Drodzy wierni,
Św. Paweł przypomina nam w dzisiejszej Lekcji o przeobrażeniu, jakiemu podlega dusza w dniu chrztu, o tym, jak jesteśmy przeprowadzani od próżnych rzeczy tego świata do niezmierzonych bogactw Bożych. Przez łaskę chrztu Trójca Święta zamieszkuje w naszej duszy jak w świątyni. Dusze nasze są świątyniami Ducha Świętego, świątyniami, w których mieszka Bóg, gdyż za pośrednictwem łaski zostaje nam zaszczepiona Jego natura. Jesteśmy nawet więcej niż świątyniami, ponieważ świątynie są jedynie budynkami – my natomiast jesteśmy żywymi stworzeniami zdolnymi do czczenia i kochania Boga, aby w wyniku tego móc osiągnąć szczęście wieczne. Świątynia, niezależnie od tego, jak piękna i wspaniale ozdobiona by nie była – nie jest zdolna do miłości.
Jednak jako żyjące istoty ulegamy wpływom wielu rzeczy, z których nie wszystkie odpowiadają godności, którą otrzymaliśmy poprzez sakrament chrztu. To właśnie przed tymi niebezpieczeństwami przestrzega nas dziś św. Paweł.
W chwili swego stworzenia Adam był na wszelki sposób doskonały – jego umysł natchniony był Boską wiedzą, jego wola ukierunkowana była na najwyższe dobro, a ciało wolne od bólu i zepsucia. Wszystko to było skutkiem specjalnego daru Bożego, było konsekwencją łaski i posłuszeństwa Bożemu prawu. Wszystkie umiejętności Adama znajdowały się w doskonałej harmonii i porządku w taki sposób, że on sam był gwarantem ładu w świecie naturalnym i ich związku ze Stwórcą – ponieważ był jedynym stworzeniem posiadającym nieśmiertelną duszę.
Jednak ten dar integralności, który ukierunkowywał wszystkie zdolności Adama ku jego nadprzyrodzonemu przeznaczeniu został utracony wraz z popełnieniem przez niego grzechu. Wraz z utratą łaski owa prawość, którą posiadał, została na stałe utracona, a ponieważ stan ten odziedziczony został przez jego dzieci – wszyscy rodzimy się nie tylko oddaleni od Boga, ale też bardzo dalecy od panowania nad sobą samym. Pożądliwość, cierpienie i śmierć zatruły naszą naturę tak, że - jak mówi św. Paweł - czynimy zło, którego nie chcemy, a jednak niezdolni jesteśmy do dobra, którego pragniemy.
Z tych trzech konsekwencji, pożądliwości, cierpienia i śmierci, najgorszą jest prawdopodobnie pożądliwość. Nawet Chrystus Pan mógł cierpieć i przyjąć śmierć bez zniewagi dla swego Bóstwa, nie mógł jednak przyjąć na siebie nieuporządkowania, jakie niesie nasza pożądliwość. Św. Paweł ukazuje nam w dzisiejszej Lekcji, jak straszne jej owoce. Czym więc jest pożądliwość i w jaki sposób możemy z nią walczyć?
Istoty ludzkie są bardzo utalentowane – posiadamy tak wiele zdolności, którymi obdarzył nas Bóg ze względu na jakieś poszczególne dobra, konieczne dla naszej doskonałości. Posiadamy zmysł dotyku, byśmy mogli czuć otaczający nas świat, zmysł wzroku pozwalający nam widzieć i czytać, zmysł słuchu, dzięki któremu możemy poznać dźwięki muzyki, zmysł smaku i węchu, byśmy mogli znaleźć to, co jest nam potrzebne do pożywienia i rozwoju. Posiadamy też zdolności pozwalające na zrodzenie dzieci i zapewnienie ciągłości oraz doskonałości rodzaju ludzkiego jako całości. Wszystkie te zdolności dane są nam, byśmy postępowali w doskonałości i mogli ostatecznie osiągnąć cel, dla którego zostaliśmy stworzeni: byśmy poznali oraz ukochali Boga i mogli cieszyć się Nim przez całą wieczność. Zdolności te powinny zostać ukierunkowane na ten właśnie cel, każda z nich powinna zostać mu podporządkowana – gdyż jedynie on zapewnić nam może szczęście i doskonałość.
Kiedy Adam został stworzony – każda z tych zdolności podporządkowana były innej – jego zmysły podporządkowane były woli, wola z kolei osądowi, a intelekt prawdzie. Jednak grzech pierworodny zburzył ten ład. Każda z naszych zdolności nadal zachowuje swą pierwotną moc i cel, dla którego została przeznaczona, funkcjonuje jednak w sposób niezależny i bez względu na dobro całej osoby czy celu, dla jakiego została ona stworzona. Poprzez swe nieposłuszeństwo Adam odrzucił swój ostateczny cel, którym jest Bóg, niszcząc w ten sposób sam fundament ładu, porządkującego jego władze, pozostawiając je nienaruszone, pozbawione jednak jakiejkolwiek zasady jednoczącej, poza naturą. Wszystkie jego władze są więc poważnie osłabione nawet w tym, co dotyczy ich naturalnej mocy, są jak armia bez dowódcy. Ludzie jedzą i piją bez żadnego względu na swe zdrowie; przyjemność, która normalnie byłaby jedynie pomocą dla osiągnięcia celu, dla którego obdarzeni zostaliśmy zdolnościami, stała się obecnie celem samym w sobie. Nawet przyjemność, która jest normalna owocem dobrze wykonanej pracy i nagrodą za nią jest często pozostawiana jak sierota bez opieki. Ten smutny stan prowadzi wiele dusz do ruiny: zamiast szukać rzeczy wyższych, rzeczy, które dać im mogą prawdziwe szczęście, ulegają one nieuporządkowanym namiętnościom, które prowadzą do nikąd – gdyż namiętności są ślepe.
Naszym obowiązkiem jako chrześcijan, czy nawet jako istot ludzkich, jest odbudować znowu ten ład w naszej naturze. Już poganie dostrzegali to nieuporządkowanie w naszej naturze, nawet jeśli nie rozumieli jego nie wiedzieli, w jaki sposób ład ten odbudować. Taki właśnie jest cel umartwienia – zaprowadzić ład wśród zdolności, które znajdują się w tak godnym pożałowania stanie. Powstrzymujemy się od tego, ku czemu nas popychają, aby wykształcić u siebie nawyk podporządkowania ich rozumowi. Dzieło chrześcijańskiej doskonałości polega w wielkiej mierze na usiłowaniu odbudowy ładu, który Bóg ustanowił w Adamie, ładu, który Chrystus Pan pragnie odbudować prz ypomocy swojej łaski. Ponieważ umartwienie jest nam tak bardzo potrzebne i ponieważ jest ono tak istotnym elementem chrześcijańskiej doskonałości,nierzadko mylnie bierzemy ją za samą doskonałość. Jest to jednak błąd, doskonałość polega zasadniczo na miłości Boga, do czego umartwienie jest jedynie niezbędnym środkiem.
Umartwienie jest jedynie wynikiem realistycznego spojrzenia, uznania, że nie wszystko, co się nam podoba, musi koniecznie prowadzić nas do szczęścia, że często nasza niewiedza i naiwność zdradzają nas. Tak więc w praktyce musimy myśleć – myśleć zanim jeszcze coś uczynimy. A skoro zrozumiemy jasno, co powinniśmy uczynić, musimy nieustannie starać się dążyć do realizacji tego celu. To właśnie poprzez nieustanny nacisk naszego intelektu na nasze działanie jesteśmy w stanie postępować w cnocie, czyniąc nasze dusze dobrymi i sprawiając, że po długim ćwiczeniu osiągniemy pewną biegłość w czynieniu dobra, i będzie nam to sprawiało przyjemność. Cnota, jak każdy inny nawyk, nie pojawia się nagle. Podobnie jak nauka jazdy na rowerze czy gry na fortepianie wymagają znacznego wysiłku – tak również nasze starania by być dobrymi i mieć dobre nawyki wymagają czasu, cierpliwości i energii.
Ta rzeczywistość grzechu pierworodnego, którą do pewnego stopnia rozumieli nawet starożytni poganie – jest jednak w naszej postchrześcijańskiej erze czymś całkowicie zapomnianym, a nawet wyśmiewanym. Upadek społeczeństwa nie jest skutkiem braku technologii, pieniędzy, czy nawet środków i władzy posiadanych przez rządy – wynika po prostu z tego, że ludzie nie chcą obecnie panować nad sobą samym. Dzisiejsi rodzice, którzy rozpieszczają swe dzieci i spełniają każdy kaprys ich nieuporządkowanych namiętności – przygotowują je na dożywotnie niewolnictwo. Patrząc na dzisiejszą młodzież widzimy ze smutkiem, że będzie ona niezdolna zrozumieć nawet nauk, przekazanych im przez poprzednie pokolenie. Jest niezdolna do koncentracji na dłużej niż kilka minut i trzymania w ryzach swej wyobraźni. Nie potrafi odmówić sobie nawet najbardziej błahej przyjemności, niezdolna jest zrozumieć wartości ofiary. Nie potrafi nawet wstać rano z łóżka, narzeka na wszystko, z czego mogłaby czerpać naukę.
Kraj może przetrwać każdy rodzaj naturalnego kataklizmu a nawet obcą okupację, jeśli jego mieszkańcy są silni, jednak państwo, którego obywatele niezdolni są do panowania nad sobą samym, nie potrzebuje żadnego wroga zewnętrznego – po prostu upadnie pod swym własnym ciężarem podobnie jak wiele imperiów, które zniszczyła pożądliwość.
Dlatego właśnie, drodzy przyjaciele, życie rodzinne ma dziś tak wielkie znaczenie. Święty Tomasz z Akwinu uczy nas, że grzech pierworodny przekazywany jest przez rodziców. Skutki grzechu pierworodnego widzimy zwłaszcza w życiu rodzinnym i to właśnie w rodzinie musi zostać stoczona pierwsza walka. Rodzina jest fundamentem społeczeństwa, a społeczeństwo będzie prosperowało lub chyliło się ku upadkowi proporcjonalnie do liczby tworzących je świętych rodzin. Z tego właśnie powodu rodzice, bardziej niż ktokolwiek inny, muszą nie tylko zrozumieć istotę katastrofalnych skutków grzechu pierworodnego, muszą mieć również realistyczną świadomość tego w swym codziennym życiu.
Z katechizmu wiecie, że chrzest gładzi grzech pierworodny, nie usuwa jednak jego skutków. Stan nieprzyjaźni z Bogiem zostaje naprawiony, jakbyśmy się na nowo narodzili, obumarłszy grzechowi i przeniesieni zostali do życia. Jednak blizny po tym grzechu pozostają, pozostaje nasza słabość. Tak więc, drodzy rodzice, musicie prawdziwie kochać swe dzieci nie takimi, jakimi wy chcecie, by były, ale takimi jakimi są w rzeczywistości. Prawdziwa miłość nie jest sentymentalizmem. Prawdziwa miłość uznaje w innych słabości i błędy i czyni wszystko co w jej mocy, by pomóc im przezwyciężyć ich słabość. Ignorowanie skutków grzechu pierworodnego jest w istocie duchowym samobójstwem.
Tak jak trzymacie swe dzieci z dala od używanych w domu środków chemicznych, którymi mogłyby się zatruć, tak też w porządku moralnym musicie chronić je od wszystkiego, co mogłoby zatruć je duchowo. Największym możliwym zaniedbaniem w stosunku do nich jest dawanie im wszystkiego, czego chcą. Wasze dzieci, zwłaszcza gdy są młode, nie rozpoczęły nawet walki o dominację rozumu, stąd ich pożądliwości są znacznie bardziej związane z instynktem. Instynkt jest ślepy i całkowicie zdeterminowany przez bodźce dawane przez środowisko. Nie oczekujcie więc, że wasze dzieci będą postępowały dobrze, oczekujcie jedynie, by reagowały na ich otoczenie. Musicie nimi kierować, nawet kiedy nie rozumieją, co jest dobre a co złe, podobnie jak musicie tresować każde inne zwierzę, kierujące się instynktem i emocjami. Wasze dzieci stopniowo nauczą się rozumować: obserwując rozumność waszych wymagań i dopiero wówczas, skoro ich intelekt zacznie zdobywać przewagę i panowanie nad innymi władzami, będziecie mogli wyjaśnić im i uzasadnić co jest dobre, a czego powinny się wystrzegać. Niech pierwszą lekcją waszego dziecka będzie posłuszeństwo, drugą będzie mogło być cokolwiek chcecie.
I przeciwnie, pozostawienie waszych dzieci samym sobie, pozwolenie im na błąkanie się bez jakiegokolwiek ich korygowania i pozostawienie na pastwie ich własnych decyzji, oznacza przygotowanie ich do życia nieco tylko lepszego od życia zwierząt, do życia niewolników ulegających każdej przemijającej namiętności. Jest to po prostu śmierć za życia, gdyż rozum, ich dusze, na zawsze pozostaną więźniami w ich ciałach, które nigdy nie poznały pana. Mniejszym złem byłoby po prostu zabić wasze dzieci, niż pozwolić im całymi dniami oglądać telewizję lub grać w gry komputerowe. Mamy obecnie całe pokolenie, będące duchowymi sierotami, zawdzięczając to swym rodzicom, którzy uważali, że mogą delegować ciążącą na nich odpowiedzialność na współczesną technikę.
Tak więc, drodzy przyjaciele, módlmy się w tym dniu szczególnie do świętego Pawła, módlmy się do niego o święte rodziny, o rodziny, które rozumieją tę walkę pomiędzy ciałem a duchem. Módlmy się, by w tych rodzinach, które dotąd tego nie zrozumiały, proces ten mógł się przynajmniej rozpocząć. Oby Bóg, poprzez sakramenty, które nam pozostawił, zwłaszcza poprzez sakrament małżeństwa udzielił nam łaski zwycięstwa nad pożądliwością.
Przez sakrament chrztu staliśmy się świątyniami Ducha Świętego. Nie bezcześćmy więc naszych dusz dla przyjemności tego świata, ale zachowujmy je dla celów wyższych – niech nasze dusze będą domami modlitwy. Obyśmy nie zasłużyli na zarzut Zbawiciela, że uczyniliśmy je „jaskinimi zbójców”, zapraszajmy Go raczej, by pomógł nam wyzbyć się rzeczy, które nie są nas godne, prośmy, by oczyścił nasze dusze i uczynił je świątyniami godnymi Jego osoby, godnymi chwały Jego łaski na cała wieczność. Amen.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tuchów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tuchów. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 25 lipca 2010
niedziela, 11 lipca 2010
7 Niedziela po Zesłaniu Ducha Świętego
Drodzy wierni,
Zaledwie kilka miesięcy temu, dwa tygodnie po Wielkanocy, Pan Jezus mówił nam o Dobrym Pasterzu, który oddaje swoje życie za owce. Dzisiaj natomiast Zbawiciel przestrzega nas przed fałszywymi prorokami, czyli tymi, którzy przychodzą w imię Boże, a jednak nie czynią Jego woli.
„Attendite a falsis prophetis – Strzeżcie się fałszywych proroków”. Co dziwne, w wersji łacińskiej Pan Jezus nie mówi w zasadzie: „miejcie się na baczności przed fałszywymi prorokami” ale „spodziewajcie się ich”. Chrystus Pan sugeruje w ten sposób, że pojawią się fałszywi prorocy, że ich wystąpienie jest po prostu znakiem czasów. Jest to niebiański realizm, który uwzględnia, że natura ludzka po upadku bardzo odbiega od ideału i że nawet po otrzymaniu od Zbawiciela wszystkich sakramentów, wszystkich środków, jakie daje nam Bóg, znajdą się tacy, którzy usiłować będą zniszczyć życie, jakim nas obdarzył.
Pan Jezus opisuje nam ich dokładnie: przychodzą oni do nas w owczej skórze, ale w istocie są drapieżnymi wilkami. Zauważmy, że Chrystus Pan nie mówi, że „posiadają oni w pewien sposób zarodki Ewangelii”, nie wygłasza żadnego z nonsensów lansowanych przez współczesny ekumenizm. Fałszywy prorok jest drapieżnym wilkiem. Są oni drapieżnymi wilkami, ponieważ niszczą przez swe błędy nadprzyrodzony ład w naszych duszach, a nawet ład naturalny.
Wszystkie istoty ludzkie kierują się w swym postępowaniu pewnym światopoglądem. Dany człowiek nie będzie kradł, czy przynajmniej starał się będzie być uczciwy, ponieważ wierzy w prawo do własności prywatnej, wierzy, że inni ludzie również ma prawo do tego, co posiadają. Nie będzie zabijał, ponieważ uważa, że jest to zło etc. Wszystko, co czynimy, zależy od tego, co uważamy za ważne lub co wedle nas stanowi o naszym szczęściu. Tak więc zmiana wyznawanych przez nas idei prowadzi z konieczności do zmiany naszego zachowania. Fałszywy prorok jest drapieżnym wilkiem przede wszystkim dlatego, że chce zmienić nasz światopogląd, chce, byśmy wyrzekli się tego, co uważamy za prawdę i co prowadzi nas do prawdziwego szczęścia.
Wszystkie upadki ludzkie których dziedzicem jest ciało (Hamlet, II) są niczym w porównaniu z jedną jedyną herezją. Zło, jakie spowodowali Marcin Luter czy Mahomet polega nie tyle na ich osobistym upadku, co na fakcie, że wprowadzili na ten świat błąd. Obrócili prawdę Bożą w kłamstwo. Są drapieżnymi wilkami, niszczącymi w innych zdolność do osiągnięcia wiecznego szczęścia, są drapieżnymi wilkami i jako tacy muszą być traktowani. Herezja jest jak trąd, który zaraża i niszczy zdolność duszy do trzymania się prawdy i czynienia tego, co sprawiedliwe – tak więc należy unikać nie tylko samych twórców herezji, ale i tych, którzy są nią zarażeni, tak jak dla bezpieczeństwa należy zawsze trzymać wilki z dala od domostw.
W ten sposób Zbawiciel jednym zdaniem potępia dzisiejszy fałszywy ekumenizm, poszukujący „dialogu” z wyznawcami błędu. Nie dialoguje się z kimś, kto nie posiada prawdy, powinno się go raczej pouczać, odwodzić od błędu i doprowadzać do prawdy.
Zauważmy, że Pan Jezus mówi, iż są oni „w owczych skórach”. Nie każdy, kto wyznaje błąd, musi być z konieczności nieszczery. Wielu ludzi błądzi jedynie dlatego, że nikt nie ma odwagi czy chęci ich pouczyć – są takimi samymi ludźmi jak wy czy ja, ale nie odpowiedzieli jeszcze na łaskę Boga. Podobnie jak wy czy ja są owcami, mającymi swe zalety i wady, mogą nawet być w kontaktach z innymi ujmujący i mili. Jednak wewnętrznie są chorzy na straszliwą chorobę błędu, błędu , którym zarazić moglibyśmy się i my sami, gdybyśmy nie strzegli zdrowia naszego duchowego organizmu.
Następnie Zbawiciel mówi nam, w jaki sposób mamy ich rozpoznawać: po ich owocach ich poznacie. Tak jak nie jemy z trujących pnączy, tak też nie powinniśmy przyjmować duchowego pokarmu od tych, którzy trwają w błędzie. Pan Jezus podaje nam ważniejszą jeszcze zasadę: nie może dobre drzewo przynosić dobrych owoców, ani złe drzewo owoców dobrych.
Drzewo rodzi owoce czerpiąc nie tylko z tego, co je otacza: powietrza, słońca, wody i gleby, rodzi je również stosownie do swej natury. Można pielęgnować winorośl dowolnie długo, jednak nigdy nie zrodzi ona jabłek. Również herezja ma swój psujący aspekt, przez który nawet dzieła podejmowane w dobrej intencji stają się nieskuteczne i bezowocne. Wystarczy rozejrzeć się wokół, by zobaczyć mnóstwo podejmowanych w najlepszej wierze przedsięwzięć, będących narzędziami strasznego zła. I przeciwnie – widzimy, że nawet najmniejsza prawda owocuje dobrymi skutkami, kiedy przedstawiana jest wytrwale i cierpliwie.
Fundamentalna zasada, której pragnie nauczyć nas dziś Zbawiciel, brzmi, że prawda jest obiektywna. Rzeczy są dobre lub złe niezależnie od tego, co moglibyśmy o nich pomyśleć. Bóg uczynił wszechświat takim, jakim jest i żadne poglądy człowieka nie są w stanie zmienić praw natury. I tak, jak istnieje prawo grawitacji, istnieje też obiektywne prawo moralne, któremu podlegamy wszyscy bez wyjątku. Nasze szczęście nie zasadza się na próbach „wynalezienia” odpowiedniej dla nas moralności, ale na dostosowywaniu naszego życia do prawa moralnego objawionego przez Boga. Tak jak inżynier musi projektować samolot - o ile chce, by ten latał - w zgodzie z prawami aerodynamiki, podobnie i my - jeśli chcemy osiągnąć wieczną szczęśliwość - musimy dostosować się do Bożych przykazań.
Oczywiście rzeczywistość duchowa jest znacznie trudniejsza do zrozumienia niż świat materialny, który nas otacza, nie zmienia to jednak natury prawdy. Z pewnością wielu ludzi błądzi ze słabości, nie zmienia to jednak natury ich uczynków. Każde drzewo, które nie przynosi dobrych owoców będzie wrzucone w ogień wieczny – mówi Chrystus Pan. Buddysta nie będzie pod koniec swego ziemskiego życia sądzony przez Buddę, ani muzułmanin przez Mahometa. Jest tylko jeden sędzia: nasz Pan i Zbawiciel Jezus Chrystus, który sądzi żywych i umarłych. Ci, którzy nie są posłuszni prawom prowadzącym do szczęśliwości, cierpieć będą wieczne odrzucenie.
„Ci tylko, którzy czynią wolę Ojca Mojego wejdą do Królestwa Niebieskiego”. Szczęście wieczne osiągamy przez nasze uczynki – dobre intencje nie wystarczą.
Tak więc, drodzy Przyjaciele, módlmy się dziś szczególnie za tych, którzy znajdują się daleko od prawdy. Dzisiejsza Lekcja przypomina nam, że wszyscy, przynajmniej w czasie niemowlęctwa, byliśmy kiedyś daleko od Boga. Św. Paweł mówi chrześcijanom w Rzymie o ich nawróceniu od służby bożkom do służby prawdziwemu Bogu. Powinno to być dla nas powodem do nadziej – również ci, którzy dziś są drapieżnymi wilkami, mogą pewnego dnia nawrócić się i strzec owczarni, jak sam św. Paweł, niegdyś Szaweł i prześladowca Kościoła, drapieżny wilk, stał się przez łaskę Boga potężnym Apostołem, którego praca przynosi dobre owoce po dziś dzień. Oby dzięki wstawiennictwu Matki Najświętszej wszystkie dusze mogły nawrócić się do prawdy, którą jest nasz Pan Jezus Chrystus. Amen.
Zaledwie kilka miesięcy temu, dwa tygodnie po Wielkanocy, Pan Jezus mówił nam o Dobrym Pasterzu, który oddaje swoje życie za owce. Dzisiaj natomiast Zbawiciel przestrzega nas przed fałszywymi prorokami, czyli tymi, którzy przychodzą w imię Boże, a jednak nie czynią Jego woli.
„Attendite a falsis prophetis – Strzeżcie się fałszywych proroków”. Co dziwne, w wersji łacińskiej Pan Jezus nie mówi w zasadzie: „miejcie się na baczności przed fałszywymi prorokami” ale „spodziewajcie się ich”. Chrystus Pan sugeruje w ten sposób, że pojawią się fałszywi prorocy, że ich wystąpienie jest po prostu znakiem czasów. Jest to niebiański realizm, który uwzględnia, że natura ludzka po upadku bardzo odbiega od ideału i że nawet po otrzymaniu od Zbawiciela wszystkich sakramentów, wszystkich środków, jakie daje nam Bóg, znajdą się tacy, którzy usiłować będą zniszczyć życie, jakim nas obdarzył.
Pan Jezus opisuje nam ich dokładnie: przychodzą oni do nas w owczej skórze, ale w istocie są drapieżnymi wilkami. Zauważmy, że Chrystus Pan nie mówi, że „posiadają oni w pewien sposób zarodki Ewangelii”, nie wygłasza żadnego z nonsensów lansowanych przez współczesny ekumenizm. Fałszywy prorok jest drapieżnym wilkiem. Są oni drapieżnymi wilkami, ponieważ niszczą przez swe błędy nadprzyrodzony ład w naszych duszach, a nawet ład naturalny.
Wszystkie istoty ludzkie kierują się w swym postępowaniu pewnym światopoglądem. Dany człowiek nie będzie kradł, czy przynajmniej starał się będzie być uczciwy, ponieważ wierzy w prawo do własności prywatnej, wierzy, że inni ludzie również ma prawo do tego, co posiadają. Nie będzie zabijał, ponieważ uważa, że jest to zło etc. Wszystko, co czynimy, zależy od tego, co uważamy za ważne lub co wedle nas stanowi o naszym szczęściu. Tak więc zmiana wyznawanych przez nas idei prowadzi z konieczności do zmiany naszego zachowania. Fałszywy prorok jest drapieżnym wilkiem przede wszystkim dlatego, że chce zmienić nasz światopogląd, chce, byśmy wyrzekli się tego, co uważamy za prawdę i co prowadzi nas do prawdziwego szczęścia.
Wszystkie upadki ludzkie których dziedzicem jest ciało (Hamlet, II) są niczym w porównaniu z jedną jedyną herezją. Zło, jakie spowodowali Marcin Luter czy Mahomet polega nie tyle na ich osobistym upadku, co na fakcie, że wprowadzili na ten świat błąd. Obrócili prawdę Bożą w kłamstwo. Są drapieżnymi wilkami, niszczącymi w innych zdolność do osiągnięcia wiecznego szczęścia, są drapieżnymi wilkami i jako tacy muszą być traktowani. Herezja jest jak trąd, który zaraża i niszczy zdolność duszy do trzymania się prawdy i czynienia tego, co sprawiedliwe – tak więc należy unikać nie tylko samych twórców herezji, ale i tych, którzy są nią zarażeni, tak jak dla bezpieczeństwa należy zawsze trzymać wilki z dala od domostw.
W ten sposób Zbawiciel jednym zdaniem potępia dzisiejszy fałszywy ekumenizm, poszukujący „dialogu” z wyznawcami błędu. Nie dialoguje się z kimś, kto nie posiada prawdy, powinno się go raczej pouczać, odwodzić od błędu i doprowadzać do prawdy.
Zauważmy, że Pan Jezus mówi, iż są oni „w owczych skórach”. Nie każdy, kto wyznaje błąd, musi być z konieczności nieszczery. Wielu ludzi błądzi jedynie dlatego, że nikt nie ma odwagi czy chęci ich pouczyć – są takimi samymi ludźmi jak wy czy ja, ale nie odpowiedzieli jeszcze na łaskę Boga. Podobnie jak wy czy ja są owcami, mającymi swe zalety i wady, mogą nawet być w kontaktach z innymi ujmujący i mili. Jednak wewnętrznie są chorzy na straszliwą chorobę błędu, błędu , którym zarazić moglibyśmy się i my sami, gdybyśmy nie strzegli zdrowia naszego duchowego organizmu.
Następnie Zbawiciel mówi nam, w jaki sposób mamy ich rozpoznawać: po ich owocach ich poznacie. Tak jak nie jemy z trujących pnączy, tak też nie powinniśmy przyjmować duchowego pokarmu od tych, którzy trwają w błędzie. Pan Jezus podaje nam ważniejszą jeszcze zasadę: nie może dobre drzewo przynosić dobrych owoców, ani złe drzewo owoców dobrych.
Drzewo rodzi owoce czerpiąc nie tylko z tego, co je otacza: powietrza, słońca, wody i gleby, rodzi je również stosownie do swej natury. Można pielęgnować winorośl dowolnie długo, jednak nigdy nie zrodzi ona jabłek. Również herezja ma swój psujący aspekt, przez który nawet dzieła podejmowane w dobrej intencji stają się nieskuteczne i bezowocne. Wystarczy rozejrzeć się wokół, by zobaczyć mnóstwo podejmowanych w najlepszej wierze przedsięwzięć, będących narzędziami strasznego zła. I przeciwnie – widzimy, że nawet najmniejsza prawda owocuje dobrymi skutkami, kiedy przedstawiana jest wytrwale i cierpliwie.
Fundamentalna zasada, której pragnie nauczyć nas dziś Zbawiciel, brzmi, że prawda jest obiektywna. Rzeczy są dobre lub złe niezależnie od tego, co moglibyśmy o nich pomyśleć. Bóg uczynił wszechświat takim, jakim jest i żadne poglądy człowieka nie są w stanie zmienić praw natury. I tak, jak istnieje prawo grawitacji, istnieje też obiektywne prawo moralne, któremu podlegamy wszyscy bez wyjątku. Nasze szczęście nie zasadza się na próbach „wynalezienia” odpowiedniej dla nas moralności, ale na dostosowywaniu naszego życia do prawa moralnego objawionego przez Boga. Tak jak inżynier musi projektować samolot - o ile chce, by ten latał - w zgodzie z prawami aerodynamiki, podobnie i my - jeśli chcemy osiągnąć wieczną szczęśliwość - musimy dostosować się do Bożych przykazań.
Oczywiście rzeczywistość duchowa jest znacznie trudniejsza do zrozumienia niż świat materialny, który nas otacza, nie zmienia to jednak natury prawdy. Z pewnością wielu ludzi błądzi ze słabości, nie zmienia to jednak natury ich uczynków. Każde drzewo, które nie przynosi dobrych owoców będzie wrzucone w ogień wieczny – mówi Chrystus Pan. Buddysta nie będzie pod koniec swego ziemskiego życia sądzony przez Buddę, ani muzułmanin przez Mahometa. Jest tylko jeden sędzia: nasz Pan i Zbawiciel Jezus Chrystus, który sądzi żywych i umarłych. Ci, którzy nie są posłuszni prawom prowadzącym do szczęśliwości, cierpieć będą wieczne odrzucenie.
„Ci tylko, którzy czynią wolę Ojca Mojego wejdą do Królestwa Niebieskiego”. Szczęście wieczne osiągamy przez nasze uczynki – dobre intencje nie wystarczą.
Tak więc, drodzy Przyjaciele, módlmy się dziś szczególnie za tych, którzy znajdują się daleko od prawdy. Dzisiejsza Lekcja przypomina nam, że wszyscy, przynajmniej w czasie niemowlęctwa, byliśmy kiedyś daleko od Boga. Św. Paweł mówi chrześcijanom w Rzymie o ich nawróceniu od służby bożkom do służby prawdziwemu Bogu. Powinno to być dla nas powodem do nadziej – również ci, którzy dziś są drapieżnymi wilkami, mogą pewnego dnia nawrócić się i strzec owczarni, jak sam św. Paweł, niegdyś Szaweł i prześladowca Kościoła, drapieżny wilk, stał się przez łaskę Boga potężnym Apostołem, którego praca przynosi dobre owoce po dziś dzień. Oby dzięki wstawiennictwu Matki Najświętszej wszystkie dusze mogły nawrócić się do prawdy, którą jest nasz Pan Jezus Chrystus. Amen.
niedziela, 20 czerwca 2010
na 4 Niedzielę po Zesłaniu Ducha Świętego
„Ale na Twoje słowo zapuszczę sieć”
Drodzy wierni,
„Niebo i ziemia przeminą, lecz moje słowa nie przeminą” (Mk 13,31) powiedział Zbawiciel, a jak dobrze wiemy, wszystko, co Chrystus Pan czyni ma wartość wieczną. Chrystus jest Bogiem, a Bóg jest wieczny, niezmienny, zawsze doskonały, takie też jest wszystko co kiedykolwiek uczynił czy powiedział Pan Jezus.
Z tego właśnie powodu Ewangelia może być rozumiana na wiele sposobów, mówiąc inaczej: jeden prawdziwy sens Pisma świętego ma wiele konsekwencji, które wyraża ten sam tekst. Każdy czyn i słowo Zbawiciela nie są jedynie faktami historycznymi, wyrażają równocześnie teraźniejsze i przyszłe tajemnice. Dzisiejsza Ewangelia uczy nas, że Pan Jezus jest ten sam wczoraj, dziś i na wieki.
Czytamy, że Chrystus stał nad jeziorem podczas gdy rybacy reperowali swe sieci. I dalej czytamy, że Pan Jezus wszedł do łodzi świętego Piotra, aby nauczać z niej rzesze. Pamiętajmy, że Zbawiciel nie robi niczego przypadkowo, każde Jego działanie i każdy szczegół mają znaczenie i są dziś dla nas nauką. Jak wiemy z Pisma Świętego (1P 3), Arka Noego jest figurą Kościoła, a dusze uratowane z potopu symbolizują dusze uratowane przez chrzest, nie powinno więc nas dziwić, że Pan Jezus wszedł do łodzi Piotra, by z niej nauczać, gdyż w przyszłości miał uczyć nas za pośrednictwem Kościoła, którego Piotr jest głową.
Ewangelia wspomina, że rybacy naprawiali swe sieci. Sieciami Apostołów są splecione ze sobą w argumenty słowa, które nie pozwalają wymknąć się tym, którzy zostali złapani. Splecione wątki tworzą pasmo, podobnie argumenty w logice, koncentrują się na tym, co ważne, pozostawiając na boku to, co nieistotne, jak woda przepływająca przez sieć zatrzymuje ryby. Podobnie jak wszelkie działanie wynika z przekonania o prawdziwości czegoś, tak również posiadanie prawdy zobowiązuje nas do wcielania jej w życie.
Tak więc rybacy naprawiali sieci, czyli usiłowali poprawić naukę, która była niewystarczająca, gdyż jak czytamy pracowali całą noc, nic nie złowiwszy. Apostołowie byli wciąż jeszcze bardzo przywiązani do rzeczy ziemskich i światowych nauk, gdyż nie zostali jeszcze pouczeni przez Chrystusa Pana. Tak więc ich sieci wymagały naprawy, co oznacza, że w konsekwencji grzechu pierworodnego ludzie rodzą się w stanie ignorancji i nawet to słabe poznanie prawdy, jakie jest dla nich dostępne, są niedoskonałe i niezdolne do kontrolowania ich chwiejnego umysłu.
Zbawiciel mówi więc Piotrowi, by odpłynął nieco od lądu, czyli oderwał się od rzeczy doczesnych. Pan Jezus mówi mu nawet, by wypłynął na głębię, czyli by zbliżył się do głębi tajemnicy Boga. Święty Paweł będzie nam mówił o szerokości, długości, wysokości i głębi miłości Chrystusowej, przekraczającej wszelką wiedzę (Ef 3,18). Odpowiedź Piotra ukazuje nam słabość jego pojmowania, ale równocześnie jego wielką wiarę. Pracowaliśmy całą noc, ale nic nie złowiliśmy. Biedne ludzkie nauki niezdolne są do wyrwania dusz ze wzburzonego morza namiętności. A jednak święty Piotr manifestuje też swą wiarę, mówiąc: „Jednak na Twoje słowo zapuszczę sieć”. Piotr wierzy słowom Chrystusa.
Wiara jest czymś większym niż wiedza. Wiara zakłada nie tylko przyjęcie czegoś jako prawdy, ale również zaufanie i zawierzenie. Wierzymy komuś nie tylko dlatego, że wie on na jakiś temat więcej niż my, ale również dlatego, że jesteśmy pewni, że nas nie okłamuje. Święty Piotr demonstruje oba aspekty wiary: ufa Mistrzowi i wierzy, że mówi On prawdę pomimo, że jego własne doświadczenie mówi mu co innego – że nie ma tam żadnych ryb. Zapuszcza swą sieć. Zawierza więc czemuś, czego nie dostrzega i wierzy słowom Zbawiciela.
I Ewangelia mówi, że złowili wielką ilość ryb. Pan Jezus nagradza wiarę Piotra nadzwyczajnym połowem. Oderwany od rzeczy ziemskich, zbiera nagrodę za swą wiarę. Ewangelia mówi dalej, że ich sieć rwała się – ich ziemskie rozumowanie nie było w stanie wytłumaczyć sobie tego nadzwyczajnego połowu ryb. Towarzysze Piotra musieli przyjść im na pomoc i napełnili łodzie rybami. Symbolizuje to innych Apostołów i ich następców – biskupów, którzy muszą pracować w jedności z Piotrem, by zebrać obfity połów dusz, wyłowionych z morza ignorancji do łodzi w tak wielkiej ilości, że niemal się ona zanurza.
Ewangelia mówi nam, że łódź niemal zatonęła, a w innym miejscu Zbawiciel porównuje królestwo niebieskie do rybaka, który zarzuca swe sieci w morze mówi i o aniołach, którzy pozostawią dobrych a wyrzucą z łodzi złych. Podobnie Kościół przytłoczony jest ciężarem dusz, w pierwszym rzędzie tych, które obciążone są grzechami. Jednak pomimo słabości i ułomności ludzkiej, łódź nie zatonęła. Cudem jest tu nie tylko nadzwyczajny połów ryb, ale również, ale również fakt, że łódź była w stanie udźwignąć taki ciężar nie tonąc w jeziorze.
Cud ten był tak wielki, że Szymon Piotr osłupiał i wołał, że jest go niegodny. Bał się mocy Zbawiciela, który dokonał tego cudu jako Pan nieba i ziemi. Wołał: „gdyż jestem człowiek grzeszny”, zdawał sobie bowiem sprawę z tego, że Ten, którą zdziałał taki cud, będzie również sądzić go w dniu ostatecznym.
Lekcja ta jest pożyteczna dla nas po dziś dzień, drodzy wierni, jako przypomnienie, że również ci, którzy sprawują najwyższą władzę w Kościele i dokonują cudów na ołtarzach, są takimi samymi ludźmi jak my. Również oni, jak święty Piotr mogą wołać „gdyż jestem człowiek grzeszny”, zwłaszcza jeśli nie czynią tego co święty Piotr i nie odrywają od spraw doczesnych lub jeśli odmawiają zarzucenia sieci. Również słudzy ołtarza aby być świadkami cudownego połowu dusz muszą być posłuszni słowom Chrystusa Pana i wypływać na głębię, czyli szukać głębi doktryny chrześcijańskiej. Stąd tak ważne, byśmy modlili się o świętych kapłanów i czynili ofiary w intencji ich uświęcenia.
I na koniec Pan Jezus, dostrzegając u Piotra dyspozycję odpowiednią dla głowy Kościoła, czyli jego wiarę, posłuszeństwo oraz pokorę, mówi do niego: „Nie bój się, odtąd ludzi łowić będziesz”. Święty Piotr otrzymuje swe powołanie, powołanie które zostanie później uzupełnione, gdy Zbawiciel powie mu: „na tej Opoce zbuduję Kościół mój”.
To nawrócenie świętego Piotra poprzez cudowny połów ryb jest kompletne, czytamy bowiem w Ewangelii: „i zostawiwszy wszystko, poszli za Nim”. Porzucając doczesne troski, i doczesny majątek, podjęli nowe wezwanie. Wyrzekłszy się ziemskich nauk otrzymali Bożą naukę, Bożą sieć do łowienia dusz, wyławianych z morza ignorancji i błędu i przywracanych Kościołowi.
Tak więc, drodzy wierni, tego dnia, w którym wspominamy powołanie świętego Piotra, módlmy się w szczególny sposób zwłaszcza za jego Następcę, za papieża. Módlmy się, by również on mógł oderwać się od trosk doczesnych i światowych i wypłynąć na głębię, czyli nauczał doktryny Kościoła w całej jej pełni. Tak wiele dusz idzie dziś na zatracenie, ponieważ Kościół zaprzestał nauczać, przestał zarzucać swe sieci, aby pociągnąć dusze do prawdy. Łódź świętego Piotra nabiera bardziej wody, niż ryb i wydaje się tonąć.
Mamy Bożą obietnicę, że bramy piekielne nie przemogą Kościoła, pomimo zepsucia ludzi, a nawet grzechów samego świętego Piotra, które wyznaje on dziś przez Zbawicielem. Jednak Kościół nie może wypełniać swego zadania, jeśli każdy z nas nie będzie czynił tego, co do niego należy. Każdy z nas musi modlić się o zbawienie swej duszy, a zbawienie to, poprzez łaskę, przychodzi do nas za pośrednictwem wyświęconych sług Chrystusa Pana. Wszyscy więc musimy modlić się za kapłanów, za biskupów i za papieża, o ich uświęcenie, które będzie gwarancją naszego własnego uświęcenia, by również naszym udziałem stała się radość i zdumienia świętego Piotra, gdy ujrzymy działanie łaski, które doprowadziło nas do chwały wiecznej. Amen
Drodzy wierni,
„Niebo i ziemia przeminą, lecz moje słowa nie przeminą” (Mk 13,31) powiedział Zbawiciel, a jak dobrze wiemy, wszystko, co Chrystus Pan czyni ma wartość wieczną. Chrystus jest Bogiem, a Bóg jest wieczny, niezmienny, zawsze doskonały, takie też jest wszystko co kiedykolwiek uczynił czy powiedział Pan Jezus.
Z tego właśnie powodu Ewangelia może być rozumiana na wiele sposobów, mówiąc inaczej: jeden prawdziwy sens Pisma świętego ma wiele konsekwencji, które wyraża ten sam tekst. Każdy czyn i słowo Zbawiciela nie są jedynie faktami historycznymi, wyrażają równocześnie teraźniejsze i przyszłe tajemnice. Dzisiejsza Ewangelia uczy nas, że Pan Jezus jest ten sam wczoraj, dziś i na wieki.
Czytamy, że Chrystus stał nad jeziorem podczas gdy rybacy reperowali swe sieci. I dalej czytamy, że Pan Jezus wszedł do łodzi świętego Piotra, aby nauczać z niej rzesze. Pamiętajmy, że Zbawiciel nie robi niczego przypadkowo, każde Jego działanie i każdy szczegół mają znaczenie i są dziś dla nas nauką. Jak wiemy z Pisma Świętego (1P 3), Arka Noego jest figurą Kościoła, a dusze uratowane z potopu symbolizują dusze uratowane przez chrzest, nie powinno więc nas dziwić, że Pan Jezus wszedł do łodzi Piotra, by z niej nauczać, gdyż w przyszłości miał uczyć nas za pośrednictwem Kościoła, którego Piotr jest głową.
Ewangelia wspomina, że rybacy naprawiali swe sieci. Sieciami Apostołów są splecione ze sobą w argumenty słowa, które nie pozwalają wymknąć się tym, którzy zostali złapani. Splecione wątki tworzą pasmo, podobnie argumenty w logice, koncentrują się na tym, co ważne, pozostawiając na boku to, co nieistotne, jak woda przepływająca przez sieć zatrzymuje ryby. Podobnie jak wszelkie działanie wynika z przekonania o prawdziwości czegoś, tak również posiadanie prawdy zobowiązuje nas do wcielania jej w życie.
Tak więc rybacy naprawiali sieci, czyli usiłowali poprawić naukę, która była niewystarczająca, gdyż jak czytamy pracowali całą noc, nic nie złowiwszy. Apostołowie byli wciąż jeszcze bardzo przywiązani do rzeczy ziemskich i światowych nauk, gdyż nie zostali jeszcze pouczeni przez Chrystusa Pana. Tak więc ich sieci wymagały naprawy, co oznacza, że w konsekwencji grzechu pierworodnego ludzie rodzą się w stanie ignorancji i nawet to słabe poznanie prawdy, jakie jest dla nich dostępne, są niedoskonałe i niezdolne do kontrolowania ich chwiejnego umysłu.
Zbawiciel mówi więc Piotrowi, by odpłynął nieco od lądu, czyli oderwał się od rzeczy doczesnych. Pan Jezus mówi mu nawet, by wypłynął na głębię, czyli by zbliżył się do głębi tajemnicy Boga. Święty Paweł będzie nam mówił o szerokości, długości, wysokości i głębi miłości Chrystusowej, przekraczającej wszelką wiedzę (Ef 3,18). Odpowiedź Piotra ukazuje nam słabość jego pojmowania, ale równocześnie jego wielką wiarę. Pracowaliśmy całą noc, ale nic nie złowiliśmy. Biedne ludzkie nauki niezdolne są do wyrwania dusz ze wzburzonego morza namiętności. A jednak święty Piotr manifestuje też swą wiarę, mówiąc: „Jednak na Twoje słowo zapuszczę sieć”. Piotr wierzy słowom Chrystusa.
Wiara jest czymś większym niż wiedza. Wiara zakłada nie tylko przyjęcie czegoś jako prawdy, ale również zaufanie i zawierzenie. Wierzymy komuś nie tylko dlatego, że wie on na jakiś temat więcej niż my, ale również dlatego, że jesteśmy pewni, że nas nie okłamuje. Święty Piotr demonstruje oba aspekty wiary: ufa Mistrzowi i wierzy, że mówi On prawdę pomimo, że jego własne doświadczenie mówi mu co innego – że nie ma tam żadnych ryb. Zapuszcza swą sieć. Zawierza więc czemuś, czego nie dostrzega i wierzy słowom Zbawiciela.
I Ewangelia mówi, że złowili wielką ilość ryb. Pan Jezus nagradza wiarę Piotra nadzwyczajnym połowem. Oderwany od rzeczy ziemskich, zbiera nagrodę za swą wiarę. Ewangelia mówi dalej, że ich sieć rwała się – ich ziemskie rozumowanie nie było w stanie wytłumaczyć sobie tego nadzwyczajnego połowu ryb. Towarzysze Piotra musieli przyjść im na pomoc i napełnili łodzie rybami. Symbolizuje to innych Apostołów i ich następców – biskupów, którzy muszą pracować w jedności z Piotrem, by zebrać obfity połów dusz, wyłowionych z morza ignorancji do łodzi w tak wielkiej ilości, że niemal się ona zanurza.
Ewangelia mówi nam, że łódź niemal zatonęła, a w innym miejscu Zbawiciel porównuje królestwo niebieskie do rybaka, który zarzuca swe sieci w morze mówi i o aniołach, którzy pozostawią dobrych a wyrzucą z łodzi złych. Podobnie Kościół przytłoczony jest ciężarem dusz, w pierwszym rzędzie tych, które obciążone są grzechami. Jednak pomimo słabości i ułomności ludzkiej, łódź nie zatonęła. Cudem jest tu nie tylko nadzwyczajny połów ryb, ale również, ale również fakt, że łódź była w stanie udźwignąć taki ciężar nie tonąc w jeziorze.
Cud ten był tak wielki, że Szymon Piotr osłupiał i wołał, że jest go niegodny. Bał się mocy Zbawiciela, który dokonał tego cudu jako Pan nieba i ziemi. Wołał: „gdyż jestem człowiek grzeszny”, zdawał sobie bowiem sprawę z tego, że Ten, którą zdziałał taki cud, będzie również sądzić go w dniu ostatecznym.
Lekcja ta jest pożyteczna dla nas po dziś dzień, drodzy wierni, jako przypomnienie, że również ci, którzy sprawują najwyższą władzę w Kościele i dokonują cudów na ołtarzach, są takimi samymi ludźmi jak my. Również oni, jak święty Piotr mogą wołać „gdyż jestem człowiek grzeszny”, zwłaszcza jeśli nie czynią tego co święty Piotr i nie odrywają od spraw doczesnych lub jeśli odmawiają zarzucenia sieci. Również słudzy ołtarza aby być świadkami cudownego połowu dusz muszą być posłuszni słowom Chrystusa Pana i wypływać na głębię, czyli szukać głębi doktryny chrześcijańskiej. Stąd tak ważne, byśmy modlili się o świętych kapłanów i czynili ofiary w intencji ich uświęcenia.
I na koniec Pan Jezus, dostrzegając u Piotra dyspozycję odpowiednią dla głowy Kościoła, czyli jego wiarę, posłuszeństwo oraz pokorę, mówi do niego: „Nie bój się, odtąd ludzi łowić będziesz”. Święty Piotr otrzymuje swe powołanie, powołanie które zostanie później uzupełnione, gdy Zbawiciel powie mu: „na tej Opoce zbuduję Kościół mój”.
To nawrócenie świętego Piotra poprzez cudowny połów ryb jest kompletne, czytamy bowiem w Ewangelii: „i zostawiwszy wszystko, poszli za Nim”. Porzucając doczesne troski, i doczesny majątek, podjęli nowe wezwanie. Wyrzekłszy się ziemskich nauk otrzymali Bożą naukę, Bożą sieć do łowienia dusz, wyławianych z morza ignorancji i błędu i przywracanych Kościołowi.
Tak więc, drodzy wierni, tego dnia, w którym wspominamy powołanie świętego Piotra, módlmy się w szczególny sposób zwłaszcza za jego Następcę, za papieża. Módlmy się, by również on mógł oderwać się od trosk doczesnych i światowych i wypłynąć na głębię, czyli nauczał doktryny Kościoła w całej jej pełni. Tak wiele dusz idzie dziś na zatracenie, ponieważ Kościół zaprzestał nauczać, przestał zarzucać swe sieci, aby pociągnąć dusze do prawdy. Łódź świętego Piotra nabiera bardziej wody, niż ryb i wydaje się tonąć.
Mamy Bożą obietnicę, że bramy piekielne nie przemogą Kościoła, pomimo zepsucia ludzi, a nawet grzechów samego świętego Piotra, które wyznaje on dziś przez Zbawicielem. Jednak Kościół nie może wypełniać swego zadania, jeśli każdy z nas nie będzie czynił tego, co do niego należy. Każdy z nas musi modlić się o zbawienie swej duszy, a zbawienie to, poprzez łaskę, przychodzi do nas za pośrednictwem wyświęconych sług Chrystusa Pana. Wszyscy więc musimy modlić się za kapłanów, za biskupów i za papieża, o ich uświęcenie, które będzie gwarancją naszego własnego uświęcenia, by również naszym udziałem stała się radość i zdumienia świętego Piotra, gdy ujrzymy działanie łaski, które doprowadziło nas do chwały wiecznej. Amen
niedziela, 13 czerwca 2010
Na 3 Niedzielę po Zesłaniu Ducha Świętego
Ta niedziela, następująca po święcie Najświętszego Serca Jezusa, jest jak gdyby wyjaśnieniem miłosierdzia Boga wcielonego w Najświętszym Sercu. Pan Jezus w swojej dobroci wyjaśnia nam wielkie miłosierdzie Boga dla grzeszników i dzisiaj otwiera nam Serce Boga, pełne tego, czego Bóg pragnie dla grzeszników, czyli ich nawrócenia.
Grzesznicy przyszli do Pana Jezusa, jak mówi Ewangelia “Zbliżali się też do niego celnicy i grzesznicy, aby go słuchać”. Przychodzili, żeby słuchać Jezusa, to znaczy że nie byli zbyt zajęci sprawami tego świata ani własnymi fałszywymi przekonaniami, po prostu przyszli go posłuchać. Przyszli, może z ciekawości, może szukając uzdrowienia, a być może dlatego, że ktoś z przyjaciół im to zasugerował. Są to być może ludzie, którzy przyjęliby z radością Słowo Boże, ale potem przygniotą ich troski tego świata. Są może jednak tacy, którzy wytrwają. Ale najistotniejsze jest to, że - jak mówi Ewangelia - przystąpili do Pana Jezusa.
To wydarzenie z życia Pana Jezusa powtarza się w całej historii Kościoła, chociaż niektóre szczegóły są różne, tak, jak różnią się między sobą poszczególne dusze. Jest wielu ludzi, którzy mogli słyszeć o Tradycyjnej Mszy, którzy być może mają przyjaciela, który zaprosił ich na niedzielną Mszę Świętą Wszechczasów, lub którzy po prostu zauważają, że na świecie pewne rzeczy nie wyglądają tak jak powinny. Przychodzą więc do Pana Jezusa, przychodzą na Mszę. Przystępują do Pana Naszego Jezusa Chrystusa.
Są oni jednak wciąż dalecy o doskonałości. Ewangelia wymienia dwie grupy ludzi: celników i grzeszników. Celnicy byli więcej niż tylko złodziejami. Często byli zdrajcami własnego narodu, jawnogrzesznikami, którzy nie tylko popełniali grzechy, ale poprzez swoją pracę mieli okazję do wielu nadużyć, wyłudzając pieniądze od własnych rodaków. Ale nawet takie dusze mogą uzyskać łaskę widzenia Pana Jezusa. Byli tam także inni grzesznicy. Grzesznicy, którzy doświadczyli najgorszego i pragnęli łaski zerwania z przeszłością i rozpoczęcia wszystkiego od nowa.
Często i my, drodzy wierni, spotykamy na Mszy ludzi dalekich od doskonałości i nierozumiejących, na czym w ogóle polega Msza Święta. W Ewangelii czytamy, że przychodzą oni słuchać Pana Jezusa, ale nie wiemy nic o tym, czy Go rozumieją. Istnieją dusze, które przychodzą po uzdrowienie, nawet jeśli nie wiedzą co im właściwie dolega. W rzeczywistości każdy z nas, uczęszczających na Mszę, jest grzesznikiem, niektórzy bardziej od innych, tak samo jak każdy kto chodzi do lekarza jest w jakiś sposób chory. W tym życiu Pan Jezus jest bardziej lekarzem dusz niż sędzią. Teraz jest czas miłosierdzia, czas pokuty, czas zdążania do doskonałości - jeśli nie jej osiągnięcia.
Niestety są także i oburzeni. To ci, którzy nie zrozumieli miłosierdzia Pana Jezusa, lub nie chcieli zrozumieć. To właśnie są ci, którzy odrzucą miłosierdzie ofiarowane przez Pana Jezusa, a nawet Jego samego i domagać się będą Jego ukrzyżowania. Są to faryzeusze. Uważają się za wzór doskonałości, mimo, że przez swoje uczynki są jak najdalsi od Pana Jezusa. Ewangelia nie wspomina o faryzeuszach słuchających Pana Jezusa, ale mówi, że szemrali, sprzeciwiali się Jemu. W rzeczywistości, szukali oni tylko okazji do wykazania swojej wyższości nad Nim: ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi. Nie tylko nie rozumieli Pana Jezusa, ale też nie chcieli Go zrozumieć. Jedynym ich pragnieniem było pokazanie, że są ważniejsi, że są lepsi niż ich bliźni, że - inaczej niż inni - zachowują przykazania.
To są ci, którzy skorzy będą do krytykowania najdrobniejszego szczegółu życia swoich bliźnich, którzy wyobrażają sobie, że są policją parafii, którzy po Mszy sprawdzać będą, czy wszyscy mają ubrania odpowiedniej długości, którzy jako pierwsi poinformują wszystkich o najnowszej teorii spiskowej, lub czymkolwiek, co nie wygląda tak, jak powinno. Mają oni nadzieję, że wszyscy będą pod wrażeniem ich doskonałości, tego, że - inaczej niż inni - wiedzą o tym, o czym nikt nie ma pojęcia i nie nawrócą innych, dopóki ci nie dostosują się do ich standardów.
Ale nawet w stosunku do tych złośliwych faryzeuszy Pan Jezus nie traci nadziei. Jego miłosierdzie jest tak wielkie, że pragnie On zbawienia dla tych biednych dusz zaślepionych pychą. Specjalnie dla nich Pan Jezus daje przypowieść, że mogą być nawróceni do jedności z myśleniem Pana Jezusa, do sądzenia, nie skazywania, ale do ocalenia i nawrócenia.
Dziewięćdziesiąt dziewięć owiec, które są bezpieczne, to te dusze, które pozostają w niewiedzy. Są często sprowadzane na złą drogę przez zły przykład lub złych przywódców. Zagubione są nie przez złą wolę, ale raczej słabość. Pasterz pójdzie więc, i będzie ich szukał w puszczy - czyli w świecie - żeby tylko je znaleźć. Tak samo prawdziwy apostoł, dusza prawdziwie oddana Kościołowi, nie będzie siedzieć w domu aby prowadzić krucjatę na każdym forum internetowym krytykując i obrażając każdą pojawiającą się osobę. Przeciwnie, dusza gorliwa pójdzie do swoich przyjaciół i sąsiadów, jak człowiek z przypowieści o zgubionej owcy, mówiąc aby radowali się z nim, bo odnalazł to, czego szukał: a więc łaskę od Boga, łaskę nawrócenia. Prawdziwie gorliwa dusza będzie tą, która chce dzielić się cudem Mszy ze swoimi przyjaciółmi i znajomymi, z kolegami z pracy, aby pokazać im łaskę czystego sumienia. Z kolei faryzeusz, jak mówi Pan Jezus, nakładać będzie brzemię na swojego bliźniego, składając na jego barki problemy i troski, w sprawie których sam nie ma zamiaru kiwnąć palcem.
Zagubiona drachma to grzesznik, który świadomy jest tego, co zrobił. Moneta nosi na sobie wizerunek władcy, który ją wybił, tak jak dusza która nosi na sobie obraz Boga ze zrozumieniem i wolną wolą. Dusze takie wiedzą, co czynią i dobrowolnie popadają w grzech. Spędzali oni czas i energię na rzeczach nie wartych ich godności, marnowali ten pieniądz, za który otrzymać mogli wieczność - swoją wiedzę i miłość. Złamali Dziesięć Przykazań, bo, jak mówi Święty Jakub, kto w jednym by upadł, stał się winnym wszystkiego - nie ma dziesięciu drachm, gdy jedna jest zgubiona. I tak jak niewiasta z Ewangelii, Kościół zapala światło doktryny, aby pokazać duszom ich błędy, oraz wymiata dom przez sakrament pokuty, znajdując dla tych dusz nieocenioną łaskę Boga.
W obu przypadkach wielka jest radość w niebie, bo dzięki łasce Boga, dusze odwracają się od zła i przyjmują dobro. Mimo że są niedoskonali, mimo że muszą jeszcze wiele zrobić aby umocnić się w dobru, i nawet jeśli ich złe nawyki wymagają jeszcze dużo czasu aby je wykorzenić, jeśli tylko otrzymali łaskę od Boga, mają szansę osiągnąć wieczną szczęśliwość. I tak, w całkowitym przeciwieństwie do faryzeuszy i sekciarzy, którzy podążają ich śladem, my także powinniśmy cieszyć się z każdej duszy, która zbliży się do prawdy. Powinniśmy radować się i pomagać tym, którzy przychodzą na Mszę, nawet jeśli pozostają w niewiedzy, lub nawet grzechu.
Przyjdzie czas, w którym Pan Jezus oczyści świątynie z tych, którzy ją plamią. Są czasy, w których bicz musi ochronić niewinnych, którzy mogliby zostać zepsuci lub splamieni, ale dzieje się to wtedy, gdy zakwestionowany jest autorytet Pana Jezusa, lub Jego świątynia jest w niebezpieczeństwie, kiedy z miejsca modlitwy i miłosierdzia staje się jaskinią zbójców. Nie czytamy o nawróceniu tych zbójców. Nie czytamy o ich skrusze ani radości. W rzeczywistości tymi wyrzuconymi ze świątyni będą faryzeusze, którzy nie modlili się o nawrócenie grzeszników, ale wymieniali się krytyką innych. Przyjdzie czas, jak mówi Pan Jezus, w którym osądzeni będą tą samą miarą, którą sądzili innych.
I tak, Drodzy Wierni, uczmy się z przypowieści danych nam przez Pana Jezusa oraz jego przykładu, jak najlepiej zwyciężać dusze dla prawdy. Czytamy w Ewangelii, że Pan Jezus począł czynić i uczyć, co znaczy, że uczył najpierw przez przykład, a potem przez wskazówki. Powinniśmy być więc skorzy nie do wypowiedzenia słowa potępienia, ale raczej zachęty, aby prowadzić i uczyć raczej naszym przykładem niż krytyką. Powinniśmy móc mówić za Świętym Pawłem “Bądźcie naśladowcami moimi, jak i ja Chrystusa”.
Większość dusz, moi Drodzy Wierni, potrzebuje raczej słowa zachęty i rady, niż potępienia. Większość dusz jest podobnych Samarytance, która doszła do łaski, którą jest Msza. A jak Pan Jezus przyciąga tę kobietę, tak daleką od łaski Boga? Nie przybywa, aby ją potępić, ale czyni się nawet jej dłużnikiem mówiąc: Daj mi pić. Ten, który jest Panem życia i śmierci, jej Sędzią na sądzie ostatecznym, prosi o wodę. Prosi, zaciąga dług u kobiety, z którą, wedle jej własnych słów, Żydzi nie chcieli obcować. Ale Pan Jezus, widząc w niej te słowa pokory, słowa potwierdzające jej niski status, ofiaruje jej w zamian żywą wodę łaski tryskającej ku życiu wiecznemu.
Pan Nasz Jezus Chrystus stopniowo będzie pokazywał jej różnicę pomiędzy wodą ziemską, która może jedynie czasowo zaspokoić nasze pragnienie, a wodą życia, która napoić może na wieczność. I, być może niedokładnie rozumiejąc wszystkiego, co Pan Jezus mówił, kobieta ta pragnęła tego, co jej oferował.
Wtedy, i tylko wtedy, Pan Jezus wspomina o wielkiej przeszkodzie stojącej na drodze tej łasce. Idź, i zawołaj męża twego. Z zakłopotaniem i fałszywym wstydem odpowiada ona, że nie ma męża. Z jaką delikatnością Pan Jezus pokazuje jej jak daleko jest ona od Boga! Dobrześ powiedziała, że nie masz męża. Albowiem ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem. I zobaczyć możemy owoce delikatności, taktu i cierpliwości Pana Jezusa. Niewiasta spowiada się Panu Jezusowi, i to wyznanie grzechów obraca ją w apostoła. Apostoła dla całego miasta, które otrzyma Pana Jezusa przez jej świadectwo.
Drodzy Wierni, naśladujmy Pana Jezusa szczególnie w naszym stosunku do innych.
Jest tyle dusz, które cierpią niewolę grzechu i niewiedzy, które mogły przez specjalną łaskę usłyszeć o Tradycji, dowiedzieć się o Mszy Świętej. Które, dzięki łasce Pana Jezusa, przychodzą aby Go zobaczyć i usłyszeć w jego Świętym Kościele. Przychodzą, być może pierwszy raz, i prośmy Pana Boga, aby nie był to też ostatni raz. Dusze te są jak dzieci, młode i być może jeszcze nie narodzone dla wiary - i biada temu, kto będzie dla nich zgorszeniem, kto zahamuje, albo nawet zniszczy łaskę, którą inni wywalczyli dla tych dusz. W dniu sądu odpowiedzieć będą musieli za to, że przeszkodzili w powrocie zagubionych owiec do owczarni, że pilnowali, aby drachma się nie odnalazła.
I tak, z posłuszeństwa Matce Bożej, Matce Bożej Fatimskiej, która prosiła o modlitwy w intencji nawrócenia grzeszników, módlmy się za nich, pracujmy dla ich nawrócenia przez naśladowanie miłosierdzia Pana Jezusa, abyśmy mogli radować się z powrotu zagubionego i odnalezienia brakującego. Radości w której udział biorą niebiosa, na wieki wieków, Amen
Grzesznicy przyszli do Pana Jezusa, jak mówi Ewangelia “Zbliżali się też do niego celnicy i grzesznicy, aby go słuchać”. Przychodzili, żeby słuchać Jezusa, to znaczy że nie byli zbyt zajęci sprawami tego świata ani własnymi fałszywymi przekonaniami, po prostu przyszli go posłuchać. Przyszli, może z ciekawości, może szukając uzdrowienia, a być może dlatego, że ktoś z przyjaciół im to zasugerował. Są to być może ludzie, którzy przyjęliby z radością Słowo Boże, ale potem przygniotą ich troski tego świata. Są może jednak tacy, którzy wytrwają. Ale najistotniejsze jest to, że - jak mówi Ewangelia - przystąpili do Pana Jezusa.
To wydarzenie z życia Pana Jezusa powtarza się w całej historii Kościoła, chociaż niektóre szczegóły są różne, tak, jak różnią się między sobą poszczególne dusze. Jest wielu ludzi, którzy mogli słyszeć o Tradycyjnej Mszy, którzy być może mają przyjaciela, który zaprosił ich na niedzielną Mszę Świętą Wszechczasów, lub którzy po prostu zauważają, że na świecie pewne rzeczy nie wyglądają tak jak powinny. Przychodzą więc do Pana Jezusa, przychodzą na Mszę. Przystępują do Pana Naszego Jezusa Chrystusa.
Są oni jednak wciąż dalecy o doskonałości. Ewangelia wymienia dwie grupy ludzi: celników i grzeszników. Celnicy byli więcej niż tylko złodziejami. Często byli zdrajcami własnego narodu, jawnogrzesznikami, którzy nie tylko popełniali grzechy, ale poprzez swoją pracę mieli okazję do wielu nadużyć, wyłudzając pieniądze od własnych rodaków. Ale nawet takie dusze mogą uzyskać łaskę widzenia Pana Jezusa. Byli tam także inni grzesznicy. Grzesznicy, którzy doświadczyli najgorszego i pragnęli łaski zerwania z przeszłością i rozpoczęcia wszystkiego od nowa.
Często i my, drodzy wierni, spotykamy na Mszy ludzi dalekich od doskonałości i nierozumiejących, na czym w ogóle polega Msza Święta. W Ewangelii czytamy, że przychodzą oni słuchać Pana Jezusa, ale nie wiemy nic o tym, czy Go rozumieją. Istnieją dusze, które przychodzą po uzdrowienie, nawet jeśli nie wiedzą co im właściwie dolega. W rzeczywistości każdy z nas, uczęszczających na Mszę, jest grzesznikiem, niektórzy bardziej od innych, tak samo jak każdy kto chodzi do lekarza jest w jakiś sposób chory. W tym życiu Pan Jezus jest bardziej lekarzem dusz niż sędzią. Teraz jest czas miłosierdzia, czas pokuty, czas zdążania do doskonałości - jeśli nie jej osiągnięcia.
Niestety są także i oburzeni. To ci, którzy nie zrozumieli miłosierdzia Pana Jezusa, lub nie chcieli zrozumieć. To właśnie są ci, którzy odrzucą miłosierdzie ofiarowane przez Pana Jezusa, a nawet Jego samego i domagać się będą Jego ukrzyżowania. Są to faryzeusze. Uważają się za wzór doskonałości, mimo, że przez swoje uczynki są jak najdalsi od Pana Jezusa. Ewangelia nie wspomina o faryzeuszach słuchających Pana Jezusa, ale mówi, że szemrali, sprzeciwiali się Jemu. W rzeczywistości, szukali oni tylko okazji do wykazania swojej wyższości nad Nim: ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi. Nie tylko nie rozumieli Pana Jezusa, ale też nie chcieli Go zrozumieć. Jedynym ich pragnieniem było pokazanie, że są ważniejsi, że są lepsi niż ich bliźni, że - inaczej niż inni - zachowują przykazania.
To są ci, którzy skorzy będą do krytykowania najdrobniejszego szczegółu życia swoich bliźnich, którzy wyobrażają sobie, że są policją parafii, którzy po Mszy sprawdzać będą, czy wszyscy mają ubrania odpowiedniej długości, którzy jako pierwsi poinformują wszystkich o najnowszej teorii spiskowej, lub czymkolwiek, co nie wygląda tak, jak powinno. Mają oni nadzieję, że wszyscy będą pod wrażeniem ich doskonałości, tego, że - inaczej niż inni - wiedzą o tym, o czym nikt nie ma pojęcia i nie nawrócą innych, dopóki ci nie dostosują się do ich standardów.
Ale nawet w stosunku do tych złośliwych faryzeuszy Pan Jezus nie traci nadziei. Jego miłosierdzie jest tak wielkie, że pragnie On zbawienia dla tych biednych dusz zaślepionych pychą. Specjalnie dla nich Pan Jezus daje przypowieść, że mogą być nawróceni do jedności z myśleniem Pana Jezusa, do sądzenia, nie skazywania, ale do ocalenia i nawrócenia.
Dziewięćdziesiąt dziewięć owiec, które są bezpieczne, to te dusze, które pozostają w niewiedzy. Są często sprowadzane na złą drogę przez zły przykład lub złych przywódców. Zagubione są nie przez złą wolę, ale raczej słabość. Pasterz pójdzie więc, i będzie ich szukał w puszczy - czyli w świecie - żeby tylko je znaleźć. Tak samo prawdziwy apostoł, dusza prawdziwie oddana Kościołowi, nie będzie siedzieć w domu aby prowadzić krucjatę na każdym forum internetowym krytykując i obrażając każdą pojawiającą się osobę. Przeciwnie, dusza gorliwa pójdzie do swoich przyjaciół i sąsiadów, jak człowiek z przypowieści o zgubionej owcy, mówiąc aby radowali się z nim, bo odnalazł to, czego szukał: a więc łaskę od Boga, łaskę nawrócenia. Prawdziwie gorliwa dusza będzie tą, która chce dzielić się cudem Mszy ze swoimi przyjaciółmi i znajomymi, z kolegami z pracy, aby pokazać im łaskę czystego sumienia. Z kolei faryzeusz, jak mówi Pan Jezus, nakładać będzie brzemię na swojego bliźniego, składając na jego barki problemy i troski, w sprawie których sam nie ma zamiaru kiwnąć palcem.
Zagubiona drachma to grzesznik, który świadomy jest tego, co zrobił. Moneta nosi na sobie wizerunek władcy, który ją wybił, tak jak dusza która nosi na sobie obraz Boga ze zrozumieniem i wolną wolą. Dusze takie wiedzą, co czynią i dobrowolnie popadają w grzech. Spędzali oni czas i energię na rzeczach nie wartych ich godności, marnowali ten pieniądz, za który otrzymać mogli wieczność - swoją wiedzę i miłość. Złamali Dziesięć Przykazań, bo, jak mówi Święty Jakub, kto w jednym by upadł, stał się winnym wszystkiego - nie ma dziesięciu drachm, gdy jedna jest zgubiona. I tak jak niewiasta z Ewangelii, Kościół zapala światło doktryny, aby pokazać duszom ich błędy, oraz wymiata dom przez sakrament pokuty, znajdując dla tych dusz nieocenioną łaskę Boga.
W obu przypadkach wielka jest radość w niebie, bo dzięki łasce Boga, dusze odwracają się od zła i przyjmują dobro. Mimo że są niedoskonali, mimo że muszą jeszcze wiele zrobić aby umocnić się w dobru, i nawet jeśli ich złe nawyki wymagają jeszcze dużo czasu aby je wykorzenić, jeśli tylko otrzymali łaskę od Boga, mają szansę osiągnąć wieczną szczęśliwość. I tak, w całkowitym przeciwieństwie do faryzeuszy i sekciarzy, którzy podążają ich śladem, my także powinniśmy cieszyć się z każdej duszy, która zbliży się do prawdy. Powinniśmy radować się i pomagać tym, którzy przychodzą na Mszę, nawet jeśli pozostają w niewiedzy, lub nawet grzechu.
Przyjdzie czas, w którym Pan Jezus oczyści świątynie z tych, którzy ją plamią. Są czasy, w których bicz musi ochronić niewinnych, którzy mogliby zostać zepsuci lub splamieni, ale dzieje się to wtedy, gdy zakwestionowany jest autorytet Pana Jezusa, lub Jego świątynia jest w niebezpieczeństwie, kiedy z miejsca modlitwy i miłosierdzia staje się jaskinią zbójców. Nie czytamy o nawróceniu tych zbójców. Nie czytamy o ich skrusze ani radości. W rzeczywistości tymi wyrzuconymi ze świątyni będą faryzeusze, którzy nie modlili się o nawrócenie grzeszników, ale wymieniali się krytyką innych. Przyjdzie czas, jak mówi Pan Jezus, w którym osądzeni będą tą samą miarą, którą sądzili innych.
I tak, Drodzy Wierni, uczmy się z przypowieści danych nam przez Pana Jezusa oraz jego przykładu, jak najlepiej zwyciężać dusze dla prawdy. Czytamy w Ewangelii, że Pan Jezus począł czynić i uczyć, co znaczy, że uczył najpierw przez przykład, a potem przez wskazówki. Powinniśmy być więc skorzy nie do wypowiedzenia słowa potępienia, ale raczej zachęty, aby prowadzić i uczyć raczej naszym przykładem niż krytyką. Powinniśmy móc mówić za Świętym Pawłem “Bądźcie naśladowcami moimi, jak i ja Chrystusa”.
Większość dusz, moi Drodzy Wierni, potrzebuje raczej słowa zachęty i rady, niż potępienia. Większość dusz jest podobnych Samarytance, która doszła do łaski, którą jest Msza. A jak Pan Jezus przyciąga tę kobietę, tak daleką od łaski Boga? Nie przybywa, aby ją potępić, ale czyni się nawet jej dłużnikiem mówiąc: Daj mi pić. Ten, który jest Panem życia i śmierci, jej Sędzią na sądzie ostatecznym, prosi o wodę. Prosi, zaciąga dług u kobiety, z którą, wedle jej własnych słów, Żydzi nie chcieli obcować. Ale Pan Jezus, widząc w niej te słowa pokory, słowa potwierdzające jej niski status, ofiaruje jej w zamian żywą wodę łaski tryskającej ku życiu wiecznemu.
Pan Nasz Jezus Chrystus stopniowo będzie pokazywał jej różnicę pomiędzy wodą ziemską, która może jedynie czasowo zaspokoić nasze pragnienie, a wodą życia, która napoić może na wieczność. I, być może niedokładnie rozumiejąc wszystkiego, co Pan Jezus mówił, kobieta ta pragnęła tego, co jej oferował.
Wtedy, i tylko wtedy, Pan Jezus wspomina o wielkiej przeszkodzie stojącej na drodze tej łasce. Idź, i zawołaj męża twego. Z zakłopotaniem i fałszywym wstydem odpowiada ona, że nie ma męża. Z jaką delikatnością Pan Jezus pokazuje jej jak daleko jest ona od Boga! Dobrześ powiedziała, że nie masz męża. Albowiem ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem. I zobaczyć możemy owoce delikatności, taktu i cierpliwości Pana Jezusa. Niewiasta spowiada się Panu Jezusowi, i to wyznanie grzechów obraca ją w apostoła. Apostoła dla całego miasta, które otrzyma Pana Jezusa przez jej świadectwo.
Drodzy Wierni, naśladujmy Pana Jezusa szczególnie w naszym stosunku do innych.
Jest tyle dusz, które cierpią niewolę grzechu i niewiedzy, które mogły przez specjalną łaskę usłyszeć o Tradycji, dowiedzieć się o Mszy Świętej. Które, dzięki łasce Pana Jezusa, przychodzą aby Go zobaczyć i usłyszeć w jego Świętym Kościele. Przychodzą, być może pierwszy raz, i prośmy Pana Boga, aby nie był to też ostatni raz. Dusze te są jak dzieci, młode i być może jeszcze nie narodzone dla wiary - i biada temu, kto będzie dla nich zgorszeniem, kto zahamuje, albo nawet zniszczy łaskę, którą inni wywalczyli dla tych dusz. W dniu sądu odpowiedzieć będą musieli za to, że przeszkodzili w powrocie zagubionych owiec do owczarni, że pilnowali, aby drachma się nie odnalazła.
I tak, z posłuszeństwa Matce Bożej, Matce Bożej Fatimskiej, która prosiła o modlitwy w intencji nawrócenia grzeszników, módlmy się za nich, pracujmy dla ich nawrócenia przez naśladowanie miłosierdzia Pana Jezusa, abyśmy mogli radować się z powrotu zagubionego i odnalezienia brakującego. Radości w której udział biorą niebiosa, na wieki wieków, Amen
sobota, 12 czerwca 2010
Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa
„Będziecie czerpać wody z radością ze zdrojów Zbawicielowych”.
W Piśmie świętym czytamy, że serce Dawida było doskonałe przed Panem (3Kr 11,4). Był on wielkim wojownikiem, broniącym swój lud przed wrogami Izraela. Pod koniec swego życia, jak to czytamy w dwudziestym trzecim rozdziale drugiej Księgi Królewskiej, oblegał Filistynów, którzy rozbili obóz w Betlejem, miejscu jego urodzenia. A Dawid był spragniony, gdyż nie miał nic do picia, a długa walka wyczerpała jego siły. Pytał, czy ktoś nie mógłby dać mu coś do picia. I oto trzech dzielnych mężczyzn wdarło się do obozu Filistynów zaczerpnęło wody ze studni w Betlejem, by przynieść ją Dawidowi.
Kiedy jednak przynieśli ją mu, nie chciał pić. „Niechaj mnie Pan strzeże od uczynienia tej rzeczy! Czyż mam pić krew ludzi, którzy z narażeniem życia podjęli tę wyprawę?”Nie wypił więc tej wody, ale wylał ją na ziemię, w ofierze Panu. Uznał, że jej wartość była zbyt wielka, ponieważ nabyta została za cenę krwi.
Jednak serce Salomona, jego syna, nie było doskonałe przed Panem, i z powodu jego niewierności królestwo Dawida podzielone zostało na dwa: Judę i Samarię, a Samaria popadła w herezję i bałwochwalstwo, ponieważ serce Salomona nie było doskonałe przed Bogiem.
W pełni czasów, pomimo ułomności ludzi, Trzy Osoby Trójcy Przenajświętszej zesłały nam naszego Pana Jezusa Chrystusa, zrodzonego z domu Dawida, w mieście Betlejem. Nie wyrzekając się swego Bóstwa, przyjął On ludzką naturę, by stać się do nas podobnym. By uratować rodzaj ludzki od jego grzechów, pozwolił by Go prześladowano, cierpiał głód i pragnienie, tak jak my. Przyszedł, by zbawić nas przez swą Mękę i Krzyż. Przyszedł zbawić nas od błędu i grzechu.
Pewnego dnia przechodził przez Samarię, gdzie poczuł pragnienie. Usiadł więc przy studni Jakuba, nie miał jednak niczego, czym mógłby zaczerpnąć wody (J 4,6). Poprosił więc Samarytankę: daj mi pić.
Gdybyś tylko znała dar Boży!
Drodzy Przyjaciele, sami wiecie, że wartość rzeczy określana jest przez cenę, jaką się za nią płaci. Ta woda żywa, którą ofiaruje nam Zbawiciel, nabyta została za cenę Jego własnego życia. Druga Osoba Trójcy Przenajświętszej poniosła śmierć na Krzyżu, aby dać nam tej wody. Pomyślcie więc, jaka musi być wartość Jego łaski, którą wam ofiaruje – życia wiecznego, które pragnie wlać w wasze dusze! Nie ma nic cenniejszego niż człowieczeństwo Chrystusa Pana – ponieważ jest ono zjednoczone ze Słowem Bożym. Człowieczeństwo Chrystusa zostało, od samego momentu Jego poczęcia, zjednoczone z bogactwem Jego Bóstwa. Na mocy prawa należały Mu się wszystkie przywileje porządku naturalnego i nadprzyrodzonego. Każdy z Jego aktów był godny Boga, ponieważ był On prawdziwie Bogiem w Drugiej Osobie Trójcy Przenajświętszej, która żyła i cierpiała między nami. Człowieczeństwo Chrystusa przewyższa wartością cały wszechświat. Wszystkie istoty ludzka, zwierzęta, gwiazdy i planety wzięte razem nie stanowią nawet ułamka wartości świętego człowieczeństwa Zbawiciela.
A jednak, by udzielić nam swej łaski, Pan Jezus dobrowolnie składa w ofierze swe człowieczeństwo. Pozwala, by to człowieczeństwo o nieskończonej wartości zostało wzgardzone, by cierpiało i poniosło śmierć - i to śmierć krzyżową. Uważa, że łaska, jakiej nam pragnie udzielić, jest warta tej ceny. Owa woda wytryskująca ku życiu wiecznemu, jest warta ceny Jego Krwi. Zbawiciel chętnie przelewa swą Krew w ofierze Krzyża nawet dla jednej tylko duszy, ponieważ zna wartość jednej duszy w stanie łaski. Jesteśmy zbawieni przez Jego łaskę – będącą niczym innym jak tylko początkiem chwały, ponieważ chwała jest właśnie ukoronowaniem łaski. Stan łaski jest życiem wiecznym, życiem samego Boga zaszczepionym w naszych duszach.
By żyć tym życiem wiecznym, potrzebujemy w sposób konieczny łaski. Jesteśmy całkowicie niezdolni żyć tak, jak żyje Bóg – musi On udzielić nam tego życia, którego potrzebujemy podobnie jak wody. Żadna istota żyjąca nie może żyć bez wody. To właśnie dzięki niej życie wschodzi i wzrasta. Bez wody wszystkie istoty żywe umierają. Nasze dusze nie mogą żyć bez łaski. Żydzi na pustyni prosili Mojżesza o wodę, by nie pomarli i Mojżesz uderzył laską w skałę, z której wytrysła woda, by zaspokoić pragnienie tych, którzy uszli z niewoli egipskiej. Podobnie Zbawiciel otwiera na Krzyżu swój bok, by wylać na nas tę wodę, tę łaskę, byśmy mogli zostać uwolnieni z niewoli grzechu.
To właśnie dzięki Jego łasce odpuszczane są nam nasze grzechy. Byśmy mogli zostać obmyci z naszej cielesnej nieczystości, również nasze dusze obmyte muszą zostać przez łaskę Chrystusa Pana. Tak jak trędowaty Naaman (4 Kr 5, 1-14) obmył się siedmiokrotnie w Jordanie, by zostać uwolnionym od swego trądu, Pan Jezus daje nam swe sakramenty, zwłaszcza sakrament pokuty, przez które oczyszcza nasze dusze. Łaska niszczy grzech, jako, że jest jego całkowitym przeciwieństwem. Wszelki grzech sprzeciwia się życiu Bożemu, czyli sprzeczny jest z prawem tego życia, którym jest Dziesięć Przykazań. Ta sama woda, która podczas potopu wygubiła grzeszną ludzkość, uniosła tych, którzy byli w Arce Noego. Podobnie też łaska leczy nasze duchowe rany, niszcząc równocześnie elementy grzechu w naszych duszach, i wznosi je ku Bogu.
Tę właśnie łaskę ofiaruje wam Zbawiciel, drodzy przyjaciele, podczas tej Mszy. Cena, jaką zapłacił za udzielenie wam tej łaski, było Jego życie. I odnawia swą ofiarę na tym ołtarzu, by dać wam tę łaskę w całej jej obfitości, ponieważ poprzez sakrament Najświętszej Eucharystii posiadacie samego dawcę łaski, jego człowieczeństwo, Jego Ciało, Jego Krew, Duszę i Bóstwo, całego Chrystusa. To Życie, które Chrystus Pan oddał za was, pragnie wam teraz ofiarować. Podobnie jak woda chłodzi i orzeźwia, tak również owa łaska jest źródłem wszelkiego prawdziwego życia.
I z jaką łatwością możemy osiągnąć to życie wieczne. Pan Jezus zapłacił za nie swą własną Krwią – a jednak my mamy do niego tak łatwy dostęp! Przez ustanowione przez siebie sakramenty Chrystus Pan udziela nam swego życia za darmo. Otrzymaliśmy tę łaskę proporcjonalnie do naszej dyspozycji. Koncentrujcie się więc na tym, co jest naprawdę ważne. Nie marnujcie czasu na rzeczy, które niszczeją i przemijają. To życie, które daje wam Zbawiciel musi wzrastać, musi rosnąć, albo umrze. Podobnie jak każda istota żyjąca, musi wzrastać, albo zginie. Tam, gdzie brak jest pragnienia życia, szybko pojawia się śmierć. Również ta łaska, która jest w nas musi być nieustannie pobudzana przez gorliwość do czynienia wszystkiego z większą intensywnością, z większą czystością intencji, z większą miłością do Zbawiciela.
Bogu wystarczyło jedno jedyne słowo, by stworzyć światłość i wszystkie wspaniałości tego świata. Stworzył również gwiazdy, rośliny i zwierzęta. Daje życie Aniołom przez prosty akt swej woli. W ten sam sposób dokonuje największych nawet cudów, jakby to była zabawa. Wystarczyło Mu wypowiedzieć dwa słowa, by wskrzesić Łazarza i nie potrzebuje czynić więcej, by wskrzesić cały świat. Jednak aby udzielić wam swej łaski, Wszechmocny Bóg zechciał podjąć dzieło, które kosztowało Go wiele lat pracy, a także cierpienia i śmierć. Jak prawdziwi słudzy Boży, rozważajcie cenę waszego odkupienia, przystępujcie do sakramentu pokuty z żarliwością, trwajcie silnie w waszym postanowieniu poprawy i zachowajcie aż do śmierci łaskę, którą odzyskaliście. Miejcie zawsze w pamięci słowa świętego Pawła: Czyż nie wiecie, że członki wasze są świątynią Ducha Świętego, który w was jest, którego macie od Boga i nie jesteście swoi? Jesteście bowiem kupieni za cenę wielką. Chwalcież i noście Boga w ciele waszym”. Amen
W Piśmie świętym czytamy, że serce Dawida było doskonałe przed Panem (3Kr 11,4). Był on wielkim wojownikiem, broniącym swój lud przed wrogami Izraela. Pod koniec swego życia, jak to czytamy w dwudziestym trzecim rozdziale drugiej Księgi Królewskiej, oblegał Filistynów, którzy rozbili obóz w Betlejem, miejscu jego urodzenia. A Dawid był spragniony, gdyż nie miał nic do picia, a długa walka wyczerpała jego siły. Pytał, czy ktoś nie mógłby dać mu coś do picia. I oto trzech dzielnych mężczyzn wdarło się do obozu Filistynów zaczerpnęło wody ze studni w Betlejem, by przynieść ją Dawidowi.
Kiedy jednak przynieśli ją mu, nie chciał pić. „Niechaj mnie Pan strzeże od uczynienia tej rzeczy! Czyż mam pić krew ludzi, którzy z narażeniem życia podjęli tę wyprawę?”Nie wypił więc tej wody, ale wylał ją na ziemię, w ofierze Panu. Uznał, że jej wartość była zbyt wielka, ponieważ nabyta została za cenę krwi.
Jednak serce Salomona, jego syna, nie było doskonałe przed Panem, i z powodu jego niewierności królestwo Dawida podzielone zostało na dwa: Judę i Samarię, a Samaria popadła w herezję i bałwochwalstwo, ponieważ serce Salomona nie było doskonałe przed Bogiem.
W pełni czasów, pomimo ułomności ludzi, Trzy Osoby Trójcy Przenajświętszej zesłały nam naszego Pana Jezusa Chrystusa, zrodzonego z domu Dawida, w mieście Betlejem. Nie wyrzekając się swego Bóstwa, przyjął On ludzką naturę, by stać się do nas podobnym. By uratować rodzaj ludzki od jego grzechów, pozwolił by Go prześladowano, cierpiał głód i pragnienie, tak jak my. Przyszedł, by zbawić nas przez swą Mękę i Krzyż. Przyszedł zbawić nas od błędu i grzechu.
Pewnego dnia przechodził przez Samarię, gdzie poczuł pragnienie. Usiadł więc przy studni Jakuba, nie miał jednak niczego, czym mógłby zaczerpnąć wody (J 4,6). Poprosił więc Samarytankę: daj mi pić.
Gdybyś tylko znała dar Boży!
Drodzy Przyjaciele, sami wiecie, że wartość rzeczy określana jest przez cenę, jaką się za nią płaci. Ta woda żywa, którą ofiaruje nam Zbawiciel, nabyta została za cenę Jego własnego życia. Druga Osoba Trójcy Przenajświętszej poniosła śmierć na Krzyżu, aby dać nam tej wody. Pomyślcie więc, jaka musi być wartość Jego łaski, którą wam ofiaruje – życia wiecznego, które pragnie wlać w wasze dusze! Nie ma nic cenniejszego niż człowieczeństwo Chrystusa Pana – ponieważ jest ono zjednoczone ze Słowem Bożym. Człowieczeństwo Chrystusa zostało, od samego momentu Jego poczęcia, zjednoczone z bogactwem Jego Bóstwa. Na mocy prawa należały Mu się wszystkie przywileje porządku naturalnego i nadprzyrodzonego. Każdy z Jego aktów był godny Boga, ponieważ był On prawdziwie Bogiem w Drugiej Osobie Trójcy Przenajświętszej, która żyła i cierpiała między nami. Człowieczeństwo Chrystusa przewyższa wartością cały wszechświat. Wszystkie istoty ludzka, zwierzęta, gwiazdy i planety wzięte razem nie stanowią nawet ułamka wartości świętego człowieczeństwa Zbawiciela.
A jednak, by udzielić nam swej łaski, Pan Jezus dobrowolnie składa w ofierze swe człowieczeństwo. Pozwala, by to człowieczeństwo o nieskończonej wartości zostało wzgardzone, by cierpiało i poniosło śmierć - i to śmierć krzyżową. Uważa, że łaska, jakiej nam pragnie udzielić, jest warta tej ceny. Owa woda wytryskująca ku życiu wiecznemu, jest warta ceny Jego Krwi. Zbawiciel chętnie przelewa swą Krew w ofierze Krzyża nawet dla jednej tylko duszy, ponieważ zna wartość jednej duszy w stanie łaski. Jesteśmy zbawieni przez Jego łaskę – będącą niczym innym jak tylko początkiem chwały, ponieważ chwała jest właśnie ukoronowaniem łaski. Stan łaski jest życiem wiecznym, życiem samego Boga zaszczepionym w naszych duszach.
By żyć tym życiem wiecznym, potrzebujemy w sposób konieczny łaski. Jesteśmy całkowicie niezdolni żyć tak, jak żyje Bóg – musi On udzielić nam tego życia, którego potrzebujemy podobnie jak wody. Żadna istota żyjąca nie może żyć bez wody. To właśnie dzięki niej życie wschodzi i wzrasta. Bez wody wszystkie istoty żywe umierają. Nasze dusze nie mogą żyć bez łaski. Żydzi na pustyni prosili Mojżesza o wodę, by nie pomarli i Mojżesz uderzył laską w skałę, z której wytrysła woda, by zaspokoić pragnienie tych, którzy uszli z niewoli egipskiej. Podobnie Zbawiciel otwiera na Krzyżu swój bok, by wylać na nas tę wodę, tę łaskę, byśmy mogli zostać uwolnieni z niewoli grzechu.
To właśnie dzięki Jego łasce odpuszczane są nam nasze grzechy. Byśmy mogli zostać obmyci z naszej cielesnej nieczystości, również nasze dusze obmyte muszą zostać przez łaskę Chrystusa Pana. Tak jak trędowaty Naaman (4 Kr 5, 1-14) obmył się siedmiokrotnie w Jordanie, by zostać uwolnionym od swego trądu, Pan Jezus daje nam swe sakramenty, zwłaszcza sakrament pokuty, przez które oczyszcza nasze dusze. Łaska niszczy grzech, jako, że jest jego całkowitym przeciwieństwem. Wszelki grzech sprzeciwia się życiu Bożemu, czyli sprzeczny jest z prawem tego życia, którym jest Dziesięć Przykazań. Ta sama woda, która podczas potopu wygubiła grzeszną ludzkość, uniosła tych, którzy byli w Arce Noego. Podobnie też łaska leczy nasze duchowe rany, niszcząc równocześnie elementy grzechu w naszych duszach, i wznosi je ku Bogu.
Tę właśnie łaskę ofiaruje wam Zbawiciel, drodzy przyjaciele, podczas tej Mszy. Cena, jaką zapłacił za udzielenie wam tej łaski, było Jego życie. I odnawia swą ofiarę na tym ołtarzu, by dać wam tę łaskę w całej jej obfitości, ponieważ poprzez sakrament Najświętszej Eucharystii posiadacie samego dawcę łaski, jego człowieczeństwo, Jego Ciało, Jego Krew, Duszę i Bóstwo, całego Chrystusa. To Życie, które Chrystus Pan oddał za was, pragnie wam teraz ofiarować. Podobnie jak woda chłodzi i orzeźwia, tak również owa łaska jest źródłem wszelkiego prawdziwego życia.
I z jaką łatwością możemy osiągnąć to życie wieczne. Pan Jezus zapłacił za nie swą własną Krwią – a jednak my mamy do niego tak łatwy dostęp! Przez ustanowione przez siebie sakramenty Chrystus Pan udziela nam swego życia za darmo. Otrzymaliśmy tę łaskę proporcjonalnie do naszej dyspozycji. Koncentrujcie się więc na tym, co jest naprawdę ważne. Nie marnujcie czasu na rzeczy, które niszczeją i przemijają. To życie, które daje wam Zbawiciel musi wzrastać, musi rosnąć, albo umrze. Podobnie jak każda istota żyjąca, musi wzrastać, albo zginie. Tam, gdzie brak jest pragnienia życia, szybko pojawia się śmierć. Również ta łaska, która jest w nas musi być nieustannie pobudzana przez gorliwość do czynienia wszystkiego z większą intensywnością, z większą czystością intencji, z większą miłością do Zbawiciela.
Bogu wystarczyło jedno jedyne słowo, by stworzyć światłość i wszystkie wspaniałości tego świata. Stworzył również gwiazdy, rośliny i zwierzęta. Daje życie Aniołom przez prosty akt swej woli. W ten sam sposób dokonuje największych nawet cudów, jakby to była zabawa. Wystarczyło Mu wypowiedzieć dwa słowa, by wskrzesić Łazarza i nie potrzebuje czynić więcej, by wskrzesić cały świat. Jednak aby udzielić wam swej łaski, Wszechmocny Bóg zechciał podjąć dzieło, które kosztowało Go wiele lat pracy, a także cierpienia i śmierć. Jak prawdziwi słudzy Boży, rozważajcie cenę waszego odkupienia, przystępujcie do sakramentu pokuty z żarliwością, trwajcie silnie w waszym postanowieniu poprawy i zachowajcie aż do śmierci łaskę, którą odzyskaliście. Miejcie zawsze w pamięci słowa świętego Pawła: Czyż nie wiecie, że członki wasze są świątynią Ducha Świętego, który w was jest, którego macie od Boga i nie jesteście swoi? Jesteście bowiem kupieni za cenę wielką. Chwalcież i noście Boga w ciele waszym”. Amen
Labels:
tuchów
poniedziałek, 3 maja 2010
Kazanie na uroczystość Matki Bożej Królowej Polski (3 maja)
W Piśmie Świętym, w Księdze Genesis czytamy, jak Bóg stworzył pierwszego człowieka. Najpierw Bóg stworzył niebo i ziemię, drzewa i rośliny, słońce i księżyc oraz wszystkie zwierzęta i stworzenia żyjące w morzu. I Bóg błogosławił je wszystkie, ponieważ widział, że były dobre. I Bóg powiedział im, by rozmnażały się i napełniały ziemię (Gen 1,22).
Bóg stworzył wszystkie rzeczy z niczego. Ex nihilo creavit eos. Przez prosty akt swej woli, Bóg zadecydował, że będą one istniały. A ostatniego dnia Stworzenia powiedział: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!” (Gen 1,26). „Wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi (…)” (Gen 2,7).
Podczas, gdy wszystkie rzeczy stworzył Bóg z niczego, człowieka, koronę stworzenia, stworzył z prochu ziemi. Prochem jesteśmy i w proch się obrócimy (Gen 3,19).
Człowiek jest więc niejako centrum stworzenia. Posiada nieśmiertelną duszę, dzięki której ma możność poznawać, rozumieć i kochać. Posiada zdolność poznania i miłowania Boga. Jest niewiele mniejszy od aniołów i Bóg ustanowił go władcą nad dziełami swych rąk (Ps 8,6). Człowiek jest niższy od aniołów ponieważ jest również materialny – jego dusza zjednoczona jest z ciałem, ciałem uformowanym z prochu ziemi.
Widzimy więc, drodzy wierni, że począwszy od pierwszego człowieka, ludzie zobowiązani są okazywać miłość względem swego kraju.
Ojczyzna, drodzy wierni, wasza ojczyzna, nie jest pojęciem abstrakcyjnym, rodzajem systemu politycznego czy ładem konstytucyjnym, którego zobowiązani jesteście bronić. Nie. Wasza ojczyzna jest przede wszystkim krajem, w którym urodziliście się i wychowali. Ta ziemia, ten proch ziemi, oddał wam swoje owoce. Tym powietrzem oddychaliście. Woda, którą Bóg zsyłał na ziemię ,utrzymywała was przy życiu, pozwalając waszemu ciału żyć i wzrastać. Nikt nie nienawidzi własnego ciała, ale kocha je i pielęgnuje (Ef 5,29). Nikt nie może też nienawidzić swej ojczyzny, ponieważ tak jak Adam uformowany został z prochu ziemi, tak również my pochodzimy z tej cząstki ziemi, w której urodziliśmy się i wychowali. Ojczyzna jest częścią osoby, jej bardzo osobistą częścią, podobnie jak częścią jej jest ciało.
I oddał Bóg Adamowi władzę nad ziemią, by strzegł jej i uprawiał ją (Gen 2,15). Jeszcze zanim powstało społeczeństwo ludzkie, człowiek ustanowiony został, by rządził i panował nad ziemią. Człowiek musi strzec i bronić swej ojczyzny, musi strzec i bronić ziemi, z której został stworzony, podobnie jak musimy strzec i bronić własnego ciała.
By jednak podołać temu zadaniu, nie było właściwe, by człowiek był sam (Gen 2,18). W osobie Adama rodzaj ludzki był doskonały jako jednostka, brak mu jednak było doskonałości odpowiedniej dla gatunku – nie było na ziemi nikogo podobnego do niego, jak to czytamy w Genesis (Gen 2,20). Tak więc Bóg stworzył Ewę, aby z pierwszej rodziny ludzkiej uformowane mogło zostać ludzkie społeczeństwo. Ewa nie została stworzona z prochu ziemi, ale z boku Adama. Nie została uformowana z materii nieożywionej, ale z elementu żywego - boku mężczyzny. Jej powołanie jest więc różne, radykalnie różne od powołania mężczyzny. Ponieważ mężczyzna pochodzi z ziemi, często zwraca się do niej, by zrozumieć ją i zapanować nad nią. Kobieta natomiast pochodzi z elementu żywego, jej myśli kierują się więc zawsze ku temu, co związane jest z życiem. Podczas gdy mężczyzna jest głową i obrońcą rodziny, kobieta jest jej sercem. Jedynie poprzez realizowanie tych właściwych dla danej płci powołań kontynuowany może być rodzaj ludzki.
A ponieważ pojedyncza rodzina nie jest w stanie zapewnić sobie wszystkiego, co jest jej konieczne do utrzymania i osiągnięcia doskonałości, istnieje naturalna konieczność, by rodziny tworzyły szerszą społeczność, aby nawzajem mogły uzupełniać to, czego poszczególnym rodzinom brakuje.
Widzimy więc, że każdy człowiek żyjący na ziemi jest członkiem trzech społeczności, którym winien jest miłość i wdzięczność. Człowiek musi kochać nie tylko swoją ojczyznę jako źródło swego naturalnego życia, powinien również kochać swą rodzinę oraz zrzeszenie rodzin, które nazywamy narodem lub państwem. Każda z tych trzech społeczności posiada właściwe sobie dobra i swe własne prawa, które muszą być przestrzegane, by mogły one osiągnąć właściwą sobie doskonałość. Każdej z tych trzech społeczności winni jesteśmy miłość.
Człowiek musi kochać ziemię, gdyż to z niej otrzymał życie. Kobieta musi kochać mężczyznę, gdyż to z niego wzięła początek. Dzieci muszą kochać swych rodziców, ponieważ to oni je karmili, chronili i przede wszystkim wychowywali. A rodziny muszą kochać swoją ojczyznę, jak członki ciała – znajdujące się w różnych miejscach i posiadających różne funkcje - kochają całe ciało. Dobro wspólne nie jest pojęciem sprzecznym z dobrem jednostki, jest dobrem, które przekracza i dopełnia wszelkie dobro, jakie człowiek może osiągnąć.
Jednak diabeł zazdroszcząc dobra, które może stać się naszym udziałem, usiłuje zniszczyć rodzaj ludzki. Od samego początku ludzkości kusi człowieka do samowystarczalności, do zanegowania źródła jego istnienia. Nade wszystko zaś usiłuje zniszczyć związki pomiędzy ludźmi, ponieważ jak wszyscy wie, że są one źródłem siły.
Człowiek upadł przez własne nieposłuszeństwo, a w wyniku tego nieposłuszeństwa, tego buntu przeciwko Bogu, całe stworzenie zbuntowało się przeciwko niemu. Ziemia i zwierzęta jedynie pod przymusem okazują mu posłuszeństwo. Pojawiły się nieporozumienia między mężczyzną a kobietą. Jedne rodziny występują przeciwko innym, naród występuje przeciwko narodowi. Sam człowiek, ponieważ nie był posłuszny, nosi znamię swego grzechu, jako istota niezdolna do posłuszeństwa sobie samemu. Pożądliwość oraz śmierć toczą wojnę nawet wewnątrz człowieka, utrudniając mu osiągnięcie dobra, którego pragnie i osłabiając jego opór wobec atakującego go zła.
Bóg więc, by uleczyć to zło, stworzył dla człowieka nową społeczność. Stworzył Kościół. Zbawiciel, dokonując swej Ofiary na Krzyżu, dał życie Kościołowi, narodzonego z Jego przebitego boku. Podobnie jak podczas snu Adama uformowana została Ewa, tak podczas śmierci Chrystusa Pana na Krzyżu, Zbawiciel stworzył Kościół, obmywając go w swej własnej Krwi.
Chrystus daje nam tę nową społeczność, mającą moc naprawić wszelkie zło, wyrządzone przez rodzaj ludzki. Daje nam nową rodzinę, w której nieustannie stwarza nowe dusze, rodzinę zrodzoną we krwi ofiarowanej na tym ołtarzu. Społeczność ta nie niszczy jednak innych społeczności, którym człowiek winien jest miłość i posłuszeństwo, uzdrawia je raczej i udoskonala. Zbawiciel i Jego łaska nie niszczą natury, ale leczą ją i wynoszą na wyższy poziom.
Drodzy wierni, kochajcie waszą ojczyznę. Pomimo wszystkich jej słabości i braków, to ona dała wam życie. Z tej ziemi bierzecie swój początek – i jesteście jej winni waszą miłość. W naszych czasach diabeł prowadzi nieustanną wojnę przeciwko naturze, przeciwko wszystkim naturalnym uczuciom i naturalnej miłości. Wie dobrze, że łaska buduje na naturze. Łaska jest jak woda wlewana w szklankę. Przez wiele wieków szatan próbował na wszelkie sposoby utrudnić jej napełnianie. Zatwardzał serca chrześcijan, mówiąc im, żeby się nie nawracali. Obecnie jednak diabeł atakuje same korzenie natury – atakuje samą ludzką naturę, ponieważ wie dobrze, że jeśli uda mu się ją zniszczyć, nie będzie mogła rozprzestrzeniać się łaska. Oczywiście nie jest on w stanie zmienić natury ludzkiej, z pewnością jednak może ją zepsuć. Nie jest w stanie pozbawić nas zdolności myślenia, może jednak sprawić, byśmy myśleli jedynie o rzeczach bezwartościowych.
Z tego właśnie powodu szatan podburza do manifestacji na rzecz grzechów przeciwko naturze – manifestacji na rzecz tak zwanych małżeństw homoseksualnych. Usiłuje zniszczyć rodzinę, źródło ludzkiego życia. Usiłuje zniszczyć narody poprzez Organizację Narodów Zjednoczonych i inne tego rodzaju organizacje odbierające państwom suwerenność.
Ojczyzna nie jest rodzajem marzenia, ale czymś, z czym macie realny kontakt. Jeśli nie znacie osób odpowiedzialnych za konkretne rzeczy, jak mogą one mieć nad wami jakąkolwiek władzę? Nie słuchajcie tych biednych ludzi, żyjących iluzją zjednoczonej ludzkości. To co oni nazywają jednością, jest w istocie destrukcją jedności – destrukcją porządku naturalnego. Nie można być zjednoczonym przez poglądy polityczne czy utopie, ale jedynie przez miłość, przez nadprzyrodzoną miłość, której źródłem jest jedynie Bóg.
Drodzy wierni, kochajcie waszą ojczyznę całym sercem. Brońcie jej ze wszystkich sił, módlcie się o Bożą siłę do obrony waszej ojczyzny przed wszelkimi atakami diabła. Liberalizm, niczym rak, niszczy każdy naród na ziemi. Jest jak czarna śmierć, zabijająca wszystkich, jeden po drugim dostawały się one pod wpływ rewolucji, buntu przeciwko Bogu.
Mówiąc po ludzku, siły polityczne będące na usługach diabła są zbyt potężne, by się im opierać. Mówiąc po ludzku. Istnieje jednak ratunek, ten sam co zawsze – Moc Boża. Moc Matki Bożej, potężniejszej niż armie [Litanie]. 90 lat temu przepowiedziała Ona pojawienie się błędów dotyczących owej fałszywej materialistycznej jedności, która niszczyć będzie wszystkie narody. Obiecała nam też zwycięstwo, tryumf Jej Niepokalanego Serca. Musimy się jednak o to modlić, musimy pragnąć tego tryumfu. Zachowujmy więc te intencje Najświętszej Maryi Panny w naszych sercach, a przede wszystkim pamiętajmy o nich w naszych codziennych modlitwach.
Niech Matka Boża chroni was i prowadzi. Módlcie się do Niepokalanej, której zwycięstwo będzie naszym zwycięstwem o ile tylko pozostaniemy wierni, byśmy mogli radować się nim na wieki wieków. Amen.
Bóg stworzył wszystkie rzeczy z niczego. Ex nihilo creavit eos. Przez prosty akt swej woli, Bóg zadecydował, że będą one istniały. A ostatniego dnia Stworzenia powiedział: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!” (Gen 1,26). „Wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi (…)” (Gen 2,7).
Podczas, gdy wszystkie rzeczy stworzył Bóg z niczego, człowieka, koronę stworzenia, stworzył z prochu ziemi. Prochem jesteśmy i w proch się obrócimy (Gen 3,19).
Człowiek jest więc niejako centrum stworzenia. Posiada nieśmiertelną duszę, dzięki której ma możność poznawać, rozumieć i kochać. Posiada zdolność poznania i miłowania Boga. Jest niewiele mniejszy od aniołów i Bóg ustanowił go władcą nad dziełami swych rąk (Ps 8,6). Człowiek jest niższy od aniołów ponieważ jest również materialny – jego dusza zjednoczona jest z ciałem, ciałem uformowanym z prochu ziemi.
Widzimy więc, drodzy wierni, że począwszy od pierwszego człowieka, ludzie zobowiązani są okazywać miłość względem swego kraju.
Ojczyzna, drodzy wierni, wasza ojczyzna, nie jest pojęciem abstrakcyjnym, rodzajem systemu politycznego czy ładem konstytucyjnym, którego zobowiązani jesteście bronić. Nie. Wasza ojczyzna jest przede wszystkim krajem, w którym urodziliście się i wychowali. Ta ziemia, ten proch ziemi, oddał wam swoje owoce. Tym powietrzem oddychaliście. Woda, którą Bóg zsyłał na ziemię ,utrzymywała was przy życiu, pozwalając waszemu ciału żyć i wzrastać. Nikt nie nienawidzi własnego ciała, ale kocha je i pielęgnuje (Ef 5,29). Nikt nie może też nienawidzić swej ojczyzny, ponieważ tak jak Adam uformowany został z prochu ziemi, tak również my pochodzimy z tej cząstki ziemi, w której urodziliśmy się i wychowali. Ojczyzna jest częścią osoby, jej bardzo osobistą częścią, podobnie jak częścią jej jest ciało.
I oddał Bóg Adamowi władzę nad ziemią, by strzegł jej i uprawiał ją (Gen 2,15). Jeszcze zanim powstało społeczeństwo ludzkie, człowiek ustanowiony został, by rządził i panował nad ziemią. Człowiek musi strzec i bronić swej ojczyzny, musi strzec i bronić ziemi, z której został stworzony, podobnie jak musimy strzec i bronić własnego ciała.
By jednak podołać temu zadaniu, nie było właściwe, by człowiek był sam (Gen 2,18). W osobie Adama rodzaj ludzki był doskonały jako jednostka, brak mu jednak było doskonałości odpowiedniej dla gatunku – nie było na ziemi nikogo podobnego do niego, jak to czytamy w Genesis (Gen 2,20). Tak więc Bóg stworzył Ewę, aby z pierwszej rodziny ludzkiej uformowane mogło zostać ludzkie społeczeństwo. Ewa nie została stworzona z prochu ziemi, ale z boku Adama. Nie została uformowana z materii nieożywionej, ale z elementu żywego - boku mężczyzny. Jej powołanie jest więc różne, radykalnie różne od powołania mężczyzny. Ponieważ mężczyzna pochodzi z ziemi, często zwraca się do niej, by zrozumieć ją i zapanować nad nią. Kobieta natomiast pochodzi z elementu żywego, jej myśli kierują się więc zawsze ku temu, co związane jest z życiem. Podczas gdy mężczyzna jest głową i obrońcą rodziny, kobieta jest jej sercem. Jedynie poprzez realizowanie tych właściwych dla danej płci powołań kontynuowany może być rodzaj ludzki.
A ponieważ pojedyncza rodzina nie jest w stanie zapewnić sobie wszystkiego, co jest jej konieczne do utrzymania i osiągnięcia doskonałości, istnieje naturalna konieczność, by rodziny tworzyły szerszą społeczność, aby nawzajem mogły uzupełniać to, czego poszczególnym rodzinom brakuje.
Widzimy więc, że każdy człowiek żyjący na ziemi jest członkiem trzech społeczności, którym winien jest miłość i wdzięczność. Człowiek musi kochać nie tylko swoją ojczyznę jako źródło swego naturalnego życia, powinien również kochać swą rodzinę oraz zrzeszenie rodzin, które nazywamy narodem lub państwem. Każda z tych trzech społeczności posiada właściwe sobie dobra i swe własne prawa, które muszą być przestrzegane, by mogły one osiągnąć właściwą sobie doskonałość. Każdej z tych trzech społeczności winni jesteśmy miłość.
Człowiek musi kochać ziemię, gdyż to z niej otrzymał życie. Kobieta musi kochać mężczyznę, gdyż to z niego wzięła początek. Dzieci muszą kochać swych rodziców, ponieważ to oni je karmili, chronili i przede wszystkim wychowywali. A rodziny muszą kochać swoją ojczyznę, jak członki ciała – znajdujące się w różnych miejscach i posiadających różne funkcje - kochają całe ciało. Dobro wspólne nie jest pojęciem sprzecznym z dobrem jednostki, jest dobrem, które przekracza i dopełnia wszelkie dobro, jakie człowiek może osiągnąć.
Jednak diabeł zazdroszcząc dobra, które może stać się naszym udziałem, usiłuje zniszczyć rodzaj ludzki. Od samego początku ludzkości kusi człowieka do samowystarczalności, do zanegowania źródła jego istnienia. Nade wszystko zaś usiłuje zniszczyć związki pomiędzy ludźmi, ponieważ jak wszyscy wie, że są one źródłem siły.
Człowiek upadł przez własne nieposłuszeństwo, a w wyniku tego nieposłuszeństwa, tego buntu przeciwko Bogu, całe stworzenie zbuntowało się przeciwko niemu. Ziemia i zwierzęta jedynie pod przymusem okazują mu posłuszeństwo. Pojawiły się nieporozumienia między mężczyzną a kobietą. Jedne rodziny występują przeciwko innym, naród występuje przeciwko narodowi. Sam człowiek, ponieważ nie był posłuszny, nosi znamię swego grzechu, jako istota niezdolna do posłuszeństwa sobie samemu. Pożądliwość oraz śmierć toczą wojnę nawet wewnątrz człowieka, utrudniając mu osiągnięcie dobra, którego pragnie i osłabiając jego opór wobec atakującego go zła.
Bóg więc, by uleczyć to zło, stworzył dla człowieka nową społeczność. Stworzył Kościół. Zbawiciel, dokonując swej Ofiary na Krzyżu, dał życie Kościołowi, narodzonego z Jego przebitego boku. Podobnie jak podczas snu Adama uformowana została Ewa, tak podczas śmierci Chrystusa Pana na Krzyżu, Zbawiciel stworzył Kościół, obmywając go w swej własnej Krwi.
Chrystus daje nam tę nową społeczność, mającą moc naprawić wszelkie zło, wyrządzone przez rodzaj ludzki. Daje nam nową rodzinę, w której nieustannie stwarza nowe dusze, rodzinę zrodzoną we krwi ofiarowanej na tym ołtarzu. Społeczność ta nie niszczy jednak innych społeczności, którym człowiek winien jest miłość i posłuszeństwo, uzdrawia je raczej i udoskonala. Zbawiciel i Jego łaska nie niszczą natury, ale leczą ją i wynoszą na wyższy poziom.
Drodzy wierni, kochajcie waszą ojczyznę. Pomimo wszystkich jej słabości i braków, to ona dała wam życie. Z tej ziemi bierzecie swój początek – i jesteście jej winni waszą miłość. W naszych czasach diabeł prowadzi nieustanną wojnę przeciwko naturze, przeciwko wszystkim naturalnym uczuciom i naturalnej miłości. Wie dobrze, że łaska buduje na naturze. Łaska jest jak woda wlewana w szklankę. Przez wiele wieków szatan próbował na wszelkie sposoby utrudnić jej napełnianie. Zatwardzał serca chrześcijan, mówiąc im, żeby się nie nawracali. Obecnie jednak diabeł atakuje same korzenie natury – atakuje samą ludzką naturę, ponieważ wie dobrze, że jeśli uda mu się ją zniszczyć, nie będzie mogła rozprzestrzeniać się łaska. Oczywiście nie jest on w stanie zmienić natury ludzkiej, z pewnością jednak może ją zepsuć. Nie jest w stanie pozbawić nas zdolności myślenia, może jednak sprawić, byśmy myśleli jedynie o rzeczach bezwartościowych.
Z tego właśnie powodu szatan podburza do manifestacji na rzecz grzechów przeciwko naturze – manifestacji na rzecz tak zwanych małżeństw homoseksualnych. Usiłuje zniszczyć rodzinę, źródło ludzkiego życia. Usiłuje zniszczyć narody poprzez Organizację Narodów Zjednoczonych i inne tego rodzaju organizacje odbierające państwom suwerenność.
Ojczyzna nie jest rodzajem marzenia, ale czymś, z czym macie realny kontakt. Jeśli nie znacie osób odpowiedzialnych za konkretne rzeczy, jak mogą one mieć nad wami jakąkolwiek władzę? Nie słuchajcie tych biednych ludzi, żyjących iluzją zjednoczonej ludzkości. To co oni nazywają jednością, jest w istocie destrukcją jedności – destrukcją porządku naturalnego. Nie można być zjednoczonym przez poglądy polityczne czy utopie, ale jedynie przez miłość, przez nadprzyrodzoną miłość, której źródłem jest jedynie Bóg.
Drodzy wierni, kochajcie waszą ojczyznę całym sercem. Brońcie jej ze wszystkich sił, módlcie się o Bożą siłę do obrony waszej ojczyzny przed wszelkimi atakami diabła. Liberalizm, niczym rak, niszczy każdy naród na ziemi. Jest jak czarna śmierć, zabijająca wszystkich, jeden po drugim dostawały się one pod wpływ rewolucji, buntu przeciwko Bogu.
Mówiąc po ludzku, siły polityczne będące na usługach diabła są zbyt potężne, by się im opierać. Mówiąc po ludzku. Istnieje jednak ratunek, ten sam co zawsze – Moc Boża. Moc Matki Bożej, potężniejszej niż armie [Litanie]. 90 lat temu przepowiedziała Ona pojawienie się błędów dotyczących owej fałszywej materialistycznej jedności, która niszczyć będzie wszystkie narody. Obiecała nam też zwycięstwo, tryumf Jej Niepokalanego Serca. Musimy się jednak o to modlić, musimy pragnąć tego tryumfu. Zachowujmy więc te intencje Najświętszej Maryi Panny w naszych sercach, a przede wszystkim pamiętajmy o nich w naszych codziennych modlitwach.
Niech Matka Boża chroni was i prowadzi. Módlcie się do Niepokalanej, której zwycięstwo będzie naszym zwycięstwem o ile tylko pozostaniemy wierni, byśmy mogli radować się nim na wieki wieków. Amen.
niedziela, 28 marca 2010
o Litaniach do św. Józefa - 6
Dochodzimy teraz w naszych rozważaniach Litanii do świętego Józefa do wezwań, które pozostają w związku z nami. Widzieliśmy inwokacje, które mówiły o osobie świętego Józefa, o jego misji i godności oraz o jego cnotach, będących środkami do wypełnienia powierzonej mu misji. Obecnie mówić będziemy o relacji świętego Józefa do nas, który prosimy o jego pomoc i wstawiennictwo.
Pierwsze z tych wezwań jest być może najważniejsze, ponieważ zwraca się do świętego Józefa jako do wzoru dla nas, czy raczej jako zwierciadła:
Zwierciadło cierpliwości, módl się za nami!
Zwierciadło jest czymś specjalnym w tym sensie, że odbija padające na nie światło i zwraca je ku temu, kto na nie patrzy. Dlatego w Litanii Loretańskiej zwracamy się do Matki Bożej jako do „zwierciadła sprawiedliwości”, ponieważ odbija Ona sprawiedliwość Bożą względem nas. Tutaj, gdy modlimy się do świętego Józefa, widzimy w nim cierpliwość Syna Bożego.
Święty Józef jest zwierciadłem, ponieważ odzwierciedla. Kiedy spoglądamy w zwierciadło, czynimy to w tym celu, by zobaczyć siebie. Na świętego Józefa patrzymy jednak po to, by zobaczyć to, co powinniśmy w sobie dostrzec. Często tym, czego nam brakuje, jest cnota cierpliwości. Tak więc patrząc na świętego Józefa możemy zobaczyć cierpliwość Syna Bożego odzwierciedloną w jego codziennym życiu. Życie świętego Józefa, jako stróża i opiekuna, było życiem osoby czuwającej, życiem pełnym trosk. Ta troskliwość świętego Józefa jest głównym powodem, dla którego widzimy go jako zwierciadło – czyli jako kogoś patrzącego w lustro – jednak w tym celu, by chronić - czyli jako cierpliwie znoszącego cierpienia. Ta cierpliwa troska świętego Józefa o sprawy Świętej Rodziny czyni go również wzorem, na który możemy spoglądać, by odnaleźć cnotę cierpliwości, zwierciadłem, w którym widzimy również cierpienia Syna Bożego.
A jednak największe cierpienia świętego Józefa nie były związane z jego troskami i obawami jako stróża, ale z poczuciem braku środków do wypełniania swej funkcji tak, jakby tego chciał. Bardzo łatwo jest troszczyć się o kogoś, gdy ma się do dyspozycji wielkie bogactwa. Jednak święty Józef ich nie posiadał. Pomimo swego szlachetnego pochodzenia, sięgającego Dawida i Salomona, był ubogi. Był ubogi nie tylko w wyniku okoliczności, ale też z wyboru. Widzieliśmy, jak święty Józef oderwany był od rzeczy tego świata i właśnie to wyrzeczenie uczyniło go wiernym prawu Bożemu
Miłośniku ubóstwa, módl się za nami!
To właśnie dzięki tej cnocie święty Józef żył oderwany od rzeczy tego świata. Cnota ubóstwa pozwoliła mu przezwyciężyć wszystkie trudności jego życia, a nawet – jak widzieliśmy - wyrzec się najpiękniejszego ze wszystkich stworzeń, Najświętszej Maryi Panny. Cnotę tę widzimy również podczas ucieczki do Egiptu – święty Józef porzucił wówczas wszystko, by osiedlić się w innym kraju i chronić Dzieciątko Jezus. Podczas oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny Święta Rodzina złożyła najuboższą z możliwych ofiar: parę gołębi (Łk 2,24). Pomimo faktu, że był on znakomitym potomkiem Dawida, był szczęśliwy z tego, że może być prostym cieślą, żyjąc w pogardzanej Galilei.
Ubóstwo jest cnotą, będącą fundamentem wychowania w rodzinie. Dziecko jest bardzo wrażliwe, odczuwa niemal instynktownie swą własną wartość w relacji do wszystkiego, co je otacza. Wie niemal natychmiast, jeśli cenione jest bardziej, niż rzeczy materialne znajdujące się dokoła. Dlatego właśnie, skoro tylko dziecko nabierze przekonania, że szczęście zależy od kwoty na koncie bankowym ojca, nie ma już szansy na szczęśliwą rodzinę. I przeciwnie, jak wiele dzieci cierpi z cierpliwością a nawet pogodą ducha, jeśli tylko wie, że są kochane przez rodziców.
Możemy uczyć się więc od świętego Józefa zwłaszcza tej cnoty ubóstwa, które odrywa nas od rzeczy tego świata, dzięki zrozumieniu, na co powinny być one ukierunkowane, czyli na chwałę Bożą. Ubóstwo nie oznacza po prostu braku pieniędzy – w istocie często brakowi pieniędzy towarzyszy nadmierne zaprzątanie uwagi sprawami materialnymi. Sam brak pieniędzy nie jest ubóstwem – nawet święty Józef pracował i otrzymywał zapłatę. Otrzymał też bardzo kosztowne dary od Trzech Mędrców. Chodzi o używanie pieniędzy i dystans wobec spraw materialnych. Pieniądz jest ze swej natury środkiem do celu, a nie samym celem. Dlatego święty Józef jest wzorem ubóstwa poprzez to, że wszystkiego, co posiadał, używał dla jednego celu, dla Syna Bożego. Przedmiotem troski świętego Józefa była cześć i służba Bogu, a także opieka nad Matką Bożą. Widzimy więc u świętego Józefa umiłowanie ubóstwa przejawiającą się w umiłowaniu w sposób szczególny tych, do których opieki został powołany.
To właśnie ubóstwo, ukierunkowanie wszystkich rzeczy na służbę Bogu, dało świętemu Józefowi całą jego energię w sumiennym wykonywaniu obowiązków. Stąd następne wezwanie:
Wzorze rzemieślników, módl się za nami!
Jest on wzorem dla rzemieślników nie tylko ze względu na swe umiejętności i poprzez fakt, że pracował, przede wszystkim jest wzorem dla tych wszystkich, którzy pracują dla swych rodzin. Praca jest częścią naszego ziemskiego życia i nawet w raju Adam powołany został do pracy, do uprawiania ziemi w ogrodzie Eden. Jednak po grzechu pierworodnym praca ta jest trudna: w pocie czoła będziesz spożywał twój chleb, mówi Pismo Święte. Stąd pokusa do lenistwa i bezczynności, do zaprzestania pracy. Jednak u świętego Józefa widzimy pilność, nadzwyczaj wierne wypełnianie obowiązków stanu. Jest więc w tym dla nas przykładem, wzorem, do którego musimy się modlić.
A ponieważ święty Józef jest zwierciadłem cierpliwości, miłośnikiem ubóstwa i wzorem rzemieślników, logiczną konsekwencję tego widzimy w kolejnym wezwaniu: jest on prawdziwą ozdobą, chwałą życia rodzinnego.
Ozdobo życia rodzinnego, módl się za nami!
Święty Józef posiadał wszystkie cnoty, czyniące z niego wzór człowieka, wzór męża oraz wzór ojca. Dlatego prawdziwie jest on chwałą, ozdobą życia rodzinnego, chwałą człowieka, który powołany jest do tego, być przywódcą, filarem rodziny, tym którego powołaniem jest strzec i żywić życie, by mogło ono kwitnąć i przynosić owoc w postaci powołań zakonnych.
Doprowadza nas to do kolejnej inwokacji:
Opiekunie dziewic, módl się za nami!
Prawdziwie chrześcijański dom jest środowiskiem, w którym rodzą się i podtrzymywane są powołania. Cnota miłości Boga i bliźniego znajduje swój pierwszy wyraz w domu, a pierwszym kontaktem każdego dziecka z miłością jest miłość jaką żywią do niego rodzice oraz jaką okazują sobie wzajemnie. Dlatego świętość domu chrześcijańskiego jest absolutnie konieczna dla rodzenia powołań duchownych.
Jednak powołanie zakonne determinowane są w sposób szczególny przez ojca. Powołania do kapłaństwa rodzą się częściej pod wpływem matki, jak to możemy zobaczyć nawet w życiu Chrystusa Pana – to Najświętsza Maryja Panna stać będzie pod Krzyżem, a nie święty Józef. Wedle Tradycji święty Józef odszedł po swą wieczną nagrodę już przed Męką Pana Jezusa, a często wpływ ojca zmniejsza się, gdy syn zakłada własną rodzinę. Jest to prawdziwe nie tylko w zakładaniu rodziny fizycznej, ale i duchowej. Jednak wpływ matki będzie odczuwalny przez całe życie, zwłaszcza w tym co dotyczy wydawaniu na ten świat nowego życia, w dzieciach.
Jednak dla powołań zakonnych, zwłaszcza żeńskich, często znaczącą rolę odgrywa właśnie ojciec. Miłość córki do ojca jest jedynie figurą i przygotowaniem do miłości, jaką darzyć będzie Zbawiciela i Boga Ojca, którym ofiaruje swe własne życie. Dlatego święty Józef, ojciec Świętej Rodziny i jej opiekun jest wzorem dla wszystkich zakonników, jest patronem powołań zakonnych.
Ojciec rodziny musi być centrum, w którym wszystkie rzeczy znajdą właściwe miejsce oraz wsparcie. W swej Opatrzności Bóg ustanowił rodzinę w taki sposób, że posiada ona swa oś centralną, wokół której obracają się wszystkie inne planety i tym centralnym punktem jest ojciec. Ojciec musi być punktem, do którego odnoszone są wszystkie sprawy – jego autorytet, jego charakter i jego siła są filarami, na których wspiera się rodzina. Święty Józef był głową Świętej Rodziny, dlatego prosimy go:
Podporo rodzin, módl się za nami!
Kolejne trzy wezwania skierowane są do świętego Józefa jako do szczególnego patrona trzech grup ludzi. Wszystkie one w sposób szczególny potrzebują opieki z powodu szczególnych niebezpieczeństw im zagrażających. Dlatego mamy trzy wezwania do świętego Józefa, pierwsze z nich odnosi się do tych, którzy znajdują się generalnie w potrzebie, w skrajnej potrzebie pomocy, ponieważ są nieszczęśliwi:
Pociecho nieszczęśliwych, módl się za nami!
Ponieważ święty Józef jest w głównej mierze opiekunem, posiada naturalną skłonność do troski o tych, którzy znajdują się w największej potrzebie. Jest pociechą, co oznacza, że jest pocieszycielem i pomocnikiem. Są jednak również inni, którzy też cierpią, ale potrzebują raczej nadziei. Są to ci, którzy cierpią w wyniku chorób. Choroba może być albo źródłem wielu łask, albo zapowiedzią śmierci. W obu przypadkach potrzebna jest specjalna cnota nazywana nadzieją, dzięki której zwracamy się do Boga o pomoc niezbędną do osiągnięcia naszego ostatecznego celu. Święty Józef posiada szczególną godność, dzięki której może pomóc nam w zyskaniu tej cnoty, dlatego też zwracamy się do niego w kolejnym wezwaniu:
Nadziejo chorych, módl się za nami!
Ta nadzieja nie jest jedynie nadzieją na odzyskanie zdrowia, gdyż niezależnie od tego, ile razy wyzdrowiejemy, ostatecznie spotka nas choroba, która doprowadzi do naszej śmierci. Jeśli nie umrzemy wskutek choroby, śmierć spotka nas z jakiegoś innego powodu. Niezależnie od tego, w jaki sposób Bóg zabierze nas z tego świata, chcielibyśmy znajdować się wówczas pod opieką Matki Bożej i przyjąć Chrystusa Pana w Wiatyku. Święty Józef, jak wiemy z Tradycji, zmarł przed rozpoczęciem publicznej działalności Pana Jezusa, jednak w obecności Jego oraz Najświętszej Maryi Panny. Takiej śmierci życzylibyśmy również sobie, a ponieważ śmierć świętego Józefa była wzorcowa, w pokoju czystego sumienia i ze świadomością wypełnienia swych obowiązków stanu, jest on również patronem umierających. Dlatego zwracamy się do niego:
Patronie umierających, módl się za nami!
I na koniec dochodzimy do dwóch wezwań, które stanowią logiczną parę, pierwsze dotyczy wrogów łaski, drugie natomiast samego narzędzia łaski.
Najpierw modlimy się do świętego Józefa, by chronił nas przed wrogami łaski, a głównym spośród nich jest diabeł. Jako kusiciel zagraża nam swymi podstępami i jak widzimy w historii pierwszych rodziców, nawet sama rozmowa z diabłem może sprowadzić wielkie problemy. Chcemy więc, by był od nas z dala – a jest pewna osoba, której boi się on szczególnie. Obawia się on zwłaszcza Matki Bożej, ponieważ nigdy nie miała udziału z nim, podobnie boi się Chrystusa Pana, który jest samym Bogiem. Niemniej jednak oboje oni znajdowali się pod opieką człowieka, którego siła duszy dała mu prawo do stania się głową Świętej Rodziny, a człowiekiem tym był święty Józef.
Jeśli pamiętamy, że święty Józef, jak już widzieliśmy, był jedynym członkiem Świętej Rodziny, który znał konsekwencje grzechu pierworodnego i który musiał toczyć osobistą walkę z pożądliwościami ciała, pożądliwościami oczu i pychą tego żywota, możemy wyobrazić sobie, jak wielkie musiały być jego zasługi. Dla diabła zwycięstwo świętego Józefa było szczególnie dotkliwe, gdyż nie było żadnego specjalnego przywileju, na mocy którego Józef były wyłączony spod jego panowania. Najświętsza Maryja Panna w pewnym sensie wymknęła się jego zakusom, a Zbawiciel nigdy nie miał z nim żadnego udziału – jednak święty Józef w prawdziwym sensie tego słowa jest dowodem na to, że nasza wolna wola przy pomocy łaski jest w stanie przezwyciężyć pokusę. A to było dla diabła porażką najbardziej upokarzającą. Dlatego diabeł boi się panicznie świętego Józefa, my zaś modlimy się do niego o pomoc w przezwyciężeniu pokusy:
Postrachu duchów piekielnych, módl się za nami!
I na koniec, na zakończenie Litanii, znajdujemy to, co moglibyśmy nazwać najwyższą nagrodą świętego Józefa. Najświętsza Maryja Panna, pod koniec swego ziemskiego życia, została wzięta do nieba i tam ukoronowana. Jest to w pewien sposób naturalna konsekwencja Jej roli jako Matki Boga oraz nagroda za Jej wierność tym łaskom. W życiu świętego Józefa widzimy coś podobnego, pod koniec swego życia umiera w ramionach tych samych dwóch Osób, których opiece poświęcił swe życie, Chrystusa Pana oraz Najświętszej Dziewicy, i jako nagroda za tą opiekę dana mu zostaje opieka nad całym Mistycznym Ciałem Zbawiciela, czyli Kościołem Świętym.
Patronie Kościoła, módl się za nami!
Dlatego właśnie na samym końcu wypowiadamy słowa z księgi Genesis, stosujące się początkowo do Józefa, który rządził w Egipcie obok Faraona: Ustanowił go panem domu swego i zarządcą wszystkich posiadłości swoich. Święty Józef, w nagrodę za swą ziemską opiekę nad Zbawicielem, otrzymał opiekę nad całym dziełem Zbawiciela, czyli Kościołem.
Tak więc, drodzy wierni, módlmy się w sposób szczególny do świętego Józefa, zwłaszcza w tych czasach, których przyszło nam żyć.
Dopiero w ostatnich czasach nabożeństwo do św. Józefa naprawdę rozkwitło. Zawsze był czczony jako święty. Ale pod pewnymi względami nie czczono go w pełni, nie znając wszystkich należnych mu przywilejów. Żydzi źle zrozumieli posłannictwo Mesjasza, odnosząc je tylko do ziemskiego, materialnego królestwa i w konsekwencji nie zrozumieli Jezusa Chrystusa. Pan Jezus musiał wręcz ukrywać się przed nimi, by zapobiec temu nieporozumieniu. Podobnie świat rozumie tylko materialny wymiar ojcostwa jako pokrewieństwa według ciała. Dlatego też nabożeństwo do świętego Józefa, do jego duchowego ojcostwa musiało pozostać ukryte aby zapobiec nieporozumieniom.
Dlatego dopiero od reformacji, a zwłaszcza dzięki wielkiej świętej Teresie z Avila nabożeństwo do świętego Józefa rozkwitło w całej wspaniałości. A to dlatego że autorytet i godność ojcostwa zostały zaatakowane przez reformację odrzucającą autorytet Kościoła. I szczególnie w tym czasie, kiedy ten straszny współczesny świat z trudem zachowuje pojęcie czysto biologicznego ojcostwa jest nam ukazany przykład świętego Józefa. Nabożeństwo do świętego Józefa jest lekarstwem dla współczesnego świata, dla współczesnego człowieka.
Obecnie żyjemy w bezprecedensowym kryzysie Kościoła. Jesteśmy świadkami krzyżowania Kościoła. Stąd jesteśmy w sytuacji podobnej do tej, w jakiej był święty Józef kiedy N.M.P wróciła ze jej kuzynki Elżbiety. Widzimy sługi Kościoła popełniające straszne rzeczy, posuwające się nawet do nauczania przeciwnego wierze. Zatem możemy być kuszeni aby zaprzeczyć świętości Kościoła. Możemy zwątpić w Jego cnotę, Jego Boską misję, podobnie jak święty Józef mógł zwątpić w cnotę Najświętszej Panny. A zatem mamy pokusę nadmiernej surowości i moglibyśmy niszczyć Kościół zgorzkniałą gorliwością. Jak sedewakantyści, którzy sądzą, że mogą sobie przypisać tytuł Papieża. Którzy posuwają się tak daleko, żeby powiedzieć, że poza nimi i może ich przyjaciółmi nikt nie jest katolikiem. Podobnie jak święty Józef był kuszony aby ukamienować Najświętszą Marię Pannę. Niech Bóg broni.
Ale nie możemy popaść też w przeciwną pokusę twierdząc, że nic się nie stało. Rzeczywistość kryzysu jest obecna. Nie możemy usiąść i nic nie robić. Nie możemy zaakceptować Nowej Mszy. Nie możemy zaakceptować nowych Sakramentów. Nie możemy zaakceptować nowej doktryny.
I dlatego jesteśmy w sytuacji podobnej do tej w jakiej był święty Józef. Nie jesteśmy liberałami, którzy chowają głowę w piasek ignorując prawa Boga i Jego Kościoła. Ani nie jesteśmy sedewakantystami, którzy niszczą wszystko, czego się dotkną. Jesteśmy Katolikami. Po prostu robimy to co Kościół robił zawsze. Po prostu zachowujemy wiarę. I żeby zachować wiarę musimy cierpieć podobnie jak musiał cierpieć święty Józef.
Ale kryzys się skończy. Jesteśmy tego pewni. I rozwiązanie prawdopodobnie nadejdzie jak w przypadku świętego Józefa w środku nocy. Bóg się nie zmienia, a to jest Jego Kościół. Módlcie się do świętego Józefa, drodzy wierni. Módlcie się do niego. Módlcie się do niego prosząc o jego cierpliwość, jego pokorę i jego siłę. On także czuwa nad Kościołem jak cierpliwy ojciec.
Drodzy wierni, żyjemy w czasach głodu. Żyjemy na duchowej pustyni. Żyjemy w czasach podobnych do tych lat w Egipcie, kiedy ludzie wołali do Faraona aby dał im pokarm. Zróbmy więc to co Faraon odpowiedział tym ludziom: Idźcie do Józefa i zróbcie wszystko co wam powie. (Rdz 41,55)
Pierwsze z tych wezwań jest być może najważniejsze, ponieważ zwraca się do świętego Józefa jako do wzoru dla nas, czy raczej jako zwierciadła:
Zwierciadło cierpliwości, módl się za nami!
Zwierciadło jest czymś specjalnym w tym sensie, że odbija padające na nie światło i zwraca je ku temu, kto na nie patrzy. Dlatego w Litanii Loretańskiej zwracamy się do Matki Bożej jako do „zwierciadła sprawiedliwości”, ponieważ odbija Ona sprawiedliwość Bożą względem nas. Tutaj, gdy modlimy się do świętego Józefa, widzimy w nim cierpliwość Syna Bożego.
Święty Józef jest zwierciadłem, ponieważ odzwierciedla. Kiedy spoglądamy w zwierciadło, czynimy to w tym celu, by zobaczyć siebie. Na świętego Józefa patrzymy jednak po to, by zobaczyć to, co powinniśmy w sobie dostrzec. Często tym, czego nam brakuje, jest cnota cierpliwości. Tak więc patrząc na świętego Józefa możemy zobaczyć cierpliwość Syna Bożego odzwierciedloną w jego codziennym życiu. Życie świętego Józefa, jako stróża i opiekuna, było życiem osoby czuwającej, życiem pełnym trosk. Ta troskliwość świętego Józefa jest głównym powodem, dla którego widzimy go jako zwierciadło – czyli jako kogoś patrzącego w lustro – jednak w tym celu, by chronić - czyli jako cierpliwie znoszącego cierpienia. Ta cierpliwa troska świętego Józefa o sprawy Świętej Rodziny czyni go również wzorem, na który możemy spoglądać, by odnaleźć cnotę cierpliwości, zwierciadłem, w którym widzimy również cierpienia Syna Bożego.
A jednak największe cierpienia świętego Józefa nie były związane z jego troskami i obawami jako stróża, ale z poczuciem braku środków do wypełniania swej funkcji tak, jakby tego chciał. Bardzo łatwo jest troszczyć się o kogoś, gdy ma się do dyspozycji wielkie bogactwa. Jednak święty Józef ich nie posiadał. Pomimo swego szlachetnego pochodzenia, sięgającego Dawida i Salomona, był ubogi. Był ubogi nie tylko w wyniku okoliczności, ale też z wyboru. Widzieliśmy, jak święty Józef oderwany był od rzeczy tego świata i właśnie to wyrzeczenie uczyniło go wiernym prawu Bożemu
Miłośniku ubóstwa, módl się za nami!
To właśnie dzięki tej cnocie święty Józef żył oderwany od rzeczy tego świata. Cnota ubóstwa pozwoliła mu przezwyciężyć wszystkie trudności jego życia, a nawet – jak widzieliśmy - wyrzec się najpiękniejszego ze wszystkich stworzeń, Najświętszej Maryi Panny. Cnotę tę widzimy również podczas ucieczki do Egiptu – święty Józef porzucił wówczas wszystko, by osiedlić się w innym kraju i chronić Dzieciątko Jezus. Podczas oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny Święta Rodzina złożyła najuboższą z możliwych ofiar: parę gołębi (Łk 2,24). Pomimo faktu, że był on znakomitym potomkiem Dawida, był szczęśliwy z tego, że może być prostym cieślą, żyjąc w pogardzanej Galilei.
Ubóstwo jest cnotą, będącą fundamentem wychowania w rodzinie. Dziecko jest bardzo wrażliwe, odczuwa niemal instynktownie swą własną wartość w relacji do wszystkiego, co je otacza. Wie niemal natychmiast, jeśli cenione jest bardziej, niż rzeczy materialne znajdujące się dokoła. Dlatego właśnie, skoro tylko dziecko nabierze przekonania, że szczęście zależy od kwoty na koncie bankowym ojca, nie ma już szansy na szczęśliwą rodzinę. I przeciwnie, jak wiele dzieci cierpi z cierpliwością a nawet pogodą ducha, jeśli tylko wie, że są kochane przez rodziców.
Możemy uczyć się więc od świętego Józefa zwłaszcza tej cnoty ubóstwa, które odrywa nas od rzeczy tego świata, dzięki zrozumieniu, na co powinny być one ukierunkowane, czyli na chwałę Bożą. Ubóstwo nie oznacza po prostu braku pieniędzy – w istocie często brakowi pieniędzy towarzyszy nadmierne zaprzątanie uwagi sprawami materialnymi. Sam brak pieniędzy nie jest ubóstwem – nawet święty Józef pracował i otrzymywał zapłatę. Otrzymał też bardzo kosztowne dary od Trzech Mędrców. Chodzi o używanie pieniędzy i dystans wobec spraw materialnych. Pieniądz jest ze swej natury środkiem do celu, a nie samym celem. Dlatego święty Józef jest wzorem ubóstwa poprzez to, że wszystkiego, co posiadał, używał dla jednego celu, dla Syna Bożego. Przedmiotem troski świętego Józefa była cześć i służba Bogu, a także opieka nad Matką Bożą. Widzimy więc u świętego Józefa umiłowanie ubóstwa przejawiającą się w umiłowaniu w sposób szczególny tych, do których opieki został powołany.
To właśnie ubóstwo, ukierunkowanie wszystkich rzeczy na służbę Bogu, dało świętemu Józefowi całą jego energię w sumiennym wykonywaniu obowiązków. Stąd następne wezwanie:
Wzorze rzemieślników, módl się za nami!
Jest on wzorem dla rzemieślników nie tylko ze względu na swe umiejętności i poprzez fakt, że pracował, przede wszystkim jest wzorem dla tych wszystkich, którzy pracują dla swych rodzin. Praca jest częścią naszego ziemskiego życia i nawet w raju Adam powołany został do pracy, do uprawiania ziemi w ogrodzie Eden. Jednak po grzechu pierworodnym praca ta jest trudna: w pocie czoła będziesz spożywał twój chleb, mówi Pismo Święte. Stąd pokusa do lenistwa i bezczynności, do zaprzestania pracy. Jednak u świętego Józefa widzimy pilność, nadzwyczaj wierne wypełnianie obowiązków stanu. Jest więc w tym dla nas przykładem, wzorem, do którego musimy się modlić.
A ponieważ święty Józef jest zwierciadłem cierpliwości, miłośnikiem ubóstwa i wzorem rzemieślników, logiczną konsekwencję tego widzimy w kolejnym wezwaniu: jest on prawdziwą ozdobą, chwałą życia rodzinnego.
Ozdobo życia rodzinnego, módl się za nami!
Święty Józef posiadał wszystkie cnoty, czyniące z niego wzór człowieka, wzór męża oraz wzór ojca. Dlatego prawdziwie jest on chwałą, ozdobą życia rodzinnego, chwałą człowieka, który powołany jest do tego, być przywódcą, filarem rodziny, tym którego powołaniem jest strzec i żywić życie, by mogło ono kwitnąć i przynosić owoc w postaci powołań zakonnych.
Doprowadza nas to do kolejnej inwokacji:
Opiekunie dziewic, módl się za nami!
Prawdziwie chrześcijański dom jest środowiskiem, w którym rodzą się i podtrzymywane są powołania. Cnota miłości Boga i bliźniego znajduje swój pierwszy wyraz w domu, a pierwszym kontaktem każdego dziecka z miłością jest miłość jaką żywią do niego rodzice oraz jaką okazują sobie wzajemnie. Dlatego świętość domu chrześcijańskiego jest absolutnie konieczna dla rodzenia powołań duchownych.
Jednak powołanie zakonne determinowane są w sposób szczególny przez ojca. Powołania do kapłaństwa rodzą się częściej pod wpływem matki, jak to możemy zobaczyć nawet w życiu Chrystusa Pana – to Najświętsza Maryja Panna stać będzie pod Krzyżem, a nie święty Józef. Wedle Tradycji święty Józef odszedł po swą wieczną nagrodę już przed Męką Pana Jezusa, a często wpływ ojca zmniejsza się, gdy syn zakłada własną rodzinę. Jest to prawdziwe nie tylko w zakładaniu rodziny fizycznej, ale i duchowej. Jednak wpływ matki będzie odczuwalny przez całe życie, zwłaszcza w tym co dotyczy wydawaniu na ten świat nowego życia, w dzieciach.
Jednak dla powołań zakonnych, zwłaszcza żeńskich, często znaczącą rolę odgrywa właśnie ojciec. Miłość córki do ojca jest jedynie figurą i przygotowaniem do miłości, jaką darzyć będzie Zbawiciela i Boga Ojca, którym ofiaruje swe własne życie. Dlatego święty Józef, ojciec Świętej Rodziny i jej opiekun jest wzorem dla wszystkich zakonników, jest patronem powołań zakonnych.
Ojciec rodziny musi być centrum, w którym wszystkie rzeczy znajdą właściwe miejsce oraz wsparcie. W swej Opatrzności Bóg ustanowił rodzinę w taki sposób, że posiada ona swa oś centralną, wokół której obracają się wszystkie inne planety i tym centralnym punktem jest ojciec. Ojciec musi być punktem, do którego odnoszone są wszystkie sprawy – jego autorytet, jego charakter i jego siła są filarami, na których wspiera się rodzina. Święty Józef był głową Świętej Rodziny, dlatego prosimy go:
Podporo rodzin, módl się za nami!
Kolejne trzy wezwania skierowane są do świętego Józefa jako do szczególnego patrona trzech grup ludzi. Wszystkie one w sposób szczególny potrzebują opieki z powodu szczególnych niebezpieczeństw im zagrażających. Dlatego mamy trzy wezwania do świętego Józefa, pierwsze z nich odnosi się do tych, którzy znajdują się generalnie w potrzebie, w skrajnej potrzebie pomocy, ponieważ są nieszczęśliwi:
Pociecho nieszczęśliwych, módl się za nami!
Ponieważ święty Józef jest w głównej mierze opiekunem, posiada naturalną skłonność do troski o tych, którzy znajdują się w największej potrzebie. Jest pociechą, co oznacza, że jest pocieszycielem i pomocnikiem. Są jednak również inni, którzy też cierpią, ale potrzebują raczej nadziei. Są to ci, którzy cierpią w wyniku chorób. Choroba może być albo źródłem wielu łask, albo zapowiedzią śmierci. W obu przypadkach potrzebna jest specjalna cnota nazywana nadzieją, dzięki której zwracamy się do Boga o pomoc niezbędną do osiągnięcia naszego ostatecznego celu. Święty Józef posiada szczególną godność, dzięki której może pomóc nam w zyskaniu tej cnoty, dlatego też zwracamy się do niego w kolejnym wezwaniu:
Nadziejo chorych, módl się za nami!
Ta nadzieja nie jest jedynie nadzieją na odzyskanie zdrowia, gdyż niezależnie od tego, ile razy wyzdrowiejemy, ostatecznie spotka nas choroba, która doprowadzi do naszej śmierci. Jeśli nie umrzemy wskutek choroby, śmierć spotka nas z jakiegoś innego powodu. Niezależnie od tego, w jaki sposób Bóg zabierze nas z tego świata, chcielibyśmy znajdować się wówczas pod opieką Matki Bożej i przyjąć Chrystusa Pana w Wiatyku. Święty Józef, jak wiemy z Tradycji, zmarł przed rozpoczęciem publicznej działalności Pana Jezusa, jednak w obecności Jego oraz Najświętszej Maryi Panny. Takiej śmierci życzylibyśmy również sobie, a ponieważ śmierć świętego Józefa była wzorcowa, w pokoju czystego sumienia i ze świadomością wypełnienia swych obowiązków stanu, jest on również patronem umierających. Dlatego zwracamy się do niego:
Patronie umierających, módl się za nami!
I na koniec dochodzimy do dwóch wezwań, które stanowią logiczną parę, pierwsze dotyczy wrogów łaski, drugie natomiast samego narzędzia łaski.
Najpierw modlimy się do świętego Józefa, by chronił nas przed wrogami łaski, a głównym spośród nich jest diabeł. Jako kusiciel zagraża nam swymi podstępami i jak widzimy w historii pierwszych rodziców, nawet sama rozmowa z diabłem może sprowadzić wielkie problemy. Chcemy więc, by był od nas z dala – a jest pewna osoba, której boi się on szczególnie. Obawia się on zwłaszcza Matki Bożej, ponieważ nigdy nie miała udziału z nim, podobnie boi się Chrystusa Pana, który jest samym Bogiem. Niemniej jednak oboje oni znajdowali się pod opieką człowieka, którego siła duszy dała mu prawo do stania się głową Świętej Rodziny, a człowiekiem tym był święty Józef.
Jeśli pamiętamy, że święty Józef, jak już widzieliśmy, był jedynym członkiem Świętej Rodziny, który znał konsekwencje grzechu pierworodnego i który musiał toczyć osobistą walkę z pożądliwościami ciała, pożądliwościami oczu i pychą tego żywota, możemy wyobrazić sobie, jak wielkie musiały być jego zasługi. Dla diabła zwycięstwo świętego Józefa było szczególnie dotkliwe, gdyż nie było żadnego specjalnego przywileju, na mocy którego Józef były wyłączony spod jego panowania. Najświętsza Maryja Panna w pewnym sensie wymknęła się jego zakusom, a Zbawiciel nigdy nie miał z nim żadnego udziału – jednak święty Józef w prawdziwym sensie tego słowa jest dowodem na to, że nasza wolna wola przy pomocy łaski jest w stanie przezwyciężyć pokusę. A to było dla diabła porażką najbardziej upokarzającą. Dlatego diabeł boi się panicznie świętego Józefa, my zaś modlimy się do niego o pomoc w przezwyciężeniu pokusy:
Postrachu duchów piekielnych, módl się za nami!
I na koniec, na zakończenie Litanii, znajdujemy to, co moglibyśmy nazwać najwyższą nagrodą świętego Józefa. Najświętsza Maryja Panna, pod koniec swego ziemskiego życia, została wzięta do nieba i tam ukoronowana. Jest to w pewien sposób naturalna konsekwencja Jej roli jako Matki Boga oraz nagroda za Jej wierność tym łaskom. W życiu świętego Józefa widzimy coś podobnego, pod koniec swego życia umiera w ramionach tych samych dwóch Osób, których opiece poświęcił swe życie, Chrystusa Pana oraz Najświętszej Dziewicy, i jako nagroda za tą opiekę dana mu zostaje opieka nad całym Mistycznym Ciałem Zbawiciela, czyli Kościołem Świętym.
Patronie Kościoła, módl się za nami!
Dlatego właśnie na samym końcu wypowiadamy słowa z księgi Genesis, stosujące się początkowo do Józefa, który rządził w Egipcie obok Faraona: Ustanowił go panem domu swego i zarządcą wszystkich posiadłości swoich. Święty Józef, w nagrodę za swą ziemską opiekę nad Zbawicielem, otrzymał opiekę nad całym dziełem Zbawiciela, czyli Kościołem.
Tak więc, drodzy wierni, módlmy się w sposób szczególny do świętego Józefa, zwłaszcza w tych czasach, których przyszło nam żyć.
Dopiero w ostatnich czasach nabożeństwo do św. Józefa naprawdę rozkwitło. Zawsze był czczony jako święty. Ale pod pewnymi względami nie czczono go w pełni, nie znając wszystkich należnych mu przywilejów. Żydzi źle zrozumieli posłannictwo Mesjasza, odnosząc je tylko do ziemskiego, materialnego królestwa i w konsekwencji nie zrozumieli Jezusa Chrystusa. Pan Jezus musiał wręcz ukrywać się przed nimi, by zapobiec temu nieporozumieniu. Podobnie świat rozumie tylko materialny wymiar ojcostwa jako pokrewieństwa według ciała. Dlatego też nabożeństwo do świętego Józefa, do jego duchowego ojcostwa musiało pozostać ukryte aby zapobiec nieporozumieniom.
Dlatego dopiero od reformacji, a zwłaszcza dzięki wielkiej świętej Teresie z Avila nabożeństwo do świętego Józefa rozkwitło w całej wspaniałości. A to dlatego że autorytet i godność ojcostwa zostały zaatakowane przez reformację odrzucającą autorytet Kościoła. I szczególnie w tym czasie, kiedy ten straszny współczesny świat z trudem zachowuje pojęcie czysto biologicznego ojcostwa jest nam ukazany przykład świętego Józefa. Nabożeństwo do świętego Józefa jest lekarstwem dla współczesnego świata, dla współczesnego człowieka.
Obecnie żyjemy w bezprecedensowym kryzysie Kościoła. Jesteśmy świadkami krzyżowania Kościoła. Stąd jesteśmy w sytuacji podobnej do tej, w jakiej był święty Józef kiedy N.M.P wróciła ze jej kuzynki Elżbiety. Widzimy sługi Kościoła popełniające straszne rzeczy, posuwające się nawet do nauczania przeciwnego wierze. Zatem możemy być kuszeni aby zaprzeczyć świętości Kościoła. Możemy zwątpić w Jego cnotę, Jego Boską misję, podobnie jak święty Józef mógł zwątpić w cnotę Najświętszej Panny. A zatem mamy pokusę nadmiernej surowości i moglibyśmy niszczyć Kościół zgorzkniałą gorliwością. Jak sedewakantyści, którzy sądzą, że mogą sobie przypisać tytuł Papieża. Którzy posuwają się tak daleko, żeby powiedzieć, że poza nimi i może ich przyjaciółmi nikt nie jest katolikiem. Podobnie jak święty Józef był kuszony aby ukamienować Najświętszą Marię Pannę. Niech Bóg broni.
Ale nie możemy popaść też w przeciwną pokusę twierdząc, że nic się nie stało. Rzeczywistość kryzysu jest obecna. Nie możemy usiąść i nic nie robić. Nie możemy zaakceptować Nowej Mszy. Nie możemy zaakceptować nowych Sakramentów. Nie możemy zaakceptować nowej doktryny.
I dlatego jesteśmy w sytuacji podobnej do tej w jakiej był święty Józef. Nie jesteśmy liberałami, którzy chowają głowę w piasek ignorując prawa Boga i Jego Kościoła. Ani nie jesteśmy sedewakantystami, którzy niszczą wszystko, czego się dotkną. Jesteśmy Katolikami. Po prostu robimy to co Kościół robił zawsze. Po prostu zachowujemy wiarę. I żeby zachować wiarę musimy cierpieć podobnie jak musiał cierpieć święty Józef.
Ale kryzys się skończy. Jesteśmy tego pewni. I rozwiązanie prawdopodobnie nadejdzie jak w przypadku świętego Józefa w środku nocy. Bóg się nie zmienia, a to jest Jego Kościół. Módlcie się do świętego Józefa, drodzy wierni. Módlcie się do niego. Módlcie się do niego prosząc o jego cierpliwość, jego pokorę i jego siłę. On także czuwa nad Kościołem jak cierpliwy ojciec.
Drodzy wierni, żyjemy w czasach głodu. Żyjemy na duchowej pustyni. Żyjemy w czasach podobnych do tych lat w Egipcie, kiedy ludzie wołali do Faraona aby dał im pokarm. Zróbmy więc to co Faraon odpowiedział tym ludziom: Idźcie do Józefa i zróbcie wszystko co wam powie. (Rdz 41,55)
o Litaniach do św. Józefa - 5
Doszliśmy więc w Litanii do świętego Józefa do kolejnej grupy złożonej z sześciu wezwań, tym razem jednak wezwania te odnoszą się do konkretnych cnót świętego Józefa. Podczas gdy uprzednio zwracaliśmy się do niego wspominając jego godności i urzędy, obecnie kierujemy się ku cnotom, dzięki którym godności te wysłużył.
Zwróćmy uwagę, że wszystkie cnoty wyliczane są w stopniu najwyższym: Józefie najsprawiedliwszy etc. Jest tak dlatego, że w cnotach tych święty Józef jest z pewnością wzorem, praktykując je w stopniu wybitnym. Przypatrzmy się więc każdej z nich, a przede wszystkim prośmy świętego Józefa o pomoc w ich praktykowaniu w naszym codziennym życiu.
Pierwszą z tych cnót jest cnota sprawiedliwości:
Józefie najsprawiedliwszy, módl się za nami!
Również Ewangelia wymienia cnotę sprawiedliwości w odniesieniu do osoby świętego Józefa: „Józef zaś, mąż jej, będąc sprawiedliwy (…)” (Mt 1,19).
Sprawiedliwość dotyczy zwłaszcza naszych relacji z innymi, innymi słowy, określa czy oddajemy każdemu to, co mu się należy. Rozumiemy więc, że dla stróża czy zarządcy cnota sprawiedliwości jest najważniejsza, ponieważ stróż zazwyczaj strzeże tego, co mu zostało powierzone przez kogoś innego, zarządca zaś musi oddać to, co mu zawierzono. A ponieważ świętemu Józefowi powierzona była Matka Boża oraz Druga Osoba Trójcy Przenajświętszej, musimy z tego wyciągnąć wniosek, że posiadał on tę cnotę w stopniu wybitnym.
Sprawiedliwość dotyczy relacji z innymi, w tym również z samym Bogiem. Dlatego właśnie cnota religijności i pobożności, są elementami cnoty sprawiedliwości. Oczywiści nigdy nie jesteśmy w stanie oddać Bogu wszystkiego, co od Niego otrzymujemy, jest On również nieskończony, stąd nigdy nie możemy oddać Mu tego co jesteśmy Mu winni, tak więc sprawiedliwości w życiu doczesnym będzie zawsze niedoskonała. Jednak spośród wszystkich ludzi, którzy żyli na ziemi, święty Józef był najsprawiedliwszy, ponieważ całe jego życie ukierunkowane było na cześć należną Bogu – był On opiekunem i stróżem Syna Bożego. Dlatego każdy z jego czynów był również aktem religijnym, jako ukierunkowany na Osobę Boga. W tym sensie powołanie świętego Józefa jest najznakomitszym aktem religii.
Wiele z naszych aktów o charakterze religijnym dotyczy zachowywania świętości rzeczy Bożych. Na przykład nasze poranne ofiarowanie, polecenie nowego dnia Bogu, czy też zachowywanie naszej duszy czystej od grzechu, by Bóg mógł zamieszkać w niej poprzez łaskę jak w swej świątyni. Również rozmaite czynności wykonywane podczas Mszy, klękanie, śpiew, są aktami mającymi na celu oddanie czci należnej Bogu i Zbawicielowi. Klękamy do Komunii świętej, ponieważ przyjmujemy w tym momencie Ciało Zbawiciela, co w sposób nieskończony przewyższa naszą godność – klękamy wiec, by oddać cześć należną Bogu.
Widzimy, że całe życie świętego Józefa ukierunkowane było nie tylko na oddawanie czci należnej Bogu, ale też na ochronę Syna Bożego przed wszelkimi niebezpieczeństwami. To święty Józef uratuje Zbawiciela świata przed zakusami króla Heroda. To on opiekować się będzie w swym domu samym Bogiem i cały codzienny trud znosić właśnie dla dobra Bożego Syna. Widzimy wiec, że każda czynność wykonywana przez świętego Józefa miała charakter religijny, miała na celu oddanie czci należnej Bogu. Święty Józef był prawdziwie najsprawiedliwszy, ponieważ samo jego powołanie było aktem religijnym, aktem sprawiedliwości.
W pewien sposób powołanie świętego Józefa przypomina powołanie kapłana. Kapłan, jak wiecie, jest człowiekiem poświeconym przede wszystkim religii, człowiekiem poświeconym sprawom Bożym. Święty Józef, choć nigdy nie był kapłanem w tym sensie, że nigdy nie składał ofiary, był niemniej wezwany do wykonywania podobnej do kapłańskiej funkcji, polegającej na ochronie świętości rzeczy Bożych, w tym przypadku samego Syna Bożego. Tak jak kapłan musi bronić Najświętszy Sakrament przed niebezpieczeństwem i świętokradztwem, tak również święty Józef strzeże Dziecię Jezus od wszelkich niebezpieczeństw.
Tą zbliżoną do kapłańskiej funkcję świętego Józefa przywodzi na myśl również obowiązek całkowitej czystości, którą ślubuje kapłan. Tak więc w naturalny sposób dochodzimy do kolejnej cnoty świętego Józefa, o której wspomina Litania:
Józefie najczystszy, módl się za nami!
Mówiliśmy już o czystości świętego Józefa, być może moglibyśmy uwypuklić ją lepiej w odniesieniu do jego quasi-kapłańskiej funkcji. Jak wiecie, również Kościół wymaga od swych sług doskonałej czystości, nie wolno im więc wchodzić w związki małżeńskie. Istnieje po temu niezwykle istotny powód.
Oczywiście jest też znany powszechnie powód - kapłan reprezentuje Chrystusa Pana, który sam nigdy małżeństwa nie zawarł. Jest to jednak przyczyna mniej istotna, czy też symboliczna. Kapłan wyświęcany jest zasadniczo dla Ofiary Mszy, to dla tej konkretnej przyczyny przyjmuje święcenia. Podczas Mszy kapłan mówi nad Hostią: to jest ciało moje. Zauważmy, że nie mówi: to jest Ciało Chrystusa, ale ciało moje, ponieważ w tym momencie jest on narzędziem Zbawiciela i wyświęconym sługą Kościoła. Dokonuje tego samego aktu, który dokonał się na Kalwarii, ofiarowania Syna Bożego, jednak na sposób sakramentalny. Chleb i wino, pod których postaciami obecne są Ciało i Krew Zbawiciela, są w sakramentalny sposób rozdzielane, ofiarowane – w sposób identyczny z rozdzieleniem Ciała i Krwi Zbawiciela na Krzyżu.
Zauważmy raz jeszcze, że kapłan mówi: to jest ciało moje. W Ewangeliach czytamy o sakramencie małżeństwa: „Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się z żoną swoją, i będą dwoje w jednym ciele” (Mt 19,5). Dwoje w jednym ciele. Dlatego kiedy mąż spogląda na żonę, może powiedzieć: to jest ciało moje, jak pisze święty Paweł w liście do Efezjan, we fragmencie czytanym podczas Mszy ślubnej: „Tak i mężowie powinni miłować żony swoje jak swoje ciało. Kto miłuje żonę swoją, siebie samego miłuje” (Ef 528). W podobny sposób żona może spoglądać na męża i zgodnie z prawdą powiedzieć, że należy on do niej, że jest jej głową, jej ciałem.
Dlatego też kapłan, gdy przystępuje do ołtarza, gdy mówi: to jest ciało moje, nie mógłby tego powiedzieć uczciwie poza sytuacją, gdyby sam tylko miał prawo do swojego ciała. A sakrament małżeństwa oddaje to prawo innej osobie. Nie mógłby całkowicie dysponować swym ciałem, nie mógłby być narzędziem Chrystusa Pana, poza sytuacja gdy mógłby powiedzieć „to jest ciało moje” bez zastrzeżenia do woli innej osoby. Z tego właśnie powodu nawet w Kościele Wschodnim, gdzie tolerowane jest wyświecanie mężczyzn żonatych, jest to możliwe jedynie za zgodą żony. Po przyjęciu sakramentu święceń zawarcie małżeństwa jest jednak niemożliwe, z tego prostego powodu, że kapłan nie ma już władzy do oddania praw nad swym ciałem innej osobie, po tym, jak złożył ślub służby Bogu.
A więc, wracając do świętego Józefa, widzimy podobieństwo pomiędzy jego urzędem obrońcy czci należnej Bogu i Jego Matce, a obowiązkiem zachowywania doskonałej czystości, choć obowiązek ten wynikał z macierzyństwa Najświętszej Dziewicy. Była Ona tą, która dała ciało Synowi Bożemu, niejako ze swego niepokalanego ciała. To Ona była wybranym narzędziem, przez które Bóstwo przyszło na ten świat, to Ona ofiarowała swe ciało i krew dla tajemnicy Wcielenia. Dlatego święty Józef był stróżem Jej czystości, był opiekunem Tej, która ofiarowała swe ciało dla dzieła Odkupienia.
Oczywiście wszystkie cnoty praktykowane być muszą w sposób właściwy i stosowny do okoliczności. Doprowadza nas to do kolejnej cnoty wspominanej w Litanii, czyli cnoty roztropności:
Józefie najroztropniejszy, módl się za nami!
Roztropność jest cnotą, pozwalająca na prawidłowy osąd w kwestii naszego postępowania w konkretnych okolicznościach. To dzięki tej cnocie, mającej swe źródło w intelekcie, dostrzega się różne możliwości, osądza okoliczności i znając cel, który należy osiągnąć, wybiera najodpowiedniejsze po temu środki. Jest to więc cnota wymagana zwłaszcza wśród przywódców, ponieważ to oni muszą decydować i kierować wszystko ku określonemu celowi.
Zauważmy, że roztropność nie polega po prostu na unikaniu trudności. Przeciwnie, człowiekiem roztropnym nie jest taki, który ich unika, ale taki, który z wyprzedzeniem przewiduje trudności i czyni co w jego mocy, by osiągnąć zamierzony cel.
Dla świętego Józefa celem tym było najtrudniejsze dzieło: zbawienie rodzaju ludzkiego przez Syna Bożego, będącego jego przybranym dzieckiem. Widzieliśmy w jego usiłowaniach wybitną roztropność, zwłaszcza w decyzji podjętej po poznaniu zbliżającego się macierzyństwa Najświętszej Dziewicy. Ta ludzka roztropność była niejako naturalną glebą, która umożliwiła rozkwit nadprzyrodzonej cnoty roztropności, tak że jedynym czego naprawdę brakowało świętemu Józefowi, była znajomość faktu Zwiastowania. Dlatego też poinformowany został o tym przez anioła, gdyż dzięki swej cnocie wysłużył sobie łaskę otrzymania wiadomości od samego Boga.
A jednak sama tylko wiedza na temat sytuacji i okoliczności, choć konieczna dla roztropności, nie wystarcza. Trzeba mieć również siłę konieczną dla realizacji najlepszego rozwiązania. W ten sposób dochodzimy do kolejnej cnoty:
Józefie najmężniejszy, módl się za nami!
Święty Józef był opiekunem i to najczystszym. Już to mówi wiele o jego wielkiej sile i męstwie. Zauważmy, że nie chodzi tu o siłę fizyczną, ale duchową. Siła mierzona jest nie tyle wielkością muskułów, co stałością i panowaniem nad sobą. Każdy może demonstrować siłę przez krótki czas, jednak prawdziwe męstwo nie jest działaniem czasowym, ale cierpliwym stosowaniem siły, aż do osiągnięcia zamierzonego celu.
I widzimy, że na końcu Zbawiciel mówi na Krzyżu: dokonało się. Misja została zakończona sukcesem, rodzaj ludzki został odkupiony. Wiemy jednak z Ewangelii, że Chrystus Pan nie mógłby umrzeć na Krzyżu ani zbawić ludzkości, gdyby święty Józef nie uratował Go wpierw przed prześladowaniem ze strony króla Heroda.
Ta siła i męstwo świętego Józefa wynikają zwłaszcza z faktu, że był on posłuszny. Bóg powiedział do niego: uchodź do Egiptu, i Józef wyjechał. Bóg powiedział: nie lękaj się wziąć Maryi jako twojej małżonki, i Józef przyjął Ją do swego domu. Józef jest pod każdym względem człowiekiem posłuszeństwa i to posłuszeństwo czyni jego siłę Boską, gdyż nakazy te pochodzą od Bożej woli. Zwracamy się więc do świętego Józefa:
Józefie najposłuszniejszy, módl się za nami!
Na koniec, jako konkluzja, dochodzimy do cnoty, będącej niejako streszczeniem wszystkich poprzednich: do wierności.
Wierność oznacza przede wszystkim dotrzymywanie słowa, bycie wiernym obietnicy. I jest to element cnoty sprawiedliwości. To właśnie ta wierność Najświętszej Dziewicy oraz Jej powołaniu uczyniła Józefa najczystszym. Wierność swym obowiązkom i troska o ich wypełnianie w sposób właściwy uczyniły go roztropnym. Wierność ta manifestowana była przez jego siłę, przez fakt, że był zawsze obecny jako opiekun Matki Bożej i Chrystusa Pana. Nawet jego posłuszeństwo jest jedynie echem jego wierności, wierności będącej w pewnym sensie echem Bożego posłuszeństwa wobec swej własnej obietnicy.
Widzimy więc, że wszystkie te cnoty zawrzeć można w wierności i rozumiemy, dlaczego powinniśmy prosić świętego Józefa zwłaszcza o wierność. Jeśli pozostaniemy wierni naszym obowiązkom stanu, wszystkie inne cnoty pojawią się w sposób naturalny. Jeśli pozostaniemy wierni naszym słowom, konsekwencją tego będą uczynki. Zakończmy wiec tę konferencję gorąca prośbą skierowaną do świętego Józefa:
Józefie najwierniejszy, módl się za nami!
Zwróćmy uwagę, że wszystkie cnoty wyliczane są w stopniu najwyższym: Józefie najsprawiedliwszy etc. Jest tak dlatego, że w cnotach tych święty Józef jest z pewnością wzorem, praktykując je w stopniu wybitnym. Przypatrzmy się więc każdej z nich, a przede wszystkim prośmy świętego Józefa o pomoc w ich praktykowaniu w naszym codziennym życiu.
Pierwszą z tych cnót jest cnota sprawiedliwości:
Józefie najsprawiedliwszy, módl się za nami!
Również Ewangelia wymienia cnotę sprawiedliwości w odniesieniu do osoby świętego Józefa: „Józef zaś, mąż jej, będąc sprawiedliwy (…)” (Mt 1,19).
Sprawiedliwość dotyczy zwłaszcza naszych relacji z innymi, innymi słowy, określa czy oddajemy każdemu to, co mu się należy. Rozumiemy więc, że dla stróża czy zarządcy cnota sprawiedliwości jest najważniejsza, ponieważ stróż zazwyczaj strzeże tego, co mu zostało powierzone przez kogoś innego, zarządca zaś musi oddać to, co mu zawierzono. A ponieważ świętemu Józefowi powierzona była Matka Boża oraz Druga Osoba Trójcy Przenajświętszej, musimy z tego wyciągnąć wniosek, że posiadał on tę cnotę w stopniu wybitnym.
Sprawiedliwość dotyczy relacji z innymi, w tym również z samym Bogiem. Dlatego właśnie cnota religijności i pobożności, są elementami cnoty sprawiedliwości. Oczywiści nigdy nie jesteśmy w stanie oddać Bogu wszystkiego, co od Niego otrzymujemy, jest On również nieskończony, stąd nigdy nie możemy oddać Mu tego co jesteśmy Mu winni, tak więc sprawiedliwości w życiu doczesnym będzie zawsze niedoskonała. Jednak spośród wszystkich ludzi, którzy żyli na ziemi, święty Józef był najsprawiedliwszy, ponieważ całe jego życie ukierunkowane było na cześć należną Bogu – był On opiekunem i stróżem Syna Bożego. Dlatego każdy z jego czynów był również aktem religijnym, jako ukierunkowany na Osobę Boga. W tym sensie powołanie świętego Józefa jest najznakomitszym aktem religii.
Wiele z naszych aktów o charakterze religijnym dotyczy zachowywania świętości rzeczy Bożych. Na przykład nasze poranne ofiarowanie, polecenie nowego dnia Bogu, czy też zachowywanie naszej duszy czystej od grzechu, by Bóg mógł zamieszkać w niej poprzez łaskę jak w swej świątyni. Również rozmaite czynności wykonywane podczas Mszy, klękanie, śpiew, są aktami mającymi na celu oddanie czci należnej Bogu i Zbawicielowi. Klękamy do Komunii świętej, ponieważ przyjmujemy w tym momencie Ciało Zbawiciela, co w sposób nieskończony przewyższa naszą godność – klękamy wiec, by oddać cześć należną Bogu.
Widzimy, że całe życie świętego Józefa ukierunkowane było nie tylko na oddawanie czci należnej Bogu, ale też na ochronę Syna Bożego przed wszelkimi niebezpieczeństwami. To święty Józef uratuje Zbawiciela świata przed zakusami króla Heroda. To on opiekować się będzie w swym domu samym Bogiem i cały codzienny trud znosić właśnie dla dobra Bożego Syna. Widzimy wiec, że każda czynność wykonywana przez świętego Józefa miała charakter religijny, miała na celu oddanie czci należnej Bogu. Święty Józef był prawdziwie najsprawiedliwszy, ponieważ samo jego powołanie było aktem religijnym, aktem sprawiedliwości.
W pewien sposób powołanie świętego Józefa przypomina powołanie kapłana. Kapłan, jak wiecie, jest człowiekiem poświeconym przede wszystkim religii, człowiekiem poświeconym sprawom Bożym. Święty Józef, choć nigdy nie był kapłanem w tym sensie, że nigdy nie składał ofiary, był niemniej wezwany do wykonywania podobnej do kapłańskiej funkcji, polegającej na ochronie świętości rzeczy Bożych, w tym przypadku samego Syna Bożego. Tak jak kapłan musi bronić Najświętszy Sakrament przed niebezpieczeństwem i świętokradztwem, tak również święty Józef strzeże Dziecię Jezus od wszelkich niebezpieczeństw.
Tą zbliżoną do kapłańskiej funkcję świętego Józefa przywodzi na myśl również obowiązek całkowitej czystości, którą ślubuje kapłan. Tak więc w naturalny sposób dochodzimy do kolejnej cnoty świętego Józefa, o której wspomina Litania:
Józefie najczystszy, módl się za nami!
Mówiliśmy już o czystości świętego Józefa, być może moglibyśmy uwypuklić ją lepiej w odniesieniu do jego quasi-kapłańskiej funkcji. Jak wiecie, również Kościół wymaga od swych sług doskonałej czystości, nie wolno im więc wchodzić w związki małżeńskie. Istnieje po temu niezwykle istotny powód.
Oczywiście jest też znany powszechnie powód - kapłan reprezentuje Chrystusa Pana, który sam nigdy małżeństwa nie zawarł. Jest to jednak przyczyna mniej istotna, czy też symboliczna. Kapłan wyświęcany jest zasadniczo dla Ofiary Mszy, to dla tej konkretnej przyczyny przyjmuje święcenia. Podczas Mszy kapłan mówi nad Hostią: to jest ciało moje. Zauważmy, że nie mówi: to jest Ciało Chrystusa, ale ciało moje, ponieważ w tym momencie jest on narzędziem Zbawiciela i wyświęconym sługą Kościoła. Dokonuje tego samego aktu, który dokonał się na Kalwarii, ofiarowania Syna Bożego, jednak na sposób sakramentalny. Chleb i wino, pod których postaciami obecne są Ciało i Krew Zbawiciela, są w sakramentalny sposób rozdzielane, ofiarowane – w sposób identyczny z rozdzieleniem Ciała i Krwi Zbawiciela na Krzyżu.
Zauważmy raz jeszcze, że kapłan mówi: to jest ciało moje. W Ewangeliach czytamy o sakramencie małżeństwa: „Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się z żoną swoją, i będą dwoje w jednym ciele” (Mt 19,5). Dwoje w jednym ciele. Dlatego kiedy mąż spogląda na żonę, może powiedzieć: to jest ciało moje, jak pisze święty Paweł w liście do Efezjan, we fragmencie czytanym podczas Mszy ślubnej: „Tak i mężowie powinni miłować żony swoje jak swoje ciało. Kto miłuje żonę swoją, siebie samego miłuje” (Ef 528). W podobny sposób żona może spoglądać na męża i zgodnie z prawdą powiedzieć, że należy on do niej, że jest jej głową, jej ciałem.
Dlatego też kapłan, gdy przystępuje do ołtarza, gdy mówi: to jest ciało moje, nie mógłby tego powiedzieć uczciwie poza sytuacją, gdyby sam tylko miał prawo do swojego ciała. A sakrament małżeństwa oddaje to prawo innej osobie. Nie mógłby całkowicie dysponować swym ciałem, nie mógłby być narzędziem Chrystusa Pana, poza sytuacja gdy mógłby powiedzieć „to jest ciało moje” bez zastrzeżenia do woli innej osoby. Z tego właśnie powodu nawet w Kościele Wschodnim, gdzie tolerowane jest wyświecanie mężczyzn żonatych, jest to możliwe jedynie za zgodą żony. Po przyjęciu sakramentu święceń zawarcie małżeństwa jest jednak niemożliwe, z tego prostego powodu, że kapłan nie ma już władzy do oddania praw nad swym ciałem innej osobie, po tym, jak złożył ślub służby Bogu.
A więc, wracając do świętego Józefa, widzimy podobieństwo pomiędzy jego urzędem obrońcy czci należnej Bogu i Jego Matce, a obowiązkiem zachowywania doskonałej czystości, choć obowiązek ten wynikał z macierzyństwa Najświętszej Dziewicy. Była Ona tą, która dała ciało Synowi Bożemu, niejako ze swego niepokalanego ciała. To Ona była wybranym narzędziem, przez które Bóstwo przyszło na ten świat, to Ona ofiarowała swe ciało i krew dla tajemnicy Wcielenia. Dlatego święty Józef był stróżem Jej czystości, był opiekunem Tej, która ofiarowała swe ciało dla dzieła Odkupienia.
Oczywiście wszystkie cnoty praktykowane być muszą w sposób właściwy i stosowny do okoliczności. Doprowadza nas to do kolejnej cnoty wspominanej w Litanii, czyli cnoty roztropności:
Józefie najroztropniejszy, módl się za nami!
Roztropność jest cnotą, pozwalająca na prawidłowy osąd w kwestii naszego postępowania w konkretnych okolicznościach. To dzięki tej cnocie, mającej swe źródło w intelekcie, dostrzega się różne możliwości, osądza okoliczności i znając cel, który należy osiągnąć, wybiera najodpowiedniejsze po temu środki. Jest to więc cnota wymagana zwłaszcza wśród przywódców, ponieważ to oni muszą decydować i kierować wszystko ku określonemu celowi.
Zauważmy, że roztropność nie polega po prostu na unikaniu trudności. Przeciwnie, człowiekiem roztropnym nie jest taki, który ich unika, ale taki, który z wyprzedzeniem przewiduje trudności i czyni co w jego mocy, by osiągnąć zamierzony cel.
Dla świętego Józefa celem tym było najtrudniejsze dzieło: zbawienie rodzaju ludzkiego przez Syna Bożego, będącego jego przybranym dzieckiem. Widzieliśmy w jego usiłowaniach wybitną roztropność, zwłaszcza w decyzji podjętej po poznaniu zbliżającego się macierzyństwa Najświętszej Dziewicy. Ta ludzka roztropność była niejako naturalną glebą, która umożliwiła rozkwit nadprzyrodzonej cnoty roztropności, tak że jedynym czego naprawdę brakowało świętemu Józefowi, była znajomość faktu Zwiastowania. Dlatego też poinformowany został o tym przez anioła, gdyż dzięki swej cnocie wysłużył sobie łaskę otrzymania wiadomości od samego Boga.
A jednak sama tylko wiedza na temat sytuacji i okoliczności, choć konieczna dla roztropności, nie wystarcza. Trzeba mieć również siłę konieczną dla realizacji najlepszego rozwiązania. W ten sposób dochodzimy do kolejnej cnoty:
Józefie najmężniejszy, módl się za nami!
Święty Józef był opiekunem i to najczystszym. Już to mówi wiele o jego wielkiej sile i męstwie. Zauważmy, że nie chodzi tu o siłę fizyczną, ale duchową. Siła mierzona jest nie tyle wielkością muskułów, co stałością i panowaniem nad sobą. Każdy może demonstrować siłę przez krótki czas, jednak prawdziwe męstwo nie jest działaniem czasowym, ale cierpliwym stosowaniem siły, aż do osiągnięcia zamierzonego celu.
I widzimy, że na końcu Zbawiciel mówi na Krzyżu: dokonało się. Misja została zakończona sukcesem, rodzaj ludzki został odkupiony. Wiemy jednak z Ewangelii, że Chrystus Pan nie mógłby umrzeć na Krzyżu ani zbawić ludzkości, gdyby święty Józef nie uratował Go wpierw przed prześladowaniem ze strony króla Heroda.
Ta siła i męstwo świętego Józefa wynikają zwłaszcza z faktu, że był on posłuszny. Bóg powiedział do niego: uchodź do Egiptu, i Józef wyjechał. Bóg powiedział: nie lękaj się wziąć Maryi jako twojej małżonki, i Józef przyjął Ją do swego domu. Józef jest pod każdym względem człowiekiem posłuszeństwa i to posłuszeństwo czyni jego siłę Boską, gdyż nakazy te pochodzą od Bożej woli. Zwracamy się więc do świętego Józefa:
Józefie najposłuszniejszy, módl się za nami!
Na koniec, jako konkluzja, dochodzimy do cnoty, będącej niejako streszczeniem wszystkich poprzednich: do wierności.
Wierność oznacza przede wszystkim dotrzymywanie słowa, bycie wiernym obietnicy. I jest to element cnoty sprawiedliwości. To właśnie ta wierność Najświętszej Dziewicy oraz Jej powołaniu uczyniła Józefa najczystszym. Wierność swym obowiązkom i troska o ich wypełnianie w sposób właściwy uczyniły go roztropnym. Wierność ta manifestowana była przez jego siłę, przez fakt, że był zawsze obecny jako opiekun Matki Bożej i Chrystusa Pana. Nawet jego posłuszeństwo jest jedynie echem jego wierności, wierności będącej w pewnym sensie echem Bożego posłuszeństwa wobec swej własnej obietnicy.
Widzimy więc, że wszystkie te cnoty zawrzeć można w wierności i rozumiemy, dlaczego powinniśmy prosić świętego Józefa zwłaszcza o wierność. Jeśli pozostaniemy wierni naszym obowiązkom stanu, wszystkie inne cnoty pojawią się w sposób naturalny. Jeśli pozostaniemy wierni naszym słowom, konsekwencją tego będą uczynki. Zakończmy wiec tę konferencję gorąca prośbą skierowaną do świętego Józefa:
Józefie najwierniejszy, módl się za nami!
sobota, 27 marca 2010
o Litaniach do św. Józefa - 4
Przeczysty Stróżu Dziewicy, módl się za nami!
Zwróćmy uwagę, że urząd stróża wspomniany jest wraz z dziewictwem Najświętszej Maryi Panny. Głównym zadaniem świętego Józefa była ochrona Jej czystości, samemu również pozostając w najwyższym stopniu czystym, jak o tym później nadmienia Litania.
Samo słowo oznaczające po łacinie czystość, castitas, pochodzi od łacińskiego castra, co oznacza fortecę lub obóz warowny, chroniący swych mieszkańców od wszelkich niebezpieczeństw. Dla starożytnych w cnocie czystości było zawsze coś męskiego. Była skutkiem siły, a nie słabości. Przeciwnie, człowiek, który nie potrafi zachować czystości jest słaby, gdyż nie umie panować nad sobą samym.
Święty Tomasz uczy nas, że grzech pierworodny przechodzi poprzez zrodzenie. Innymi słowy, otrzymujemy go razem z ciałem od naszych rodziców. Od samego momentu naszego poczęcia nasze ciało podlega konsekwencjom grzechu pierworodnego, czyli pożądliwościom, cierpieniom i ostatecznie śmierci. Z tego właśnie powodu Najświętsza Maryja Panna zachowana została od grzechu od samego momentu poczęcia przez łaskę czy też przywilej, który nazywamy Niepokalanym Poczęciem. Narodziła się jednak na ten świat, dogłębnie skażony przez grzech pierworodny. Nie narodziła się w izolacji od reszty ludzkości, przeciwnie, była w pełnym znaczeniu jej członkiem. Tak więc choć sama wolna była od grzechu, otoczona była przez grzeszników.
Pozostawanie w kontakcie z grzesznikami oznaczało dla Maryi nie tylko wielkie cierpienie, ale i wielkie niebezpieczeństwo. Choć urodziła się wolna od grzechu, była wciąż istotą ludzką, istotą ludzką obdarzoną wolną wolą. Jak Ewa stworzona została w stanie łaski, wiemy jednak, że Ewa, nawet w raju, była w stanie popełnić grzech. Również Najświętsza Maryja Panna poczęta została w stanie łaski, nie miała jednak żyć w raju, ale na świecie zaćmionym przez grzech i błąd. Jeśli jedno drzewo wystarczyło, by skłonić do grzechu Ewę, możemy sobie jedynie wyobrażać, jak wiele okazji do okazywania nieposłuszeństwa prawu Bożemu miała Maryja.
A jednak Najświętsza Maryja Panna pozostałą wierna przez całe swe życie. Już w swej młodości była ofiarowana do świątyni, co wspominamy w kalendarzu liturgicznym dwudziestego pierwszego listopada. Tak więc od swej młodości żyła w bliskości Boga. Jednak w momencie Zwiastowania była już zaręczona z Józefem i to on jako pierwszy zapewniał Jej ochronę, zachowując nieskazitelną i nieskalaną przez ten świat. To, co mury świątyni zapewniały w jej najmłodszych latach, zastąpiły siła i czujność świętego Józefa. Był on fortecą otaczającą Arkę Przymierza, to on chronił Dom Złoty.
Ten obowiązek, który wziął na siebie święty Józef, by opiekować się młodą Dziewicą Maryją, był być może największym przywilejem, a równocześnie Jego największym krzyżem. Z pewnością jednym z głównych powodów jego cierpienia stała się sytuacja, gdy Najświętsza Maryja Panna powróciła od swej kuzynki Elżbiety, a wszyscy mogli już dostrzec u Niej oznaki bliskiego macierzyństwa. Jak wielkie cierpienia duszy musiał przechodzić, myśląc że zawiódł w swej misji, a jednak widząc w Jej oczach tę samą czystość, jaką pamiętał od zawsze. Jakaż to męka serca i uczuć, wiedzieć w sercu, że jest Ona czysta, a równocześnie widzieć, że rzeczywistość wydaje się w sposób tak wyraźny temu przeczyć. W tym epizodzie widzimy również wewnętrzną agonię świętego Józefa, nie tylko na poziomie uczuć, ale nawet zwątpienie w swe powołanie, w to czy był wierny swej misji chronienia czystości Najświętszej Dziewicy.
I jak już widzieliśmy, rozwiązanie jakie znalazł święty Józef, ludzkie rozwiązanie, nadal świadczy o jego pragnieniu opieki nad Maryją. Pomimo rzekomego grzechu, nadal chce Jej bronić przed niebezpieczeństwem. Zamiast Ją potępić i skazać na ukamienowanie, jak nakazywało prawo, decyduje się dyskretnie Ją odesłać. Próbuje chronić Jej reputację, nawet wówczas gdy Ją odprawia. Wszystko to świadczy o jego znakomitych kwalifikacjach jako stróża, jako tego, który strzeże rzeczy mu powierzonej, pomimo wszelkich cierpień, jakie może to na niego ściągnąć.
Kolejne dwie inwokacje również stanowią logiczną parę, uzupełniającą dwie poprzednie. Po tym, jak widzieliśmy świętego Józefa jako małżonka Matki Bożej, jako stróża Dziewicy, teraz widzimy go w jego relacji z jej Synem, naszym Panem Jezusem Chrystusem. Naturalną konsekwencją tego, że Józef jest małżonkiem Matki Bożej, jest fakt, ze jest również przybranym ojcem, czy też żywicielem Syna Bożego, dlatego mówimy:
Żywicielu Syna Bożego, módl się za nami!
Zauważmy, że Litania nazywa go przybranym ojcem. Choć oczywiście nie był on naturalnym ojcem Syna Bożego, niemniej jednak był Jego prawdziwym ojcem. Oznacza to, że posiadał pełnię władzy ojcowskiej, choć w innym sensie. Był niejako ojcem duchowym, podobnie jak jest nim kapłan. Nie ma on dzieci zrodzonych, ale dzieci wedle ducha, poczęte w prawdzie, jak mówi święty Paweł (1 Kor).
Tak więc we wszystkim, co w Świętej Rodzinie dotyczy wychowania, to właśnie Józef był głównym odpowiedzialnym, a zarazem pierwszym wzorem dla Dzieciątka Jezus. To od świętego Józefa nauczył się Chrystus swego rzemiosła, czyli ciesielki. To święty Józef prowadził rodzinę do Jerozolimy na święta religijne. To z imieniem Józefa łączone będzie imię Zbawiciela od początku Jego publicznej misji, ludzie będą mówili: czyż to nie jest syn Józefa? Wszystko to pokazuje, że święty Józef wykonywał pełnię władzy ojcowskiej i spełniał obowiązki z tego wynikające.
Ponieważ jednak głównym obowiązkiem ojca jest nie tylko uczyć i kierować, ale też bronić, Litania czyni wzmiankę o tej jego godności mówiąc:
Troskliwy Obrońco Chrystusa, módl się za nami!
Zauważmy w tym miejscu, że napotykamy tu słowo „Troskliwy” czyli ‚diligent’, co oznacza, że święty Józef wcale nie był starym i wyczerpanym człowiekiem, ale mężczyzną w pełni sił, energicznym, który pracował i wypełniał efektywnie swe obowiązki. Pilność implikuje nie tylko akceptację obowiązków, ale też wolę ich doskonałego wypełniania.
Ważne jest, byśmy zawsze starali się to naśladować. Bardzo często myślimy o naszych obowiązkach stanu jako o czymś, co trzeba wycierpieć, o czymś, co trzeba zrobić, choć niechętnie. Przeciwnie, nasze obowiązki stanu powinny być czymś, co lubimy robić, czymś, co traktujemy poważnie, czymś co staramy się wykonać w sposób możliwie doskonały. Istnieje bardzo mądre powiedzenie, że by być szczęśliwym nie powinno się robić tego, co lubią inni, ale powinno się lubić to, co się robi.
Wypełnianie obowiązków stanu jest najszybszą drogą do szczęścia, ponieważ są one tym, co wyznaczył nam sam Bóg. Bóg w swej Opatrzności wyznaczył każdemu z nas konkretne miejsce, konkretne zadanie. Bóg zawsze pragnie dobra dla całego rodzaju ludzkiego, ale również dla każdej poszczególnej osoby, na tyle na ile to możliwe i na tyle, na ile współpracujemy w tym Bożym planie. Tak więc konkretne obowiązki, jakie mamy, nasze powołanie są tym, co prowadzi nas do szczęścia najszybciej i najskuteczniej. Musimy jednak współpracować z tym planem, a nie działać przeciwko niemu.
To właśnie tę współpracę z planem Bożej Opatrzności nazwać możemy troskliwością, czy też pilnością, polegającą na dostosowywaniu naszej woli do woli wszechmocnego Boga. Jak mówi święty Paweł „Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam?”. Jeśli czynimy wolę Bożą, mamy gwarancję powodzenia i szczęścia – tak więc jedyną rzeczą, której nam niekiedy brak, jest ta pilność. Módlmy się więc o nią do świętego Józefa!
Następnie widzimy w Litanii, w ostatnim z pięciu tworzących tę grupę wezwań, inwokację streszczającą je wszystkie:
Głowo Najświętszej Rodziny, módl się za nami!
Ponieważ jest on małżonkiem a również przybranym ojcem, święty Józef jest głową Świętej Rodziny. Jest to sama w sobie głęboka tajemnica.
Chrystus, posiadając Boską naturę w całej jej pełni, ma wszelkie prawa do tytułu króla. Jest Stwórcą wszechrzeczy i bez Niego nic się nie stało, jak to czytamy podczas ostatniej Ewangelii w czasie Mszy. Boski atrybut mądrości właściwy jest dla drugiej Osoby Trójcy Przenajświętszej. Bóg rozporządza wszystkimi rzeczami wedle swej Mądrości, jak to czytamy w Księdze Mądrości (Sap 8,1). Tak jak wszystko zostało stworzone przez Słowo (J 1), tak również rządy nad wszechświatem dokonują się przez mądrość Bożą, przez naszego Pana Jezusa Chrystusa.
Zbawiciel jest królem również na prawie zdobywcy. Innymi słowy, Chrystus Pan umarł na Krzyżu, by wybawić nas od ogni piekielnych. Wszyscy rodzimy się w stanie grzechu pierworodnego, jako niewolnicy diabła, oddzieleni od Boga. Rodzimy się jako jeńcy sił ciemności. Pan Jezus przyszedł, by wyzwolić nas z tej niewoli, by nas wykupić. Ceną okupu było Jego własne Ciało i Krew, które ofiarował na Krzyżu za nasze zbawienie. Ten tytuł królewski ma bardziej głęboki sens, ponieważ jego konsekwencją są nie tylko zewnętrzne rządy nad naszymi czynami, ale też samo życie, którym obdarowuje nas poprzez tę godność królewską. Chrystus może domagać się od nas posłuszeństwa na mocy Boskiego Prawa, zwłaszcza w tym, co dotyczy naszych zewnętrznych aktów, jednak przez Prawo Zdobywcy udziela nam swej łaski, swego własnego wewnętrznego życia. To poprzez łaskę Królestwo Boże rozszerza swe panowanie nas sprawiedliwymi.
W podobny sposób Najświętsza Maryja Panna jest królową; z natury i na mocy prawa zdobywcy. Otrzymała najwyższą z możliwych dla stworzeń godności: jest Matką Boga. Już z racji tego tytułu znajduje się ponad wszystkimi innymi stworzeniami. Dała Zbawicielowi swe własne ciało i krew. To Ona dała Bogu-Człowiekowi Jego ludzką naturę. Tak więc z prawa natury ma ona szczególną rolę w rządach nad wszechświatem. Jej miejsce w planie zbawienia jest absolutnie wyjątkowe.
Najświętsza Maryja Panna w pełni współpracowała w powierzonej Jej misji. Również Ona, u stóp Krzyża, ofiarowała Chrystusa Pana za zbawienie rodzaju ludzkiego. W sposób, który nazywamy „de cognuro” wysłużyła łaski dla całej ludzkości. Jest Pośredniczką Wszelkich Łask nie tylko dlatego, że była Matką Boga, ale również dlatego, że jest Matką Bolesną. Również w jej przypadku godność królowej należy się Jej na prawie zwycięzcy.
Doprowadza nas to ostatecznie do świętego Józefa. Jaka to wielka tajemnica: Król i Królowa nieba i ziemi podporządkowani byli zwykłemu człowiekowi. Święty Józef, choć znacznie niższy wedle natury i łaski od Zbawiciela i Jego Matki, był jednak głową Najświętszej Rodziny. To naprawdę niezwykłe, gdy się o tym pomyśli. Jak to możliwe, że święty Józef mógł rozkazywać Stwórcy wszechrzeczy i Jego Matce?
Jest tylko jedna cnota, która to umożliwiała: cnota pokory. To cnota pokory sprawiła, że święty Józef mógł wydawać polecenia nawet samemu Bogu. Często myślimy o cnocie pokory jako o czymś dla ludzi słabych, dla ludzi bez charakteru, którzy wolą, by mówiono im co mają robić, niż zadecydować o tym samodzielnie. To nie tak. Pokora polega przede wszystkim na prawdziwym poznaniu samego siebie i prawdziwym poznaniu Boga. To prawda, cnota pokory musi często walczyć z miłością własną i jej przejawami. Pokora rozumie jednak również obowiązki stanu. Obowiązki stanu są po prostu wolą Bożą objawioną względem nas.
Tak więc święty Józef, wiedząc doskonale, że jest niższy godnością i łaską, nie wahał się wydawać poleceń nawet Dzieciątku Jezus. W Piśmie Świętym zauważycie, że to do Józefa przemawia Bóg, a nie do Najświętszej Maryi Panny, nakazując: uchodź do Egiptu. To Józef decyduje o osiedleniu się w Nazarecie. Na początku swej działalności Zbawiciel nazywany jest synem Jozefa. Wszystko to świadczy o władzy wykonywanej przez niego w Świętej Rodzinie.
Tak więc to pokora uczyniła świętego Józefa silnym. Dla niego to, że miał stać się przybranym ojcem Dzieciątka Jezus było po prostu wypełnianiem woli Boga. To pokora uczyniła świętego Józefa posłusznym wobec wszystkich nakazów Opatrzności.
Bóg pragnie panować poprzez nasze ręce, przez nasze modlitwy i nasze ofiary. Jakie to nadzwyczajne. W żywocie świętej Teresy z Avila czytamy, że jedna jedyna jej modlitwa przyczyniła się do nawrócenia pięćdziesięciu tysięcy protestantów. Widzimy zdumiewającą owocność apostolatu świętego Franciszka Salezego- miliony dusz po dziś dzień odnoszą korzyści z jego wpływu. A z czego to wszystko wynikało? Właśnie z głębokiego przywiązania do woli Bożej. Nikt nie prześcignie Boga w hojności. Gdy Bóg widzi duszę, która jest całkowicie posłuszna Jego woli, sam Bóg, jeśli możemy tak powiedzieć, staje się również posłuszny duszy. Bóg pragnie panować na tym świecie poprzez świętych, poprzez swych kapłanów, przez wszystkich, którzy uczestniczą w Jego życiu poprzez łaskę.
Dlatego właśnie święty Józef jest opiekunem Świętej Matki Kościoła. Nie jest patronem Kościoła ze względu na swą naturalną godność. Nie, jest tak ze względu na jego stanowczą wolę wykonywania swych obowiązków stanu. Czyniąc to, sprawował władzę nad Świętą Rodziną. Jezus i Maryja byli mu poddani w wyniku jego posłuszeństwa obowiązkom stanu.
Zwróćmy uwagę, że urząd stróża wspomniany jest wraz z dziewictwem Najświętszej Maryi Panny. Głównym zadaniem świętego Józefa była ochrona Jej czystości, samemu również pozostając w najwyższym stopniu czystym, jak o tym później nadmienia Litania.
Samo słowo oznaczające po łacinie czystość, castitas, pochodzi od łacińskiego castra, co oznacza fortecę lub obóz warowny, chroniący swych mieszkańców od wszelkich niebezpieczeństw. Dla starożytnych w cnocie czystości było zawsze coś męskiego. Była skutkiem siły, a nie słabości. Przeciwnie, człowiek, który nie potrafi zachować czystości jest słaby, gdyż nie umie panować nad sobą samym.
Święty Tomasz uczy nas, że grzech pierworodny przechodzi poprzez zrodzenie. Innymi słowy, otrzymujemy go razem z ciałem od naszych rodziców. Od samego momentu naszego poczęcia nasze ciało podlega konsekwencjom grzechu pierworodnego, czyli pożądliwościom, cierpieniom i ostatecznie śmierci. Z tego właśnie powodu Najświętsza Maryja Panna zachowana została od grzechu od samego momentu poczęcia przez łaskę czy też przywilej, który nazywamy Niepokalanym Poczęciem. Narodziła się jednak na ten świat, dogłębnie skażony przez grzech pierworodny. Nie narodziła się w izolacji od reszty ludzkości, przeciwnie, była w pełnym znaczeniu jej członkiem. Tak więc choć sama wolna była od grzechu, otoczona była przez grzeszników.
Pozostawanie w kontakcie z grzesznikami oznaczało dla Maryi nie tylko wielkie cierpienie, ale i wielkie niebezpieczeństwo. Choć urodziła się wolna od grzechu, była wciąż istotą ludzką, istotą ludzką obdarzoną wolną wolą. Jak Ewa stworzona została w stanie łaski, wiemy jednak, że Ewa, nawet w raju, była w stanie popełnić grzech. Również Najświętsza Maryja Panna poczęta została w stanie łaski, nie miała jednak żyć w raju, ale na świecie zaćmionym przez grzech i błąd. Jeśli jedno drzewo wystarczyło, by skłonić do grzechu Ewę, możemy sobie jedynie wyobrażać, jak wiele okazji do okazywania nieposłuszeństwa prawu Bożemu miała Maryja.
A jednak Najświętsza Maryja Panna pozostałą wierna przez całe swe życie. Już w swej młodości była ofiarowana do świątyni, co wspominamy w kalendarzu liturgicznym dwudziestego pierwszego listopada. Tak więc od swej młodości żyła w bliskości Boga. Jednak w momencie Zwiastowania była już zaręczona z Józefem i to on jako pierwszy zapewniał Jej ochronę, zachowując nieskazitelną i nieskalaną przez ten świat. To, co mury świątyni zapewniały w jej najmłodszych latach, zastąpiły siła i czujność świętego Józefa. Był on fortecą otaczającą Arkę Przymierza, to on chronił Dom Złoty.
Ten obowiązek, który wziął na siebie święty Józef, by opiekować się młodą Dziewicą Maryją, był być może największym przywilejem, a równocześnie Jego największym krzyżem. Z pewnością jednym z głównych powodów jego cierpienia stała się sytuacja, gdy Najświętsza Maryja Panna powróciła od swej kuzynki Elżbiety, a wszyscy mogli już dostrzec u Niej oznaki bliskiego macierzyństwa. Jak wielkie cierpienia duszy musiał przechodzić, myśląc że zawiódł w swej misji, a jednak widząc w Jej oczach tę samą czystość, jaką pamiętał od zawsze. Jakaż to męka serca i uczuć, wiedzieć w sercu, że jest Ona czysta, a równocześnie widzieć, że rzeczywistość wydaje się w sposób tak wyraźny temu przeczyć. W tym epizodzie widzimy również wewnętrzną agonię świętego Józefa, nie tylko na poziomie uczuć, ale nawet zwątpienie w swe powołanie, w to czy był wierny swej misji chronienia czystości Najświętszej Dziewicy.
I jak już widzieliśmy, rozwiązanie jakie znalazł święty Józef, ludzkie rozwiązanie, nadal świadczy o jego pragnieniu opieki nad Maryją. Pomimo rzekomego grzechu, nadal chce Jej bronić przed niebezpieczeństwem. Zamiast Ją potępić i skazać na ukamienowanie, jak nakazywało prawo, decyduje się dyskretnie Ją odesłać. Próbuje chronić Jej reputację, nawet wówczas gdy Ją odprawia. Wszystko to świadczy o jego znakomitych kwalifikacjach jako stróża, jako tego, który strzeże rzeczy mu powierzonej, pomimo wszelkich cierpień, jakie może to na niego ściągnąć.
Kolejne dwie inwokacje również stanowią logiczną parę, uzupełniającą dwie poprzednie. Po tym, jak widzieliśmy świętego Józefa jako małżonka Matki Bożej, jako stróża Dziewicy, teraz widzimy go w jego relacji z jej Synem, naszym Panem Jezusem Chrystusem. Naturalną konsekwencją tego, że Józef jest małżonkiem Matki Bożej, jest fakt, ze jest również przybranym ojcem, czy też żywicielem Syna Bożego, dlatego mówimy:
Żywicielu Syna Bożego, módl się za nami!
Zauważmy, że Litania nazywa go przybranym ojcem. Choć oczywiście nie był on naturalnym ojcem Syna Bożego, niemniej jednak był Jego prawdziwym ojcem. Oznacza to, że posiadał pełnię władzy ojcowskiej, choć w innym sensie. Był niejako ojcem duchowym, podobnie jak jest nim kapłan. Nie ma on dzieci zrodzonych, ale dzieci wedle ducha, poczęte w prawdzie, jak mówi święty Paweł (1 Kor).
Tak więc we wszystkim, co w Świętej Rodzinie dotyczy wychowania, to właśnie Józef był głównym odpowiedzialnym, a zarazem pierwszym wzorem dla Dzieciątka Jezus. To od świętego Józefa nauczył się Chrystus swego rzemiosła, czyli ciesielki. To święty Józef prowadził rodzinę do Jerozolimy na święta religijne. To z imieniem Józefa łączone będzie imię Zbawiciela od początku Jego publicznej misji, ludzie będą mówili: czyż to nie jest syn Józefa? Wszystko to pokazuje, że święty Józef wykonywał pełnię władzy ojcowskiej i spełniał obowiązki z tego wynikające.
Ponieważ jednak głównym obowiązkiem ojca jest nie tylko uczyć i kierować, ale też bronić, Litania czyni wzmiankę o tej jego godności mówiąc:
Troskliwy Obrońco Chrystusa, módl się za nami!
Zauważmy w tym miejscu, że napotykamy tu słowo „Troskliwy” czyli ‚diligent’, co oznacza, że święty Józef wcale nie był starym i wyczerpanym człowiekiem, ale mężczyzną w pełni sił, energicznym, który pracował i wypełniał efektywnie swe obowiązki. Pilność implikuje nie tylko akceptację obowiązków, ale też wolę ich doskonałego wypełniania.
Ważne jest, byśmy zawsze starali się to naśladować. Bardzo często myślimy o naszych obowiązkach stanu jako o czymś, co trzeba wycierpieć, o czymś, co trzeba zrobić, choć niechętnie. Przeciwnie, nasze obowiązki stanu powinny być czymś, co lubimy robić, czymś, co traktujemy poważnie, czymś co staramy się wykonać w sposób możliwie doskonały. Istnieje bardzo mądre powiedzenie, że by być szczęśliwym nie powinno się robić tego, co lubią inni, ale powinno się lubić to, co się robi.
Wypełnianie obowiązków stanu jest najszybszą drogą do szczęścia, ponieważ są one tym, co wyznaczył nam sam Bóg. Bóg w swej Opatrzności wyznaczył każdemu z nas konkretne miejsce, konkretne zadanie. Bóg zawsze pragnie dobra dla całego rodzaju ludzkiego, ale również dla każdej poszczególnej osoby, na tyle na ile to możliwe i na tyle, na ile współpracujemy w tym Bożym planie. Tak więc konkretne obowiązki, jakie mamy, nasze powołanie są tym, co prowadzi nas do szczęścia najszybciej i najskuteczniej. Musimy jednak współpracować z tym planem, a nie działać przeciwko niemu.
To właśnie tę współpracę z planem Bożej Opatrzności nazwać możemy troskliwością, czy też pilnością, polegającą na dostosowywaniu naszej woli do woli wszechmocnego Boga. Jak mówi święty Paweł „Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam?”. Jeśli czynimy wolę Bożą, mamy gwarancję powodzenia i szczęścia – tak więc jedyną rzeczą, której nam niekiedy brak, jest ta pilność. Módlmy się więc o nią do świętego Józefa!
Następnie widzimy w Litanii, w ostatnim z pięciu tworzących tę grupę wezwań, inwokację streszczającą je wszystkie:
Głowo Najświętszej Rodziny, módl się za nami!
Ponieważ jest on małżonkiem a również przybranym ojcem, święty Józef jest głową Świętej Rodziny. Jest to sama w sobie głęboka tajemnica.
Chrystus, posiadając Boską naturę w całej jej pełni, ma wszelkie prawa do tytułu króla. Jest Stwórcą wszechrzeczy i bez Niego nic się nie stało, jak to czytamy podczas ostatniej Ewangelii w czasie Mszy. Boski atrybut mądrości właściwy jest dla drugiej Osoby Trójcy Przenajświętszej. Bóg rozporządza wszystkimi rzeczami wedle swej Mądrości, jak to czytamy w Księdze Mądrości (Sap 8,1). Tak jak wszystko zostało stworzone przez Słowo (J 1), tak również rządy nad wszechświatem dokonują się przez mądrość Bożą, przez naszego Pana Jezusa Chrystusa.
Zbawiciel jest królem również na prawie zdobywcy. Innymi słowy, Chrystus Pan umarł na Krzyżu, by wybawić nas od ogni piekielnych. Wszyscy rodzimy się w stanie grzechu pierworodnego, jako niewolnicy diabła, oddzieleni od Boga. Rodzimy się jako jeńcy sił ciemności. Pan Jezus przyszedł, by wyzwolić nas z tej niewoli, by nas wykupić. Ceną okupu było Jego własne Ciało i Krew, które ofiarował na Krzyżu za nasze zbawienie. Ten tytuł królewski ma bardziej głęboki sens, ponieważ jego konsekwencją są nie tylko zewnętrzne rządy nad naszymi czynami, ale też samo życie, którym obdarowuje nas poprzez tę godność królewską. Chrystus może domagać się od nas posłuszeństwa na mocy Boskiego Prawa, zwłaszcza w tym, co dotyczy naszych zewnętrznych aktów, jednak przez Prawo Zdobywcy udziela nam swej łaski, swego własnego wewnętrznego życia. To poprzez łaskę Królestwo Boże rozszerza swe panowanie nas sprawiedliwymi.
W podobny sposób Najświętsza Maryja Panna jest królową; z natury i na mocy prawa zdobywcy. Otrzymała najwyższą z możliwych dla stworzeń godności: jest Matką Boga. Już z racji tego tytułu znajduje się ponad wszystkimi innymi stworzeniami. Dała Zbawicielowi swe własne ciało i krew. To Ona dała Bogu-Człowiekowi Jego ludzką naturę. Tak więc z prawa natury ma ona szczególną rolę w rządach nad wszechświatem. Jej miejsce w planie zbawienia jest absolutnie wyjątkowe.
Najświętsza Maryja Panna w pełni współpracowała w powierzonej Jej misji. Również Ona, u stóp Krzyża, ofiarowała Chrystusa Pana za zbawienie rodzaju ludzkiego. W sposób, który nazywamy „de cognuro” wysłużyła łaski dla całej ludzkości. Jest Pośredniczką Wszelkich Łask nie tylko dlatego, że była Matką Boga, ale również dlatego, że jest Matką Bolesną. Również w jej przypadku godność królowej należy się Jej na prawie zwycięzcy.
Doprowadza nas to ostatecznie do świętego Józefa. Jaka to wielka tajemnica: Król i Królowa nieba i ziemi podporządkowani byli zwykłemu człowiekowi. Święty Józef, choć znacznie niższy wedle natury i łaski od Zbawiciela i Jego Matki, był jednak głową Najświętszej Rodziny. To naprawdę niezwykłe, gdy się o tym pomyśli. Jak to możliwe, że święty Józef mógł rozkazywać Stwórcy wszechrzeczy i Jego Matce?
Jest tylko jedna cnota, która to umożliwiała: cnota pokory. To cnota pokory sprawiła, że święty Józef mógł wydawać polecenia nawet samemu Bogu. Często myślimy o cnocie pokory jako o czymś dla ludzi słabych, dla ludzi bez charakteru, którzy wolą, by mówiono im co mają robić, niż zadecydować o tym samodzielnie. To nie tak. Pokora polega przede wszystkim na prawdziwym poznaniu samego siebie i prawdziwym poznaniu Boga. To prawda, cnota pokory musi często walczyć z miłością własną i jej przejawami. Pokora rozumie jednak również obowiązki stanu. Obowiązki stanu są po prostu wolą Bożą objawioną względem nas.
Tak więc święty Józef, wiedząc doskonale, że jest niższy godnością i łaską, nie wahał się wydawać poleceń nawet Dzieciątku Jezus. W Piśmie Świętym zauważycie, że to do Józefa przemawia Bóg, a nie do Najświętszej Maryi Panny, nakazując: uchodź do Egiptu. To Józef decyduje o osiedleniu się w Nazarecie. Na początku swej działalności Zbawiciel nazywany jest synem Jozefa. Wszystko to świadczy o władzy wykonywanej przez niego w Świętej Rodzinie.
Tak więc to pokora uczyniła świętego Józefa silnym. Dla niego to, że miał stać się przybranym ojcem Dzieciątka Jezus było po prostu wypełnianiem woli Boga. To pokora uczyniła świętego Józefa posłusznym wobec wszystkich nakazów Opatrzności.
Bóg pragnie panować poprzez nasze ręce, przez nasze modlitwy i nasze ofiary. Jakie to nadzwyczajne. W żywocie świętej Teresy z Avila czytamy, że jedna jedyna jej modlitwa przyczyniła się do nawrócenia pięćdziesięciu tysięcy protestantów. Widzimy zdumiewającą owocność apostolatu świętego Franciszka Salezego- miliony dusz po dziś dzień odnoszą korzyści z jego wpływu. A z czego to wszystko wynikało? Właśnie z głębokiego przywiązania do woli Bożej. Nikt nie prześcignie Boga w hojności. Gdy Bóg widzi duszę, która jest całkowicie posłuszna Jego woli, sam Bóg, jeśli możemy tak powiedzieć, staje się również posłuszny duszy. Bóg pragnie panować na tym świecie poprzez świętych, poprzez swych kapłanów, przez wszystkich, którzy uczestniczą w Jego życiu poprzez łaskę.
Dlatego właśnie święty Józef jest opiekunem Świętej Matki Kościoła. Nie jest patronem Kościoła ze względu na swą naturalną godność. Nie, jest tak ze względu na jego stanowczą wolę wykonywania swych obowiązków stanu. Czyniąc to, sprawował władzę nad Świętą Rodziną. Jezus i Maryja byli mu poddani w wyniku jego posłuszeństwa obowiązkom stanu.
o Litaniach do św. Józefa - 3
W trakcie dwóch poprzednich konferencji przyjrzeliśmy się temu, co moglibyśmy nazwać modlitwami przygotowawczymi Litanii do świętego Józefa. Po zwróceniu się do Boga z prośbą o właściwą dyspozycję, poprosiwszy o Jego miłosierdzie i postawiwszy się w Jego obecności, zwracamy się wpierw do Trójcy Przenajświętszej. Dziś natomiast przyjrzymy się temu, co moglibyśmy nazwać właściwą Litanią. A pierwszą inwokacją jest, co zaskakujące, wezwanie skierowane nie do świętego Józefa, ale do Najświętszej Maryi Panny.
Święta Maryjo, módl się za nami
Mogłoby się wydawać dziwne, że w Litanii do świętego Józefa zwracamy się najpierw do Matki Bożej. W rzeczywistości jednak nic bardziej logicznego. Godność i powołanie świętego Józefa jest dogłębnie związane z powołaniem Najświętszej Maryi Panny i nie sposób go od niego oddzielić. Święty Józef powołany został nie do fizycznego ojcostwa, ale do duchowego. Głównym celem zaślubin Najświętszej Dziewicy z Józefem była opieka nad Nią oraz nad Dzieciątkiem Jezus. Święty Józef został powołany, by stać się głową Świętej Rodziny.
Najbardziej poruszającym faktem w tajemnicy Świętej Rodziny było to, że jedynie święty Józef znał z doświadczenia stan grzechu pierworodnego. Najświętsza Maryja Panna jest Niepokalanie Poczęta, poczęta bez zmazy grzechu pierworodnego a więc i bez jego konsekwencji, czyli bez pożądliwości. Chrystus Pan był poczęty w sposób cudowny, biorąc ciało z bezgrzesznego ciała swej Matki. Jednak święty Józef nie cieszył się takim przywilejem, dla niego grzech pierworodny i jego konsekwencje były czymś realnym, były obiektem walki. Nie sposób przecenić zasług świętego Józefa. Dla Matki Bożej i Chrystusa Pana posłuszeństwo względem Dekalogu było z pewnością zasługujące, nie napotykali jednak na takie trudności, jakie miał święty Józef. Co więcej, wielu świętobliwych autorów twierdzi, że święty Józef nigdy nie popełnił żadnego grzechu powszedniego, tak wielka była jego wierność Bogu i tak doskonała jego współpraca z Bożą łaską.
W pewien sposób święty Józef powołany był do tego, by naprawić część grzechu Adama, grzechu pierwszego ojca rodzaju ludzkiego. Wiecie, że wszelki grzech wszedł na świat przez grzech Ewy, która zwiedziona została przez diabła i okazała się nieposłuszna nakazowi Boga. Jednakże, nawet po upadku Ewy, rodzaju ludzki mógł zachować łaskę, gdyby nie upadek Adama. Adam wciąż jeszcze posiadał doskonałość natury oraz łaskę uświęcającą. Jednak Adam wybrał swą grzeszną żonę, a nie posłuszeństwo prawu Bożemu.
Podobna pokusa istnieje w życiu świętego Józefa, podczas powrotu Najświętszej Maryi Panny od Jej kuzynki Elżbiety. Kilka miesięcy wcześniej miało miejsce Zwiastowanie, i do tego czasu zewnętrzne oznaki bliskiego macierzyństwa stały się już dla wszystkich widoczne. Wyobraźcie sobie mękę sumienia świętego Józefa. Znał dobrze prawo Boże: cudzołóstwo musi być ukarane śmiercią. Wie też jednak, że Najświętsza Maryja Panna nigdy nie mogłaby zgrzeszyć. Wiedział z pewnością o Jej ślubie czystości i znał Jej cnotę. Jednego jednak był pewien – że to nie on był ojcem mającego się narodzić Dziecka. Maryja w swej pokorze nigdy nie odważyłaby się wyznać, że jest Matką Boga, jednak jak każda kobieta, pragnęła z pewnością być zrozumiana, zanim powierzyła się opiece świętego Józefa. Nie mogła jednak być pewna, czy zostanie zrozumiana, tak wielka była ta tajemnica. Tak więc święty Józef cierpiał męki wątpliwości i niepewności, w pewien sposób rozdarty pokusą pomiędzy prawem Bożym, a swą żoną.
Rozwiązanie, jakie znalazł święty Józef, nosi wszelkie znamiona wielkiej roztropności i świadczy o jego zmyśle sprawiedliwości. Chce odesłać Maryję, odmówić jej przyjęcia, jak to było jego obowiązkiem, jednak po cichu, aby ochronić Jej dobre imię. Podczas gdy Adam zgrzeszył akceptując grzech swej żony, święty Józef odrzuca nawet pozorny grzech kobiety, którą zna jako cnotliwą. Adam kochał rzeczy tego świata i przez umiłowanie rzeczy tego świata cały rodzaj ludzki rodzi się w stanie grzechu pierworodnego, daleki od Boga. Jednak święty Józef wolał prawo Boże od najpiękniejszego ze wszystkich stworzeń: Najświętszej Maryi Panny. Nawet najpiękniejsze i najczystsze spośród stworzeń nie było w stanie odwieść świętego Józefa od posłuszeństwa prawu Bożemu. Tak więc zbawienie rodzaju ludzkiego stało się możliwe, czy też raczej zostało ochronione i zabezpieczone, przez świętego Józefa.
Dlatego właśnie zwracając się na początku litanii do Matki Bożej, wspominamy tę właśnie godność świętego Józefa, po czym mówimy:
Święty Józefie, módl się za nami!
Święty Józef, jak widzimy, jest tak wielkim świętym dzięki swemu powołaniu, by chronić i otaczać opieką dzieło Wcielenia. Na wiele sposobów zajął on miejsce naszego praojca Adama, poprzez wypełnianie funkcji ojca w tym zakresie, w którym Adam tego zaniedbał.
Jest jednak inna jeszcze funkcja, którą musimy przypisać świętemu Józefowi. Proroctwa Starego testamentu zapowiadały, że Zbawiciel miał się narodzić z domu Dawida. Mesjasz obiecany został Abrahamowi, a obietnica ta przeszła następnie na Izaaka a potem Jakuba, oraz na długi szereg synów, ponieważ genealogia uwzględnia jedynie linie męską. Podczas gdy u Żydów to matka – czyli porządek krwi - jest gwarancją pochodzenia, to jednak wedle prawa to ojciec przekazywał obietnicę jako spuściznę.
Obie genealogie Pana Jezusa przytoczone przez Ewangelie dotyczą przodków świętego Józefa. Poprzez małżeństwo Józef stawał się legalnym ojcem Chrystusa Pana, nawet jeśli nie był Jego fizycznym ojcem. Interesujące są pewne różnice w genealogii podanej przez świętego Łukasza i świętego Mateusza. Nie będziemy się w tym miejscu rozwodzić szczegółowo na ten temat, na pierwszy rzut oka jednak widzimy, że rodowód podany przez świętego Mateusza jest znacznie krótszy od listy przodków podanej przez świętego Łukasza. Powód tego jest prosty, święty Mateusz pomija pewną liczbę przodków, wymieniając po prostu najważniejszych spośród nich. Święty Łukasz natomiast podaje listę bardziej kompletną.
Inna jeszcze różnica polega na tym, że święty Mateusz wywodzi rodowód świętego Józefa przez Salomona, a święty Łukasz poprzez Natana. Powód tego jest taki, że święty Józef połączył w swej osobie dwie rodziny z domu Dawida poprzez fakt, że jego przodek Heli zmarł bezdzietnie, a wdowa po nim, wedle przepisów prawa, poślubiła jego brata Jakuba. Dlatego Józef był wedle ciała synem Jakuba, jednak legalnym synem Helego.
Powstaje jednak ciekawe pytanie: skąd wiemy, że Chrystus Pan był fizycznym potomkiem Dawida? Z genealogii Józefa widzimy, że Zbawiciel miał legalny tytuł do nazywania się Synem Dawida, czy był jednak jego potomkiem według ciała? Wiemy, że musi to być prawdą, gdyż Pismo Święte jest w tym punkcie bardzo jasne, wiemy to jednak przez dedukcję. Po pierwsze według prawa Starego Testamentu, zawartego w Księdze Liczb rozdział 36 (6,12) jedyna córka musiała poślubić mężczyznę z własnego rodu „aby dziedzictwo zostało w domach”. Tak więc, logicznie rzecz biorąc, skoro Józef pochodził z domu Dawida, Maryja również musiała do niego należeć, ponieważ była jedyną córką Anny i Joachima.
Co więcej, z Tradycji wiemy, zwłaszcza z pism świętego Jana Damasceńskiego (de Fide Orth. , IV 14), że babka Najświętszej Maryi Panny – Barpanther, była kuzynką Helego, tego samego Helego, który zmarł bezpotomnie i wdowa po którym poślubiła Jakuba, ojca Józefa. Tak więc ojciec Najświętszej Dziewicy, Joachim, był kuzynem Józefa poprzez prawo, choć nie przez więzy krwi, jako lewiracki syn Helego. Pokazuje to, że również Najświętsza Maryja Panna pochodziła od Dawida, poprzez Natana.
Od przyjścia Zbawiciela, który jest błogosławieństwem obiecanym Abrahamowi, a w którym błogosławione są wszystkie narody, fizyczne i legalne pochodzenie nie mają już znaczenia, ponieważ proroctwo się wypełniło. Kwestie te wydają się więc nam nieistotne i niekiedy trywialne. W rzeczywistości są jednak dość ważne, w innym bowiem przypadku Pismo Święte nie byłoby prawdomówne, a sam Chrystus mógłby nie być Mesjaszem obiecanym Dawidowi i Patriarchom. Widzimy jednak, że pewność wypełnienia tych obietnic daje właśnie pochodzenie świętego Józefa. Nie powinno więc dziwić, że w kolejnym wezwaniu zwracamy się do niego:
Przesławny potomku Dawida, módl się za nami!
W następnym wezwaniu skierowanym do świętego Józefa odnosimy się do tej samej tajemnicy, dlatego też znajdują się one obok siebie:
Światło Patriarchów, módl się za nami!
Święty Józef nazywany jest Światłem Patriarchów, ponieważ w pewnym sensie pełni on rolę proroka, czyli światła dla ludu Izraela.
Chrystus Pan jest wypełnieniem wszystkich proroctw, oraz równocześnie największym ze wszystkich proroków. Wielokrotnie w przeszłości Bóg przemawiał przez proroków, aby przekazań nam naukę konieczną do zbawienia. Prorokiem, z definicji, jest ten, kto mówi rzeczy Boże. Często prorocy jako znak swej Boskiej misji przepowiadali przyszłość – ponieważ jest ona znana jedynie Bogu. Wszyscy oni przemawiali jednak jedynie jako narzędzia Boga, by dać nam Jego prawdziwe poznanie.
Jednak w pełni czasów sam Bóg przyszedł i zamieszkał pośród nas. Bóg przemawia osobiście w Osobie naszego Pana Jezusa Chrystusa. Nie kieruje już słów do swych sług, którzy przemawiają później w Jego imieniu, ale przybiera ludzką naturę i przemawia do nas własnymi ustami. Zbawiciel mówi do nas bezpośrednio, aby przekazać nam pełnię prawa, aby obdarzyć nas życiem samego Boga.
A jednak to od świętego Józefa uczył się Pan Jezus posłuszeństwa prawu Bożemu. To święty Józef był odpowiedzialny, jako głowa rodziny, za to, by prawo to przestrzegane było w jego domu. Chrystus Pan musiał uczyć się przestrzegania dni świętych i to święty Józef wprowadził Go do przedsionka świątyni. Święty Józef uczył samego Boga Jego własnego prawa. Jakaż to głęboka tajemnica! Święty Józef był na pewien sposób największym spośród proroków. Inni prorocy przepowiadali przyjście Chrystusa i przygotowywali naród wybrany do wiary w Tego, którego posłać miał Bóg. Ale święty Józef przekazał prawo Boże Jego Jednorodzonemu Synowi. Podczas, gdy inni prorocy przygotowywali naród wybrany na przyjście Mesjasza, święty Józef, jako głowa Świętej Rodziny, przygotowywał samego Mesjasza do Jego misji.
Zarówno katechizm jak i filozofia uczą nas, że wszystkie rzeczy stworzone odzwierciedlają w pewien sposób rozliczne przymioty Boga. Dlatego właśnie Pan Jezus posługuje się rzeczami tego świata, używając wyobrażeń i przykładów ze świata materialnego, by uczyć nas o Królestwie Niebieskim. Jednak najbardziej poruszającymi przypowieściami Zbawiciela są te, które ukazują miłość ojca do swych dzieci: przypowieść o synu marnotrawnym, przypowieść o ojcu wyprawiającym gody swemu synowi, o ojcu, który daje swym dzieciom wszystko, o co go proszą, etc… Wyobraźmy więc sobie wrażenie, jakie musiał robić święty Józef na Dzieciątku Jezus. Siła i mądrość świętego Józefa są być może najlepszym odzwierciedleniem przymiotów wiecznego Ojca. Gdy Zbawiciel uczył swych Apostołów najwspanialszej ze wszystkich modlitw, „Ojcze nasz”, z pewnością miał również w pełnej szacunku pamięci tego, który był Jego ziemskim opiekunem i ojcem.
Kolejnych pięć - tworzących rodzaj grupy - wezwań skierowanych do świętego Józefa, uwypukla jego najważniejsze godności. Pierwsze dwa z nich określają godności w odniesieniu do Najświętszej Maryi Panny, ponieważ powołanie świętego Józefa wynika przede wszystkim z Jej powołania. Pierwsza z tych głównych godności świętego Józefa polega na byciu Oblubieńcem Bogarodzicy.
Oblubieńcze Bogarodzicy, módl się za nami !
Powołanie świętego Józefa i wykonywanie przez niego ojcostwa jest ściśle związane z powołaniem Najświętszej Maryi Panny, Matki Bożej. Święty Józef był Jej mężem.
Moglibyśmy zadawać sobie pytanie: ile lat miał wówczas święty Józef? Czy był stary czy młody? Na wielu wyobrażeniach widzimy go jako starego człowieka z siwą brodą, co ma zapewne sugerować, że starszy wiek chroni w jakiś sposób dziewictwo lepiej, niż młodość. Zapominamy, że na przykład w historii o Zuzannie (Dan 13), ludzie starzy mogą mieć nieczyste pragnienia podobnie jak młodzi.
Trudno byłoby wyobrazić sobie, że Bóg miałby połączyć młodą dziewczynę w wieku piętnastu lub szesnastu lat ze starcem. Jeśli u stóp Krzyża Zbawiciel powierzył swą Matkę opiece młodzieńca, dlaczego przy żłóbku miałby postawić przy Niej starca?
Częstokroć to miłość kobiety determinuje sposób w jaki kocha mężczyzna. Lubimy ukazywać Matkę Bożą jako inspirację do praktykowania cnoty czystości wśród młodych. Czy nie byłoby logiczne, gdyby otoczyła Ona Józefa, pierwszego młodego mężczyznę, jakiego poznała, swym wpływem? Nie pomniejszyła swej miłości, ale wzniosła ją na wyższy poziom. Uczyniła ze świętego Józefa swą pierwszą zdobycz – był on prawdziwym mężczyzną, a nie jedynie zniedołężniałym opiekunem.
W jaki jednak sposób święty Józef zdobył serce najświętszej Maryi Panny? Przede wszystkim był sprawiedliwy. Daleki był od tego, by być niezdolnym do miłości, przeciwnie był w stanie kochać, i to kochać intensywnie. Był pracowity. Nie odzywa się prawie wcale, ale z energią robi to, co do niego należy. Chce czynić wolę Boga, za wszelką cenę, nawet za cenę odesłania najpiękniejszej kobiety świata. Nie wierzył w lenistwo. Bóg mów: udaj się do Egiptu, i Józef to czyni. Całe swoje życie poświęcił trosce o dobro swej rodziny.
Innymi słowy, święty Józef rozumiał znaczenie ofiary. I tym właśnie zdobył serce Najświętszej Maryi Panny – Niepokalane Serce. To właśnie dzięki swemu umiłowaniu ofiary święty Józef otrzymał za małżonkę Matkę Boga.
Był mężem, jednak godność tę otrzymał przede wszystkim dla konkretnego celu: by opiekować się i bronić. Dlatego też kolejnym wezwaniem jest:
Przeczysty Stróżu Dziewicy, módl się za nami!
Co to będzie przedmiotem następnego wykładu.
Święta Maryjo, módl się za nami
Mogłoby się wydawać dziwne, że w Litanii do świętego Józefa zwracamy się najpierw do Matki Bożej. W rzeczywistości jednak nic bardziej logicznego. Godność i powołanie świętego Józefa jest dogłębnie związane z powołaniem Najświętszej Maryi Panny i nie sposób go od niego oddzielić. Święty Józef powołany został nie do fizycznego ojcostwa, ale do duchowego. Głównym celem zaślubin Najświętszej Dziewicy z Józefem była opieka nad Nią oraz nad Dzieciątkiem Jezus. Święty Józef został powołany, by stać się głową Świętej Rodziny.
Najbardziej poruszającym faktem w tajemnicy Świętej Rodziny było to, że jedynie święty Józef znał z doświadczenia stan grzechu pierworodnego. Najświętsza Maryja Panna jest Niepokalanie Poczęta, poczęta bez zmazy grzechu pierworodnego a więc i bez jego konsekwencji, czyli bez pożądliwości. Chrystus Pan był poczęty w sposób cudowny, biorąc ciało z bezgrzesznego ciała swej Matki. Jednak święty Józef nie cieszył się takim przywilejem, dla niego grzech pierworodny i jego konsekwencje były czymś realnym, były obiektem walki. Nie sposób przecenić zasług świętego Józefa. Dla Matki Bożej i Chrystusa Pana posłuszeństwo względem Dekalogu było z pewnością zasługujące, nie napotykali jednak na takie trudności, jakie miał święty Józef. Co więcej, wielu świętobliwych autorów twierdzi, że święty Józef nigdy nie popełnił żadnego grzechu powszedniego, tak wielka była jego wierność Bogu i tak doskonała jego współpraca z Bożą łaską.
W pewien sposób święty Józef powołany był do tego, by naprawić część grzechu Adama, grzechu pierwszego ojca rodzaju ludzkiego. Wiecie, że wszelki grzech wszedł na świat przez grzech Ewy, która zwiedziona została przez diabła i okazała się nieposłuszna nakazowi Boga. Jednakże, nawet po upadku Ewy, rodzaju ludzki mógł zachować łaskę, gdyby nie upadek Adama. Adam wciąż jeszcze posiadał doskonałość natury oraz łaskę uświęcającą. Jednak Adam wybrał swą grzeszną żonę, a nie posłuszeństwo prawu Bożemu.
Podobna pokusa istnieje w życiu świętego Józefa, podczas powrotu Najświętszej Maryi Panny od Jej kuzynki Elżbiety. Kilka miesięcy wcześniej miało miejsce Zwiastowanie, i do tego czasu zewnętrzne oznaki bliskiego macierzyństwa stały się już dla wszystkich widoczne. Wyobraźcie sobie mękę sumienia świętego Józefa. Znał dobrze prawo Boże: cudzołóstwo musi być ukarane śmiercią. Wie też jednak, że Najświętsza Maryja Panna nigdy nie mogłaby zgrzeszyć. Wiedział z pewnością o Jej ślubie czystości i znał Jej cnotę. Jednego jednak był pewien – że to nie on był ojcem mającego się narodzić Dziecka. Maryja w swej pokorze nigdy nie odważyłaby się wyznać, że jest Matką Boga, jednak jak każda kobieta, pragnęła z pewnością być zrozumiana, zanim powierzyła się opiece świętego Józefa. Nie mogła jednak być pewna, czy zostanie zrozumiana, tak wielka była ta tajemnica. Tak więc święty Józef cierpiał męki wątpliwości i niepewności, w pewien sposób rozdarty pokusą pomiędzy prawem Bożym, a swą żoną.
Rozwiązanie, jakie znalazł święty Józef, nosi wszelkie znamiona wielkiej roztropności i świadczy o jego zmyśle sprawiedliwości. Chce odesłać Maryję, odmówić jej przyjęcia, jak to było jego obowiązkiem, jednak po cichu, aby ochronić Jej dobre imię. Podczas gdy Adam zgrzeszył akceptując grzech swej żony, święty Józef odrzuca nawet pozorny grzech kobiety, którą zna jako cnotliwą. Adam kochał rzeczy tego świata i przez umiłowanie rzeczy tego świata cały rodzaj ludzki rodzi się w stanie grzechu pierworodnego, daleki od Boga. Jednak święty Józef wolał prawo Boże od najpiękniejszego ze wszystkich stworzeń: Najświętszej Maryi Panny. Nawet najpiękniejsze i najczystsze spośród stworzeń nie było w stanie odwieść świętego Józefa od posłuszeństwa prawu Bożemu. Tak więc zbawienie rodzaju ludzkiego stało się możliwe, czy też raczej zostało ochronione i zabezpieczone, przez świętego Józefa.
Dlatego właśnie zwracając się na początku litanii do Matki Bożej, wspominamy tę właśnie godność świętego Józefa, po czym mówimy:
Święty Józefie, módl się za nami!
Święty Józef, jak widzimy, jest tak wielkim świętym dzięki swemu powołaniu, by chronić i otaczać opieką dzieło Wcielenia. Na wiele sposobów zajął on miejsce naszego praojca Adama, poprzez wypełnianie funkcji ojca w tym zakresie, w którym Adam tego zaniedbał.
Jest jednak inna jeszcze funkcja, którą musimy przypisać świętemu Józefowi. Proroctwa Starego testamentu zapowiadały, że Zbawiciel miał się narodzić z domu Dawida. Mesjasz obiecany został Abrahamowi, a obietnica ta przeszła następnie na Izaaka a potem Jakuba, oraz na długi szereg synów, ponieważ genealogia uwzględnia jedynie linie męską. Podczas gdy u Żydów to matka – czyli porządek krwi - jest gwarancją pochodzenia, to jednak wedle prawa to ojciec przekazywał obietnicę jako spuściznę.
Obie genealogie Pana Jezusa przytoczone przez Ewangelie dotyczą przodków świętego Józefa. Poprzez małżeństwo Józef stawał się legalnym ojcem Chrystusa Pana, nawet jeśli nie był Jego fizycznym ojcem. Interesujące są pewne różnice w genealogii podanej przez świętego Łukasza i świętego Mateusza. Nie będziemy się w tym miejscu rozwodzić szczegółowo na ten temat, na pierwszy rzut oka jednak widzimy, że rodowód podany przez świętego Mateusza jest znacznie krótszy od listy przodków podanej przez świętego Łukasza. Powód tego jest prosty, święty Mateusz pomija pewną liczbę przodków, wymieniając po prostu najważniejszych spośród nich. Święty Łukasz natomiast podaje listę bardziej kompletną.
Inna jeszcze różnica polega na tym, że święty Mateusz wywodzi rodowód świętego Józefa przez Salomona, a święty Łukasz poprzez Natana. Powód tego jest taki, że święty Józef połączył w swej osobie dwie rodziny z domu Dawida poprzez fakt, że jego przodek Heli zmarł bezdzietnie, a wdowa po nim, wedle przepisów prawa, poślubiła jego brata Jakuba. Dlatego Józef był wedle ciała synem Jakuba, jednak legalnym synem Helego.
Powstaje jednak ciekawe pytanie: skąd wiemy, że Chrystus Pan był fizycznym potomkiem Dawida? Z genealogii Józefa widzimy, że Zbawiciel miał legalny tytuł do nazywania się Synem Dawida, czy był jednak jego potomkiem według ciała? Wiemy, że musi to być prawdą, gdyż Pismo Święte jest w tym punkcie bardzo jasne, wiemy to jednak przez dedukcję. Po pierwsze według prawa Starego Testamentu, zawartego w Księdze Liczb rozdział 36 (6,12) jedyna córka musiała poślubić mężczyznę z własnego rodu „aby dziedzictwo zostało w domach”. Tak więc, logicznie rzecz biorąc, skoro Józef pochodził z domu Dawida, Maryja również musiała do niego należeć, ponieważ była jedyną córką Anny i Joachima.
Co więcej, z Tradycji wiemy, zwłaszcza z pism świętego Jana Damasceńskiego (de Fide Orth. , IV 14), że babka Najświętszej Maryi Panny – Barpanther, była kuzynką Helego, tego samego Helego, który zmarł bezpotomnie i wdowa po którym poślubiła Jakuba, ojca Józefa. Tak więc ojciec Najświętszej Dziewicy, Joachim, był kuzynem Józefa poprzez prawo, choć nie przez więzy krwi, jako lewiracki syn Helego. Pokazuje to, że również Najświętsza Maryja Panna pochodziła od Dawida, poprzez Natana.
Od przyjścia Zbawiciela, który jest błogosławieństwem obiecanym Abrahamowi, a w którym błogosławione są wszystkie narody, fizyczne i legalne pochodzenie nie mają już znaczenia, ponieważ proroctwo się wypełniło. Kwestie te wydają się więc nam nieistotne i niekiedy trywialne. W rzeczywistości są jednak dość ważne, w innym bowiem przypadku Pismo Święte nie byłoby prawdomówne, a sam Chrystus mógłby nie być Mesjaszem obiecanym Dawidowi i Patriarchom. Widzimy jednak, że pewność wypełnienia tych obietnic daje właśnie pochodzenie świętego Józefa. Nie powinno więc dziwić, że w kolejnym wezwaniu zwracamy się do niego:
Przesławny potomku Dawida, módl się za nami!
W następnym wezwaniu skierowanym do świętego Józefa odnosimy się do tej samej tajemnicy, dlatego też znajdują się one obok siebie:
Światło Patriarchów, módl się za nami!
Święty Józef nazywany jest Światłem Patriarchów, ponieważ w pewnym sensie pełni on rolę proroka, czyli światła dla ludu Izraela.
Chrystus Pan jest wypełnieniem wszystkich proroctw, oraz równocześnie największym ze wszystkich proroków. Wielokrotnie w przeszłości Bóg przemawiał przez proroków, aby przekazań nam naukę konieczną do zbawienia. Prorokiem, z definicji, jest ten, kto mówi rzeczy Boże. Często prorocy jako znak swej Boskiej misji przepowiadali przyszłość – ponieważ jest ona znana jedynie Bogu. Wszyscy oni przemawiali jednak jedynie jako narzędzia Boga, by dać nam Jego prawdziwe poznanie.
Jednak w pełni czasów sam Bóg przyszedł i zamieszkał pośród nas. Bóg przemawia osobiście w Osobie naszego Pana Jezusa Chrystusa. Nie kieruje już słów do swych sług, którzy przemawiają później w Jego imieniu, ale przybiera ludzką naturę i przemawia do nas własnymi ustami. Zbawiciel mówi do nas bezpośrednio, aby przekazać nam pełnię prawa, aby obdarzyć nas życiem samego Boga.
A jednak to od świętego Józefa uczył się Pan Jezus posłuszeństwa prawu Bożemu. To święty Józef był odpowiedzialny, jako głowa rodziny, za to, by prawo to przestrzegane było w jego domu. Chrystus Pan musiał uczyć się przestrzegania dni świętych i to święty Józef wprowadził Go do przedsionka świątyni. Święty Józef uczył samego Boga Jego własnego prawa. Jakaż to głęboka tajemnica! Święty Józef był na pewien sposób największym spośród proroków. Inni prorocy przepowiadali przyjście Chrystusa i przygotowywali naród wybrany do wiary w Tego, którego posłać miał Bóg. Ale święty Józef przekazał prawo Boże Jego Jednorodzonemu Synowi. Podczas, gdy inni prorocy przygotowywali naród wybrany na przyjście Mesjasza, święty Józef, jako głowa Świętej Rodziny, przygotowywał samego Mesjasza do Jego misji.
Zarówno katechizm jak i filozofia uczą nas, że wszystkie rzeczy stworzone odzwierciedlają w pewien sposób rozliczne przymioty Boga. Dlatego właśnie Pan Jezus posługuje się rzeczami tego świata, używając wyobrażeń i przykładów ze świata materialnego, by uczyć nas o Królestwie Niebieskim. Jednak najbardziej poruszającymi przypowieściami Zbawiciela są te, które ukazują miłość ojca do swych dzieci: przypowieść o synu marnotrawnym, przypowieść o ojcu wyprawiającym gody swemu synowi, o ojcu, który daje swym dzieciom wszystko, o co go proszą, etc… Wyobraźmy więc sobie wrażenie, jakie musiał robić święty Józef na Dzieciątku Jezus. Siła i mądrość świętego Józefa są być może najlepszym odzwierciedleniem przymiotów wiecznego Ojca. Gdy Zbawiciel uczył swych Apostołów najwspanialszej ze wszystkich modlitw, „Ojcze nasz”, z pewnością miał również w pełnej szacunku pamięci tego, który był Jego ziemskim opiekunem i ojcem.
Kolejnych pięć - tworzących rodzaj grupy - wezwań skierowanych do świętego Józefa, uwypukla jego najważniejsze godności. Pierwsze dwa z nich określają godności w odniesieniu do Najświętszej Maryi Panny, ponieważ powołanie świętego Józefa wynika przede wszystkim z Jej powołania. Pierwsza z tych głównych godności świętego Józefa polega na byciu Oblubieńcem Bogarodzicy.
Oblubieńcze Bogarodzicy, módl się za nami !
Powołanie świętego Józefa i wykonywanie przez niego ojcostwa jest ściśle związane z powołaniem Najświętszej Maryi Panny, Matki Bożej. Święty Józef był Jej mężem.
Moglibyśmy zadawać sobie pytanie: ile lat miał wówczas święty Józef? Czy był stary czy młody? Na wielu wyobrażeniach widzimy go jako starego człowieka z siwą brodą, co ma zapewne sugerować, że starszy wiek chroni w jakiś sposób dziewictwo lepiej, niż młodość. Zapominamy, że na przykład w historii o Zuzannie (Dan 13), ludzie starzy mogą mieć nieczyste pragnienia podobnie jak młodzi.
Trudno byłoby wyobrazić sobie, że Bóg miałby połączyć młodą dziewczynę w wieku piętnastu lub szesnastu lat ze starcem. Jeśli u stóp Krzyża Zbawiciel powierzył swą Matkę opiece młodzieńca, dlaczego przy żłóbku miałby postawić przy Niej starca?
Częstokroć to miłość kobiety determinuje sposób w jaki kocha mężczyzna. Lubimy ukazywać Matkę Bożą jako inspirację do praktykowania cnoty czystości wśród młodych. Czy nie byłoby logiczne, gdyby otoczyła Ona Józefa, pierwszego młodego mężczyznę, jakiego poznała, swym wpływem? Nie pomniejszyła swej miłości, ale wzniosła ją na wyższy poziom. Uczyniła ze świętego Józefa swą pierwszą zdobycz – był on prawdziwym mężczyzną, a nie jedynie zniedołężniałym opiekunem.
W jaki jednak sposób święty Józef zdobył serce najświętszej Maryi Panny? Przede wszystkim był sprawiedliwy. Daleki był od tego, by być niezdolnym do miłości, przeciwnie był w stanie kochać, i to kochać intensywnie. Był pracowity. Nie odzywa się prawie wcale, ale z energią robi to, co do niego należy. Chce czynić wolę Boga, za wszelką cenę, nawet za cenę odesłania najpiękniejszej kobiety świata. Nie wierzył w lenistwo. Bóg mów: udaj się do Egiptu, i Józef to czyni. Całe swoje życie poświęcił trosce o dobro swej rodziny.
Innymi słowy, święty Józef rozumiał znaczenie ofiary. I tym właśnie zdobył serce Najświętszej Maryi Panny – Niepokalane Serce. To właśnie dzięki swemu umiłowaniu ofiary święty Józef otrzymał za małżonkę Matkę Boga.
Był mężem, jednak godność tę otrzymał przede wszystkim dla konkretnego celu: by opiekować się i bronić. Dlatego też kolejnym wezwaniem jest:
Przeczysty Stróżu Dziewicy, módl się za nami!
Co to będzie przedmiotem następnego wykładu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)