdopodobnie równie znana jak on, można się jednak popatrzyć pewnych podobieństw w wypełnionym cudami życiu, jakie oboje wiedli. Salomea była córką księcia Leszka Białego z Krakowa oraz jego żony, księżniczki rusińskiej Grzmisławy, która była siostrą Bolesława Wstydliwego. Urodziła się w roku 1202 i od najmłodszych lat odznaczała się nadzwyczajną pobożnością pomimo faktu, że przyszła na świat w rodzinie o ambicjach politycznych. W wieku lat zaledwie trzech, za zgodą rodziców, złożyła ślub czystości, jednak król Węgier Andrzej pragnął, by poślubiła jego syna i przyszłego dziedzica – Kolomana. Ze względu na wielkie korzyści polityczne tego związku, rodzice jej wyrazili zgodę i gdy miała cztery lata została wysłana na Węgry, gdzie miała pobierać naukę wraz ze swym przyszłym mężem, który też był jeszcze dzieckiem.
Pomimo tej nagłej zmiany sytuacji Salomea - pokładając ufność w Bogu - nigdy nie utraciła nadziei na to, że uda się jej pozostać wierną złożonym ślubom. Żyjąc w tym samym domu, co jej przyszły mąż, dorastali razem jak brat i siostra, a przepełniona Duchem Świętym dziewczynka wkrótce zaczęła zaszczepiać w sercu Kolomana te same nabożeństwa i pobożne pragnienia, które sama pielęgnowała. Ostatecznie Koloman stał się prawdziwym wzorem cnoty i czystości – właśnie dzięki wpływowi młodej Salomei.
Gdy wreszcie osiągnęli wiek stosowny do małżeństwa, istniało już między nimi porozumienie, że oboje złożą wzajemny ślub czystości. Koloman został nawet członkiem trzeciego zakonu św. Franciszka, a oboje byli dla swych poddanych wzorem wszelkich cnót.
Jednak początek XIII wieku był czasem wielkich najazdów tatarskich, które dotknęły równie ciężko Polskę, jak i Węgry. Koloman zmarł w wyniku ran odniesionych w stoczonej w roku 1241 roku bitwie, Salomea natomiast, choć mogła rządzić królestwem Węgier, powróciła do swego ojczystego kraju, gdzie rządy sprawował jej brat Bolesław Wstydliwy wraz ze swą żoną - błogosławioną Kunegundą. Została przyjęta z największymi honorami, szybko jednak zmęczyły ją intrygi polityczne i zapragnęła zrealizować swe pielęgnowane od młodości marzenie o życiu klasztornym. Wykorzystując wielki majątek odziedziczony po mężu, zbudowała dla sióstr klarysek klasztor św. Damiana w Zawichoście koło Sandomierza, którego też została przełożoną.
Podczas najazdu Tatarów w roku 1260 musiała opuścić klasztor, by ratować życie mniszek, budynek klasztorny został wówczas zburzony. Salomea przeniosła się wówczas ze swą wspólnotą do miasta Skała pod Krakowem, gdzie zbudowała klasztor i gdzie spędziła ostatnich siedem lat swego życia, życia świętobliwego i pełnego wszelkich cnót. Otoczona przez siostry zmarła w roku 1268, a jej szczątki zostały później przeniesione do Krakowa podczas wielkiej uroczystości, w której uczestniczyła błogosławiona Kinga. 17 maja 1672 roku papież Klemens X zaaprobował jej kult i zaliczył ją w poczet błogosławionych.
Do obojga wspominanych dziś błogosławionych, wybitnego i uczonego biskupa oraz świętobliwej dziewicy, odnoszą się w sposób najpełniejszy słowa Chrystusa Pana: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt 5,8). Czystość serca odnosi się oczywiście do cnoty czystości, a oglądanie Boga oznacza wizję uszczęśliwiającą, radowanie się Bogiem przez całą wieczność, ale też oglądanie Go już w tym życiu.
Cała nasza wiedza przychodzi do nas za pośrednictwem zmysłów, przede wszystkim zmysł wzroku, będącego najszlachetniejszym ze zmysłów, ponieważ odbiera to, co jest najbardziej dla nas uchwytne, czyli kształt i kolor rzeczy. Zmysł wzroku, dzięki któremu możemy widzieć, jest więc również pewnym symbolem dla wszystkiego co poznajemy – w istocie wszystko, czego dowiadujemy się czytając, zależne jest od zmysłu wzroku.
A jednak Bóg nie może widzieć, ponieważ jest czystym Duchem. Poznania Boga dostępujemy raczej przez wiarę, widzimy Go dzięki wierze. Zgodnie ze słowami samego Zbawiciela, z cnotą wiary w sposób szczególny łączy się właśnie cnota czystości, mówiąc inaczej: czystość serca pozwala nam oglądać Boga. Pan Jezus mówi w tym miejscu zwłaszcza o darze Ducha Świętego, który nazywamy darem rozumu. To właśnie dar rozumu udoskonala cnotę wiary, przede wszystkim pozwalając nam w pełni zrozumieć prawdy naszej wiary.
Wiara jest cnotą, dzięki której zyskujemy wiedzę o nadprzyrodzonych tajemnicach Boga, wiara jest jednak zawsze bardzo niewyraźna. Ponieważ to Bóg do nas przemówił, jesteśmy pewni prawdy przekazanych nam treści, nie rozumiemy ich jednak, gdyż bardzo nas przewyższają. Z tego powodu wiara jest nie tylko przylgnięciem umysłu, ale wymaga też aktu woli: musimy chcieć wierzyć, ponieważ nasz intelekt jest w pewnym sensie odurzony przez tajemnicę zbyt wielką, byśmy mogli ją pojąć. Rzeczy nieskomplikowane, rzeczy tego świata, możemy dostrzec, a oglądając je, w większym lub mniejszym stopniu zrozumieć. Boga jednak oglądać ani zrozumieć nie możemy, ponieważ Jego natura jest nieskończona, a nasze umysły skończone. Dlatego pomimo tego, że możemy być pewni prawdziwości artykułów wiary, nie możemy udowodnić ich w taki sposób, w jaki sposób dowodzimy na przykład prawa grawitacji.
Tak więc cnota wiary, choć sama w sobie doskonała, jest dla nas zawsze nieco niejasna, a nawet obca naturze naszego intelektu. Intelekt nasz stworzony został bowiem po to, by rozumował, by dedukował na podstawie obserwacji. Wiara jednak nie pochodzi z obserwacji, ale z autorytetu Boga, który objawia samego siebie swemu Kościołowi. Tajemnice wiary nie są dla nas zrozumiałe w tym sensie, że nie możemy zgłębić ich pierwszych zasad, jak to czynimy w przypadku innych nauk ścisłych.
To właśnie ze względu na tę wrodzoną słabość naszego ograniczonego intelektu Bóg daje nam dar rozumu. Dar ów wlewany jest w nasze dusze, byśmy stali się podatni na natchnienia Ducha Świętego, a w odniesieniu do poznawania, byśmy zyskali pewną intuicję głębszego rozumienia prawd wiary. Podczas, gdy wiara może chwiać się lub tracić ufność, dar rozumu leczy intelekt dając mu pewną współnaturalność z Boskimi zasadami, od których pochodzą prawdy wiary. Skoro sam Duch Święty mieszka w duszy znajdującej się w stanie łaski, Jego wpływ i natchnienia zapadają głęboko w nasze dusze, dając im pewne zrozumienie Bożych tajemnic.
Wpływ daru rozumu widoczny jest w sposób szczególny w życiu Doktórów Kościoła, jak np. świętego Tomasza z Akwinu, patrona naszej szkoły. Widać go jednak nawet w życiu ludzi prostych, zwłaszcza szczerze pobożnych, którzy posiadają nierzadko głębokie rozumienie prawd wiary, pomimo że nie posiadają formacji filozoficznej. Posiadają oni jak gdyby Boski instynkt, ostrzegający o niebezpieczeństwie dla wiary, które ludzie pobożni dzięki swej zażyłości z Bogiem wyczuwają natychmiast, gdyż dzięki darowi rozumu wiedzą, że treści te dalekie są od Objawionej Prawdy.
Prawdopodobnie jednak największą pomocą, jakiej dar ten udziela wierze, jest zrozumienie samych źródeł Objawienia, czyli Pisma Świętego i Tradycji. Tak jak w przypadku Apostołów podróżujących wraz Panem do Emaus, których oczy otworzyły się na rozumienie Pisma (Łk 24,45), podobnie Trzecia Osoba Trójcy Przenajświętszej napełniała wielu świętych owym głębokim zrozumieniem Pisma, znaczenia symboli i podobieństw występujących w Nowym Testamencie. Dar rozumu jest również głównym „autorem” symboli i znaków używanych w liturgii i daje nam poznać subtelne rzeczywistości za tymi symbolami i widzialnymi znakami ukryte. Dar ten pomaga nam również zrozumieć bardziej dogłębnie przyczyny na podstawie skutków i daje odpowiedź na najważniejsze pytania, dlaczego rzeczy są takimi, jakimi są: ponieważ Bóg je takimi stworzył.
Na modlitwie dar rozumu objawia się przede wszystkim poprzez ukojenie zmysłów. Często jesteśmy na modlitwie rozproszeni, ponieważ Bóg jest tak abstrakcyjny, tak bardzo przewyższający wszystko, co możemy poznać, że nasz intelekt doświadcza pewnego rodzaju dezorientacji, zwraca się więc szybko ku rzeczom łatwiej postrzeganym i rozumianym. Jednak dar rozumu zaspokaja tę ciekawość poprzez podporządkowanie intelektu, nastrajając go na głos Ducha Świętego, który przenika głębokości samego Boga. To właśnie ma na myśli święty Paweł, gdy mówi do Koryntian: „Któż bowiem z ludzi wie, co jest w człowieku, prócz ducha ludzkiego, który w nim jest? Tak i tego, co jest w Bogu, nikt nie poznał, tylko Duch Boży” (1Kor 2,11). Dlatego w życiu wielkich świętych zauważamy, że ich życie modlitewne stawało się stopniowo coraz bardziej proste, nie było długą rozmową z Bogiem, ale prostym wpatrywaniem się w Niego, jak to zaświadcza święty Proboszcz z Ars, któremu pewien pobożny człowiek wyznał, że podczas modlitwy: „Patrzę na Niego, a On patrzy na mnie”, powierzając w ten sposób cały wszechświat Trójcy Świętej, która powołała go do istnienia.
Dlatego, drodzy wierni, prośmy dwoje świętych wspominanych w dniu dzisiejszym, o to, by ziściło się na nas błogosławieństwo Zbawiciela: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą”. A ponieważ cnota czystości jest najlepszą dyspozycją do otrzymania daru rozumu i wzrostu w nim, naśladujmy przykład obojga, a również naszego patrona świętego Tomasza z Akwinu, który otrzymał ów dar w obfitości. W ten sposób będziemy mogli oczekiwać obietnicy związanej z tym błogosławieństwem – by pewnego dnia oglądać Boga i radować się tym na wieki wieków. Amen.
Labels:
józefów
Subskrybuj:
Posty (Atom)