piątek, 18 grudnia 2009

Rekolekcji Adwentowe - 2

Drodzy przyjaciele,

Podczas Mszy mówiliśmy o pierwszej tajemnicy Najświętszej Maryi Panny, o Jej Niepokalanym Poczęciu. Ta tajemnica naszej wiary w pewien sposób odpowiada na pytanie: co uczyniło Najświętszą Dziewicę tym, kim jest? Widzieliśmy, że jest to skutek łaski Bożej, łaski, która pochodzi od Zbawiciela na mocy Jego zasług. Jej powołanie na Matkę Boga było w nierozerwalny sposób związane z udzieloną Jej łaską, tak że zależy Ona od Chrystusa Pana bardziej niż ktokolwiek inny. Łaska jest w Niej czymś nieodłącznym, gdyż Jej godność oraz zbawienie zależą w całości od faktu, że jest Matką Boga. Jest Ona Niepokalanym Poczęciem, gdyż samo Jej poczęcie, sama idea Wcielenia wymaga, by była Ona wolna od zmazy grzechu.

Wprowadzając do naszych rozważań nieco filozofii, określiliśmy Niepokalane Poczęcie jako przyczynę skuteczną Najświętszej Maryi Panny. Jak dowiadujemy się podczas zajęć z nauk przyrodniczych, są cztery i tylko cztery przyczyny, będących fundamentalnym powodem istnienia wszelkich bytów. Wszystkie inne przyczyny można zredukować do tych czterech, podobnie jak całe stworzenie można zredukować do dwóch fundamentalnych zasad: zasady aktu, czyli tego, co powoduje, że dany byt istnieje i zasady materialnej, określającej z czego coś zostało uczynione, określającej możliwości. Jeśli zapytamy: dlaczego? - pytamy o przyczynę. Posługując się naszym ulubionym przykładem Piety w Rzymie, możemy zadać pytanie: dlaczego? A by na nie odpowiedzieć, zadajemy sobie wpierw pytanie: kto to wykonał? Innymi słowy, kim jest przyczyna skuteczna, osoba, która powołała to do istnienia. Marmur i inne materiały nie formują się same w posąg, ktoś lub coś musiał to zrobić. Podobnie przedmioty nie rozgrzewają się same z siebie, coś innego musi najpierw mieć ciepło, by przekazać je dalej – ciepło jest czymś otrzymywanym uprzednio od innego bytu. Tak więc skuteczna przyczyna określa nam kto lub co sprawiło, że dany byt jest tym, czym jest.

Mówimy o Niepokalanym Poczęciu jako o czymś podobnym do przyczyny skutecznej w Najświętszej Maryi Pannie, mając przez to na myśli, że to łaska Boża uczyniła Ją tym, kim jest. Ta łaska, którą otrzymała, dogłębnie i w sposób nierozerwalny zjednoczona z Jej istnieniem, została Jej dana od samego początku, od samego poczęcia. Anioł podczas zwiastowania pozdrowił Ją słowami: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski”. Jej poczęcie jest w pewien sposób owocem łaski, który Bóg przeznaczył dla Niej od samego momentu stworzenia świata. Sam Bóg uczynił Ją tym, kim jest, jednak Bóg uczynił to poprzez swą łaskę, udzieloną ze względu na przewidywane zasługi Chrystusa.

Podczas tej konferencji przyjrzymy się dwóm przyczynom, które są ze sobą zasadniczo powiązane – zazwyczaj by określić jedną określa się równocześnie drugą i na odwrót. Istnieje tak zwana przyczyna materialna, która nie odpowiada na pytanie: kto to uczynił? ale raczej „z czego to zostało uczynione?” W przypadku naszego posągu, odpowiedź brzmi: z marmuru. Posąg wykonany został z marmuru. Jednak zasadniczo wyraża to możliwość, coś, co mogłoby zostać zmienione w coś innego. Jeśli na przykład mamy odpowiedzieć na pytanie w kwestii mojego przyjazdu tutaj, ktoś mógłby powiedzieć również: przyjechałem z Warszawy. W tym przypadku dotyczy to możliwości przemieszczania się z jednego miejsca do drugiego. Materią jest możliwość zmiany lokalizacji. Oczywiście normalnie odpowiem: Przyjechałem do Józefowa by wygłosić konferencje – jest to jednak czymś innym, czymś co nazywamy przyczyną ostateczną, przyczyną, dla której coś robię. Przyczyna materialna określa jedynie skąd, czy też wskazuje na pewną możliwość.

Jednakże marmurowi mogłaby zostać nadana każda forma. Nie musi być Pietą, mógłby być figurą wyobrażającą coś innego, albo przedstawiającą innego świętego. Widzicie więc, że przyczyna materialna jest ostatnią ze wszystkich przyczyn, w rzeczywistości odpowiada ona na pytanie „dlaczego” jedynie bardzo ogólnikowo. Zazwyczaj myślimy o tym, co w rzeczywistości zostało z tego marmuru wykonane: w przypadku Piety możemy odpowiedzieć: wyobrażenie Matki Bożej trzymającej w ramionach ciało Syna po zdjęciu z Krzyża. To właśnie nazywamy przyczyną formalną. Rozumiecie, że przyczyna materialna odnosi się do czegoś, co jest możliwe, podczas gdy przyczyna formalna do tego, co zasadniczo już istnieje, do tego co zostało uczynione. Są one w pewnym sensie nierozłączne: jeśli pracujemy nad posągiem, potrzebujemy marmuru. Używamy marmuru, by stworzyć posąg. Nie sposób sobie wyobrazić posągów wykonanych bez materiału, zawsze są uczynione z czegoś. Podobnie marmur nie jest czymś abstrakcyjnym, zawsze ma jakiś kształt czy nawet formę, nawet gdy nie jest jeszcze obrobiony – jest uformowany przez naturę.

By uczynić to nieco bardziej zrozumiałym: z pewnością czytaliście w naszym katechizmie o tym, co nazywamy materią i formą sakramentu. Na przykład dla sakramentu chrztu materią jest woda, formą natomiast polanie wodą osoby chrzczonej i wypowiedzenie słów: Ja ciebie chrzczę w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Materią jest rzecz używana do udzielania sakramentu. Formą jest to, co się wykonuje, co się wyraża. W przypadku chrztu jest to polanie danej osoby wodą w Imię Trójcy Przenajświętszej. W Trydencie Kościół zdefiniował, że zarówno materia jak i forma konieczne są do ważności sakramentu. Jeśli ktoś chrzciłby na przykład herbatą, nie byłoby sakramentu. Podobnie byłoby, gdyby ktoś zmienił słowa, jak to jest w przypadku Mormonów i chrzcił jedynie w Imię Jezusa, sakrament byłby wówczas nieważny. Woda jest materią – sama z siebie nie może ona udzielić łaski. Marmur sam z siebie nie tworzy posągu. Formą są słowa, które same również łaski nie udzielają. Dobry pomysł to nie to samo co jego realizacja. Gdy jednak połączy się je razem, gdy wodą polewana jest głowa danej osoby, a równocześnie wypowiadane są odpowiednie słowa, tworzą razem święty znak, sakrament, który udziela łaski i odpuszcza grzechy.

Podobnie, choć jedynie w analogiczny sposób, możemy mówić o definicjach, jako o połączeniu materii i formy. Mówimy o człowieku jako o „zwierzęciu rozumnym”. Zwierzę jest określeniem bardziej ogólnym, mówi o tym, do czego podobny jest człowiek. Jednak ludzie są kimś więcej, niż tylko zwierzętami, podobnie jak Pieta jest czymś więcej, niż tylko kawałkiem marmuru. Ludzie są istotami rozumnymi i to właśnie ta cecha czyni ich tym, kim są. Jest to jak gdyby formalny aspekt istoty ludzkiej – różnimy się od zwierząt właśnie tym, że jesteśmy istotami rozumnymi.

Powróćmy więc do naszego zasadniczego tematu: Kim jest Najświętsza Maryja Panna? Jest Ona, przede wszystkim, Matką Boga. To właśnie łaska Boża uczyniła ją Matką Zbawiciela. Uformowała ją również łaska Niepokalanego Poczęcia, ale uformowała ją właśnie do tego, by stała się Matką Boga. To właśnie otrzymana łaska uczyniła Ją tym, kim jest. Kościół naucza nas, że to właśnie Boże Macierzyństwo jest zasadą wszystkich Jej godności i przywilejów. Gdy pyta się nas, kim Ona jest, najlepsza i najadekwatniejsza odpowiedź brzmi: jest Matką Boga.

Po pierwsze, jest Matką. Macierzyństwo Najświętszej Maryi Panny jest czymś należącym do istoty Jej powołania, jednak Ona jest kimś więcej, niż każda inna matka – jest Matką Bożą. Pod względem materialnym, wypełnia Ona te same obowiązki, co wszystkie ziemskie matki – dając życie i pielęgnując swe dziecko. Jednak tym Dzieckiem jest Druga Osoba Trójcy Świętej. Tak więc Jej macierzyństwo jest Boskie, ponieważ nosi Ona w swym łonie Osobę Boską, to Osobie Boskiej ma dać życie. Tak więc formalnie mówiąc, nie jest jedynie matką, ale Matką Bożą. Stąd możemy powiedzieć, że tajemnica Bożego Macierzyństwa odpowiada w pewien sposób materialnej i formalnej przyczynie, dzięki której Maryja jest tym, kim jest. To właśnie dokonało się w Niej dzięki łasce.

To właśnie Boże Macierzyństwo Maryi jest wzorem do naśladowania w edukacji. Edukacja polega ze swojej natury na prowadzeniu do doskonałości, a pierwszym nauczycielem i wychowawcą każdej istoty ludzkiej jest właśnie matka. Matka bardziej niż ktokolwiek inny dostrzega zdolności drzemiące w jej dziecku, widzi ukrytą wielkość, i nie tylko widzi, ale i doprowadza do doskonałości. Wielu z nas patrzy na dzieci i widzi jedynie słabości i troski – jednak matka widzi nie tylko to, ale jak nikt inny widzi osobę dorosłą, w którą przeobrazi się ta mała istota ludzka.

Matka, bardziej niż ktokolwiek inny, jest obrazem miłosierdzia Bożego. Dzięki swemu instynktowi będzie czyniła wszystko, by uchronić swe dziecko od krzywdy, w razie potrzeby poświęci nawet własne życie. Jest to jeszcze bardziej prawdziwe na poziomie duchowym. Miłosierdzie jest cechą, która skłania nas do udzielenia pomocy osobie cierpiącej, a największe cierpienia nie są fizyczne, ale duchowe. Spośród wszystkich cierpień duchowych to często właśnie ignorancja jest najbardziej bolesna i niebezpieczna. Właśnie dzieło edukacji stanowi remedium na to duchowe niebezpieczeństwo, dlatego to matka zazwyczaj najbardziej troszczy się o edukację swych dzieci.

Jest to prawdziwe zwłaszcza w przypadku Najświętszej Maryi Panny. To Ona jest Matką Zbawiciela, a więc przez łaskę Matką nas wszystkich, jako dzieci Bożych. To, co można powiedzieć o stosunku każdej matki do swego dziecka, można odnieść również do Jej stosunku do nas, jednak w stopniu całkowicie nadprzyrodzonym. Podczas gdy nasze ziemskie matki doglądają nas w nadziei, że pewnego dnia gdy dorośniemy, zobaczą w nas pełną doskonałość, tak również Maryja troszczy się o nas, gdy stajemy się dziećmi Bożymi. Widzi w nas nie tylko słabości i upadki, ale przede wszystkim potencjał jaki posiadamy, by stać się świętymi. Jej Niepokalane Serce jest zawsze zwrócone ku Jej dzieciom, by czynić co tylko możliwe, aby je chronić, strzec i karmić duchowo. Pragnie naszej doskonałości bardziej niż my sami.

Wychowawca i nauczyciel musi zawsze mieć Ją przed oczyma, jako wzór. Edukacja jest przede wszystkim uczynkiem miłosierdzia – nie sprawiedliwości. Z pewnością istnieje obowiązek nauczania, mówiąc jednak ściśle, odnosi się on do rodziców. Nauczyciel, dobry nauczyciel, jest darem Boga. Powinniście każdego dnia dziękować Bogu, jeśli macie nauczyciela, który chce wam pomóc w osiągnięciu doskonałości. Tak łatwo jest, zwłaszcza w naszych czasach, nie robić nic. Znacznie łatwiej jest pozostawić ludzi w ich ignorancji i przejść obok, jak ów lewita, który minął człowieka napadniętego przez zbójców w przypowieści o dobrym Samarytaninie. Nauczyciel, który przejmuje się swoją misją, który poświęca swój czas, energię i modlitwy dla swych uczniów decyduje często o tym, że dziecko staje się użytecznym członkiem społeczeństwa, a nie ciężarem. Nie bez powodu mówi się: Ten, kto panuje nad klasą, będzie panował nad przyszłością. Przyszłość zależy od gorliwości, z jaką nauczyciel wykonuje swoje zadanie. To właśnie nauczyciele są przyczyną formalną dobrobytu swego kraju.

W przypadku zaś uczniów przyswajanie wiedzy zależy całkowicie od ich dyspozycji. Uczeń jest zawsze daleki od doskonałości, właśnie dlatego znajduje się w klasie lekcyjnej – jest jedynie potencjalnie doskonały. Fakt, że małe dziecko pożąda wiedzy, że pragnie się uczyć, jest czymś zachwycającym. Dziecko zawsze będzie zadawało pytania, dlaczego dana rzecz jest taka, a nie inna. Niestety ten etap życia jest często bardzo krótki i wkrótce rany zadane przez grzech pierworodny opanowują umysł i wolę dziecka – zwłaszcza jeśli rodzice zaniedbają jego wychowanie. Zamiast pytać: „dlaczego?” czy przypatrywania się ze zdrową ciekawością, dziecko staje się samolubne i egoistyczne. To przede wszystkim te właśnie błędy tak bardzo utrudniają dzieło edukacji, gdyż nie sposób uczyć kogoś, kto uważa, że sam wie już wszystko, że jest samowystarczalny. Dlatego właśnie powinniśmy mieć ową duchową dyspozycję małego dziecka, dyspozycję którą cechuje zaufanie i posłuszeństwo. Sam Pan Jezus mówi, że jedynie ci, którzy nawrócą się i staną jak małe dzieci, wejdą do Królestwa Niebieskiego (Łk 18,17). Tak więc musimy praktykować duchowe dziecięctwo, czyli pokładać całkowitą ufność w naszym Niebieskim Ojcu, ale również być posłusznymi naszej Niebieskiej Matce.

Dlatego, drodzy przyjaciele, zarówno wychowawcy jak i uczniowie, uciekajmy się zwłaszcza do naszej Niebieskiej Matki. Prośmy Ją o opiekę, o pomoc, prośmy by zechciała prowadzić nas do doskonałości. Dostrzegajmy w Niej wzór nauczyciela, który powinniśmy naśladować. Rozmyślajmy również często o fakcie, że dzięki łasce Bożej jesteśmy dziećmi Boga i powinniśmy okazywać mu należne posłuszeństwo, byśmy mogli cieszyć się wstawiennictwem Matki Bożej i osiągnąć duchową doskonałość, której tak bardzo Ona dla nas pragnie. Módlmy się więc o te dwie cnoty, będące w pewnym sensie materią i formą naszego pragnienia doskonałości: o dyspozycję do tego, by przyjmować nauki, oraz o naśladowanie Najświętszej Maryi Panny w Jej duchowym macierzyństwie.

Rekolekcji Adwentowe - 1

Drodzy uczniowie, drodzy przyjaciele,

Dziś, w Suche Dni, rozpoczynamy nasze rekolekcje adwentowe. Suche dni są tradycją bardzo starożytną, są w istocie apostolskimi pozostałościami po starotestamentowym poświęceniu roku oraz postach wynagradzających w obrzędach pogańskich, które często zbiegały się ze zmianą pór roku. Są to również dni przyjmowania święceń, które udzielane są zwyczajowo z sobotę Suchych Dni. Można powiedzieć, że Święta Matka Kościół przeznacza te dni postu i abstynencji w sposób szczególny na modlitwę za kapłanów i seminarzystów.

To właśnie szkoła katolicka przygotowuje duchowieństwo do jego przyszłej misji, nadzwyczaj stosowne jest więc, byśmy w dniu dzisiejszym zastanowili się zwłaszcza nad misją naszej szkoły, ponieważ jest ona niejako przedłużeniem misji apostolskiej Kościoła.

W dniu, w którym Apostołowie otrzymali pełnię Ducha Świętego, otrzymali to, co moglibyśmy nazwać bierzmowaniem – zostali umocnieni i uświęceni na misję nauczania wszystkich narodów, nauczania wszystkich ludów tego, co potrzebne jest do zbawienia. Właśnie w tym celu otrzymali dar języków. Jednak w Piśmie św. Czytamy też, że w owym dniu „Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z Maryją, Matką Jezusa”. Podobnie jak podczas Adwentu centralną postacią jest Niewiasta, która da życie Zbawicielowi, tak również widzimy Ją podczas Zesłania Ducha Świętego i rozesłania Apostołów, by szli i nauczali wszystkie narody. Można więc powiedzieć, że Niepokalana jest niejako głównym wychowawcą. Jest Matką Boga i pierwszą nauczycielką Dzieciątka Jezus. Również w Zielone Świątki widzimy Ją wraz z Apostołami, jako ich pierwszą nauczycielkę, zanim jeszcze zostali oni rozesłani na swą misję. Jest więc Ona w samym sercu katolickiej szkoły, misji edukacji – tak jak była pierwszą nauczycielką Pana Jezusa, tak również jest naszą pierwszą nauczycielką, równocześnie wzorem wszystkich wychowawców jak i tych, którzy naukę pobierają.

Nie możemy więc uczynić nic lepszego, jak rozważać tę właśnie rolę Najświętszej Maryi Panny, rolę wychowawcy. Kościół zdefiniował uroczyście trzy dogmaty, które określają w pewien sposób rolę Matki Bożej, mówią kim Ona jest, wymieniają Jej przywileje i opisują naturę. Mam na myśli dogmaty o Jej Niepokalanym Poczęciu, Bożym Macierzyństwie oraz Wniebowzięciu. Można powiedzieć, że są one Jej przyczyną skuteczną, materialną i formalną przyczyną, a także ostateczną przyczyną, i określają nam w sposób pełny Jej naturę. Przyjrzyjmy się więc bliżej pierwszej tajemnicy, Jej Niepokalanemu Poczęciu i temu, w jaki sposób jest Ona wzorem w edukacji, wzorem zarówno dla wychowawców, jak i dla tych, którzy edukację otrzymują.

Rozmyślajmy podczas tej Mszy o Maryi, która jest Niepokalanym Poczęciem. Łaska ta stosowna jest i odpowiednia do wzniosłej godności, jaką, miała Ona otrzymać – godności Matki Boga. Dogmat o Niepokalanym Poczęciu mówi nam, że Najświętsza Maryja Panna poczęta została w sposób niepokalany, czyli bez zmazy grzechu pierworodnego. Kościół mówi nam również, że otrzymała Ona tę łaskę w przewidywaniu przyszłych zasług swego Syna. Oznacza to, że łaska była w Niej czymś integralnym i nieodłącznym od Jej misji – polegającej na byciu Matką Zbawiciela. Stąd gdyby zadano nam pytanie: kim jest Najświętsza Maryja Panna? możemy odpowiedzieć na różne sposoby, stosownie do różnych aspektów Jej natury. Gdy pytamy, co czyni Maryję tym, kim jest, możemy sformułować pytanie w następujący sposób: co jest przyczyną sprawczą, dzięki której posiada Ona swą godność, kto lub co uczyniło Ją tym, kim jest? To właśnie nazywamy w filozofii przyczyną skuteczną.

Powód, dla którego jest Ona tym, kim jest jest taki, że jest Ona Niepokalanym Poczęciem. Słowo „poczęcie” używane jest nie tylko w odniesieniu do poczęcia Maryi w łonie Jej matki, ale też do faktu, że była ona zachowana od zmazy grzechu pierworodnego. Definicja Kościoła mówi również dlaczego tak jest – ze względu na zasługi Jej Syna. Oznacza to, że Bóg, jak wszystkie istoty rozumne, zawsze działa z jakiegoś powodu, w jakimś celu, z jakimś zamiarem, który chce urzeczywistnić. Nawet jeśli ów cel jest ostatnią z urzeczywistnionych rzeczy, jest jednak pierwszą rzeczą w porządku pragnienia.

Samo łacińskie słowo „concept” w sformułowaniu „Conceptio Immaculatae” oznacza ideę, którą formujemy w naszym umyśle, gdy coś poznajemy. To słowo „concept” to przede wszystkim idea jako przyczyna poznania, oraz jako jego owoc i przyczyna aktywności naszych władz umysłowych. Mówimy o artyście mającym dobry koncept czy pomysł, który następnie urzeczywistnia w tworzonym dziele sztuki. To właśnie ta idea popycha artystę do rysowania, malowania czy rzeźbienia, to ona jest przyczyną poruszającą jego rękoma i nogami.

W umyśle Boga od zawsze obecna była idea posłania na ten świat swego Syna, by odkupił nas poprzez przyniesioną w ten sposób łaskę. Jednak urzeczywistnienie tej idei implikowało również pewien konkretny warunek: jeśli Druga Osoba Trójcy Świętej miała stać się człowiekiem, naturalnym było, że powinna mieć matkę, że powinna przyjąć ciało z ciała swej matki, tak jak wszystkie istoty ludzkie. By się tak jednak stało, matka owa musiałaby być wolna od grzechu, Niepokalana. Stąd też poczęta Ona była na samym początku czasu, jak to czytamy w Księdze Mądrości oraz w każdą pierwszą sobotę miesiąca. Poczęta najpierw w umyśle Boga, w tym samym akcie, przez który Bóg zapragnął zbawić rodzaj ludzki. Łaska, która przychodzi poprzez naszego Pana Jezusa Chrystusa, została Jej udzielona w pełni, w sposób nierozerwalnie złączony z samą Jej ideą, a nawet od z samą Jej istotą, gdyż to właśnie łaska uczyniła Ją tym, kim jest. To właśnie ta łaska jest przyczyną Jej istnienia, gdyż Bóg nie mógłby narodzić się z Niej bez udziału owej łaski, którą otrzymaliśmy poprzez Jego Syna, będącego z kolei Jej Synem.

Jednak idea ta, jak już powiedziałem, jest nie tylko przyczyną, ale i owocem naszego poznania. W tym właśnie aspekcie Najświętsza Maryja Panna jest wzorem w procesie edukacji. Ta łaska Chrystusa Pana, która doprowadza nas do wiecznej szczęśliwości, powinna i musi być pierwszym sprawcą i skuteczną przyczyną wszelkiej edukacji. Przy obecnej kondycji natury ludzkiej, człowiek nie może dostąpić zbawienia bez pomocy łaski. Łaska, podobnie jak w przypadku Maryi, musi być skuteczną przyczyną, stwarzającą nam możliwość osiągnięcia wiecznego szczęścia.

A to wieczne szczęście, doskonałość, jest właśnie celem edukacji. Ta łaska Chrystusa, która jest absolutnie konieczna dla osiągnięcia przez nas doskonałości, jest przyczyną skuteczną każdego dobrego uczynku, który prowadzi nas do życia wiecznego. Dlatego właśnie Najświętsza Maryja Panna, łaska Jej Niepokalanego Poczęcia, znajduje się w centrum życia naszej szkoły. Nie możemy osiągnąć naszego celu bez nabożeństwa do Niej.

To właśnie jest również powodem, drodzy przyjaciele, dla którego każdego ranka, przed rozpoczęciem zajęć, śpiewamy „Pod Twoją obronę”. Uciekamy się pod Jej obronę, ponieważ jest Ona pośredniczką łaski, która jest nam tak bardzo niezbędna. Pamiętając o tym, odnówmy nasze nabożeństwo do Matki Bożej. Posunę się nawet do twierdzenia, że żaden uczeń, który nie odmawia Różańca, nigdy nie wykorzysta danego mu przez Boga potencjału i w życiu dorosłym czeka go jedynie porażka. Nasza doskonałość uzależniona jest od łaski i jeśli nie będziemy o nią prosić, nigdy jej nie osiągniemy. Sam Bóg, dokonując dzieła zbawienia rodzaju ludzkiego, prosił wpierw o przyzwolenie Najświętszą Maryję Pannę. A ona zgodę wyraziła, mówiąc „Niech mi się stanie według twego słowa”. Według słowa, które było planem Boga względem Niej. Nawet sam Bóg prosił Maryję, by podjęła się tego dzieła. Tak więc również my, by podołać dziełu edukacji, by zrealizować ową ideę doskonałości, by zrealizować nasze zamierzenia, musimy uciekać się do Matki Bożej. A uciekając się do Niej, możemy być pewni tej samej odpowiedzi: niech nam się stanie wedle woli Boga. Owa wola Boga, by obdarzyć nas szczęściem wiecznym będzie w nas wzrastała aż do pełni doskonałości, jeśli tylko prosić będziemy o nią z wytrwałością. Amen.

niedziela, 13 grudnia 2009

3 Niedziela Adwentu

W okresie Adwentu widzieliśmy wielokrotne osobę św. Jana Chrzciciela, zwiastuna naszego Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Okoliczności jego narodzin były cudowne: poczęty został przez rodziców będących w podeszłym już wieku, pomimo niedowiarstwa ojca, któremu zapowiedziane zostały przez anioła. Został oczyszczony z grzechu pierworodnego jeszcze w łonie swej matki, gdy odwiedziła ją Najświętsza Maryja Panna. Biorąc pod uwagę wszystkie cudowne okoliczności związane z jego przyjściem na świat oczywistym było, że Bóg wybrał go do bardzo szczególnej roli – jednak jak to jest w przypadku spraw Bożych, na pierwszy rzut oka nie było całkowicie jasne, na czym misja ta miałaby polegać.

Tak więc ludzie, zwłaszcza przywódcy ludu, przychodzili by spytać go: kim jesteś? Proroctwa mówiły o wielu wydarzeniach, które miały poprzedzać przyjście Zbawiciela, i wszystkie one zaczynały się spełniać. Ludzie oczekiwali nadejścia Mesjasza, Chrystusa, Obiecanego, Tego, który zgładzi nasze grzechy. Tak więc pytano Jana Chrzciciela: „Czy ty jesteś Chrystusem?”. Co ciekawe, Ewangelia pisze nie tylko, że odpowiedział on: „Nie jestem ja Chrystusem”, ale że „wyznał i nie zaprzeczył”, to znaczy – nie zaprzeczył swej misji. Biorąc pod uwagę wielki szacunek jakim się cieszył, pamiętając o tłumach cisnących się do niego – jak wielką pokusą musiała być myśl, by odnieść wszystkie te honory do swojej osoby, by zapomnieć, że został posłany, by zapowiadać przyjście Chrystusa, a nie odbierać cześć Jemu należną! Jak wielka więc była pokora św. Jana Chrzciciela!

Św. Jan przyszedł w duchu Eliasza, jak to mówi w Ewangelii Pan Jezus, nie był jednak tym samym Eliaszem, który wzięty został do nieba. To zstąpienie ducha Eliasza na proroka zapowiedziane zostało w proroctwach dotyczących Mesjasza – które niektórzy błędnie interpretowali jako mówiące o przyjściu samego Eliasza. Pytali więc Jana, czy jest on Eliaszem, jednak on nim nie był – choć istotnie otrzymał ducha proroctwa, jak o tym powiedział jego ojciec w hymnie wypowiedzianym w dniu, kiedy Jan otrzymał swe imię.

Potem pytali go żydzi ponownie: czy jesteś ty prorokiem? Chodzi tu o proroka z zapowiedzianego pod koniec życia przez Mojżesza, w którym mówił on o Tym, który przyjdzie by zastąpić obrzędy i prawa, które on ustanowił. Sam Mojżesz przepowiedział, że Stare Przymierze nie będzie wieczne, ale że zostanie udoskonalone przez proroka, który przyjdzie po nim – i że cały Izrael ma obowiązek ufać Mu i okazywać Mu posłuszeństwo, kiedy nadejdzie (Deut. 18,15). Chrystus Pan jest wypełnieniem Starego Przymierza, tak, że miało ono znaczenie jedynie w odniesieniu do Niego. To On jest prorokiem zapowiedzianym przez Mojżesza, który zastąpił Prawo ofiarą swego własnego Ciała i Krwi. Dlatego właśnie św. Jan Chrzciciel odpowiada po prostu: „Nie”.

Na koniec zapytali go: kim więc jesteś? A św. Jan odpowiedział słowami proroctwa odnoszącymi się do proroka, który miał poprzedzać przyjście Chrystusa i dawać o Nim świadectwo. Do tego, który zwróci serca rodziców do ich dzieci, a serca dzieci do ich rodziców. Do tego, który skieruje Izraela drogę prostą i przygotuje go na nadejście Zbawiciela – Tego, który oczyści nas z naszych grzechów.

Wedle proroctwa Ezechiela, Zbawiciel miał oczyścić nas poprzez chrzest, tchnąć w nas nowego ducha, jak to czytamy w rozdziale 36: „pokropię was czystą wodą, abyście się stali czystymi, i oczyszczę was od wszelkiej zmazy i od wszystkich waszych bożków. I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała. Ducha mojego chcę tchnąć w was i sprawić, byście żyli według mych nakazów i przestrzegali przykazań, i według nich postępowali”. Słowa te odnoszą się do sakramentu chrztu, który miał ustanowić Chrystus Pan oraz do Nowego Prawa, które On sam wypisać miał w naszych sercach poprzez łaskę.

Dlatego właśnie zupełnie naturalnym było kolejne pytanie: „Dlaczego więc chrzcisz, skoro nie jesteś Chrystusem?”. Chrzest św. Jana nie był sakramentem, był obrzędem mającym symbolizować intencję porzucenia grzechu i położenia nadziei w obietnicy Boga, który miał przyjść w Osobie Mesjasza. Był więc jedynie zewnętrznym znakiem wewnętrznego żalu –sam św. Jan mówi, on chrzci jedynie wodą, po czym natychmiast zapowiada przyjście kogoś większego od siebie, kto chrzcić będzie Bożym ogniem. Mowa tu o sakramencie ustanowionym przez Zbawiciela, który nie jest już jedynie obrzędem, ale udziela naszym duszom uczestnictwa w życiu Boga oraz odpuszczenia grzechów.

A potem św. Jan, któremu powierzono wspaniałą misję zapowiadania nadejścia Mesjasza, daje nam przykład cnoty, której potrzebujemy najbardziej, by Go przyjąć: cnoty pokory. „Któremu ja nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u obuwia jego”. To właśnie ta cnota czyni nasze serca zdolnymi do przyjęcia Zbawiciela, a jej brak spowodował, że wielu żydów żyjących w czasach Chrystusa, odrzuciło Go. Pan Jezus ukazał nam tę cnotę w całej jej pełni: będąc Bogiem upokorzył się aż do śmierci krzyżowej.

Tak więc, Drodzy Wierni, uczmy się dziś od św. Jana Chrzciciela właśnie cnoty pokory. Uczmy się znać swoje miejsce na tym świecie, uznawać własne błędy oraz potrzebę Odkupiciela. Jak obiecał Zbawiciel, kto się uniża, będzie wywyższony, jeśli więc postępować będziemy wedle Jego słów, możemy więc mieć nadzieję, że będziemy wywyższeni do nieba, do radości życia wiecznego razem z Nim. Amen

wtorek, 8 grudnia 2009

Niepokalanego Poczęcia

Spośród wszystkich tajemnic odnoszących się do Najświętszej Maryi Panny, na pierwszy rzut oka najtrudniej zrozumieć jest nam tajemnicę Jej Niepokalanego Poczęcia. Najświętsza Maryja Panna jest Matką Boga, możemy więc w jakiś sposób próbować zrozumieć Jej Boże Macierzyństwo na zasadzie analogii do innych matek. Jej Wniebowzięcie wydaje się być nam logiczną konsekwencją Jej wierności, czy też nagrodą za nią. Ale Niepokalane Poczęcie?

Doktryna Kościoła mówi, jak wiemy, że Maryja została poczęta bez zmazy grzechu pierworodnego. Przy swym poczęciu nie została skażona przez występek Adama i Ewy, była więc nietknięta przez grzech. Z uwagi na zasługi swego Syna, została zachowana od wszelkiego kontaktu z grzechem od samego początku swego istnienia.

Jednak znaczenie słowa „poczęcie” – conceptio, nie jest ograniczone do poczęcia dziecka z łonie matki. Mówimy również o „pracy koncepcyjnej” albo o tym, że artysta, tworząc dzieło sztuki, wpadł na dobry koncept.

Oznacza to, że zanim coś uczynimy, posiadamy w naszym umyśle koncepcję zamierzonego dzieła. Kiedy artysta wykonuje rzeźbę czy maluje obraz, najpierw ma wyobrażenie tego, co chciałby dokonać. Obmyśla koncept, zanim idea stanie się rzeczywistością. Zanim idea stanie się ciałem, istnieje już w jego umyśle. Podobnie nasze idee wydają się „otrzymywać życie”, kiedy są urzeczywistniane.

Owidiusz w swoich Metamorfozach (księga X) przytacza legendę o pewnym rzeźbiarzu imieniem Pigmalion, który miał być najbardziej uzdolnionym rzeźbiarzem swych czasów. Miał on ambicję, by pewnego dnia wyrzeźbić najpiękniejszy, najbardziej doskonały wizerunek kobiety. I - jak mówi legenda - po wykonaniu tego dzieła zakochał się w nim, a bogowie nagrodzili jego talent ożywiając posąg, i nadając ukochanej Pigmaliona imię Galatea. Posługując się tą analogią można by powiedzieć, że Bóg tak umiłował swe stworzenie, że stworzył Niepokalaną.

Kiedy Matka Boża objawiła się św. Bernardecie w Lourdes, użyła słowa „poczęcie” w tym właśnie sensie. Nie powiedziała „Ja jestem niepokalanie poczęta” ale „Ja jestem Niepokalane Poczęcie”. I rzeczywiście - cielesne zachowanie od grzechu pierworodnego jest zewnętrznym wyrazem tego, kim Ona jest – Niepokalanym Poczęciem, czyli planem czy też ideą, przez którą realizuje się zamysł Boga.

Co oznacza słowo Niepokalane? Oczywiście jego podstawowym znaczeniem jest „bez zmazy” , tj. bez winy. Jednak w sposób bardziej pozytywny oznacza „czyste”, „pozbawione wad”. Tak więc „Niepokalane Poczęcie” oznaczałoby ideę pozbawioną jakiejkolwiek domieszki błędu, koncepcję, będącą odpowiedzią na wszystko, czegokolwiek moglibyśmy pragnąć.

Idea ta istniała w umyśle Boga od początku czasu. Podczas sobotniej Mszy o Matce Bożej czytamy z Księgi Mądrości „Na samym początku stworzyłem cię”. Maryja istniała w umyśle Boga od samego początku, jako doskonały wzór tego, czym powinna być ludzkość dzięki łasce. Odpowiada Ona, jak nikt inny, temu ideałowi, jakiego pragnie Bóg dla każdego z nas w stopniu, w jakim udziela nam łaski. Posiadała Ona łaskę wybrania w całej jej pełni.

Mówimy o Zbawicielu, jako o „Słowie Boga”, „Słowie, które stało się ciałem i zamieszkało między nami”. Jednak to dzięki Maryi Słowo mogło przybrać Ciało. Jest Ona jakby tubą, która dała głos Słowu Boga, wypowiadając jedno krótkie zdanie: „Niech mi się stanie według Słowa twego”. To jedno zdanie „Niech mi się stanie według Słowa twego” wyraża nie tylko Jej zgodę na zostania Matką Boga w sensie pasywnym, ale również w sensie bardzo aktywnym wyraża Jej wolę dostosowania się do ideału, do zamiaru, jaki Bóg miał względem Niej.

Najświętsza Maryja Panna jest najbliższą Bogu spośród wszystkich członków rodzaju ludzkiego. Jest Matką naszego Pana Jezusa Chrystusa, Drugiej Osoby Trójcy Przenajświętszej. Każda matka daje dziecku swe własne ciało - więc również Zbawiciel stał się człowiekiem dzięki Niej. Co więcej, nie tylko nosiła Go Ona przez dziewięć miesięcy, ale również karmiła i troszczyła się o Niego, jak to muszą czynić wszystkie inne matki.

Jak to wyznajemy w Credo, Najświętsza Maryja Panna "poczęła z Ducha Świętego". Oznacza to, że w bardzo szczególny sposób była Ona Oblubienicą Trzeciej Osoby Trójcy Świętej. Dlatego właśnie Matka Boża powiedziała w Lourdes: "Ja jestem Niepokalane Poczęcie". Każda kobieta po zamążpójściu przybiera nazwisko męża, nie używa już nazwiska swego ojca i matki. Jednak tracąc dotychczasowe nazwisko, staje się w zamian panią domu swego małżonka. Ma współudział w jego władzy, w majątku i troskach doczesnych oraz staje się pierwszą wychowawczynią jego dzieci. Jest tak również w przypadku Maryi. Kiedy za sprawą Ducha Świętego stała się Ona Matką Boga, w pewnym sensie przybrała Jego Imię. Wzięła na siebie staranie o dom Boga, troskę o potrzeby Jego Kościoła. Słowo Boże przybrało ciało w Jej łonie za sprawą Ducha Świętego. Ale Słowo Boże nie jest po prostu Słowem, ale Słowem miłości, Słowem, które wyraża, czego Bóg dla nas pragnie. Owo Słowo miłości jest samym Bogiem, przyjmującym ciało za sprawą Ducha Świętego, który jest wszechogarniającą miłością Bożą. Maryja jest więc nie tylko Niepokalana, wolna od grzechu, jest też prawdziwie i istotnie Poczęciem, ponieważ przybiera imię Tego, który został w Jej łonie poczęty, samego Chrystusa Pana, Jednorodzonego Syna Ojca, żyjącego przez całą wieczność na łonie Trójcy Przenajświętszej. Tak więc Najświętsza Maryja Panna jest nie tylko Niepokalanie Poczęta, Ona jest prawdziwie Niepokalanym Poczęciem.

Dlatego, Drodzy Wierni, podczas tego święta, będącego równocześnie świętem tytularnym tego kościoła, módlmy się w sposób szczególny do Niepokalanej, jako noszącej imię samego Boga, by strzegła i wstawiała się za wszystkimi, którzy modlą się tu w uroczystość Jej Poczęcia, byśmy również my mogli stać się żywym wzorem doskonałości dla tych, którzy zostali powierzeni naszej trosce oraz ku zbudowaniu naszych bliźnich, byśmy pewnego dnia stali się częścią odwiecznego planu Boga. Amen.

niedziela, 6 grudnia 2009

2 Niedziela Adwentu

„Nie powstał między narodzonymi z niewiast większy nad Jana Chrzciciela, lecz który jest mniejszy w królestwie niebieskim, większy jest niż on” (z Ewangelii)

Podobne słowa nie zostały nigdy wypowiedziane w stosunku do nikogo innego. Święta Matka Kościół w niedziele Adwentu ukazuje nam życie świętego Jana Chrzciciela, wielkiego świętego, sławionego przez samego Zbawiciela w dzisiejszej Ewangelii.

Jakie zdumiewające słowa: nikt nie jest większy od Jana Chrzciciela. Był on człowiekiem godnym tego, by przygotować przyjście Chrystusa, człowiekiem odpowiednim do przygotowania narodu wybranego na nadejście Mesjasza, człowiekiem powołanym przez Boga, by przygotować ziemię na Wcielenie. Dlatego właśnie, drodzy przyjaciele, przed przyjściem Zbawiciela w Boże Narodzenie, przed przyjściem Chrystusa do naszych dusz przez łaskę uświęcającą, powinniśmy rozważać życie świętego Jana Chrzciciela.

I co widzimy? Człowieka żyjącego na puszczy. Głos wołający na puszczy. Głos nawołujący Izrael do pokuty. Widzimy człowieka głoszącego pokutę nie tylko słowami, ale również swym życiem i przykładem, wielkiego ascetę, człowieka, który prawie nas przeraża. Widzimy człowieka niejako oddychającego czystą sprawiedliwością Boga - jedynego człowieka, który mógłby ważyć się ochrzcić Świętego Izraela.

Święty Jan Chrzciciel napełniony był Duchem Świętym jeszcze w łonie swej matki (Łk 1,15). Jeszcze przed swymi narodzinami był święty, oczyszczony z grzechu pierworodnego w łonie świętej Elżbiety. To wielki przywilej. Najświętsza Maryja Panna była Niepokalanie Poczęta, a Chrystus Pan poczęty w sposób cudowny, czyli całkowicie zachowany od wszelkiej zmazy grzechu. Jest jednak jedynie dwóch świętych, którzy oczyszczeni zostali z grzechu pierworodnego w łonach swych matek: święty Jeremiasz oraz święty Jan Chrzciciel. Obaj byli prorokami Starego Przymierza, pierwszy zapowiadał przyjście i cierpienia Zbawiciela, drugi widział Go na własne oczy i dawał o Nim świadectwo. A ponieważ obaj oni mieli szczególną misję zwiastowania cierpień Chrystusa przez swoje własne cierpienia, właściwe było, by również oni byli niewinni, oczyszczeni z grzechu pierworodnego od niemowlęctwa, by byli sprawiedliwi i prawi przed Bogiem, by dać świadectwo wobec ludzi.

Łaska Boża zawsze usposabiała ich do wypełnienia powołania, do którego byli wezwani. Powołanie świętego Jana Chrzciciela było bardzo ciężkim brzemieniem: miał być największym i zarazem ostatnim prorokiem Starego Przymierza. Został wezwany nie tylko do tego, by przepowiadać nadejście Chrystusa, ale również do dawania o Nim świadectwa, do ukazania Go światu. Prorok to ktoś, kto mówi o sprawach Bożych, o rzeczywistościach zakrytych przed oczyma ciała. Święty Jan Chrzciciel mówił o rzeczach Bożych nie tylko zwykłym ludziom, ale i królom, ganiąc króla Heroda za jego kazirodcze małżeństwo. I nie tylko mówił o rzeczach Bożych, widział też samego Boga w Osobie naszego Pana Jezusa Chrystusa. Taka jest wielkość jego misji prorockiej.

Podobnie jak Zbawiciel, również święty Jan Chrzciciel dawał świadectwo prawdzie, prawom Boga. Również on cierpiał dla prawdy. Poniósł śmierć męczeńską ze względu na prawdę. Dawał świadectwo prawdzie nie tylko podczas życia, ale też oddając swe życie za prawdę. Poniósł śmierć w obronie świętości małżeństwa.

Misja prorocka świętego Jana Chrzciciela jest tak wielka, że inni prorocy Starego Przymierza zapowiadali jego przyjście. Przyszedł on w duchu Eliasza, wielkiego proroka, który przemawiał do Izraela w czasie apostazji, przed wielki i strasznym dniem Pańskim. U proroka Malachiasza czytamy: „Oto ja poślę wam Eliasza proroka, pierwej niźli przyjdzie dzień Pański wielki a straszny”. I zaraz dalej proroctwo mówi o jego misji: „I nawróci serce ojców ku synom, a serce synów ku ojcom ich, abym snadź nie przyszedł i nie skarał ziemi wytraceniem” (Mal 4,5-6).

Na tym właśnie polega wielkie przesłanie świętego Jana Chrzciciela. Święty Jan Chrzciciel, wypełniając swą misję jako zwiastun Chrystusa Pana, ofiarował swe życie w obronie świętości rodziny. Świętość małżeństwa jest fundamentem społeczeństwa. Chrystus nie może panować w społeczeństwie zanim nie zapanuje w waszych rodzinach. Święty Jan Chrzciciel przyszedł, by przygotować lud Izraela na narodziny Zbawiciela, nie wahał się więc napominać samego króla, za wykroczenia przeciwko prawu małżeńskiemu.

Wszyscy wezwani jesteśmy do świętości, drodzy przyjaciele. Wielu ludzi sądzi, że świętość jest jedynie dla ludzi w rodzaju świętego Jana Chrzciciela. Dla takich nieco niezrównoważonych ludzi, którzy nie mają nic innego do roboty prócz pokuty i modlitwy. My jesteśmy na świecie – sądzi wielu – więc świętość nie jest dla nas.

Nie. Jesteście wezwani do tego, by być z Bogiem przez całą wieczność. Wszyscy jesteśmy powołani do oglądania Boga, do oglądania Go takim, jakim jest. Jesteśmy nawet powołani do uczestnictwa w tym akcie, przez którzy rządzi on całym wszechświatem, jeśli tylko pozwolimy Mu panować w naszych sercach. Taka jest wasza misja, takie jest wasze powołanie, taka jest wasza godność. Nie zadawalajcie się niczym mniejszym, nie pozwólcie się zubożyć światu. Przyjmujcie to, co wam Bóg, ofiaruje i odwracajcie się do brudów współczesnego świata.

W rzeczywistości jedynymi ludźmi, którzy są naprawdę zrównoważeni, są właśnie święci. Są oni ludźmi prawdziwie normalnymi. Rozumieją, dlaczego żyją na ziemi i co oferowane jest im w życiu przyszłym.

Niedorzecznością jest myśleć, że policjant nie może być świętym, albo uważać, że skoro pracuję w fabryce świętość nie jest dla mnie, czy też że ponieważ mam tak wiele rzeczy do zrobienia, nigdy nie mogę stać się świętym. To właśnie świętość, prawdziwa pobożność, doprowadza wszystkie te zajęcia do doskonałości i pełni. Policjant nie może być sprawiedliwy i bezstronny, jeśli nie przestrzega praw Bożych. Właściciel fabryki nie może wypełnić swych obowiązków, jeśli nie zna prawdziwego znaczenia miłosierdzia. Matka rodziny nie jest godna tego miana, jeśli nie zna znaczenia ofiary. To cnotliwe życie czyni społeczność ludzką szczęśliwą, a świat współczesny jest tak nieszczęśliwy właśnie dlatego, że tak niewielu ludzi praktykuje cnotę.

Odwagi, drodzy przyjaciele. Żyjemy w czasach podobnych do końca świata, gdy zniszczone będą same fundamenty rodziny i społeczeństwa. Żyjemy w czasie podobnym do tego, w którym Zbawiciel przyszedł na świat: świecie siedzącym w ciemnościach i mroku śmierci (Łk 1). Jednak Chrystus Pan przychodzi. Przychodzi rozproszyć te ciemności i dać światu nowe życie, przychodzi w dziełach łaski. Otwórzcie wasze serca na przyjęcie tej łaski. Wznieście umysł do tego, co jest naprawdę godne waszych aspiracji. Uchwyćcie się obietnicy, jaką daje wam Chrystus. Kochajcie to, co jest prawdziwie godne waszej miłości, a radość wieczności, wieczna radość samego Boga będzie waszym udziałem na wieki wieków. Amen.

niedziela, 29 listopada 2009

1 Niedziela Adwentu

Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą…
Albowiem teraz bliższe jest nasze zbawienie.

Drodzy wierni,

W ten dzień, w dzień w którym rozpoczynamy nowy rok liturgiczny, słyszeliśmy dwa teksty z Pisma świętego, które wydają się być równocześnie ze sobą sprzeczne, a zarazem znakomicie się uzupełniać. Pan Jezus mówi nam o końcu czasów, o straszliwym dniu sądu, kiedy to przyjdzie sądzić żywych i umarłych, kiedy umarli powstaną z martwych, a niebo i ziemia zostaną przeobrażone przez chwałę Jego przyjścia. A jednak dzień ten jest bliżej, niż się spodziewamy, mówi święty Paweł – teraz jest dzień zbawienia, teraz jest czas na odrzucenie uczynków ciemności, teraz jest czas na powstanie ze snu, snu śmierci spowodowanego przez nasze grzechy. Teraz, teraz – nie w przyszłości, nie w przeszłości, ale teraz.

Z katechizmu wiemy, że Bóg jest wieczny, że nigdy nie było czasu, w którym by Bóg nie istniał oraz że Bóg istnieć będzie zawsze. Wieczność Boga jest konsekwencją Jego doskonałości. Bóg jest doskonały, nie może się więc nigdy zmieniać, gdyż wszystko co podlega zmienia, jest w jakiś sposób niedoskonałe. Wieczność to coś więcej niż tylko bardzo długi okres czasu. Ostatecznie jest na świecie wiele rzeczy, które są bardzo stare, takich które będą istniały bardzo długo, jak na przykład góry, słońce i księżyc. Żadna z nich jednak nie jest wieczna, podlegają one zmianom, poruszają się w czasie, są niedoskonałe. Nawet nasze nieśmiertelne dusze nie są wieczne tak jak Bóg, gdyż wszystkie nasze doskonałości nabywamy stopniowo, ponadto wszystkie nasze doskonałości, wszystkie nasze cnoty i dobre uczynki są rozrzucone niejako w czasie, na przestrzeni około siedemdziesięciu lat. Jednak w przypadku Boga jest inaczej – Bóg się nigdy nie zmienia. Bóg posiada więc wszystkie swe doskonałości nie przed długi czas, ani nawet przez nieskończeni długi czas, ale raczej w jednym pojedynczym akcie, można by powiedzieć – w jednej chwili, mówiąc inaczej – jest wieczny.

Inne rzeczy są wieczne jedynie w mierze, w jakiej należą do Boga – w istocie Bóg jest swą własną wiecznością, jest ona z Nim tożsama. Gdy rozważamy prawdy wieczne, usiłujemy w istocie zrozumieć sam umysł Boga. Powód, dla którego dwa plus dwa równa się cztery istnieje nie tylko dziś czy jutro, jest tak, ponieważ dla Boga dwa plus dwa jest cztery. Prawa natury są wieczne właśnie dlatego, że Bóg jest wieczny. Stwarzając wszechświat Bóg narzucił mu niezmienne prawa przez sam fakt, że Bóg, podobnie jak każdy byt rozumny myśli, by dokonać jakiegoś aktu. Jest to powód istnienia tego, co nazywamy nauką, odkrywaniem praw natury. Bóg, Nieskończona Mądrość, w sposób konieczny stwarza w sposób racjonalny i uporządkowany. Nie tworzymy praw natury, nie możemy ich nawet zmienić, możemy je jedynie odkrywać. Wieczne prawa natury są jak gdyby pieczęcią wieczności Boga, odciśniętą na rzeczach podlegających zmianie. Miara tych zmian to właśnie to, co nazywamy czasem, czy też raczej czas jest miarą istnienia rzeczy, które są niedoskonałe i zmienne. Niebo i ziemia mogą przeminąć, jednak umysł Boga pozostaje zawsze taki sam. Bóg przemawiał do nas w Osobie Chrystusa Pana. Niebo i ziemia mogą przeminąć, ale Jego słowa nie przeminą.

Mając lepsze wyobrażenie na temat wieczności, można też łatwiej zrozumieć, dlaczego te dwa teksty zostały dobrane na dzisiejszą niedzielę. Profetyczna wizja rysowana przez Zbawiciela, wyrażająca niejako zamysł Boga, nosi znamię wieczności – jest prawdziwa wczoraj, dziś i jutro. Jest prawdziwa teraz. Wszyscy prorocy, podczas otrzymywania swych wizji, otrzymywali światło od Boga, nie widzieli jednak samego Boga, gdyż wizja uszczęśliwiająca niemożliwa jest w tym życiu doczesnym. Dlatego jak naucza święty Tomasz z Akwinu (IIaIIae 171,4), prorocy otrzymują wizję intelektualną, wiedzę, jednakże wspólne źródło i zasada, czyli umysł Boga, pozostaje dla nich zakryty i niewyraźny. Stąd prorocy i samo Pismo święte, które przekazuje nam w pewnym zakresie objawienie Boga, jest często niejasne, a święci autorzy muszą posługiwać się znakami, symbolami i metaforami, by wyrazić w jakiś sposób wizje, które otrzymali. Używają symboli, ponieważ symbol jest zarówno elementem wiedzy jak i jej znakiem, rzeczą oznaczającą inną rzecz. Często jedynym sposobem na wyrażenie ukrytej jedności i wieczności pewnych prawd jest użycie symboli i metafor, jak to często czynił sam Pan Jezus w swych przypowieściach. Proroctwa te, jako że są odbiciem wieczności, mają często wiele znaczeń, z których wszystkie są prawdziwe. Na przykład dzisiejsze proroctwo Chrystusa Pana interpretowane jest przez Ojców Kościoła jako odnoszące się tylko do końca czasów, ale też do zniszczenia świątyni w Jeruzalem. Interpretuje się je również metaforycznie jako zniszczenie, jakiego dokonuje grzech w duszy, która jest przez łaskę świątynią Ducha Świętego. Wszystkie te znaczenia są prawdziwe i odzwierciedlają wieczne prawa łaski i natury pochodzące od Boga, który istnieje poza czasem i który kiedyś położy kres czasowi w dniu sądu ostatecznego.

Dlatego właśnie święty Paweł mówi nam o teraźniejszości – teraz jest czas zbawienia, teraz jest czas na powstanie ze snu. To, co robicie tu i teraz ma wieczne konsekwencje. To, co robicie tu i teraz pamiętane będzie przez całą wieczność. Wasze teraźniejsze czyny pociągną za sobą łańcuch konsekwencji, prowadzących do wiecznego szczęścia lub wiecznego potępienia.

Dlatego, drodzy przyjaciele, wsłuchujmy się w dzisiejszą radę, jakiej udziela nam święty Paweł – byśmy w sposób rozważny wkroczyli w ten nowy rok liturgiczny. Najcenniejszym co posiadacie, w pewnym sensie cenniejszym nawet niż samo życie, jest czas. Czas jest rzeczą, którą dostajecie za darmo, nawet jeśli go nie chcecie, musicie go jednak przeżyć. Każda chwila jest niejako walutą, za którą nabywana jest wieczność. Każda przeżyta przez nas chwila zostanie osądzona pod kątem tego, jak została wykorzystana. Skoro jednak dana chwila minie, nigdy już nie powróci. Czekamy na dany czas i niekiedy nie możemy być pewni, czy coś się wydarzy, jedno jest jednak pewne – miniony czas nie powróci. Pomyślcie, drodzy przyjaciele, jak wiele czasu marnujemy, marnotrawimy czas, który mija bezpowrotnie!

Nawet sam Bóg nie może zwrócić nam czasu, który straciliśmy. Czas płynąć będzie nieubłaganie aż do chwili, gdy wy sami wkroczycie do wieczności. A potem zobaczycie z perspektywy wieczności całą waszą przeszłość tak, jak widzi ją Bóg, jak Bóg widzi ją przez całą wieczność. To, co jest miłe Bogu, pozostanie, co nie jest z Boga, będzie źródłem żalu - oby jednak Bóg dał, by nie był to żal wieczny!

Prośmy więc Boga, drodzy przyjaciele, oraz cały dwór niebieski, a zwłaszcza Jego Najświętszą Matkę, o łaskę skruchy, o łaskę porzucenia uczynków ciemności, do czego zachęca nas dziś święty Paweł, byśmy dobrze wykorzystali czas, który został nam dany, byśmy mogli wychwalać przez całą wieczność miłosierdzie Boga. Amen.

niedziela, 22 listopada 2009

Ostatnia Niedziela po Zesłaniu Ducha Świętego

Drodzy wierni,

W tę ostatnią niedzielę po Zesłaniu Ducha Świętego Zbawiciel mówi nam o dniu ostatnim, o końcu czasów. Dotarliśmy do samego końca roku liturgicznego, dlatego Pan Jezus mówi nam o owym dniu, w którym będzie sądził żywych i umarłych, dniu w którym niebo i ziemia zostaną odnowione, a czas dojdzie do swego kresu.

Święty Paweł wspomina o tym dniu w innym ustępie, znacznie bardziej zwięzłym, a jednak wyrażającym to samo, co obecnie mówi Zbawiciel. Faktem jest, że dla nas koniec świata jest bardzo bliski, dla nas kres władzy tego świata miał miejsce już w dniu naszego chrztu. To właśnie ma na myśli święty Paweł, gdy mówi „który nas wyrwał z ciemności i przeniósł w królestwo Syna umiłowania swego”. Przez sakrament chrztu, powie Apostoł w innym liście, pogrzebani jesteśmy w śmierci Chrystusa, ochrzczeni w Jego śmierci tak, byśmy mogli wraz z Nim zmartwychwstać do nowego życia (Rz 6,4). Jesteśmy, jak uczy święty Paweł, umarłymi dla grzechu i świata, który jest niewolnikiem grzechu.

Apostoł idzie nawet dalej, mówi że mamy być ukrzyżowani dla tego świata i wszystkich jego pożądliwości. „(…) nasz stary człowiek został współukrzyżowany, aby było zniszczone ciało grzechu i żebyśmy dalej nie służyli grzechowi”. Teraz gdy zmartwychwstaliśmy z Chrystusem, gdy żyjemy wedle Jego nauki, grzech nie będzie już nad nami panował. Dlatego mamy oddawać się „Bogu jak zmartwychwstali żyjący” (Rz 6,13). Nie żyjemy już na tym świecie jako niewolnicy świata, ale umarliśmy światu, byśmy mogli żyć na wieki z Chrystusem.

To właśnie o tym życiu z Chrystusem, o życiu łaski, które trwać będzie przez całą wieczność od dnia, gdy porzucimy to doczesne życie, mówi nam dziś święty Paweł i o nie właśnie dla nas prosi.

Na początek prosi, byśmy byli „napełnieni znajomością woli Boga we wszelkiej mądrości i rozumieniu duchowym”. Oznacza to, że sama wiara nie wystarczy. Nie wystarczy jedynie poznać Boga, nie wystarcza nawet nadprzyrodzona wiedza o Nim. Jak pisze święty Jakub, „czarci też wierzą i drżą” (Jak 2,19). Wierzą a jednak cierpią przez całą wieczność – nie wystarczy bowiem mieć wiarę, trzeba realizować ją w praktyce. Nie wystarczy znać kierunek do celu, trzeba również, jak mówi święty Paweł, iść ku niemu. Oznacza to, że musimy nieustannie postępować naprzód po drodze, która wiedzie nas ku naszemu przeznaczeniu, czyli żyć w sposób zgodny z prawem danym nam przez Boga, prawem łaski, które prowadzi nas do szczęścia.

To właśnie ochotne wykonywanie uczynków przybliżających nas do owej szczęśliwości czyni nas miłymi Bogu, czy jak mówi święty Paweł - „przynosi owoc”. Podobnie jak drzewo lub krzew wzrastają zgodnie z prawami natury, czyli zaspakajając naturalne potrzeby światła, żyznej gleby oraz wody – aby przynieść owoc, tak również nasze uczynki zgodne muszą być z tą naturą, której Bóg dla nich pragnie. Oznacza to, że muszą być kierowane dobrą intencją, która jest jak światło słoneczne, i która musi poruszać naszą wolę podobnie jak światło powoduje, że liście rośliny obracają się ku słońcu. Tak też nasze uczynki powinny ukierunkowane być na prawdę, czy też jak mówi Chrystus Pan: „Świecą ciała twego jest oko twoje. Jeśliby oko twoje było szczere, wszystko ciało twoje światłe będzie” (Mt 6,22). Nasze uczynki muszą być również stałe jak gleba, oparte nie na emocjach czy zmiennych i niestałych ideach, ale na prawdzie. To właśnie z prawdy siłę swą czerpią dobre uczynki, podobnie jak roślina przeobraża glebę w samą siebie poprzez korzenie, tak również rozważanie przyczyn rzeczy i poznawanie prawdy karmi naszą duszę i umacnia ją w dobrym. I na koniec woda, którą roślina wchłania w sposób niedostrzegalny i bez której światło i gleba doprowadziłyby ją jedynie do uschnięcia i obumarcia. Tą wodą w naszych duszach jest działanie łaski – jest to najpierw woda chrztu, która czyni nas dziećmi Bożymi, a następnie codzienne łaski uczynkowe, które jak deszcz przenikają do naszych dusz w każdej chwili, gdy tego potrzebujemy.

Dlatego, jak drzewo, które przynosi dobre owoce, jesteśmy „umocnieni wszelką mocą według potęgi chwały Boga” – jak uczy nas dziś święty Paweł. I Apostoł kontynuuje, podając ostateczną przyczynę, powód dla którego Bóg czyni to wszystko dla nas: byście mogli czynić dziękczynienie. Jesteśmy przeniesieni z królestwa ciemności do królestwa Bożej łaski, byśmy oddawali Bogu należną cześć i chwałę, czy też jak to pisze święty Paweł w innym liście: „dla uwielbienia przesławnej łaski Jego” (Ef 1,6).

Tak więc, drodzy wierni, w tym krótkim fragmencie listu świętego Pawła dostrzec możemy cały program życia chrześcijańskiego. Być może dzień ostatni nie jest już odległy, z pewnością jednak nasze życie jest bardzo, bardzo krótkie w porównaniu z wiecznością, jest jedynie chwilą sprawdzianu przed wkroczeniem w prawdziwe życie, życie, które trwać będzie przez całą wieczność, a w ów „dzień ostatni” nie będzie już przyszłości, a jedynie stała teraźniejszość. Stąd słowa Chrystusa Pana stosują się i do nas: nie schodźcie na dół ale uciekajcie w góry, uciekajcie od świata i jego pokus, uciekajcie od świata i jego niszczących uzależnień, uciekajcie do tej wzniosłej i nadprzyrodzonej nauki. Postępujcie dobrą ścieżką, drogą prowadzącą ku szczęściu, drogą cnoty, która pomimo że trudna, prowadzi nas do życia wiecznego. Amen.