„Otworzę usta moje w przypowieściach, będę wypowiadał rzeczy skryte od założenia świata”.
Drodzy Wierni,
Pan Jezus przemawia dziś do nas w przypowieściach, w przypowieściach mówiących o naturze Królestwa Niebieskiego. Zbawiciel często zwraca się do nas w przypowieściach. Co ciekawe, Chrystus Pan, który jest przedwieczną mądrością, nie chciał nauczać nas posługując się skomplikowanym słownictwem czy górnolotnymi słowami, ale za pomocą przykładów zaczerpniętych z naszego codziennego życia. Przyszedł, by nauczać nas o rzeczywistościach wiecznych, posługując się przy tym jednak opowieściami o rzeczach doczesnych, znanych nam wszystkim.
Zbawiciel mówi do nas w przypowieściach, ponieważ zwraca się do wszystkich ludzi żyjących na przestrzeni wszystkich wieków. Nie do ludzi o konkretnym wykształceniu, formacji czy nawet kulturze, ale do wszystkich ludzi, którzy dzięki Jego łasce dostąpią zbawienia. Wszystkie rzeczy stworzone noszą w sobie pewien ślad czy pieczęć swego Stwórcy, podobnie jak każde dzieło sztuki nosi podpis artysty, który je wykonał. Pan Jezus jest Stwórcą wszystkich rzeczy, jest więc dla Niego czymś normalnym i naturalnym, że ukazuje nam rzeczywistości nadprzyrodzone posługując się przy rzeczami, które stworzył.
Chrystus Pan opowiada nam dziś dwie różne przypowieści, obie traktujące o Królestwie Niebieskim. Pan Jezus bardzo często używa sformułowania „Królestwo Niebieskie”, odnosząc się różnych jego aspektów. Jest to przede wszystkim Królestwo Łaski, które Chrystus ustanawia poprzez Ofiarę Krzyża; gdzie dokonuje odkupienia tych, których wyzwolił z niewoli diabła. Ponieważ łaska prowadzi nas do życia wiecznego, Król Nieba jest również samym życiem wiecznym. A ponieważ Pan Jezus udziela łaski za pośrednictwem swego Kościoła, termin Królestwo Niebieskie odnosi się również do niego, jako założonego na fundamencie Apostołów.
Chrystus Pan opowiada nam więc dziś dwie przypowieści. Najpierw porównuje Królestwo Niebieskie do ziarenka gorczycy, które wyrasta i przeobraża się w potężne drzewo. Jak mówi, ziarno gorczycy jest najmniejszym ze wszystkich ziaren – ma to oznaczać pokorę Zbawiciela oraz Apostołów. Zastanówmy się nad skromnością Ewangelii, którą można przeczytać w kilka zaledwie godzin, która napisana została tak pospolitym językiem – a przecież przeobraziła ona cały świat. Pomyślmy o licznych cesarzach, którzy pragnęli rozszerzyć granice swych imperiów aż po krańce świata. Wszyscy oni przeminęli. Rzadko kiedy się ich wspomina, o ile w ogóle się o nich pamięta. A jednak Chrystus Pan i dwunastu rybaków z Galilei zbudowało Królestwo, które nie tylko objęło cały glob, ale też przetrwało dwa tysiące lat i będzie trwało aż do końca czasów. Zaprawdę, to maleńkie ziarenko gorczycy wyrosło w potężne drzewo.
Pan Jezus podaje przykład ziarenka gorczycy nie tylko dlatego, że jest ono małe i niepozorne, ale również dlatego, że jest ono dla nas użyteczne jedynie wówczas, gdy zostanie zmielone. Również Zbawiciel, aby ustanowić swe Królestwo, starty został niejako na proch, ukrzyżowany na nasze grzechy. Gorczyca daje ostry aromat jedynie wówczas, gdy zostanie zniszczona. Podobnie też drzewo, w które ziarno jej wyrasta, symbolizuje Krzyż, na którym umiera Chrystus Pan, a ptaki gnieżdżące się w jego gałęziach - dusze tych wszystkich, którzy dostępując zbawienia ulatują do Nieba.
Ta pierwsza przypowieść mówi nam przede wszystkim o ustanowieniu Kościoła, Królestwa Niebieskiego, będącego bezpiecznym portem zbawienia dla dusz odkupionych Ciałem i Krwią Zbawiciela.
Następnie Pan Jezus mówi o Królestwie Niebieskim, które podobne jest do trzech miar mąki, które zakwaszają całe ciasto. Chrystus Pan odnosi się tu do tajemnego działania łaski, która uświęca nas w podobny sposób, jak kwas powoduje wyrastanie chleba. Łaska wkracza do duszy przede wszystkim poprzez trzy cnoty teologiczne otrzymywane podczas chrztu, które uświęcają całą osobę, czyniąc ją dzieckiem Bożym i oczyszczając ją z grzechu.
Podobnie jak kwas nie niszczy mąki, ale raczej uszlachetnia ją i udoskonala, tak też łaska nie niszczy naszej natury, ale ją uszlachetnia. Podobnie jak kwas wywołuje pewne działanie i fermentację, tak również łaska, która przychodzi poprzez miłość, uświęca wszystkie nasze uczynki i daje nam życie nadprzyrodzone. Jest to dla nas ważne lekcja, byśmy zawsze pamiętali, że nawet jeśli łaska, którą otrzymaliśmy jest nadprzyrodzona, daleko przewyższająca naszą naturę, niemniej jednak pozostajemy nadal istotami ludzkimi. Podobnie jak kwas powoduje zakwaszenie całej mąki, która jednak pozostaje mąką, tak również łaska uświęca całą osobę, nadal jednak pozostajemy istotami ludzkimi.
Powinniśmy o tym zawsze pamiętać – zwłaszcza w kontekście edukacji i naszego życia duchowego. Chrzest gładzi nasze grzechy i udziela nam wszelkich łask potrzebnych do życia jako dzieci Boże. Podobnie jak kwas, łaska uświęca całą naszą istotę. Niemniej jednak pozostajemy ludźmi, naznaczonymi skutkami grzechu pierworodnego – czyli ignorancją, słabością i skłonnością do zła. Nawet chleb, który został zakwaszony, ulega zepsuciu i z czasem nie nadaje się do jedzenia – podobnie dusza, która została ochrzczona, może niestety okazać się niegodna łaski, którą otrzymała.
Zbawiciel podaje nam więc przykład zaczynu pokazując, że poprzez cierpliwe dodawanie go do mąki, cała potrawa zostanie zakwaszona. Musimy nieustannie ćwiczyć się w cnocie, by łaska, którą otrzymaliśmy, mogła przynieść właściwe owoce w Królestwie Niebieskim.
Tak więc, Drodzy Przyjaciele, weźmy sobie do serca porównania, które ukazuje nam dziś Zbawiciel dla opisania Królestwa Niebieskiego. Po pierwsze: Niebo możemy osiągnąć jedynie poprzez naśladowanie owego ziarenka gorczycy, które jest małe i niepozorne: poprzez praktykowanie cnoty pokory. Musimy praktykować umartwienie, które na podobieństwo ostrej gorczycy nada smak naszemu duchowemu życiu. Musimy również pracować cierpliwie, podobnie jak Ten, który umarł za nas na Krzyżu, zakwaszając nasze najpokorniejsze, codzienne czynności kwasem Ewangelii.
Zwracajmy się też ufnie do Matki Bożej – podobnie jak kobieta w dzisiejszej Ewangelii, dodaje Ona zaczyn do naszych dusz, wypraszając im łaski, których im tak bardzo potrzeba. Prośmy Ją więc gorąco o pomoc w praktykowaniu Ewangelii naszego Zbawiciela w codziennym życiu, aby - jak o to prosimy w Pater noster - Królestwo Boże stało się na ziemi, podobnie jak trwa przez cała wieczność w Niebie. Amen.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łódź. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łódź. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 14 listopada 2010
niedziela, 31 października 2010
na święto Chrystusa Króla
Drodzy wierni,
W dniu dzisiejszym przypada uroczystość Chrystusa Króla, dzień, w którym publicznie potwierdzamy władzę Chrystusa nad całym stworzeniem, całym społeczeństwem, wszystkimi narodami i systemami prawnymi. On jest Stwórcą Wszechrzeczy, Zbawicielem rodzaju ludzkiego, a więc dla naszego własnego szczęścia, dla dobra i pomyślności naszego społeczeństwa, musi On panować, ponieważ jest Królem.
Na każdej niemal karcie Ewangelii widzimy, jak Chrystus Pan głosi nam naukę o Królestwie. Rozpoczyna swe nauczanie wezwaniem do pokuty „albowiem przybliżyło się Królestwo Niebieskie” (Mt 4,17). Mówi nam o swoim Królestwie, Królestwie które prowadzi nas do Nieba, a więc koniecznym do naszego zbawienia, gdyż ci, którzy wyrzuceni zostaną z niego, wpadną w ogień piekielny „gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębów” (Mt 8,12). Wkraczamy do tego Królestwa łaski i prawdy podporządkowując się Jego prawu, Jego nakazom, Jego władzy. On sam nauczył nas się modlić słowami, które powtarzamy każdego dnia, by Jego Królestwo mogło zapanować na ziemi, tak jak istnieje ono w Niebie (Mt 6,10).
A ponieważ Chrystus jest Panem tego Królestwa, jest też Królem. Tego samego dnia, w którym oddał życie za poddanych swego Królestwa, odpowiedział Piłatowi: „Ty mówisz, że jestem ja królem” (J 18,37). Chrystus jest Królem, ponieważ sprawuje rządy monarsze, jako jedyny prawdziwy Władca, rządzący wszelkimi innymi, jako Ten, od którego pochodzi wszelka władza. Co więcej, Chrystus jest Królem nie dlatego, iż my akceptujemy Jego panowanie, jak to często bywa na tym świecie – Jego Królestwo nie jest z tego świata, ponieważ przychodzi z Nieba, od samego Boga. Nie jest więc zależne od akceptacji ze strony ludzi, jego natura jest bowiem Boska. Słusznie nazywane jest Królestwem Niebieskim, ponieważ jest to Królestwo ustanowione przez samego Boga dla zbawienia rodzaju ludzkiego, Królestwo, poza którym nikt nie może być zbawiony. A ponieważ Królestwo to pochodzi od samego Boga, jest równie jak On wieczne - obiecuje też życie wieczne wszystkim swym poddanym.
W dniu dzisiejszym chcemy uczcić jednak nie tyle Królestwo Chrystusa Pana, co fakt, że On sam jest Królem, rządcą wszystkich narodów. Posiada On wszystkie prawa i przywileje królewskie, ponieważ jest Bogiem. Święty Jan pisze w swej Ewangelii o Słowie: „Wszystko przez nie się stało, a bez niego nic się nie stało, co się stało” (J 1,3). Dlatego Zbawiciel, jako stwórca ludzkiej natury, jest z konieczności Królem wszystkich rzeczy i wszystkich narodów. Jako Bóg ma prawo do posłuszeństwa w każdej dziedzinie ludzkiego życia. To Jemu podporządkowane muszą być i z Jego wolą muszą zgadzać się wszelkie prawa, to dla Niego zarezerwowana jest wszelka władza sądzenia i to w Nim źródło swe ma wszelka władza wykonawcza.
Logiczną tego konsekwencją jest więc, drodzy wierni, że aby społeczeństwo cieszyło się pomyślnością, by rządy mogły spełniać swe zadanie polegające na budowaniu wspólnego dobra, państwo musi uznawać królewską władzę Chrystusa. Odmowa posłuszeństwa wobec Zbawiciela czy próba stworzenia państwa nie uznającego Jego nauki za prawdziwą, równoznaczne jest z brakiem wiary w Niego i odrzuceniem Jego słusznych praw względem nas. Ludzie, którzy opowiadają się za niezależnością Królestwa Chrystusa, czyli Kościoła, oraz państwa, w rzeczywistości nie mają ochoty podporządkowywać się prawom Jezusa Chrystusa. Domaganie się, by prawa jakiegoś państwa niezależne były od moralności nauczanej przez Zbawiciela, oznacza w istocie skazanie przeważającej większości obywateli na ogień wieczny, uniemożliwia tez państwu osiągnięcie nawet czysto naturalnej doskonałości.
Każda istota ludzka stworzona została przez Boga, by osiągnąć szczęście, szczęście wieczne. Szczęśliwość tę dać nam może jednak jedynie coś, co uczyni nas szczęśliwymi przez cała wieczność, czyli doskonałe dobro. Jest tylko jedno nieskończone i wiecznie doskonałe dobro, jest nim sam Bóg. Boga jednak nie można osiągnąć bez łaski, a łaska ta przychodzi jedynie poprzez naszego Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Jak więc państwo może mieć choćby nadzieję, że zapewni swym obywatelom szczęście, jeśli równocześnie odmawia podporządkowania się Chrystusowi? Jak może cieszyć się pomyślnością choćby tylko materialną, jeśli nie chce postępować wedle nakazów Zbawiciela? Jak może łudzić się, że zachowa niezależność, odmawiając przy tym posłuszeństwa źródłu wszelkiej władzy?
Odpowiedź jest prosta: to niemożliwe. Dlatego właśnie, drodzy wierni, zarówno w historii jak i czasach nam współczesnych, widzimy tak wiele przykładów sytuacji, w których państwo odmawiające uznania królewskiej władzy Chrystusa traci swą własną niepodległość i tożsamość. Państwo, które nie chce uznać ograniczeń swej własnej władzy, szybko staje się narzędziem służącym nie tyle do budowy wspólnego dobra, co do powszechnego zniszczenia. Podczas gdy powinno być opiekunem słabych, staje się narzędziem zgorszenia i tyranii. Dokonuje się to zresztą na naszych oczach, nie oszczędza się bowiem obecnie nawet dzieci – gorsząc je od najmłodszych ich lat poprzez edukację seksualną i zboczenia, pozbawiając przy tym elementarnej nawet edukacji i poddawając kolejnym arbitralnym reformom narzucanym przez państwo. Widzimy też, jak na ulicach naszych miast pod ochroną prawa odbywają się parady zboczeńców, podczas gdy ludzie, którzy wychowali swych synów w bojaźni Bożej i duchu gotowości oddania życia za swój kraj, wyszydzani są i lekceważeni.
W rzeczywistości, drodzy wierni, istnieją tylko dwie opcje, gdyż jak powiedział sam Zbawiciel: „Kto nie jest ze Mną, przeciwko Mnie jest” (Mt 12,30). Albo podporządkujemy się królewskiej władzy Chrystusa, albo popadniemy ponownie, powoli lecz w sposób nieunikniony, w niewolę diabła. Chrystus Pan jest Królem nie tylko dlatego, że jest naszym Stwórcą, ale również dlatego, że jest naszym Odkupicielem. Ofiarował swe życie na Krzyżu za nasze zbawienie, za nasze odkupienie – byliśmy bowiem niewolnikami grzechu. Nie należymy do siebie samych, zostaliśmy wykupieni za wielką cenę, za cenę Przenajświętszej Krwi Chrystusa.
Jezus Chrystus jest więc Królem nie tylko przez naturę, przez swą Boską naturę, ale również na prawach zwycięzcy. Ziemscy królowie dziedziczą swój tytuł lub zdobywają go na polu walki. Chrystus jest Królem Królów, ponieważ ma prawa do tego tytułu zarówno z natury, jako Bóg i Stwórca, jak i na prawach zwycięzcy, ponieważ wykupił nas i nabył naszą wolność w bitwie, jaką stoczył na Kalwarii. Poprzez swą Mękę i Śmierć ma do nas wszelkie prawa, a dzięki Jego łasce należymy do Niego.
Tak więc, drodzy wierni, niech przynajmniej ten dzień, w którym świętujemy majestat i prawa naszego Pana i Króla, rozproszy iluzje i omamy diabła, syreni śpiew, mający zwabić nas na skały grzechu. To, co głoszone jest obecnie jako tolerancja, multikulturalizm czy wolność, oznacza w rzeczywistości jedynie: „Nie chcemy, by ten nad nami panował” „Poza cezarem nie mamy króla”. (J 19,25). Wszelkie prawa legalizujące aborcję, tak zwane małżeństwa homoseksualne, promowanie fałszywych religii, są w istocie odrzuceniem Królestwa Chrystusa, świadomym odrzuceniem Jego władzy i Jego prawa. Chaos, smutek, uczucie pustki, utrata suwerenności, są jedynie logicznymi konsekwencjami tego stanu rzeczy. Albo będziemy mieli Chrystusa za Króla, albo diabła za pana. O ile uczniowie diabła dobrze wiedzą, czemu służy ich praca, ci, którzy kochają Zbawiciela, nie powinni ulegać iluzjom.
Pewnym jest, że Chrystus Pan zatryumfuje nad swymi wrogami, tryumf ten może nadejść jedynie poprzez zwycięstwo odniesione w naszych sercach. Każdy z nas poprzez chrzest należy do Królestwa Niebieskiego, do Królestwa Chrystusa Pana, musimy więc uznawać Jego władzę królewską w naszym codziennym życiu. Niewielu z nas zajmuje wybitne i odpowiedzialne stanowiska, prawdopodobnie żaden z nas nie stoi u sterów nawy państwowej, każdy z nas jest jednak odpowiedzialny za własne czyny. Niech więc każdy z nas odpowie na wezwanie Zbawiciela, na wezwanie do obrony Jego praw w dziedzinie, za jaką jesteśmy odpowiedzialni. Musicie uczynić co w waszej mocy, by przynajmniej wasza rodzina uznawała królewską władzę Chrystusa, a najlepszym ku temu środkiem jest prawdopodobnie Intronizacja Najświętszego Serca Pana Jezusa w waszych domach. Zobaczycie wówczas, w jaki sposób zobowiązania te, będące również źródłem wielkiej radości, ściągną na was morze łask Zbawiciela. Każdy król broni bowiem swej własności, jeśli więc pozostaniemy wierni naszemu Panu, naszemu królowi i Zbawicielowi, pewnego dnia powie On do nas: „Pójdźcie błogosławieni Ojca Mego, posiądźcie królestwo zgotowane wam od założenia świata” (Mt 25,34).
niedziela, 3 października 2010
19 Niedziela po Zesłaniu Ducha Świętego
„Gniewajcie się, a nie grzeszcie (…) nie dawajcie miejsca diabłu” (z Lekcji)
Drodzy wierni,
Krzyżmo Święte, olej pobłogosławiony przez biskupa w Wielki Czwartek, używane jest w Kościele przy udzielaniu sakramentu bierzmowania oraz święceniach kapłańskich. Zgodnie z tradycją apostolską, olej ten tworzy oliwa z oliwek zmieszana z balsamem, co - oprócz innych rzeczy – symbolizuje dwie wzniosłe cnoty, lśniące szczególnym blaskiem w Osobie Chrystusa Pana. Praktykowanie tych cnót Zbawiciel gorąco nam zalecał, by dzięki ich posiadaniu serca nasze mogły poświęcić się Jego służbie i gorliwie naśladować Jego przykład.
„Uczcie się ode mnie” – powiedział Pan Jezus – „że jestem cichy i pokorny sercem”. Zbawiciel uczył nas wielu rzeczy, przede wszystkim jednak uczył nas tych właśnie dwóch cnót. Pragnie, byśmy byli uczciwi, byśmy byli sprawiedliwi, byśmy byli roztropni – z pewnością cnoty te, jak i wiele innych, Zbawiciel posiadał w całej ich pełni – jednak w sposób szczególny pragnął, byśmy naśladowali Go w Jego pokorze i łagodności. To te właśnie dwie cnoty lśnią szczególnym blaskiem w Nim, Pomazańcu Pańskim.
W Krzyżmie Świętym znajduje się balsam, który zawsze opada poniżej wszystkich innych płynów. Symbolizuje on pokorę. Oliwa z oliwek, która wypływa na wierzch, symbolizuje łagodność i delikatność, która przezwycięża wszystkie rzeczy i wyróżnia się wśród cnót, jako owoc miłości. Miłość jest doskonała, drodzy wierni, nie tylko wówczas, gdy jest silna, nie tylko wtedy, gdy jest cierpliwa, ale zwłaszcza wówczas, gdy jest pełna łagodności i delikatności.
Drodzy wierni, starajcie się, by to Święte Krzyżmo łagodności i pokory było zawsze obecne w waszych sercach – gdyż to właśnie pokora czyni nas doskonałymi wobec Boga, a łagodność doskonałymi wobec bliźnich.
Tak wielu ludzi oszukuje samych siebie pustymi słowami i zewnętrznymi pozorami tych dwóch cnót. Nie badają wystarczająco wnikliwie swych własnych wewnętrznych przywiązań i uważają siebie samych za pokornych i łagodnych, podczas gdy w rzeczywistości od posiadania tych właśnie cnót są najdalsi. W takim przypadku, pomimo okazywanej na zewnątrz pokory i łagodności, wystarczy nieraz najmniejszy sprzeciw czy krzywda, by ludzie tacy okazali nagle niespodziewaną wyniosłość i butę.
Drodzy wierni, przez znamię waszego chrztu, przez dar łaski uświęcającej, przez Ducha Świętego, który został wam dany, posiadacie to święte namaszczenie, będące lekarstwem na palący płomień gniewu, jaki w sercach naszych budzą doznane krzywdy. Jednak lekarstwa tego trzeba używać. Jaki jest pożytek z lekarstwa, które leży na półce, jeśli nie używacie go, gdy jesteście chorzy?
Patriarcha Józef, który był ministrem faraona w Egipcie, odesłał swych braci do ojca z tą jedynie radą: „Nie gniewajcie się w drodze” (Gen 45,24). Drodzy wierni, to życie jest jedynie podróżą do domu ojca, do wiecznej szczęśliwości życia przyszłego. Nie gniewajmy się więc na siebie w drodze. Nie gniewajmy się wcale, jeśli to możliwe, i nie otwierajmy drzwi naszych serc dla tej niszczycielskiej namiętności.
Św. Jakub pisze wprost: „Gniew bowiem męża nie powoduje sprawiedliwości Bożej” (Jk 1,20). Musimy z całych naszych sił opierać się złu, musimy z cała mocą walczyć z wadami tych, którzy są nam powierzeni, wytrwale i odważnie, jednakże z łagodnością i współczuciem.
Nie należy przywiązywać większej wartości do poprawy będącej skutkiem namiętności, nawet, jeśli towarzyszy temu pobudka rozumowa. Znacznie cenniejszy jest akt skruchy, którego przyczyną jest wyłącznie akt rozumu. Jesteśmy istotami ludzkimi, jesteśmy z samej definicji rozumni. Dlatego dusza rozumna, będąca w sposób naturalny podległa rozumowi, namiętności ulec może jedynie w wyniku tyranii. Stąd, gdy aktowi rozumu towarzyszy namiętność, staje się on występny; jego sprawiedliwy osąd jest wypaczony przez bliskość tyranii.
Gdy prezydent czy książę odwiedzają poddanych w towarzystwie swych współpracowników, czynią im zaszczyt i zarazem sprawiają radość, gdy jednak pojawiają się na czele wojska, nawet jeśli ma to na celu dobro wspólne, ich odwiedziny są zawsze przykre. Nawet jeśli wymagają od swych żołnierzy ścisłego przestrzegania wojskowej dyscypliny, nigdy nie odniosą pełnego sukcesu i zawsze będą mieli do czynienia z zamieszkami.
Podobnie jest z nami, drodzy wierni. Tak długo, jak rządzi nami rozum, spokojnie napominając nas oraz korygując nasze postępowanie, choć robi to w sposób surowy i dokładny, wszyscy godzą się z tym i aprobują. Gdy jednak obok niego pojawia się gniew, namiętność czy wściekłość, staje się on obiektem raczej lęku niż miłości, oraz przyczyną największego cierpienia.
Nie zostawiajcie w waszych sercach miejsca na gniew, drodzy wierni. Lepiej jest nauczyć się żyć bez gniewu, niż udawać opanowanego, a w tajemnicy dawać mu ujście. Jeśli damy mu choć tyle swobody, zacznie panować w naszym sercu, podobnie jak wąż, który z łatwością przeciska się w całości, gdy tylko uda mu się wsadzić gdzieś głowę.
Moglibyście zapytać: „Ale jak możemy pozbyć się tej niebezpiecznej namiętności?” Drodzy wierni, na pierwszą oznakę gniewu, skupcie wszystkie wasze siły na obronie. Nie w sposób gwałtowny i bez wzburzenia, ale łagodnie, a zarazem stanowczo. Nie bądźcie jak owi woźni sądowi, którzy krzycząc: „Cisza!” czynią w istocie więcej hałasu, niż wszyscy inni obecni na sali. Często zdarza się, że gdy usiłujemy gwałtownie zwalczyć nasz gniew, wzniecamy w naszym sercu większą jeszcze burzę. A gdy serce jest w ten sposób wzburzone, nie może już być panem samego siebie.
Czyńmy to, co czynili Apostołowie, gdy na jeziorze w łódź ich uderzał wiatr i fale. Gdy uderzą na nas wichry namiętności, uciekajmy się do naszego Pana Jezusa Chrystusa. Uciekajcie się na Tego, który jest Panem stworzenia, który pragnie być Panem waszych serc, a On powie wiatru i falom: uciszcie się – i nastanie spokój. Jest On jak oliwa, którą wylewa się na powierzchnię wody, by uspokoić fale.
Ponadto, gdy tylko odczuwać zaczniecie wyrzuty sumienia z powodu własnego gniewu, naprawcie to natychmiast poprzez akt łagodności względem tej samej osoby, na którą byliście źli. Świeże rany łatwo się leczą, lecz gdy nie zostaną natychmiast opatrzone, pozostawiają głębokie blizny. Podobnie jest z naszymi bliźnimi: świeżą urazę łatwo jest naprawić prosząc szybko o wybaczenie; ale nawet mała uraza nie leczona będzie się jątrzyła i doprowadzić może do nowych komplikacji jeszcze po wielu latach.
Jak mówi powiedzenie: miłość zaczyna się w domu. Najlepszym sposobem na ćwiczenie się w łagodności jest praktykowanie jej względem siebie samych. Nie powinniśmy martwić się przesadnie własnymi niedoskonałościami. To prawda, rozum wymaga, byśmy czuli żal po popełnieniu jakiegoś błędu czy grzechu, powinniśmy jednak wystrzegać się stanu zapamiętałego zgorzknienia, który nazywany bywa niekiedy depresją. Tak jest w przypadku ludzi, którzy zwyciężeni przez gniew, rozdrażnieni są wskutek tego, że dali wyprowadzić się z równowagi. Złoszczą się, że ulegli gniewowi i w ten sposób pozwalają, by ich serca całkowicie opanowały namiętności. Stają się nawet smutni wskutek własnego smutku.
Ten rodzaj gniewu i złości na siebie samego jest po prostu przejawem pychy i jego źródłem jest miłość własna, poruszona i zaniepokojona własną niedoskonałością.
Musimy odczuwać niezadowolenie z powodu naszych upadków. Musimy odczuwać do nich odrazę całym naszym sercem, jednak zawsze w sposób spokojny, stanowczy i niewzruszony. Poprawiamy się znacznie skuteczniej na fundamencie spokojnej i rzetelnej skruchy, niż wskutek żalu gwałtownego i zapalczywego. Skrucha okazywana gwałtownie nie wynika z uznania naszych win, ale ze skłonności skażonych pychą.
Łagodne i czułe napomnienie ze strony ojca ma znacznie większy skutek, niż okazanie gniewu i uleganie emocjom. Gdy więc zdarzy nam się w jakiś sposób upaść, jeśli karcimy nasze serca łagodnym i spokojnym napomnieniem, odczuwając silniej żal za grzech niż namiętność skierowaną przeciwko niemu, z łagodnością zachęcając się do poprawy, wówczas skrucha będzie głębsza niż wskutek żalu gwałtownego, niespokojnego i burzliwego, który nigdy nie ustaje, ponieważ wypływa z miłości własnej i namiętności poszukującej jedynie własnego dobra.
Drodzy wierni, „gniewajcie się, a nie grzeszcie”. Opanowując tę niebezpieczną namiętność, przygotowujmy drogę dla Chrystusa, pragnącego żyć między nami poprzez miłość, tę miłość, która przygotuje nas na życie wieczne ze wszystkimi świętymi, na wszystkie wieki wieków. Amen.
Drodzy wierni,
Krzyżmo Święte, olej pobłogosławiony przez biskupa w Wielki Czwartek, używane jest w Kościele przy udzielaniu sakramentu bierzmowania oraz święceniach kapłańskich. Zgodnie z tradycją apostolską, olej ten tworzy oliwa z oliwek zmieszana z balsamem, co - oprócz innych rzeczy – symbolizuje dwie wzniosłe cnoty, lśniące szczególnym blaskiem w Osobie Chrystusa Pana. Praktykowanie tych cnót Zbawiciel gorąco nam zalecał, by dzięki ich posiadaniu serca nasze mogły poświęcić się Jego służbie i gorliwie naśladować Jego przykład.
„Uczcie się ode mnie” – powiedział Pan Jezus – „że jestem cichy i pokorny sercem”. Zbawiciel uczył nas wielu rzeczy, przede wszystkim jednak uczył nas tych właśnie dwóch cnót. Pragnie, byśmy byli uczciwi, byśmy byli sprawiedliwi, byśmy byli roztropni – z pewnością cnoty te, jak i wiele innych, Zbawiciel posiadał w całej ich pełni – jednak w sposób szczególny pragnął, byśmy naśladowali Go w Jego pokorze i łagodności. To te właśnie dwie cnoty lśnią szczególnym blaskiem w Nim, Pomazańcu Pańskim.
W Krzyżmie Świętym znajduje się balsam, który zawsze opada poniżej wszystkich innych płynów. Symbolizuje on pokorę. Oliwa z oliwek, która wypływa na wierzch, symbolizuje łagodność i delikatność, która przezwycięża wszystkie rzeczy i wyróżnia się wśród cnót, jako owoc miłości. Miłość jest doskonała, drodzy wierni, nie tylko wówczas, gdy jest silna, nie tylko wtedy, gdy jest cierpliwa, ale zwłaszcza wówczas, gdy jest pełna łagodności i delikatności.
Drodzy wierni, starajcie się, by to Święte Krzyżmo łagodności i pokory było zawsze obecne w waszych sercach – gdyż to właśnie pokora czyni nas doskonałymi wobec Boga, a łagodność doskonałymi wobec bliźnich.
Tak wielu ludzi oszukuje samych siebie pustymi słowami i zewnętrznymi pozorami tych dwóch cnót. Nie badają wystarczająco wnikliwie swych własnych wewnętrznych przywiązań i uważają siebie samych za pokornych i łagodnych, podczas gdy w rzeczywistości od posiadania tych właśnie cnót są najdalsi. W takim przypadku, pomimo okazywanej na zewnątrz pokory i łagodności, wystarczy nieraz najmniejszy sprzeciw czy krzywda, by ludzie tacy okazali nagle niespodziewaną wyniosłość i butę.
Drodzy wierni, przez znamię waszego chrztu, przez dar łaski uświęcającej, przez Ducha Świętego, który został wam dany, posiadacie to święte namaszczenie, będące lekarstwem na palący płomień gniewu, jaki w sercach naszych budzą doznane krzywdy. Jednak lekarstwa tego trzeba używać. Jaki jest pożytek z lekarstwa, które leży na półce, jeśli nie używacie go, gdy jesteście chorzy?
Patriarcha Józef, który był ministrem faraona w Egipcie, odesłał swych braci do ojca z tą jedynie radą: „Nie gniewajcie się w drodze” (Gen 45,24). Drodzy wierni, to życie jest jedynie podróżą do domu ojca, do wiecznej szczęśliwości życia przyszłego. Nie gniewajmy się więc na siebie w drodze. Nie gniewajmy się wcale, jeśli to możliwe, i nie otwierajmy drzwi naszych serc dla tej niszczycielskiej namiętności.
Św. Jakub pisze wprost: „Gniew bowiem męża nie powoduje sprawiedliwości Bożej” (Jk 1,20). Musimy z całych naszych sił opierać się złu, musimy z cała mocą walczyć z wadami tych, którzy są nam powierzeni, wytrwale i odważnie, jednakże z łagodnością i współczuciem.
Nie należy przywiązywać większej wartości do poprawy będącej skutkiem namiętności, nawet, jeśli towarzyszy temu pobudka rozumowa. Znacznie cenniejszy jest akt skruchy, którego przyczyną jest wyłącznie akt rozumu. Jesteśmy istotami ludzkimi, jesteśmy z samej definicji rozumni. Dlatego dusza rozumna, będąca w sposób naturalny podległa rozumowi, namiętności ulec może jedynie w wyniku tyranii. Stąd, gdy aktowi rozumu towarzyszy namiętność, staje się on występny; jego sprawiedliwy osąd jest wypaczony przez bliskość tyranii.
Gdy prezydent czy książę odwiedzają poddanych w towarzystwie swych współpracowników, czynią im zaszczyt i zarazem sprawiają radość, gdy jednak pojawiają się na czele wojska, nawet jeśli ma to na celu dobro wspólne, ich odwiedziny są zawsze przykre. Nawet jeśli wymagają od swych żołnierzy ścisłego przestrzegania wojskowej dyscypliny, nigdy nie odniosą pełnego sukcesu i zawsze będą mieli do czynienia z zamieszkami.
Podobnie jest z nami, drodzy wierni. Tak długo, jak rządzi nami rozum, spokojnie napominając nas oraz korygując nasze postępowanie, choć robi to w sposób surowy i dokładny, wszyscy godzą się z tym i aprobują. Gdy jednak obok niego pojawia się gniew, namiętność czy wściekłość, staje się on obiektem raczej lęku niż miłości, oraz przyczyną największego cierpienia.
Nie zostawiajcie w waszych sercach miejsca na gniew, drodzy wierni. Lepiej jest nauczyć się żyć bez gniewu, niż udawać opanowanego, a w tajemnicy dawać mu ujście. Jeśli damy mu choć tyle swobody, zacznie panować w naszym sercu, podobnie jak wąż, który z łatwością przeciska się w całości, gdy tylko uda mu się wsadzić gdzieś głowę.
Moglibyście zapytać: „Ale jak możemy pozbyć się tej niebezpiecznej namiętności?” Drodzy wierni, na pierwszą oznakę gniewu, skupcie wszystkie wasze siły na obronie. Nie w sposób gwałtowny i bez wzburzenia, ale łagodnie, a zarazem stanowczo. Nie bądźcie jak owi woźni sądowi, którzy krzycząc: „Cisza!” czynią w istocie więcej hałasu, niż wszyscy inni obecni na sali. Często zdarza się, że gdy usiłujemy gwałtownie zwalczyć nasz gniew, wzniecamy w naszym sercu większą jeszcze burzę. A gdy serce jest w ten sposób wzburzone, nie może już być panem samego siebie.
Czyńmy to, co czynili Apostołowie, gdy na jeziorze w łódź ich uderzał wiatr i fale. Gdy uderzą na nas wichry namiętności, uciekajmy się do naszego Pana Jezusa Chrystusa. Uciekajcie się na Tego, który jest Panem stworzenia, który pragnie być Panem waszych serc, a On powie wiatru i falom: uciszcie się – i nastanie spokój. Jest On jak oliwa, którą wylewa się na powierzchnię wody, by uspokoić fale.
Ponadto, gdy tylko odczuwać zaczniecie wyrzuty sumienia z powodu własnego gniewu, naprawcie to natychmiast poprzez akt łagodności względem tej samej osoby, na którą byliście źli. Świeże rany łatwo się leczą, lecz gdy nie zostaną natychmiast opatrzone, pozostawiają głębokie blizny. Podobnie jest z naszymi bliźnimi: świeżą urazę łatwo jest naprawić prosząc szybko o wybaczenie; ale nawet mała uraza nie leczona będzie się jątrzyła i doprowadzić może do nowych komplikacji jeszcze po wielu latach.
Jak mówi powiedzenie: miłość zaczyna się w domu. Najlepszym sposobem na ćwiczenie się w łagodności jest praktykowanie jej względem siebie samych. Nie powinniśmy martwić się przesadnie własnymi niedoskonałościami. To prawda, rozum wymaga, byśmy czuli żal po popełnieniu jakiegoś błędu czy grzechu, powinniśmy jednak wystrzegać się stanu zapamiętałego zgorzknienia, który nazywany bywa niekiedy depresją. Tak jest w przypadku ludzi, którzy zwyciężeni przez gniew, rozdrażnieni są wskutek tego, że dali wyprowadzić się z równowagi. Złoszczą się, że ulegli gniewowi i w ten sposób pozwalają, by ich serca całkowicie opanowały namiętności. Stają się nawet smutni wskutek własnego smutku.
Ten rodzaj gniewu i złości na siebie samego jest po prostu przejawem pychy i jego źródłem jest miłość własna, poruszona i zaniepokojona własną niedoskonałością.
Musimy odczuwać niezadowolenie z powodu naszych upadków. Musimy odczuwać do nich odrazę całym naszym sercem, jednak zawsze w sposób spokojny, stanowczy i niewzruszony. Poprawiamy się znacznie skuteczniej na fundamencie spokojnej i rzetelnej skruchy, niż wskutek żalu gwałtownego i zapalczywego. Skrucha okazywana gwałtownie nie wynika z uznania naszych win, ale ze skłonności skażonych pychą.
Łagodne i czułe napomnienie ze strony ojca ma znacznie większy skutek, niż okazanie gniewu i uleganie emocjom. Gdy więc zdarzy nam się w jakiś sposób upaść, jeśli karcimy nasze serca łagodnym i spokojnym napomnieniem, odczuwając silniej żal za grzech niż namiętność skierowaną przeciwko niemu, z łagodnością zachęcając się do poprawy, wówczas skrucha będzie głębsza niż wskutek żalu gwałtownego, niespokojnego i burzliwego, który nigdy nie ustaje, ponieważ wypływa z miłości własnej i namiętności poszukującej jedynie własnego dobra.
Drodzy wierni, „gniewajcie się, a nie grzeszcie”. Opanowując tę niebezpieczną namiętność, przygotowujmy drogę dla Chrystusa, pragnącego żyć między nami poprzez miłość, tę miłość, która przygotuje nas na życie wieczne ze wszystkimi świętymi, na wszystkie wieki wieków. Amen.
niedziela, 26 września 2010
18 Niedziela po Zesłaniu Ducha Świętego
Drodzy wierni,
Wszystko, co robi dla nas Pan Jezus jest dla naszego uświęcenia i dla naszego zbudowania. Każde słowo ewangelii, każdy czyn Pana Jezusa jest dla naszego odkupienia. Na końcu ewangelii św. Jana jest napisane, że tylko część tego, co Chrystus Pan zdziałał na ziemi została zapisana w ewangelii dlatego, że nawet gdyby księga była wielka jak ziemia, a kałamarz jak ocean, nie dałoby się spisać wszystkiego, co powinno być napisane o Panu Naszym Jezusie Chrystusie. Św. Jan Chryzostom mówił, że każda pojedyncza sylaba Pisma Świętego ma w sobie taka głębię znaczenia jak ocean. Problem w tym, że jesteśmy tak ociężali w rozumieniu, tak słabi, tak chorzy.
Każda ułomność, którą Pan Jezus leczy w ewangelii, każda choroba, którą uzdrawia oznacza jakąś duchową ułomność, którą chce On uleczyć w naszych duszach. Dobroć Pana Jezusa jest tak wielka, że nie wystarcza Mu tylko uleczenie ciała, lecz pragnie On aby cały człowiek został uzdrowiony.
Ci, którzy pragną zostać uzdrowieni, ale nie wiedzą, co mają robić są podobni do tego nieszczęśnika, który siedział przy brzegu sadzawki przez 38 lat. Próbował wiele razy wejść do sadzawki, ale nie miał nikogo, kto by mu pomógł zmyć słabości ze swego ciała. Dopiero Pan Jezus przychodzi do niego aby go uleczyć.
Ale człowiek z dzisiejszej ewangelii, paralityk, jest znacznie poważniejszym przypadkiem. Nawet nie może się poruszyć. To dusza, która została sparaliżowana przez grzech, która ma głębokie przywiązanie do grzechu, takie, że nawet nie może zbliżyć się do Pana Jezusa bez pomocy innych. Znajdują się jednak tacy, którzy przynoszą go do Pana Jezusa. Widzą ogromny tłum, tłoczący się wokół Niego. Widzą wielki tłum Żydów, którzy przyszli zobaczyć tylko doczesnego mesjasza. Ale wiara przyjaciół chorego jest taka, że robią otwór w dachu i opuszczają go obok Pana Jezusa. Otwierają swoje serca dla nieba, nie szukają lekarstwa dla swego przyjaciela nisko przy ziemi, ale u źródeł życia.
I Pan Jezus pochwala ich wiarę, a grzechy tego nieszczęśnika zostają odpuszczone.
Drodzy wierni, musicie się modlić za grzeszników. Zwłaszcza dziś, kiedy jest tylu ludzi podobnych do paralityka z dzisiejszej ewangelii, ludzi sparaliżowanych duchowo. Sami nie mogą się poruszać, nawet nie mają dość siły aby pragnąć poprawy. Biedne dusze, które nie odróżniają białego od czarnego. Pan Jezus chce je uzdrowić, ale nie może, dopóki nie znajdzie się ktoś, kto przyniesie nieszczęśnika do Niego. Nie uleczy ich, o ile nie będzie tych, którzy otworzą swe serca na Jego łaskę, nie zbawi tych, za których nikt się nie modli. módlcie się za grzeszników, drodzy wierni. Nie ma nic pilniejszego, aniżeli modlić się i cierpieć za grzeszników. Módlcie się za Kościół.
Jest też inna nauka, którą Pan Jezus chce nam dziś przekazać. W dzisiejszej ewangelii mówi o Sobie: „Abyście wiedzieli, że Syn Człowieczy ma na ziemi władzę, aby odpuszczać grzechy – mówię ci wstań”. Pan Jezus używa cudu uzdrowienia paralityka do udowodnienia bez żadnej wątpliwości, że jest Bogiem. Ale także, że jest Człowiekiem, Synem Człowieczym. Dwie skrajności złączone w jednej osobie, każda z właściwą jej naturą i mocą.
To jest istota tajemnicy chrześcijaństwa. Jesteśmy chrześcijanami, bo wierzymy w Jezusa Chrystusa. Wierzymy, że Jezus człowiek jest Drugą Osobą Przenajświętszej Trójcy. Wierzymy, że ta jedyna ludzka natura jest istotowo zjednoczona ze Słowem Bożym. Nie dzielimy Jego osoby, nie rozróżniamy dwóch natur, wierzymy w Jednego Chrystusa, Boga i Człowieka.
Ale są tacy, którzy chcieliby podzielić Pana Jezusa, którzy sądzą, że jest On tylko człowiekiem, jak inni ludzie. Tak jak Faryzeusze z dzisiejszej ewangelii, którzy oskarżają Go o bluźnierstwo, bo wiedzą, że tylko Bóg ma władzę odpuszczania grzechów. I Pan Jezus dokonuje cudu, żeby udowodnić, że jest równy Bogu.
Są też inni, którzy twierdzą, że Pan Jezus jest tylko Bogiem, a więc nie cierpiał naprawdę, a Jego męka była tylko złudzeniem, że Jego ludzka natura była tylko na pokaz, dla naszego zbudowania. Pan Jezus umiera na krzyżu i zostaje złożony do grobu, żeby rozwiać te wątpliwości. Czysta rzeczywistość historyczna wystarcza, aby przeciwstawić się temu poglądowi.
Kościół Katolicki jest kontynuacją Wcielenia. Jest kontynuacją zjednoczenia z Panem Jezusem, które nazywamy mistycznym ciałem. Kościół jest mistycznym Ciałem Jezusa Chrystusa, którego On jest głową, a my członkami. I podobnie jak Pan Jezus Chrystus, tak Jego mistyczne ciało jest zarówno boskie jak i ludzkie.
Ludzkie, ponieważ wszyscy jesteśmy istotami ludzkimi. Boskie, ponieważ ma w sobie wewnętrzne życie samego Boga, łaskę uświęcającą jak skarb w glinianym naczyniu. Boskie, ponieważ słudzy Kościoła mają władzę odpuszczania grzechów. Ludzkie, ponieważ ci słudzy wzięci są spośród ludu i podlegają każdej ludzkiej słabości.
Współczesny świat odrzucił Pana Naszego Jezusa Chrystusa i tak, jak odrzuca Jego, odrzuca Jego Kościół, Jego mistyczne ciało.
Niektórzy przeczą, że Kościół jest boski. Myślą, że mogą robić z Kościołem i jego instytucjami co im się podoba, że mogą zmienić Mszę św. i sakramenty według swoich błędnych poglądów. Tacy są moderniści, którzy zredukowali sakramenty do najniższego możliwego do zaakceptowania poziomu jako tylko ludzkie symbole pozbawione Łaski. To są dzisiejsi Saduceusze, zaprzeczający zmartwychwstaniu i boskości Jezusa Chrystusa.
Inni przeczą, że Kościół jest ludzki. Widzą wszystkie współczesne skandale i sądzą, że takie osoby nie mogą być żadną miarą katolikami. Mówią, że to niemożliwe, aby Kościół miał takie sługi, aby Boski Kościół miał tak nędzne członki. Tacy są sedewakantyści, którzy obserwują wydarzenia ostatnich 40 lat surowym okiem, osądzając wszystko według swoich poglądów na to, czym jest życie Boże. To są dzisiejsi Faryzeusze, którzy drwią z Pana Jezusa zawieszonego na krzyżu mówiąc: „Niech zejdzie z krzyża, to w Niego uwierzymy”.
Drodzy wierni, nie możemy być ani modernistami, ani sedewakantystami. Musimy być po prostu katolikami. Katolicki znaczy powszechny, a to oznacza, że wierzymy we wszystkie dogmaty Kościoła, a nie w ten lub inny, według naszego uznania. Musimy wierzyć zarówno w człowieczeństwo i w bóstwo Pana Jezusa. Musimy wierzyć w człowieczeństwo i boskość Jego Kościoła. To nie my doprowadziliśmy do obecnej sytuacji. Musimy po prostu kontynuować to, co Kościół czynił zawsze, nie zważając na nic.
Módlcie się moi drodzy, módlcie się. Żyjemy w mrocznych czasach, w czasach zamieszania i trudności, ale również w czasach wielkiego pocieszenia bo wiemy, że Jezus Chrystus jest Bogiem. Ten człowiek, który został ukrzyżowany jest tym samym, który powstał z martwych trzeciego dnia. Podobnie my o tyle będziemy mieć udział w Jego Zmartwychwstaniu, o ile cierpieliśmy z Jezusem i dla Jezusa. I powie nam „wstań i chodź, wejdź do mieszkania, które zostało przygotowane dla ciebie na wieczność”.
niedziela, 30 maja 2010
Na Uroczystość Trójcy Przenajświętszej
Drodzy wierni,
Na początku Księgi Rodzaju czytamy, w jaki sposób Bóg stworzył rodzaj ludzki: „I rzekł: Uczyńmy człowieka na obraz i na podobieństwo nasze (Gen 1,26). Człowiek stworzony został na obraz i podobieństwo Boże.
Gdy mówimy, że coś jest obrazem czegoś innego, przywodzi nam to na myśl portret lub obraz. Artysta musi mieć w swym umyśle pejzaż lub postać i by namalować obraz naniesie odpowiednie kolory na płótno. Obraz powinien być kopią czy też raczej przeniesieniem czegoś z jednego środka wyrazu do innego. Wizerunek nie jest oczywiście człowiekiem, może być jednak obrazem człowieka. Wizerunek jest czymś całkowicie różnym, nieskończenie niższym niż istota ludzka, pomimo to jednak może być obrazem danej osoby. Może pokazać nam, jak osoba ta wygląda, nie jest jednak człowiekiem. Kiedy więc Pismo Święte mówi, że człowiek stworzony został na obraz Boga, oznacza to, że człowiek posiada w pewien sposób wyciśnięte na sobie znamię, dające do pewnego stopnia wyobrażenie o tym, kim jest Bóg. Choć istota ludzka jest oczywiście całkowicie różna od Boga, podobnie jak portret jest całkowicie różny od żywej osoby, niemniej jednak istnieje pewne podobieństwo, coś co mówi nam, że ten obraz jest obrazem Boga, tak jak możemy powiedzieć że ta figura nad ołtarzem jest figurą Matki Bożej – jest to obraz Matki Bożej. Oczywiście nie jest to osoba Matki Bożej, ale obraz, wyobrażenie, możemy więc patrząc na tę figurę rozpoznać rysy Matki Bożej.
Dlatego jeśli człowiek jest obrazem Boga, jest w nim coś, co odzwierciedla to, kim jest Bóg. Gdy patrzymy na portret widzimy, że tym, co tworzy obraz i sprawia, iż odzwierciedla on cechy danej osoby, są kolory i kształty, jakie artysta nanosi na płótno. Podobnie w Księdze Rodzaju widzimy dzieło artysty: „Utworzył tedy Pan Bóg człowieka z mułu ziemi i tchnął w oblicze jego dech żywota: i stał się człowiek istotą żyjącą” (Gen 2,7). To właśnie dusza żyjąca, którą tchnął Bóg w muł ziemi sprawia, że człowiek jest obrazem Boga.
Rozważania te doprowadzają nas, drodzy wierni, do kontemplacji tajemnicy, którą wspominamy w dniu dzisiejszym, tajemnicy Trójcy Przenajświętszej. To właśnie to święto uczy nas w sposób najdobitniejszy, kim jest Bóg: jest On jednym Bogiem w Trzech Osobach Boskich. Bóg jest jeden, gdyż istnieje tylko jedna natura Boska, jest tylko jedna Istota doskonała. Wiemy, że istnieć może tylko jeden Bóg, gdyż gdyby było dwóch, musieliby różnić się od siebie w jakikolwiek sposób. Jeden z nich musiałby posiadać coś, czego nie posiadałby drugi, a z powodu tego braku nie byłby doskonały. Dlatego też może być tylko jeden Bóg. A jednak Bóg jest w Trzech Osobach Boskich, które są od siebie odrębne: Ojciec nie jest Synem, a żaden z nich nie jest Duchem Świętym.
Być może najlepszym sposobem na prawdziwe zrozumienie tej tajemnicy jest zwrócenie oczu na obraz Boga, obraz, który On sam stworzył. Podobnie jak możecie zacząć poznawać daną osobę na podstawie jej portretu, tak też możemy dowiedzieć się czegoś o Bogu na podstawie obrazu, który On sam stworzył – czyli duszy ludzkiej.
Dusza ludzka należy do jednej istoty ludzkiej – podobnie jak istnieje tylko jedna natura Boska, tak też na każdą istotę ludzką przypada tylko jedna dusza nieśmiertelna. A jednak dusza ludzka, będąc rzeczywistością duchową, posiada dwie władze: władzę intelektu i władzę kochania. Władza intelektu czyni duszę uniwersalną w tym sensie, że możemy poznawać rzeczy, inne rzeczy, znajdujące się poza nami, mogą wkraczać do naszego umysłu, a my możemy pojąc ich naturę i je zrozumieć. A co jeszcze bardzie zdumiewające, możemy również poznać siebie samych, zrozumieć kim jesteśmy i pojąć naszą własną ludzką naturę. Mowa istnieje właśnie po to, by wyrazić tę wewnętrzną wiedzę o sobie i przekazać ją innym. Zdolność do kochania jest z kolei siłą pociągającą nas ku bytom kochanym – chcemy być z nimi zjednoczeni, pragniemy dla nich dobra, chcemy je posiadać. Człowiek posiada również wiele innych zdolności i władz, jednak to te dwie czynią go istotą ludzką, stworzoną na obraz Boga.
Bóg jest duchem, a ponieważ jest istotą duchową, również On poznaje i kocha, jednak w sposób nieskończenie doskonalszy niż my. Bóg zna wszystkie rzeczy, zna również siebie samego w stopniu doskonałym. Wyraża się również, wyraża wiedzę, jaką ma o sobie samym, jednak w sposób nieskończenie doskonalszy, niż potrafi to nasz biedny język. Podczas gdy my musimy używać wielu słów i fraz, by wyrazić własne życie wewnętrzne, Bóg czyni to poprzez jedno Jedyne Słowo, Słowo Boże. To Słowo jest Kimś różnym od Osoby, która je wyraża – a jednak wyraża Ono dokładnie naturę Boga. Słowo to jest wieczne jak sam Bóg i ma tę samą co On naturę, istniejąc jednak w odrębnej Osobie. Jest to Druga Osoba Trójcy Przenajświętszej – Syn Boży.
A pomiędzy Ojcem i Synem istnieje podobnie nieskończona miłość, nieskończone wzajemne przyciąganie, wynikające z faktu, że posiadają Oni tę samą naturę. Dobro, jakiego pragną dla siebie wzajemnie, to owo nieskończone i doskonałe Dobro, Boska natura. Miłość ta jest jednak w jakiś sposób odrębna od Ojca i Syna, jak to wyraził sam Zbawiciel: „Pocieszyciel przyjdzie, którego ja wam poślę od Ojca” (J 15, 26). Będąc Miłością Bożą, pochodzi od Ojca i Syna jako od jednej zasady. Ta odrębna Osoba to Duch Święty, Boska miłość pochodząca od Ojca i Syna.
Co jednak najbardziej zdumiewające i bardziej jeszcze tajemnicze, drodzy wierni, w Księdze Rodzaju czytamy też, że Bóg stworzył człowieka nie tylko na swój obraz, ale też na swoje podobieństwo. Podobieństwo jest czymś więcej, niż obraz. Podobieństwo zakłada istnienie pewnej równości, równości natury. Możecie na przykład powiedzieć, że wasza córka podobna jest do waszej żony, a syn podobny do waszego dziadka. Nie powiedzielibyście jednak, że pies jest podobny do kota. W podobieństwie mamy do czynienia z pewną równorzędnością natury, to co jest podobne do czegoś innego, musi posiadać z nim coś wspólnego.
A Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo. To podobieństwo Boże wlane zostało w duszę Adama w samej chwili jego stworzenia. To właśnie to podobieństwo czyniło Adama miłym Bogu oraz dawało mu tytuł do życia wiecznego, to znaczy do życia podobnego do życia Boga. To podobieństwo to właśnie to, co nazywamy łaską uświęcającą, łaską, która czyni nas dziećmi Bożymi. To właśnie ta łaska czyni nas miłymi Bogu, a nawet zdolnymi do radowania się Nim przez całą wieczność, jak mówi święty Jan: „Gdy się ukaże, podobni Mu będziemy, gdy Go ujrzymy, jak jest” (1J 3,2). Z tego właśnie powodu otrzymujemy łaskę i jesteśmy chrzczeni, zgodnie z poleceniem Chrystusa Pana, zawartym w czytanej dziś Ewangelii: „W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego” (Mt 28,19).
To właśnie życie Boże, drodzy wierni, to wieczna szczęśliwość Boga, jest celem, dla którego zostaliśmy stworzeni, gdyż uczynieni zostaliśmy pierwotnie nie tylko na Jego obraz, ale i na Jego podobieństwo. Podobieństwo to możemy jednak utracić poprzez grzech. Grzech niszczy to podobieństwo Boże w naszych duszach i sprawia, że jesteśmy niezdolni do cieszenia się Bożym szczęściem przez całą wieczność. Chrystus Pan cierpiał swą Mękę i Śmierć, by spłacić cenę za utratę przez nas tej łaski – ponieważ owo podobieństwo Boże jest czymś tak drogocennym, że sam Syn Boży musiał zapłacić jego cenę własnym życiem. Na tym świecie istnieje tak naprawdę tylko jedno zło, drodzy wierni, nieskończone zło grzechu, gdyż to poprzez grzech tracimy podobieństwo Boże. Tracimy w ten sposób samego Boga, gdyż podobieństwo Boże jest niczym innym jak tylko mieszkaniem Trójcy Przenajświętszej w naszych duszach.
Zbawiciel powiedział do nas: „Jeśli mię kto miłuje, będzie strzegł słów moich, a Ojciec mój umiłuje go i do niego przyjdziemy i mieszkanie u niego uczynimy” (J 14,23). Trójca Przenajświętsza, Ojciec, Syn i Duch Święty, którego posyłają Oni do naszych serc wołającego: „Abba, Ojcze” (Rz 8,15), mieszka w nas, gdy jesteśmy w stanie łaski. Tajemnicą, którą dziś czcimy, nieskończone wewnętrzne życie Boga, jest czymś dostępnym dla nas, drodzy wierni, staje się nawet częścią nas, jeśli strzeżemy słów Chrystusa Pana.
Dlatego, mając w pamięci te rozważania, szukajmy zawsze tego, co najcenniejsze, co najważniejsze. Stan łaski jest w istocie jedyną prawdziwą rzeczywistością, jedyną prawdziwie ważną rzeczą w naszym życiu. Będąc w stanie łaski posiadamy wszystko, nawet samego Boga. Czyńmy więc wszystko, co w naszej mocy, by pozostać w stanie łaski, a jeśli mieliśmy nieszczęście go utracić, starajmy się odzyskać go jak najszybciej przez dobrą spowiedź. Zachowujmy zawsze w naszych sercach, w naszych umysłach, w poznawaniu i kochaniu, tę obecność Trójcy Przenajświętszej, by mogła ona zaowocować w dniu naszego przejścia do wieczności, byśmy mogli radować się nią na wieki wieków. Amen.
Na początku Księgi Rodzaju czytamy, w jaki sposób Bóg stworzył rodzaj ludzki: „I rzekł: Uczyńmy człowieka na obraz i na podobieństwo nasze (Gen 1,26). Człowiek stworzony został na obraz i podobieństwo Boże.
Gdy mówimy, że coś jest obrazem czegoś innego, przywodzi nam to na myśl portret lub obraz. Artysta musi mieć w swym umyśle pejzaż lub postać i by namalować obraz naniesie odpowiednie kolory na płótno. Obraz powinien być kopią czy też raczej przeniesieniem czegoś z jednego środka wyrazu do innego. Wizerunek nie jest oczywiście człowiekiem, może być jednak obrazem człowieka. Wizerunek jest czymś całkowicie różnym, nieskończenie niższym niż istota ludzka, pomimo to jednak może być obrazem danej osoby. Może pokazać nam, jak osoba ta wygląda, nie jest jednak człowiekiem. Kiedy więc Pismo Święte mówi, że człowiek stworzony został na obraz Boga, oznacza to, że człowiek posiada w pewien sposób wyciśnięte na sobie znamię, dające do pewnego stopnia wyobrażenie o tym, kim jest Bóg. Choć istota ludzka jest oczywiście całkowicie różna od Boga, podobnie jak portret jest całkowicie różny od żywej osoby, niemniej jednak istnieje pewne podobieństwo, coś co mówi nam, że ten obraz jest obrazem Boga, tak jak możemy powiedzieć że ta figura nad ołtarzem jest figurą Matki Bożej – jest to obraz Matki Bożej. Oczywiście nie jest to osoba Matki Bożej, ale obraz, wyobrażenie, możemy więc patrząc na tę figurę rozpoznać rysy Matki Bożej.
Dlatego jeśli człowiek jest obrazem Boga, jest w nim coś, co odzwierciedla to, kim jest Bóg. Gdy patrzymy na portret widzimy, że tym, co tworzy obraz i sprawia, iż odzwierciedla on cechy danej osoby, są kolory i kształty, jakie artysta nanosi na płótno. Podobnie w Księdze Rodzaju widzimy dzieło artysty: „Utworzył tedy Pan Bóg człowieka z mułu ziemi i tchnął w oblicze jego dech żywota: i stał się człowiek istotą żyjącą” (Gen 2,7). To właśnie dusza żyjąca, którą tchnął Bóg w muł ziemi sprawia, że człowiek jest obrazem Boga.
Rozważania te doprowadzają nas, drodzy wierni, do kontemplacji tajemnicy, którą wspominamy w dniu dzisiejszym, tajemnicy Trójcy Przenajświętszej. To właśnie to święto uczy nas w sposób najdobitniejszy, kim jest Bóg: jest On jednym Bogiem w Trzech Osobach Boskich. Bóg jest jeden, gdyż istnieje tylko jedna natura Boska, jest tylko jedna Istota doskonała. Wiemy, że istnieć może tylko jeden Bóg, gdyż gdyby było dwóch, musieliby różnić się od siebie w jakikolwiek sposób. Jeden z nich musiałby posiadać coś, czego nie posiadałby drugi, a z powodu tego braku nie byłby doskonały. Dlatego też może być tylko jeden Bóg. A jednak Bóg jest w Trzech Osobach Boskich, które są od siebie odrębne: Ojciec nie jest Synem, a żaden z nich nie jest Duchem Świętym.
Być może najlepszym sposobem na prawdziwe zrozumienie tej tajemnicy jest zwrócenie oczu na obraz Boga, obraz, który On sam stworzył. Podobnie jak możecie zacząć poznawać daną osobę na podstawie jej portretu, tak też możemy dowiedzieć się czegoś o Bogu na podstawie obrazu, który On sam stworzył – czyli duszy ludzkiej.
Dusza ludzka należy do jednej istoty ludzkiej – podobnie jak istnieje tylko jedna natura Boska, tak też na każdą istotę ludzką przypada tylko jedna dusza nieśmiertelna. A jednak dusza ludzka, będąc rzeczywistością duchową, posiada dwie władze: władzę intelektu i władzę kochania. Władza intelektu czyni duszę uniwersalną w tym sensie, że możemy poznawać rzeczy, inne rzeczy, znajdujące się poza nami, mogą wkraczać do naszego umysłu, a my możemy pojąc ich naturę i je zrozumieć. A co jeszcze bardzie zdumiewające, możemy również poznać siebie samych, zrozumieć kim jesteśmy i pojąć naszą własną ludzką naturę. Mowa istnieje właśnie po to, by wyrazić tę wewnętrzną wiedzę o sobie i przekazać ją innym. Zdolność do kochania jest z kolei siłą pociągającą nas ku bytom kochanym – chcemy być z nimi zjednoczeni, pragniemy dla nich dobra, chcemy je posiadać. Człowiek posiada również wiele innych zdolności i władz, jednak to te dwie czynią go istotą ludzką, stworzoną na obraz Boga.
Bóg jest duchem, a ponieważ jest istotą duchową, również On poznaje i kocha, jednak w sposób nieskończenie doskonalszy niż my. Bóg zna wszystkie rzeczy, zna również siebie samego w stopniu doskonałym. Wyraża się również, wyraża wiedzę, jaką ma o sobie samym, jednak w sposób nieskończenie doskonalszy, niż potrafi to nasz biedny język. Podczas gdy my musimy używać wielu słów i fraz, by wyrazić własne życie wewnętrzne, Bóg czyni to poprzez jedno Jedyne Słowo, Słowo Boże. To Słowo jest Kimś różnym od Osoby, która je wyraża – a jednak wyraża Ono dokładnie naturę Boga. Słowo to jest wieczne jak sam Bóg i ma tę samą co On naturę, istniejąc jednak w odrębnej Osobie. Jest to Druga Osoba Trójcy Przenajświętszej – Syn Boży.
A pomiędzy Ojcem i Synem istnieje podobnie nieskończona miłość, nieskończone wzajemne przyciąganie, wynikające z faktu, że posiadają Oni tę samą naturę. Dobro, jakiego pragną dla siebie wzajemnie, to owo nieskończone i doskonałe Dobro, Boska natura. Miłość ta jest jednak w jakiś sposób odrębna od Ojca i Syna, jak to wyraził sam Zbawiciel: „Pocieszyciel przyjdzie, którego ja wam poślę od Ojca” (J 15, 26). Będąc Miłością Bożą, pochodzi od Ojca i Syna jako od jednej zasady. Ta odrębna Osoba to Duch Święty, Boska miłość pochodząca od Ojca i Syna.
Co jednak najbardziej zdumiewające i bardziej jeszcze tajemnicze, drodzy wierni, w Księdze Rodzaju czytamy też, że Bóg stworzył człowieka nie tylko na swój obraz, ale też na swoje podobieństwo. Podobieństwo jest czymś więcej, niż obraz. Podobieństwo zakłada istnienie pewnej równości, równości natury. Możecie na przykład powiedzieć, że wasza córka podobna jest do waszej żony, a syn podobny do waszego dziadka. Nie powiedzielibyście jednak, że pies jest podobny do kota. W podobieństwie mamy do czynienia z pewną równorzędnością natury, to co jest podobne do czegoś innego, musi posiadać z nim coś wspólnego.
A Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo. To podobieństwo Boże wlane zostało w duszę Adama w samej chwili jego stworzenia. To właśnie to podobieństwo czyniło Adama miłym Bogu oraz dawało mu tytuł do życia wiecznego, to znaczy do życia podobnego do życia Boga. To podobieństwo to właśnie to, co nazywamy łaską uświęcającą, łaską, która czyni nas dziećmi Bożymi. To właśnie ta łaska czyni nas miłymi Bogu, a nawet zdolnymi do radowania się Nim przez całą wieczność, jak mówi święty Jan: „Gdy się ukaże, podobni Mu będziemy, gdy Go ujrzymy, jak jest” (1J 3,2). Z tego właśnie powodu otrzymujemy łaskę i jesteśmy chrzczeni, zgodnie z poleceniem Chrystusa Pana, zawartym w czytanej dziś Ewangelii: „W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego” (Mt 28,19).
To właśnie życie Boże, drodzy wierni, to wieczna szczęśliwość Boga, jest celem, dla którego zostaliśmy stworzeni, gdyż uczynieni zostaliśmy pierwotnie nie tylko na Jego obraz, ale i na Jego podobieństwo. Podobieństwo to możemy jednak utracić poprzez grzech. Grzech niszczy to podobieństwo Boże w naszych duszach i sprawia, że jesteśmy niezdolni do cieszenia się Bożym szczęściem przez całą wieczność. Chrystus Pan cierpiał swą Mękę i Śmierć, by spłacić cenę za utratę przez nas tej łaski – ponieważ owo podobieństwo Boże jest czymś tak drogocennym, że sam Syn Boży musiał zapłacić jego cenę własnym życiem. Na tym świecie istnieje tak naprawdę tylko jedno zło, drodzy wierni, nieskończone zło grzechu, gdyż to poprzez grzech tracimy podobieństwo Boże. Tracimy w ten sposób samego Boga, gdyż podobieństwo Boże jest niczym innym jak tylko mieszkaniem Trójcy Przenajświętszej w naszych duszach.
Zbawiciel powiedział do nas: „Jeśli mię kto miłuje, będzie strzegł słów moich, a Ojciec mój umiłuje go i do niego przyjdziemy i mieszkanie u niego uczynimy” (J 14,23). Trójca Przenajświętsza, Ojciec, Syn i Duch Święty, którego posyłają Oni do naszych serc wołającego: „Abba, Ojcze” (Rz 8,15), mieszka w nas, gdy jesteśmy w stanie łaski. Tajemnicą, którą dziś czcimy, nieskończone wewnętrzne życie Boga, jest czymś dostępnym dla nas, drodzy wierni, staje się nawet częścią nas, jeśli strzeżemy słów Chrystusa Pana.
Dlatego, mając w pamięci te rozważania, szukajmy zawsze tego, co najcenniejsze, co najważniejsze. Stan łaski jest w istocie jedyną prawdziwą rzeczywistością, jedyną prawdziwie ważną rzeczą w naszym życiu. Będąc w stanie łaski posiadamy wszystko, nawet samego Boga. Czyńmy więc wszystko, co w naszej mocy, by pozostać w stanie łaski, a jeśli mieliśmy nieszczęście go utracić, starajmy się odzyskać go jak najszybciej przez dobrą spowiedź. Zachowujmy zawsze w naszych sercach, w naszych umysłach, w poznawaniu i kochaniu, tę obecność Trójcy Przenajświętszej, by mogła ona zaowocować w dniu naszego przejścia do wieczności, byśmy mogli radować się nią na wieki wieków. Amen.
niedziela, 28 marca 2010
o Litaniach do św. Józefa - 6
Dochodzimy teraz w naszych rozważaniach Litanii do świętego Józefa do wezwań, które pozostają w związku z nami. Widzieliśmy inwokacje, które mówiły o osobie świętego Józefa, o jego misji i godności oraz o jego cnotach, będących środkami do wypełnienia powierzonej mu misji. Obecnie mówić będziemy o relacji świętego Józefa do nas, który prosimy o jego pomoc i wstawiennictwo.
Pierwsze z tych wezwań jest być może najważniejsze, ponieważ zwraca się do świętego Józefa jako do wzoru dla nas, czy raczej jako zwierciadła:
Zwierciadło cierpliwości, módl się za nami!
Zwierciadło jest czymś specjalnym w tym sensie, że odbija padające na nie światło i zwraca je ku temu, kto na nie patrzy. Dlatego w Litanii Loretańskiej zwracamy się do Matki Bożej jako do „zwierciadła sprawiedliwości”, ponieważ odbija Ona sprawiedliwość Bożą względem nas. Tutaj, gdy modlimy się do świętego Józefa, widzimy w nim cierpliwość Syna Bożego.
Święty Józef jest zwierciadłem, ponieważ odzwierciedla. Kiedy spoglądamy w zwierciadło, czynimy to w tym celu, by zobaczyć siebie. Na świętego Józefa patrzymy jednak po to, by zobaczyć to, co powinniśmy w sobie dostrzec. Często tym, czego nam brakuje, jest cnota cierpliwości. Tak więc patrząc na świętego Józefa możemy zobaczyć cierpliwość Syna Bożego odzwierciedloną w jego codziennym życiu. Życie świętego Józefa, jako stróża i opiekuna, było życiem osoby czuwającej, życiem pełnym trosk. Ta troskliwość świętego Józefa jest głównym powodem, dla którego widzimy go jako zwierciadło – czyli jako kogoś patrzącego w lustro – jednak w tym celu, by chronić - czyli jako cierpliwie znoszącego cierpienia. Ta cierpliwa troska świętego Józefa o sprawy Świętej Rodziny czyni go również wzorem, na który możemy spoglądać, by odnaleźć cnotę cierpliwości, zwierciadłem, w którym widzimy również cierpienia Syna Bożego.
A jednak największe cierpienia świętego Józefa nie były związane z jego troskami i obawami jako stróża, ale z poczuciem braku środków do wypełniania swej funkcji tak, jakby tego chciał. Bardzo łatwo jest troszczyć się o kogoś, gdy ma się do dyspozycji wielkie bogactwa. Jednak święty Józef ich nie posiadał. Pomimo swego szlachetnego pochodzenia, sięgającego Dawida i Salomona, był ubogi. Był ubogi nie tylko w wyniku okoliczności, ale też z wyboru. Widzieliśmy, jak święty Józef oderwany był od rzeczy tego świata i właśnie to wyrzeczenie uczyniło go wiernym prawu Bożemu
Miłośniku ubóstwa, módl się za nami!
To właśnie dzięki tej cnocie święty Józef żył oderwany od rzeczy tego świata. Cnota ubóstwa pozwoliła mu przezwyciężyć wszystkie trudności jego życia, a nawet – jak widzieliśmy - wyrzec się najpiękniejszego ze wszystkich stworzeń, Najświętszej Maryi Panny. Cnotę tę widzimy również podczas ucieczki do Egiptu – święty Józef porzucił wówczas wszystko, by osiedlić się w innym kraju i chronić Dzieciątko Jezus. Podczas oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny Święta Rodzina złożyła najuboższą z możliwych ofiar: parę gołębi (Łk 2,24). Pomimo faktu, że był on znakomitym potomkiem Dawida, był szczęśliwy z tego, że może być prostym cieślą, żyjąc w pogardzanej Galilei.
Ubóstwo jest cnotą, będącą fundamentem wychowania w rodzinie. Dziecko jest bardzo wrażliwe, odczuwa niemal instynktownie swą własną wartość w relacji do wszystkiego, co je otacza. Wie niemal natychmiast, jeśli cenione jest bardziej, niż rzeczy materialne znajdujące się dokoła. Dlatego właśnie, skoro tylko dziecko nabierze przekonania, że szczęście zależy od kwoty na koncie bankowym ojca, nie ma już szansy na szczęśliwą rodzinę. I przeciwnie, jak wiele dzieci cierpi z cierpliwością a nawet pogodą ducha, jeśli tylko wie, że są kochane przez rodziców.
Możemy uczyć się więc od świętego Józefa zwłaszcza tej cnoty ubóstwa, które odrywa nas od rzeczy tego świata, dzięki zrozumieniu, na co powinny być one ukierunkowane, czyli na chwałę Bożą. Ubóstwo nie oznacza po prostu braku pieniędzy – w istocie często brakowi pieniędzy towarzyszy nadmierne zaprzątanie uwagi sprawami materialnymi. Sam brak pieniędzy nie jest ubóstwem – nawet święty Józef pracował i otrzymywał zapłatę. Otrzymał też bardzo kosztowne dary od Trzech Mędrców. Chodzi o używanie pieniędzy i dystans wobec spraw materialnych. Pieniądz jest ze swej natury środkiem do celu, a nie samym celem. Dlatego święty Józef jest wzorem ubóstwa poprzez to, że wszystkiego, co posiadał, używał dla jednego celu, dla Syna Bożego. Przedmiotem troski świętego Józefa była cześć i służba Bogu, a także opieka nad Matką Bożą. Widzimy więc u świętego Józefa umiłowanie ubóstwa przejawiającą się w umiłowaniu w sposób szczególny tych, do których opieki został powołany.
To właśnie ubóstwo, ukierunkowanie wszystkich rzeczy na służbę Bogu, dało świętemu Józefowi całą jego energię w sumiennym wykonywaniu obowiązków. Stąd następne wezwanie:
Wzorze rzemieślników, módl się za nami!
Jest on wzorem dla rzemieślników nie tylko ze względu na swe umiejętności i poprzez fakt, że pracował, przede wszystkim jest wzorem dla tych wszystkich, którzy pracują dla swych rodzin. Praca jest częścią naszego ziemskiego życia i nawet w raju Adam powołany został do pracy, do uprawiania ziemi w ogrodzie Eden. Jednak po grzechu pierworodnym praca ta jest trudna: w pocie czoła będziesz spożywał twój chleb, mówi Pismo Święte. Stąd pokusa do lenistwa i bezczynności, do zaprzestania pracy. Jednak u świętego Józefa widzimy pilność, nadzwyczaj wierne wypełnianie obowiązków stanu. Jest więc w tym dla nas przykładem, wzorem, do którego musimy się modlić.
A ponieważ święty Józef jest zwierciadłem cierpliwości, miłośnikiem ubóstwa i wzorem rzemieślników, logiczną konsekwencję tego widzimy w kolejnym wezwaniu: jest on prawdziwą ozdobą, chwałą życia rodzinnego.
Ozdobo życia rodzinnego, módl się za nami!
Święty Józef posiadał wszystkie cnoty, czyniące z niego wzór człowieka, wzór męża oraz wzór ojca. Dlatego prawdziwie jest on chwałą, ozdobą życia rodzinnego, chwałą człowieka, który powołany jest do tego, być przywódcą, filarem rodziny, tym którego powołaniem jest strzec i żywić życie, by mogło ono kwitnąć i przynosić owoc w postaci powołań zakonnych.
Doprowadza nas to do kolejnej inwokacji:
Opiekunie dziewic, módl się za nami!
Prawdziwie chrześcijański dom jest środowiskiem, w którym rodzą się i podtrzymywane są powołania. Cnota miłości Boga i bliźniego znajduje swój pierwszy wyraz w domu, a pierwszym kontaktem każdego dziecka z miłością jest miłość jaką żywią do niego rodzice oraz jaką okazują sobie wzajemnie. Dlatego świętość domu chrześcijańskiego jest absolutnie konieczna dla rodzenia powołań duchownych.
Jednak powołanie zakonne determinowane są w sposób szczególny przez ojca. Powołania do kapłaństwa rodzą się częściej pod wpływem matki, jak to możemy zobaczyć nawet w życiu Chrystusa Pana – to Najświętsza Maryja Panna stać będzie pod Krzyżem, a nie święty Józef. Wedle Tradycji święty Józef odszedł po swą wieczną nagrodę już przed Męką Pana Jezusa, a często wpływ ojca zmniejsza się, gdy syn zakłada własną rodzinę. Jest to prawdziwe nie tylko w zakładaniu rodziny fizycznej, ale i duchowej. Jednak wpływ matki będzie odczuwalny przez całe życie, zwłaszcza w tym co dotyczy wydawaniu na ten świat nowego życia, w dzieciach.
Jednak dla powołań zakonnych, zwłaszcza żeńskich, często znaczącą rolę odgrywa właśnie ojciec. Miłość córki do ojca jest jedynie figurą i przygotowaniem do miłości, jaką darzyć będzie Zbawiciela i Boga Ojca, którym ofiaruje swe własne życie. Dlatego święty Józef, ojciec Świętej Rodziny i jej opiekun jest wzorem dla wszystkich zakonników, jest patronem powołań zakonnych.
Ojciec rodziny musi być centrum, w którym wszystkie rzeczy znajdą właściwe miejsce oraz wsparcie. W swej Opatrzności Bóg ustanowił rodzinę w taki sposób, że posiada ona swa oś centralną, wokół której obracają się wszystkie inne planety i tym centralnym punktem jest ojciec. Ojciec musi być punktem, do którego odnoszone są wszystkie sprawy – jego autorytet, jego charakter i jego siła są filarami, na których wspiera się rodzina. Święty Józef był głową Świętej Rodziny, dlatego prosimy go:
Podporo rodzin, módl się za nami!
Kolejne trzy wezwania skierowane są do świętego Józefa jako do szczególnego patrona trzech grup ludzi. Wszystkie one w sposób szczególny potrzebują opieki z powodu szczególnych niebezpieczeństw im zagrażających. Dlatego mamy trzy wezwania do świętego Józefa, pierwsze z nich odnosi się do tych, którzy znajdują się generalnie w potrzebie, w skrajnej potrzebie pomocy, ponieważ są nieszczęśliwi:
Pociecho nieszczęśliwych, módl się za nami!
Ponieważ święty Józef jest w głównej mierze opiekunem, posiada naturalną skłonność do troski o tych, którzy znajdują się w największej potrzebie. Jest pociechą, co oznacza, że jest pocieszycielem i pomocnikiem. Są jednak również inni, którzy też cierpią, ale potrzebują raczej nadziei. Są to ci, którzy cierpią w wyniku chorób. Choroba może być albo źródłem wielu łask, albo zapowiedzią śmierci. W obu przypadkach potrzebna jest specjalna cnota nazywana nadzieją, dzięki której zwracamy się do Boga o pomoc niezbędną do osiągnięcia naszego ostatecznego celu. Święty Józef posiada szczególną godność, dzięki której może pomóc nam w zyskaniu tej cnoty, dlatego też zwracamy się do niego w kolejnym wezwaniu:
Nadziejo chorych, módl się za nami!
Ta nadzieja nie jest jedynie nadzieją na odzyskanie zdrowia, gdyż niezależnie od tego, ile razy wyzdrowiejemy, ostatecznie spotka nas choroba, która doprowadzi do naszej śmierci. Jeśli nie umrzemy wskutek choroby, śmierć spotka nas z jakiegoś innego powodu. Niezależnie od tego, w jaki sposób Bóg zabierze nas z tego świata, chcielibyśmy znajdować się wówczas pod opieką Matki Bożej i przyjąć Chrystusa Pana w Wiatyku. Święty Józef, jak wiemy z Tradycji, zmarł przed rozpoczęciem publicznej działalności Pana Jezusa, jednak w obecności Jego oraz Najświętszej Maryi Panny. Takiej śmierci życzylibyśmy również sobie, a ponieważ śmierć świętego Józefa była wzorcowa, w pokoju czystego sumienia i ze świadomością wypełnienia swych obowiązków stanu, jest on również patronem umierających. Dlatego zwracamy się do niego:
Patronie umierających, módl się za nami!
I na koniec dochodzimy do dwóch wezwań, które stanowią logiczną parę, pierwsze dotyczy wrogów łaski, drugie natomiast samego narzędzia łaski.
Najpierw modlimy się do świętego Józefa, by chronił nas przed wrogami łaski, a głównym spośród nich jest diabeł. Jako kusiciel zagraża nam swymi podstępami i jak widzimy w historii pierwszych rodziców, nawet sama rozmowa z diabłem może sprowadzić wielkie problemy. Chcemy więc, by był od nas z dala – a jest pewna osoba, której boi się on szczególnie. Obawia się on zwłaszcza Matki Bożej, ponieważ nigdy nie miała udziału z nim, podobnie boi się Chrystusa Pana, który jest samym Bogiem. Niemniej jednak oboje oni znajdowali się pod opieką człowieka, którego siła duszy dała mu prawo do stania się głową Świętej Rodziny, a człowiekiem tym był święty Józef.
Jeśli pamiętamy, że święty Józef, jak już widzieliśmy, był jedynym członkiem Świętej Rodziny, który znał konsekwencje grzechu pierworodnego i który musiał toczyć osobistą walkę z pożądliwościami ciała, pożądliwościami oczu i pychą tego żywota, możemy wyobrazić sobie, jak wielkie musiały być jego zasługi. Dla diabła zwycięstwo świętego Józefa było szczególnie dotkliwe, gdyż nie było żadnego specjalnego przywileju, na mocy którego Józef były wyłączony spod jego panowania. Najświętsza Maryja Panna w pewnym sensie wymknęła się jego zakusom, a Zbawiciel nigdy nie miał z nim żadnego udziału – jednak święty Józef w prawdziwym sensie tego słowa jest dowodem na to, że nasza wolna wola przy pomocy łaski jest w stanie przezwyciężyć pokusę. A to było dla diabła porażką najbardziej upokarzającą. Dlatego diabeł boi się panicznie świętego Józefa, my zaś modlimy się do niego o pomoc w przezwyciężeniu pokusy:
Postrachu duchów piekielnych, módl się za nami!
I na koniec, na zakończenie Litanii, znajdujemy to, co moglibyśmy nazwać najwyższą nagrodą świętego Józefa. Najświętsza Maryja Panna, pod koniec swego ziemskiego życia, została wzięta do nieba i tam ukoronowana. Jest to w pewien sposób naturalna konsekwencja Jej roli jako Matki Boga oraz nagroda za Jej wierność tym łaskom. W życiu świętego Józefa widzimy coś podobnego, pod koniec swego życia umiera w ramionach tych samych dwóch Osób, których opiece poświęcił swe życie, Chrystusa Pana oraz Najświętszej Dziewicy, i jako nagroda za tą opiekę dana mu zostaje opieka nad całym Mistycznym Ciałem Zbawiciela, czyli Kościołem Świętym.
Patronie Kościoła, módl się za nami!
Dlatego właśnie na samym końcu wypowiadamy słowa z księgi Genesis, stosujące się początkowo do Józefa, który rządził w Egipcie obok Faraona: Ustanowił go panem domu swego i zarządcą wszystkich posiadłości swoich. Święty Józef, w nagrodę za swą ziemską opiekę nad Zbawicielem, otrzymał opiekę nad całym dziełem Zbawiciela, czyli Kościołem.
Tak więc, drodzy wierni, módlmy się w sposób szczególny do świętego Józefa, zwłaszcza w tych czasach, których przyszło nam żyć.
Dopiero w ostatnich czasach nabożeństwo do św. Józefa naprawdę rozkwitło. Zawsze był czczony jako święty. Ale pod pewnymi względami nie czczono go w pełni, nie znając wszystkich należnych mu przywilejów. Żydzi źle zrozumieli posłannictwo Mesjasza, odnosząc je tylko do ziemskiego, materialnego królestwa i w konsekwencji nie zrozumieli Jezusa Chrystusa. Pan Jezus musiał wręcz ukrywać się przed nimi, by zapobiec temu nieporozumieniu. Podobnie świat rozumie tylko materialny wymiar ojcostwa jako pokrewieństwa według ciała. Dlatego też nabożeństwo do świętego Józefa, do jego duchowego ojcostwa musiało pozostać ukryte aby zapobiec nieporozumieniom.
Dlatego dopiero od reformacji, a zwłaszcza dzięki wielkiej świętej Teresie z Avila nabożeństwo do świętego Józefa rozkwitło w całej wspaniałości. A to dlatego że autorytet i godność ojcostwa zostały zaatakowane przez reformację odrzucającą autorytet Kościoła. I szczególnie w tym czasie, kiedy ten straszny współczesny świat z trudem zachowuje pojęcie czysto biologicznego ojcostwa jest nam ukazany przykład świętego Józefa. Nabożeństwo do świętego Józefa jest lekarstwem dla współczesnego świata, dla współczesnego człowieka.
Obecnie żyjemy w bezprecedensowym kryzysie Kościoła. Jesteśmy świadkami krzyżowania Kościoła. Stąd jesteśmy w sytuacji podobnej do tej, w jakiej był święty Józef kiedy N.M.P wróciła ze jej kuzynki Elżbiety. Widzimy sługi Kościoła popełniające straszne rzeczy, posuwające się nawet do nauczania przeciwnego wierze. Zatem możemy być kuszeni aby zaprzeczyć świętości Kościoła. Możemy zwątpić w Jego cnotę, Jego Boską misję, podobnie jak święty Józef mógł zwątpić w cnotę Najświętszej Panny. A zatem mamy pokusę nadmiernej surowości i moglibyśmy niszczyć Kościół zgorzkniałą gorliwością. Jak sedewakantyści, którzy sądzą, że mogą sobie przypisać tytuł Papieża. Którzy posuwają się tak daleko, żeby powiedzieć, że poza nimi i może ich przyjaciółmi nikt nie jest katolikiem. Podobnie jak święty Józef był kuszony aby ukamienować Najświętszą Marię Pannę. Niech Bóg broni.
Ale nie możemy popaść też w przeciwną pokusę twierdząc, że nic się nie stało. Rzeczywistość kryzysu jest obecna. Nie możemy usiąść i nic nie robić. Nie możemy zaakceptować Nowej Mszy. Nie możemy zaakceptować nowych Sakramentów. Nie możemy zaakceptować nowej doktryny.
I dlatego jesteśmy w sytuacji podobnej do tej w jakiej był święty Józef. Nie jesteśmy liberałami, którzy chowają głowę w piasek ignorując prawa Boga i Jego Kościoła. Ani nie jesteśmy sedewakantystami, którzy niszczą wszystko, czego się dotkną. Jesteśmy Katolikami. Po prostu robimy to co Kościół robił zawsze. Po prostu zachowujemy wiarę. I żeby zachować wiarę musimy cierpieć podobnie jak musiał cierpieć święty Józef.
Ale kryzys się skończy. Jesteśmy tego pewni. I rozwiązanie prawdopodobnie nadejdzie jak w przypadku świętego Józefa w środku nocy. Bóg się nie zmienia, a to jest Jego Kościół. Módlcie się do świętego Józefa, drodzy wierni. Módlcie się do niego. Módlcie się do niego prosząc o jego cierpliwość, jego pokorę i jego siłę. On także czuwa nad Kościołem jak cierpliwy ojciec.
Drodzy wierni, żyjemy w czasach głodu. Żyjemy na duchowej pustyni. Żyjemy w czasach podobnych do tych lat w Egipcie, kiedy ludzie wołali do Faraona aby dał im pokarm. Zróbmy więc to co Faraon odpowiedział tym ludziom: Idźcie do Józefa i zróbcie wszystko co wam powie. (Rdz 41,55)
Pierwsze z tych wezwań jest być może najważniejsze, ponieważ zwraca się do świętego Józefa jako do wzoru dla nas, czy raczej jako zwierciadła:
Zwierciadło cierpliwości, módl się za nami!
Zwierciadło jest czymś specjalnym w tym sensie, że odbija padające na nie światło i zwraca je ku temu, kto na nie patrzy. Dlatego w Litanii Loretańskiej zwracamy się do Matki Bożej jako do „zwierciadła sprawiedliwości”, ponieważ odbija Ona sprawiedliwość Bożą względem nas. Tutaj, gdy modlimy się do świętego Józefa, widzimy w nim cierpliwość Syna Bożego.
Święty Józef jest zwierciadłem, ponieważ odzwierciedla. Kiedy spoglądamy w zwierciadło, czynimy to w tym celu, by zobaczyć siebie. Na świętego Józefa patrzymy jednak po to, by zobaczyć to, co powinniśmy w sobie dostrzec. Często tym, czego nam brakuje, jest cnota cierpliwości. Tak więc patrząc na świętego Józefa możemy zobaczyć cierpliwość Syna Bożego odzwierciedloną w jego codziennym życiu. Życie świętego Józefa, jako stróża i opiekuna, było życiem osoby czuwającej, życiem pełnym trosk. Ta troskliwość świętego Józefa jest głównym powodem, dla którego widzimy go jako zwierciadło – czyli jako kogoś patrzącego w lustro – jednak w tym celu, by chronić - czyli jako cierpliwie znoszącego cierpienia. Ta cierpliwa troska świętego Józefa o sprawy Świętej Rodziny czyni go również wzorem, na który możemy spoglądać, by odnaleźć cnotę cierpliwości, zwierciadłem, w którym widzimy również cierpienia Syna Bożego.
A jednak największe cierpienia świętego Józefa nie były związane z jego troskami i obawami jako stróża, ale z poczuciem braku środków do wypełniania swej funkcji tak, jakby tego chciał. Bardzo łatwo jest troszczyć się o kogoś, gdy ma się do dyspozycji wielkie bogactwa. Jednak święty Józef ich nie posiadał. Pomimo swego szlachetnego pochodzenia, sięgającego Dawida i Salomona, był ubogi. Był ubogi nie tylko w wyniku okoliczności, ale też z wyboru. Widzieliśmy, jak święty Józef oderwany był od rzeczy tego świata i właśnie to wyrzeczenie uczyniło go wiernym prawu Bożemu
Miłośniku ubóstwa, módl się za nami!
To właśnie dzięki tej cnocie święty Józef żył oderwany od rzeczy tego świata. Cnota ubóstwa pozwoliła mu przezwyciężyć wszystkie trudności jego życia, a nawet – jak widzieliśmy - wyrzec się najpiękniejszego ze wszystkich stworzeń, Najświętszej Maryi Panny. Cnotę tę widzimy również podczas ucieczki do Egiptu – święty Józef porzucił wówczas wszystko, by osiedlić się w innym kraju i chronić Dzieciątko Jezus. Podczas oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny Święta Rodzina złożyła najuboższą z możliwych ofiar: parę gołębi (Łk 2,24). Pomimo faktu, że był on znakomitym potomkiem Dawida, był szczęśliwy z tego, że może być prostym cieślą, żyjąc w pogardzanej Galilei.
Ubóstwo jest cnotą, będącą fundamentem wychowania w rodzinie. Dziecko jest bardzo wrażliwe, odczuwa niemal instynktownie swą własną wartość w relacji do wszystkiego, co je otacza. Wie niemal natychmiast, jeśli cenione jest bardziej, niż rzeczy materialne znajdujące się dokoła. Dlatego właśnie, skoro tylko dziecko nabierze przekonania, że szczęście zależy od kwoty na koncie bankowym ojca, nie ma już szansy na szczęśliwą rodzinę. I przeciwnie, jak wiele dzieci cierpi z cierpliwością a nawet pogodą ducha, jeśli tylko wie, że są kochane przez rodziców.
Możemy uczyć się więc od świętego Józefa zwłaszcza tej cnoty ubóstwa, które odrywa nas od rzeczy tego świata, dzięki zrozumieniu, na co powinny być one ukierunkowane, czyli na chwałę Bożą. Ubóstwo nie oznacza po prostu braku pieniędzy – w istocie często brakowi pieniędzy towarzyszy nadmierne zaprzątanie uwagi sprawami materialnymi. Sam brak pieniędzy nie jest ubóstwem – nawet święty Józef pracował i otrzymywał zapłatę. Otrzymał też bardzo kosztowne dary od Trzech Mędrców. Chodzi o używanie pieniędzy i dystans wobec spraw materialnych. Pieniądz jest ze swej natury środkiem do celu, a nie samym celem. Dlatego święty Józef jest wzorem ubóstwa poprzez to, że wszystkiego, co posiadał, używał dla jednego celu, dla Syna Bożego. Przedmiotem troski świętego Józefa była cześć i służba Bogu, a także opieka nad Matką Bożą. Widzimy więc u świętego Józefa umiłowanie ubóstwa przejawiającą się w umiłowaniu w sposób szczególny tych, do których opieki został powołany.
To właśnie ubóstwo, ukierunkowanie wszystkich rzeczy na służbę Bogu, dało świętemu Józefowi całą jego energię w sumiennym wykonywaniu obowiązków. Stąd następne wezwanie:
Wzorze rzemieślników, módl się za nami!
Jest on wzorem dla rzemieślników nie tylko ze względu na swe umiejętności i poprzez fakt, że pracował, przede wszystkim jest wzorem dla tych wszystkich, którzy pracują dla swych rodzin. Praca jest częścią naszego ziemskiego życia i nawet w raju Adam powołany został do pracy, do uprawiania ziemi w ogrodzie Eden. Jednak po grzechu pierworodnym praca ta jest trudna: w pocie czoła będziesz spożywał twój chleb, mówi Pismo Święte. Stąd pokusa do lenistwa i bezczynności, do zaprzestania pracy. Jednak u świętego Józefa widzimy pilność, nadzwyczaj wierne wypełnianie obowiązków stanu. Jest więc w tym dla nas przykładem, wzorem, do którego musimy się modlić.
A ponieważ święty Józef jest zwierciadłem cierpliwości, miłośnikiem ubóstwa i wzorem rzemieślników, logiczną konsekwencję tego widzimy w kolejnym wezwaniu: jest on prawdziwą ozdobą, chwałą życia rodzinnego.
Ozdobo życia rodzinnego, módl się za nami!
Święty Józef posiadał wszystkie cnoty, czyniące z niego wzór człowieka, wzór męża oraz wzór ojca. Dlatego prawdziwie jest on chwałą, ozdobą życia rodzinnego, chwałą człowieka, który powołany jest do tego, być przywódcą, filarem rodziny, tym którego powołaniem jest strzec i żywić życie, by mogło ono kwitnąć i przynosić owoc w postaci powołań zakonnych.
Doprowadza nas to do kolejnej inwokacji:
Opiekunie dziewic, módl się za nami!
Prawdziwie chrześcijański dom jest środowiskiem, w którym rodzą się i podtrzymywane są powołania. Cnota miłości Boga i bliźniego znajduje swój pierwszy wyraz w domu, a pierwszym kontaktem każdego dziecka z miłością jest miłość jaką żywią do niego rodzice oraz jaką okazują sobie wzajemnie. Dlatego świętość domu chrześcijańskiego jest absolutnie konieczna dla rodzenia powołań duchownych.
Jednak powołanie zakonne determinowane są w sposób szczególny przez ojca. Powołania do kapłaństwa rodzą się częściej pod wpływem matki, jak to możemy zobaczyć nawet w życiu Chrystusa Pana – to Najświętsza Maryja Panna stać będzie pod Krzyżem, a nie święty Józef. Wedle Tradycji święty Józef odszedł po swą wieczną nagrodę już przed Męką Pana Jezusa, a często wpływ ojca zmniejsza się, gdy syn zakłada własną rodzinę. Jest to prawdziwe nie tylko w zakładaniu rodziny fizycznej, ale i duchowej. Jednak wpływ matki będzie odczuwalny przez całe życie, zwłaszcza w tym co dotyczy wydawaniu na ten świat nowego życia, w dzieciach.
Jednak dla powołań zakonnych, zwłaszcza żeńskich, często znaczącą rolę odgrywa właśnie ojciec. Miłość córki do ojca jest jedynie figurą i przygotowaniem do miłości, jaką darzyć będzie Zbawiciela i Boga Ojca, którym ofiaruje swe własne życie. Dlatego święty Józef, ojciec Świętej Rodziny i jej opiekun jest wzorem dla wszystkich zakonników, jest patronem powołań zakonnych.
Ojciec rodziny musi być centrum, w którym wszystkie rzeczy znajdą właściwe miejsce oraz wsparcie. W swej Opatrzności Bóg ustanowił rodzinę w taki sposób, że posiada ona swa oś centralną, wokół której obracają się wszystkie inne planety i tym centralnym punktem jest ojciec. Ojciec musi być punktem, do którego odnoszone są wszystkie sprawy – jego autorytet, jego charakter i jego siła są filarami, na których wspiera się rodzina. Święty Józef był głową Świętej Rodziny, dlatego prosimy go:
Podporo rodzin, módl się za nami!
Kolejne trzy wezwania skierowane są do świętego Józefa jako do szczególnego patrona trzech grup ludzi. Wszystkie one w sposób szczególny potrzebują opieki z powodu szczególnych niebezpieczeństw im zagrażających. Dlatego mamy trzy wezwania do świętego Józefa, pierwsze z nich odnosi się do tych, którzy znajdują się generalnie w potrzebie, w skrajnej potrzebie pomocy, ponieważ są nieszczęśliwi:
Pociecho nieszczęśliwych, módl się za nami!
Ponieważ święty Józef jest w głównej mierze opiekunem, posiada naturalną skłonność do troski o tych, którzy znajdują się w największej potrzebie. Jest pociechą, co oznacza, że jest pocieszycielem i pomocnikiem. Są jednak również inni, którzy też cierpią, ale potrzebują raczej nadziei. Są to ci, którzy cierpią w wyniku chorób. Choroba może być albo źródłem wielu łask, albo zapowiedzią śmierci. W obu przypadkach potrzebna jest specjalna cnota nazywana nadzieją, dzięki której zwracamy się do Boga o pomoc niezbędną do osiągnięcia naszego ostatecznego celu. Święty Józef posiada szczególną godność, dzięki której może pomóc nam w zyskaniu tej cnoty, dlatego też zwracamy się do niego w kolejnym wezwaniu:
Nadziejo chorych, módl się za nami!
Ta nadzieja nie jest jedynie nadzieją na odzyskanie zdrowia, gdyż niezależnie od tego, ile razy wyzdrowiejemy, ostatecznie spotka nas choroba, która doprowadzi do naszej śmierci. Jeśli nie umrzemy wskutek choroby, śmierć spotka nas z jakiegoś innego powodu. Niezależnie od tego, w jaki sposób Bóg zabierze nas z tego świata, chcielibyśmy znajdować się wówczas pod opieką Matki Bożej i przyjąć Chrystusa Pana w Wiatyku. Święty Józef, jak wiemy z Tradycji, zmarł przed rozpoczęciem publicznej działalności Pana Jezusa, jednak w obecności Jego oraz Najświętszej Maryi Panny. Takiej śmierci życzylibyśmy również sobie, a ponieważ śmierć świętego Józefa była wzorcowa, w pokoju czystego sumienia i ze świadomością wypełnienia swych obowiązków stanu, jest on również patronem umierających. Dlatego zwracamy się do niego:
Patronie umierających, módl się za nami!
I na koniec dochodzimy do dwóch wezwań, które stanowią logiczną parę, pierwsze dotyczy wrogów łaski, drugie natomiast samego narzędzia łaski.
Najpierw modlimy się do świętego Józefa, by chronił nas przed wrogami łaski, a głównym spośród nich jest diabeł. Jako kusiciel zagraża nam swymi podstępami i jak widzimy w historii pierwszych rodziców, nawet sama rozmowa z diabłem może sprowadzić wielkie problemy. Chcemy więc, by był od nas z dala – a jest pewna osoba, której boi się on szczególnie. Obawia się on zwłaszcza Matki Bożej, ponieważ nigdy nie miała udziału z nim, podobnie boi się Chrystusa Pana, który jest samym Bogiem. Niemniej jednak oboje oni znajdowali się pod opieką człowieka, którego siła duszy dała mu prawo do stania się głową Świętej Rodziny, a człowiekiem tym był święty Józef.
Jeśli pamiętamy, że święty Józef, jak już widzieliśmy, był jedynym członkiem Świętej Rodziny, który znał konsekwencje grzechu pierworodnego i który musiał toczyć osobistą walkę z pożądliwościami ciała, pożądliwościami oczu i pychą tego żywota, możemy wyobrazić sobie, jak wielkie musiały być jego zasługi. Dla diabła zwycięstwo świętego Józefa było szczególnie dotkliwe, gdyż nie było żadnego specjalnego przywileju, na mocy którego Józef były wyłączony spod jego panowania. Najświętsza Maryja Panna w pewnym sensie wymknęła się jego zakusom, a Zbawiciel nigdy nie miał z nim żadnego udziału – jednak święty Józef w prawdziwym sensie tego słowa jest dowodem na to, że nasza wolna wola przy pomocy łaski jest w stanie przezwyciężyć pokusę. A to było dla diabła porażką najbardziej upokarzającą. Dlatego diabeł boi się panicznie świętego Józefa, my zaś modlimy się do niego o pomoc w przezwyciężeniu pokusy:
Postrachu duchów piekielnych, módl się za nami!
I na koniec, na zakończenie Litanii, znajdujemy to, co moglibyśmy nazwać najwyższą nagrodą świętego Józefa. Najświętsza Maryja Panna, pod koniec swego ziemskiego życia, została wzięta do nieba i tam ukoronowana. Jest to w pewien sposób naturalna konsekwencja Jej roli jako Matki Boga oraz nagroda za Jej wierność tym łaskom. W życiu świętego Józefa widzimy coś podobnego, pod koniec swego życia umiera w ramionach tych samych dwóch Osób, których opiece poświęcił swe życie, Chrystusa Pana oraz Najświętszej Dziewicy, i jako nagroda za tą opiekę dana mu zostaje opieka nad całym Mistycznym Ciałem Zbawiciela, czyli Kościołem Świętym.
Patronie Kościoła, módl się za nami!
Dlatego właśnie na samym końcu wypowiadamy słowa z księgi Genesis, stosujące się początkowo do Józefa, który rządził w Egipcie obok Faraona: Ustanowił go panem domu swego i zarządcą wszystkich posiadłości swoich. Święty Józef, w nagrodę za swą ziemską opiekę nad Zbawicielem, otrzymał opiekę nad całym dziełem Zbawiciela, czyli Kościołem.
Tak więc, drodzy wierni, módlmy się w sposób szczególny do świętego Józefa, zwłaszcza w tych czasach, których przyszło nam żyć.
Dopiero w ostatnich czasach nabożeństwo do św. Józefa naprawdę rozkwitło. Zawsze był czczony jako święty. Ale pod pewnymi względami nie czczono go w pełni, nie znając wszystkich należnych mu przywilejów. Żydzi źle zrozumieli posłannictwo Mesjasza, odnosząc je tylko do ziemskiego, materialnego królestwa i w konsekwencji nie zrozumieli Jezusa Chrystusa. Pan Jezus musiał wręcz ukrywać się przed nimi, by zapobiec temu nieporozumieniu. Podobnie świat rozumie tylko materialny wymiar ojcostwa jako pokrewieństwa według ciała. Dlatego też nabożeństwo do świętego Józefa, do jego duchowego ojcostwa musiało pozostać ukryte aby zapobiec nieporozumieniom.
Dlatego dopiero od reformacji, a zwłaszcza dzięki wielkiej świętej Teresie z Avila nabożeństwo do świętego Józefa rozkwitło w całej wspaniałości. A to dlatego że autorytet i godność ojcostwa zostały zaatakowane przez reformację odrzucającą autorytet Kościoła. I szczególnie w tym czasie, kiedy ten straszny współczesny świat z trudem zachowuje pojęcie czysto biologicznego ojcostwa jest nam ukazany przykład świętego Józefa. Nabożeństwo do świętego Józefa jest lekarstwem dla współczesnego świata, dla współczesnego człowieka.
Obecnie żyjemy w bezprecedensowym kryzysie Kościoła. Jesteśmy świadkami krzyżowania Kościoła. Stąd jesteśmy w sytuacji podobnej do tej, w jakiej był święty Józef kiedy N.M.P wróciła ze jej kuzynki Elżbiety. Widzimy sługi Kościoła popełniające straszne rzeczy, posuwające się nawet do nauczania przeciwnego wierze. Zatem możemy być kuszeni aby zaprzeczyć świętości Kościoła. Możemy zwątpić w Jego cnotę, Jego Boską misję, podobnie jak święty Józef mógł zwątpić w cnotę Najświętszej Panny. A zatem mamy pokusę nadmiernej surowości i moglibyśmy niszczyć Kościół zgorzkniałą gorliwością. Jak sedewakantyści, którzy sądzą, że mogą sobie przypisać tytuł Papieża. Którzy posuwają się tak daleko, żeby powiedzieć, że poza nimi i może ich przyjaciółmi nikt nie jest katolikiem. Podobnie jak święty Józef był kuszony aby ukamienować Najświętszą Marię Pannę. Niech Bóg broni.
Ale nie możemy popaść też w przeciwną pokusę twierdząc, że nic się nie stało. Rzeczywistość kryzysu jest obecna. Nie możemy usiąść i nic nie robić. Nie możemy zaakceptować Nowej Mszy. Nie możemy zaakceptować nowych Sakramentów. Nie możemy zaakceptować nowej doktryny.
I dlatego jesteśmy w sytuacji podobnej do tej w jakiej był święty Józef. Nie jesteśmy liberałami, którzy chowają głowę w piasek ignorując prawa Boga i Jego Kościoła. Ani nie jesteśmy sedewakantystami, którzy niszczą wszystko, czego się dotkną. Jesteśmy Katolikami. Po prostu robimy to co Kościół robił zawsze. Po prostu zachowujemy wiarę. I żeby zachować wiarę musimy cierpieć podobnie jak musiał cierpieć święty Józef.
Ale kryzys się skończy. Jesteśmy tego pewni. I rozwiązanie prawdopodobnie nadejdzie jak w przypadku świętego Józefa w środku nocy. Bóg się nie zmienia, a to jest Jego Kościół. Módlcie się do świętego Józefa, drodzy wierni. Módlcie się do niego. Módlcie się do niego prosząc o jego cierpliwość, jego pokorę i jego siłę. On także czuwa nad Kościołem jak cierpliwy ojciec.
Drodzy wierni, żyjemy w czasach głodu. Żyjemy na duchowej pustyni. Żyjemy w czasach podobnych do tych lat w Egipcie, kiedy ludzie wołali do Faraona aby dał im pokarm. Zróbmy więc to co Faraon odpowiedział tym ludziom: Idźcie do Józefa i zróbcie wszystko co wam powie. (Rdz 41,55)
o Litaniach do św. Józefa - 5
Doszliśmy więc w Litanii do świętego Józefa do kolejnej grupy złożonej z sześciu wezwań, tym razem jednak wezwania te odnoszą się do konkretnych cnót świętego Józefa. Podczas gdy uprzednio zwracaliśmy się do niego wspominając jego godności i urzędy, obecnie kierujemy się ku cnotom, dzięki którym godności te wysłużył.
Zwróćmy uwagę, że wszystkie cnoty wyliczane są w stopniu najwyższym: Józefie najsprawiedliwszy etc. Jest tak dlatego, że w cnotach tych święty Józef jest z pewnością wzorem, praktykując je w stopniu wybitnym. Przypatrzmy się więc każdej z nich, a przede wszystkim prośmy świętego Józefa o pomoc w ich praktykowaniu w naszym codziennym życiu.
Pierwszą z tych cnót jest cnota sprawiedliwości:
Józefie najsprawiedliwszy, módl się za nami!
Również Ewangelia wymienia cnotę sprawiedliwości w odniesieniu do osoby świętego Józefa: „Józef zaś, mąż jej, będąc sprawiedliwy (…)” (Mt 1,19).
Sprawiedliwość dotyczy zwłaszcza naszych relacji z innymi, innymi słowy, określa czy oddajemy każdemu to, co mu się należy. Rozumiemy więc, że dla stróża czy zarządcy cnota sprawiedliwości jest najważniejsza, ponieważ stróż zazwyczaj strzeże tego, co mu zostało powierzone przez kogoś innego, zarządca zaś musi oddać to, co mu zawierzono. A ponieważ świętemu Józefowi powierzona była Matka Boża oraz Druga Osoba Trójcy Przenajświętszej, musimy z tego wyciągnąć wniosek, że posiadał on tę cnotę w stopniu wybitnym.
Sprawiedliwość dotyczy relacji z innymi, w tym również z samym Bogiem. Dlatego właśnie cnota religijności i pobożności, są elementami cnoty sprawiedliwości. Oczywiści nigdy nie jesteśmy w stanie oddać Bogu wszystkiego, co od Niego otrzymujemy, jest On również nieskończony, stąd nigdy nie możemy oddać Mu tego co jesteśmy Mu winni, tak więc sprawiedliwości w życiu doczesnym będzie zawsze niedoskonała. Jednak spośród wszystkich ludzi, którzy żyli na ziemi, święty Józef był najsprawiedliwszy, ponieważ całe jego życie ukierunkowane było na cześć należną Bogu – był On opiekunem i stróżem Syna Bożego. Dlatego każdy z jego czynów był również aktem religijnym, jako ukierunkowany na Osobę Boga. W tym sensie powołanie świętego Józefa jest najznakomitszym aktem religii.
Wiele z naszych aktów o charakterze religijnym dotyczy zachowywania świętości rzeczy Bożych. Na przykład nasze poranne ofiarowanie, polecenie nowego dnia Bogu, czy też zachowywanie naszej duszy czystej od grzechu, by Bóg mógł zamieszkać w niej poprzez łaskę jak w swej świątyni. Również rozmaite czynności wykonywane podczas Mszy, klękanie, śpiew, są aktami mającymi na celu oddanie czci należnej Bogu i Zbawicielowi. Klękamy do Komunii świętej, ponieważ przyjmujemy w tym momencie Ciało Zbawiciela, co w sposób nieskończony przewyższa naszą godność – klękamy wiec, by oddać cześć należną Bogu.
Widzimy, że całe życie świętego Józefa ukierunkowane było nie tylko na oddawanie czci należnej Bogu, ale też na ochronę Syna Bożego przed wszelkimi niebezpieczeństwami. To święty Józef uratuje Zbawiciela świata przed zakusami króla Heroda. To on opiekować się będzie w swym domu samym Bogiem i cały codzienny trud znosić właśnie dla dobra Bożego Syna. Widzimy wiec, że każda czynność wykonywana przez świętego Józefa miała charakter religijny, miała na celu oddanie czci należnej Bogu. Święty Józef był prawdziwie najsprawiedliwszy, ponieważ samo jego powołanie było aktem religijnym, aktem sprawiedliwości.
W pewien sposób powołanie świętego Józefa przypomina powołanie kapłana. Kapłan, jak wiecie, jest człowiekiem poświeconym przede wszystkim religii, człowiekiem poświeconym sprawom Bożym. Święty Józef, choć nigdy nie był kapłanem w tym sensie, że nigdy nie składał ofiary, był niemniej wezwany do wykonywania podobnej do kapłańskiej funkcji, polegającej na ochronie świętości rzeczy Bożych, w tym przypadku samego Syna Bożego. Tak jak kapłan musi bronić Najświętszy Sakrament przed niebezpieczeństwem i świętokradztwem, tak również święty Józef strzeże Dziecię Jezus od wszelkich niebezpieczeństw.
Tą zbliżoną do kapłańskiej funkcję świętego Józefa przywodzi na myśl również obowiązek całkowitej czystości, którą ślubuje kapłan. Tak więc w naturalny sposób dochodzimy do kolejnej cnoty świętego Józefa, o której wspomina Litania:
Józefie najczystszy, módl się za nami!
Mówiliśmy już o czystości świętego Józefa, być może moglibyśmy uwypuklić ją lepiej w odniesieniu do jego quasi-kapłańskiej funkcji. Jak wiecie, również Kościół wymaga od swych sług doskonałej czystości, nie wolno im więc wchodzić w związki małżeńskie. Istnieje po temu niezwykle istotny powód.
Oczywiście jest też znany powszechnie powód - kapłan reprezentuje Chrystusa Pana, który sam nigdy małżeństwa nie zawarł. Jest to jednak przyczyna mniej istotna, czy też symboliczna. Kapłan wyświęcany jest zasadniczo dla Ofiary Mszy, to dla tej konkretnej przyczyny przyjmuje święcenia. Podczas Mszy kapłan mówi nad Hostią: to jest ciało moje. Zauważmy, że nie mówi: to jest Ciało Chrystusa, ale ciało moje, ponieważ w tym momencie jest on narzędziem Zbawiciela i wyświęconym sługą Kościoła. Dokonuje tego samego aktu, który dokonał się na Kalwarii, ofiarowania Syna Bożego, jednak na sposób sakramentalny. Chleb i wino, pod których postaciami obecne są Ciało i Krew Zbawiciela, są w sakramentalny sposób rozdzielane, ofiarowane – w sposób identyczny z rozdzieleniem Ciała i Krwi Zbawiciela na Krzyżu.
Zauważmy raz jeszcze, że kapłan mówi: to jest ciało moje. W Ewangeliach czytamy o sakramencie małżeństwa: „Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się z żoną swoją, i będą dwoje w jednym ciele” (Mt 19,5). Dwoje w jednym ciele. Dlatego kiedy mąż spogląda na żonę, może powiedzieć: to jest ciało moje, jak pisze święty Paweł w liście do Efezjan, we fragmencie czytanym podczas Mszy ślubnej: „Tak i mężowie powinni miłować żony swoje jak swoje ciało. Kto miłuje żonę swoją, siebie samego miłuje” (Ef 528). W podobny sposób żona może spoglądać na męża i zgodnie z prawdą powiedzieć, że należy on do niej, że jest jej głową, jej ciałem.
Dlatego też kapłan, gdy przystępuje do ołtarza, gdy mówi: to jest ciało moje, nie mógłby tego powiedzieć uczciwie poza sytuacją, gdyby sam tylko miał prawo do swojego ciała. A sakrament małżeństwa oddaje to prawo innej osobie. Nie mógłby całkowicie dysponować swym ciałem, nie mógłby być narzędziem Chrystusa Pana, poza sytuacja gdy mógłby powiedzieć „to jest ciało moje” bez zastrzeżenia do woli innej osoby. Z tego właśnie powodu nawet w Kościele Wschodnim, gdzie tolerowane jest wyświecanie mężczyzn żonatych, jest to możliwe jedynie za zgodą żony. Po przyjęciu sakramentu święceń zawarcie małżeństwa jest jednak niemożliwe, z tego prostego powodu, że kapłan nie ma już władzy do oddania praw nad swym ciałem innej osobie, po tym, jak złożył ślub służby Bogu.
A więc, wracając do świętego Józefa, widzimy podobieństwo pomiędzy jego urzędem obrońcy czci należnej Bogu i Jego Matce, a obowiązkiem zachowywania doskonałej czystości, choć obowiązek ten wynikał z macierzyństwa Najświętszej Dziewicy. Była Ona tą, która dała ciało Synowi Bożemu, niejako ze swego niepokalanego ciała. To Ona była wybranym narzędziem, przez które Bóstwo przyszło na ten świat, to Ona ofiarowała swe ciało i krew dla tajemnicy Wcielenia. Dlatego święty Józef był stróżem Jej czystości, był opiekunem Tej, która ofiarowała swe ciało dla dzieła Odkupienia.
Oczywiście wszystkie cnoty praktykowane być muszą w sposób właściwy i stosowny do okoliczności. Doprowadza nas to do kolejnej cnoty wspominanej w Litanii, czyli cnoty roztropności:
Józefie najroztropniejszy, módl się za nami!
Roztropność jest cnotą, pozwalająca na prawidłowy osąd w kwestii naszego postępowania w konkretnych okolicznościach. To dzięki tej cnocie, mającej swe źródło w intelekcie, dostrzega się różne możliwości, osądza okoliczności i znając cel, który należy osiągnąć, wybiera najodpowiedniejsze po temu środki. Jest to więc cnota wymagana zwłaszcza wśród przywódców, ponieważ to oni muszą decydować i kierować wszystko ku określonemu celowi.
Zauważmy, że roztropność nie polega po prostu na unikaniu trudności. Przeciwnie, człowiekiem roztropnym nie jest taki, który ich unika, ale taki, który z wyprzedzeniem przewiduje trudności i czyni co w jego mocy, by osiągnąć zamierzony cel.
Dla świętego Józefa celem tym było najtrudniejsze dzieło: zbawienie rodzaju ludzkiego przez Syna Bożego, będącego jego przybranym dzieckiem. Widzieliśmy w jego usiłowaniach wybitną roztropność, zwłaszcza w decyzji podjętej po poznaniu zbliżającego się macierzyństwa Najświętszej Dziewicy. Ta ludzka roztropność była niejako naturalną glebą, która umożliwiła rozkwit nadprzyrodzonej cnoty roztropności, tak że jedynym czego naprawdę brakowało świętemu Józefowi, była znajomość faktu Zwiastowania. Dlatego też poinformowany został o tym przez anioła, gdyż dzięki swej cnocie wysłużył sobie łaskę otrzymania wiadomości od samego Boga.
A jednak sama tylko wiedza na temat sytuacji i okoliczności, choć konieczna dla roztropności, nie wystarcza. Trzeba mieć również siłę konieczną dla realizacji najlepszego rozwiązania. W ten sposób dochodzimy do kolejnej cnoty:
Józefie najmężniejszy, módl się za nami!
Święty Józef był opiekunem i to najczystszym. Już to mówi wiele o jego wielkiej sile i męstwie. Zauważmy, że nie chodzi tu o siłę fizyczną, ale duchową. Siła mierzona jest nie tyle wielkością muskułów, co stałością i panowaniem nad sobą. Każdy może demonstrować siłę przez krótki czas, jednak prawdziwe męstwo nie jest działaniem czasowym, ale cierpliwym stosowaniem siły, aż do osiągnięcia zamierzonego celu.
I widzimy, że na końcu Zbawiciel mówi na Krzyżu: dokonało się. Misja została zakończona sukcesem, rodzaj ludzki został odkupiony. Wiemy jednak z Ewangelii, że Chrystus Pan nie mógłby umrzeć na Krzyżu ani zbawić ludzkości, gdyby święty Józef nie uratował Go wpierw przed prześladowaniem ze strony króla Heroda.
Ta siła i męstwo świętego Józefa wynikają zwłaszcza z faktu, że był on posłuszny. Bóg powiedział do niego: uchodź do Egiptu, i Józef wyjechał. Bóg powiedział: nie lękaj się wziąć Maryi jako twojej małżonki, i Józef przyjął Ją do swego domu. Józef jest pod każdym względem człowiekiem posłuszeństwa i to posłuszeństwo czyni jego siłę Boską, gdyż nakazy te pochodzą od Bożej woli. Zwracamy się więc do świętego Józefa:
Józefie najposłuszniejszy, módl się za nami!
Na koniec, jako konkluzja, dochodzimy do cnoty, będącej niejako streszczeniem wszystkich poprzednich: do wierności.
Wierność oznacza przede wszystkim dotrzymywanie słowa, bycie wiernym obietnicy. I jest to element cnoty sprawiedliwości. To właśnie ta wierność Najświętszej Dziewicy oraz Jej powołaniu uczyniła Józefa najczystszym. Wierność swym obowiązkom i troska o ich wypełnianie w sposób właściwy uczyniły go roztropnym. Wierność ta manifestowana była przez jego siłę, przez fakt, że był zawsze obecny jako opiekun Matki Bożej i Chrystusa Pana. Nawet jego posłuszeństwo jest jedynie echem jego wierności, wierności będącej w pewnym sensie echem Bożego posłuszeństwa wobec swej własnej obietnicy.
Widzimy więc, że wszystkie te cnoty zawrzeć można w wierności i rozumiemy, dlaczego powinniśmy prosić świętego Józefa zwłaszcza o wierność. Jeśli pozostaniemy wierni naszym obowiązkom stanu, wszystkie inne cnoty pojawią się w sposób naturalny. Jeśli pozostaniemy wierni naszym słowom, konsekwencją tego będą uczynki. Zakończmy wiec tę konferencję gorąca prośbą skierowaną do świętego Józefa:
Józefie najwierniejszy, módl się za nami!
Zwróćmy uwagę, że wszystkie cnoty wyliczane są w stopniu najwyższym: Józefie najsprawiedliwszy etc. Jest tak dlatego, że w cnotach tych święty Józef jest z pewnością wzorem, praktykując je w stopniu wybitnym. Przypatrzmy się więc każdej z nich, a przede wszystkim prośmy świętego Józefa o pomoc w ich praktykowaniu w naszym codziennym życiu.
Pierwszą z tych cnót jest cnota sprawiedliwości:
Józefie najsprawiedliwszy, módl się za nami!
Również Ewangelia wymienia cnotę sprawiedliwości w odniesieniu do osoby świętego Józefa: „Józef zaś, mąż jej, będąc sprawiedliwy (…)” (Mt 1,19).
Sprawiedliwość dotyczy zwłaszcza naszych relacji z innymi, innymi słowy, określa czy oddajemy każdemu to, co mu się należy. Rozumiemy więc, że dla stróża czy zarządcy cnota sprawiedliwości jest najważniejsza, ponieważ stróż zazwyczaj strzeże tego, co mu zostało powierzone przez kogoś innego, zarządca zaś musi oddać to, co mu zawierzono. A ponieważ świętemu Józefowi powierzona była Matka Boża oraz Druga Osoba Trójcy Przenajświętszej, musimy z tego wyciągnąć wniosek, że posiadał on tę cnotę w stopniu wybitnym.
Sprawiedliwość dotyczy relacji z innymi, w tym również z samym Bogiem. Dlatego właśnie cnota religijności i pobożności, są elementami cnoty sprawiedliwości. Oczywiści nigdy nie jesteśmy w stanie oddać Bogu wszystkiego, co od Niego otrzymujemy, jest On również nieskończony, stąd nigdy nie możemy oddać Mu tego co jesteśmy Mu winni, tak więc sprawiedliwości w życiu doczesnym będzie zawsze niedoskonała. Jednak spośród wszystkich ludzi, którzy żyli na ziemi, święty Józef był najsprawiedliwszy, ponieważ całe jego życie ukierunkowane było na cześć należną Bogu – był On opiekunem i stróżem Syna Bożego. Dlatego każdy z jego czynów był również aktem religijnym, jako ukierunkowany na Osobę Boga. W tym sensie powołanie świętego Józefa jest najznakomitszym aktem religii.
Wiele z naszych aktów o charakterze religijnym dotyczy zachowywania świętości rzeczy Bożych. Na przykład nasze poranne ofiarowanie, polecenie nowego dnia Bogu, czy też zachowywanie naszej duszy czystej od grzechu, by Bóg mógł zamieszkać w niej poprzez łaskę jak w swej świątyni. Również rozmaite czynności wykonywane podczas Mszy, klękanie, śpiew, są aktami mającymi na celu oddanie czci należnej Bogu i Zbawicielowi. Klękamy do Komunii świętej, ponieważ przyjmujemy w tym momencie Ciało Zbawiciela, co w sposób nieskończony przewyższa naszą godność – klękamy wiec, by oddać cześć należną Bogu.
Widzimy, że całe życie świętego Józefa ukierunkowane było nie tylko na oddawanie czci należnej Bogu, ale też na ochronę Syna Bożego przed wszelkimi niebezpieczeństwami. To święty Józef uratuje Zbawiciela świata przed zakusami króla Heroda. To on opiekować się będzie w swym domu samym Bogiem i cały codzienny trud znosić właśnie dla dobra Bożego Syna. Widzimy wiec, że każda czynność wykonywana przez świętego Józefa miała charakter religijny, miała na celu oddanie czci należnej Bogu. Święty Józef był prawdziwie najsprawiedliwszy, ponieważ samo jego powołanie było aktem religijnym, aktem sprawiedliwości.
W pewien sposób powołanie świętego Józefa przypomina powołanie kapłana. Kapłan, jak wiecie, jest człowiekiem poświeconym przede wszystkim religii, człowiekiem poświeconym sprawom Bożym. Święty Józef, choć nigdy nie był kapłanem w tym sensie, że nigdy nie składał ofiary, był niemniej wezwany do wykonywania podobnej do kapłańskiej funkcji, polegającej na ochronie świętości rzeczy Bożych, w tym przypadku samego Syna Bożego. Tak jak kapłan musi bronić Najświętszy Sakrament przed niebezpieczeństwem i świętokradztwem, tak również święty Józef strzeże Dziecię Jezus od wszelkich niebezpieczeństw.
Tą zbliżoną do kapłańskiej funkcję świętego Józefa przywodzi na myśl również obowiązek całkowitej czystości, którą ślubuje kapłan. Tak więc w naturalny sposób dochodzimy do kolejnej cnoty świętego Józefa, o której wspomina Litania:
Józefie najczystszy, módl się za nami!
Mówiliśmy już o czystości świętego Józefa, być może moglibyśmy uwypuklić ją lepiej w odniesieniu do jego quasi-kapłańskiej funkcji. Jak wiecie, również Kościół wymaga od swych sług doskonałej czystości, nie wolno im więc wchodzić w związki małżeńskie. Istnieje po temu niezwykle istotny powód.
Oczywiście jest też znany powszechnie powód - kapłan reprezentuje Chrystusa Pana, który sam nigdy małżeństwa nie zawarł. Jest to jednak przyczyna mniej istotna, czy też symboliczna. Kapłan wyświęcany jest zasadniczo dla Ofiary Mszy, to dla tej konkretnej przyczyny przyjmuje święcenia. Podczas Mszy kapłan mówi nad Hostią: to jest ciało moje. Zauważmy, że nie mówi: to jest Ciało Chrystusa, ale ciało moje, ponieważ w tym momencie jest on narzędziem Zbawiciela i wyświęconym sługą Kościoła. Dokonuje tego samego aktu, który dokonał się na Kalwarii, ofiarowania Syna Bożego, jednak na sposób sakramentalny. Chleb i wino, pod których postaciami obecne są Ciało i Krew Zbawiciela, są w sakramentalny sposób rozdzielane, ofiarowane – w sposób identyczny z rozdzieleniem Ciała i Krwi Zbawiciela na Krzyżu.
Zauważmy raz jeszcze, że kapłan mówi: to jest ciało moje. W Ewangeliach czytamy o sakramencie małżeństwa: „Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się z żoną swoją, i będą dwoje w jednym ciele” (Mt 19,5). Dwoje w jednym ciele. Dlatego kiedy mąż spogląda na żonę, może powiedzieć: to jest ciało moje, jak pisze święty Paweł w liście do Efezjan, we fragmencie czytanym podczas Mszy ślubnej: „Tak i mężowie powinni miłować żony swoje jak swoje ciało. Kto miłuje żonę swoją, siebie samego miłuje” (Ef 528). W podobny sposób żona może spoglądać na męża i zgodnie z prawdą powiedzieć, że należy on do niej, że jest jej głową, jej ciałem.
Dlatego też kapłan, gdy przystępuje do ołtarza, gdy mówi: to jest ciało moje, nie mógłby tego powiedzieć uczciwie poza sytuacją, gdyby sam tylko miał prawo do swojego ciała. A sakrament małżeństwa oddaje to prawo innej osobie. Nie mógłby całkowicie dysponować swym ciałem, nie mógłby być narzędziem Chrystusa Pana, poza sytuacja gdy mógłby powiedzieć „to jest ciało moje” bez zastrzeżenia do woli innej osoby. Z tego właśnie powodu nawet w Kościele Wschodnim, gdzie tolerowane jest wyświecanie mężczyzn żonatych, jest to możliwe jedynie za zgodą żony. Po przyjęciu sakramentu święceń zawarcie małżeństwa jest jednak niemożliwe, z tego prostego powodu, że kapłan nie ma już władzy do oddania praw nad swym ciałem innej osobie, po tym, jak złożył ślub służby Bogu.
A więc, wracając do świętego Józefa, widzimy podobieństwo pomiędzy jego urzędem obrońcy czci należnej Bogu i Jego Matce, a obowiązkiem zachowywania doskonałej czystości, choć obowiązek ten wynikał z macierzyństwa Najświętszej Dziewicy. Była Ona tą, która dała ciało Synowi Bożemu, niejako ze swego niepokalanego ciała. To Ona była wybranym narzędziem, przez które Bóstwo przyszło na ten świat, to Ona ofiarowała swe ciało i krew dla tajemnicy Wcielenia. Dlatego święty Józef był stróżem Jej czystości, był opiekunem Tej, która ofiarowała swe ciało dla dzieła Odkupienia.
Oczywiście wszystkie cnoty praktykowane być muszą w sposób właściwy i stosowny do okoliczności. Doprowadza nas to do kolejnej cnoty wspominanej w Litanii, czyli cnoty roztropności:
Józefie najroztropniejszy, módl się za nami!
Roztropność jest cnotą, pozwalająca na prawidłowy osąd w kwestii naszego postępowania w konkretnych okolicznościach. To dzięki tej cnocie, mającej swe źródło w intelekcie, dostrzega się różne możliwości, osądza okoliczności i znając cel, który należy osiągnąć, wybiera najodpowiedniejsze po temu środki. Jest to więc cnota wymagana zwłaszcza wśród przywódców, ponieważ to oni muszą decydować i kierować wszystko ku określonemu celowi.
Zauważmy, że roztropność nie polega po prostu na unikaniu trudności. Przeciwnie, człowiekiem roztropnym nie jest taki, który ich unika, ale taki, który z wyprzedzeniem przewiduje trudności i czyni co w jego mocy, by osiągnąć zamierzony cel.
Dla świętego Józefa celem tym było najtrudniejsze dzieło: zbawienie rodzaju ludzkiego przez Syna Bożego, będącego jego przybranym dzieckiem. Widzieliśmy w jego usiłowaniach wybitną roztropność, zwłaszcza w decyzji podjętej po poznaniu zbliżającego się macierzyństwa Najświętszej Dziewicy. Ta ludzka roztropność była niejako naturalną glebą, która umożliwiła rozkwit nadprzyrodzonej cnoty roztropności, tak że jedynym czego naprawdę brakowało świętemu Józefowi, była znajomość faktu Zwiastowania. Dlatego też poinformowany został o tym przez anioła, gdyż dzięki swej cnocie wysłużył sobie łaskę otrzymania wiadomości od samego Boga.
A jednak sama tylko wiedza na temat sytuacji i okoliczności, choć konieczna dla roztropności, nie wystarcza. Trzeba mieć również siłę konieczną dla realizacji najlepszego rozwiązania. W ten sposób dochodzimy do kolejnej cnoty:
Józefie najmężniejszy, módl się za nami!
Święty Józef był opiekunem i to najczystszym. Już to mówi wiele o jego wielkiej sile i męstwie. Zauważmy, że nie chodzi tu o siłę fizyczną, ale duchową. Siła mierzona jest nie tyle wielkością muskułów, co stałością i panowaniem nad sobą. Każdy może demonstrować siłę przez krótki czas, jednak prawdziwe męstwo nie jest działaniem czasowym, ale cierpliwym stosowaniem siły, aż do osiągnięcia zamierzonego celu.
I widzimy, że na końcu Zbawiciel mówi na Krzyżu: dokonało się. Misja została zakończona sukcesem, rodzaj ludzki został odkupiony. Wiemy jednak z Ewangelii, że Chrystus Pan nie mógłby umrzeć na Krzyżu ani zbawić ludzkości, gdyby święty Józef nie uratował Go wpierw przed prześladowaniem ze strony króla Heroda.
Ta siła i męstwo świętego Józefa wynikają zwłaszcza z faktu, że był on posłuszny. Bóg powiedział do niego: uchodź do Egiptu, i Józef wyjechał. Bóg powiedział: nie lękaj się wziąć Maryi jako twojej małżonki, i Józef przyjął Ją do swego domu. Józef jest pod każdym względem człowiekiem posłuszeństwa i to posłuszeństwo czyni jego siłę Boską, gdyż nakazy te pochodzą od Bożej woli. Zwracamy się więc do świętego Józefa:
Józefie najposłuszniejszy, módl się za nami!
Na koniec, jako konkluzja, dochodzimy do cnoty, będącej niejako streszczeniem wszystkich poprzednich: do wierności.
Wierność oznacza przede wszystkim dotrzymywanie słowa, bycie wiernym obietnicy. I jest to element cnoty sprawiedliwości. To właśnie ta wierność Najświętszej Dziewicy oraz Jej powołaniu uczyniła Józefa najczystszym. Wierność swym obowiązkom i troska o ich wypełnianie w sposób właściwy uczyniły go roztropnym. Wierność ta manifestowana była przez jego siłę, przez fakt, że był zawsze obecny jako opiekun Matki Bożej i Chrystusa Pana. Nawet jego posłuszeństwo jest jedynie echem jego wierności, wierności będącej w pewnym sensie echem Bożego posłuszeństwa wobec swej własnej obietnicy.
Widzimy więc, że wszystkie te cnoty zawrzeć można w wierności i rozumiemy, dlaczego powinniśmy prosić świętego Józefa zwłaszcza o wierność. Jeśli pozostaniemy wierni naszym obowiązkom stanu, wszystkie inne cnoty pojawią się w sposób naturalny. Jeśli pozostaniemy wierni naszym słowom, konsekwencją tego będą uczynki. Zakończmy wiec tę konferencję gorąca prośbą skierowaną do świętego Józefa:
Józefie najwierniejszy, módl się za nami!
sobota, 27 marca 2010
o Litaniach do św. Józefa - 4
Przeczysty Stróżu Dziewicy, módl się za nami!
Zwróćmy uwagę, że urząd stróża wspomniany jest wraz z dziewictwem Najświętszej Maryi Panny. Głównym zadaniem świętego Józefa była ochrona Jej czystości, samemu również pozostając w najwyższym stopniu czystym, jak o tym później nadmienia Litania.
Samo słowo oznaczające po łacinie czystość, castitas, pochodzi od łacińskiego castra, co oznacza fortecę lub obóz warowny, chroniący swych mieszkańców od wszelkich niebezpieczeństw. Dla starożytnych w cnocie czystości było zawsze coś męskiego. Była skutkiem siły, a nie słabości. Przeciwnie, człowiek, który nie potrafi zachować czystości jest słaby, gdyż nie umie panować nad sobą samym.
Święty Tomasz uczy nas, że grzech pierworodny przechodzi poprzez zrodzenie. Innymi słowy, otrzymujemy go razem z ciałem od naszych rodziców. Od samego momentu naszego poczęcia nasze ciało podlega konsekwencjom grzechu pierworodnego, czyli pożądliwościom, cierpieniom i ostatecznie śmierci. Z tego właśnie powodu Najświętsza Maryja Panna zachowana została od grzechu od samego momentu poczęcia przez łaskę czy też przywilej, który nazywamy Niepokalanym Poczęciem. Narodziła się jednak na ten świat, dogłębnie skażony przez grzech pierworodny. Nie narodziła się w izolacji od reszty ludzkości, przeciwnie, była w pełnym znaczeniu jej członkiem. Tak więc choć sama wolna była od grzechu, otoczona była przez grzeszników.
Pozostawanie w kontakcie z grzesznikami oznaczało dla Maryi nie tylko wielkie cierpienie, ale i wielkie niebezpieczeństwo. Choć urodziła się wolna od grzechu, była wciąż istotą ludzką, istotą ludzką obdarzoną wolną wolą. Jak Ewa stworzona została w stanie łaski, wiemy jednak, że Ewa, nawet w raju, była w stanie popełnić grzech. Również Najświętsza Maryja Panna poczęta została w stanie łaski, nie miała jednak żyć w raju, ale na świecie zaćmionym przez grzech i błąd. Jeśli jedno drzewo wystarczyło, by skłonić do grzechu Ewę, możemy sobie jedynie wyobrażać, jak wiele okazji do okazywania nieposłuszeństwa prawu Bożemu miała Maryja.
A jednak Najświętsza Maryja Panna pozostałą wierna przez całe swe życie. Już w swej młodości była ofiarowana do świątyni, co wspominamy w kalendarzu liturgicznym dwudziestego pierwszego listopada. Tak więc od swej młodości żyła w bliskości Boga. Jednak w momencie Zwiastowania była już zaręczona z Józefem i to on jako pierwszy zapewniał Jej ochronę, zachowując nieskazitelną i nieskalaną przez ten świat. To, co mury świątyni zapewniały w jej najmłodszych latach, zastąpiły siła i czujność świętego Józefa. Był on fortecą otaczającą Arkę Przymierza, to on chronił Dom Złoty.
Ten obowiązek, który wziął na siebie święty Józef, by opiekować się młodą Dziewicą Maryją, był być może największym przywilejem, a równocześnie Jego największym krzyżem. Z pewnością jednym z głównych powodów jego cierpienia stała się sytuacja, gdy Najświętsza Maryja Panna powróciła od swej kuzynki Elżbiety, a wszyscy mogli już dostrzec u Niej oznaki bliskiego macierzyństwa. Jak wielkie cierpienia duszy musiał przechodzić, myśląc że zawiódł w swej misji, a jednak widząc w Jej oczach tę samą czystość, jaką pamiętał od zawsze. Jakaż to męka serca i uczuć, wiedzieć w sercu, że jest Ona czysta, a równocześnie widzieć, że rzeczywistość wydaje się w sposób tak wyraźny temu przeczyć. W tym epizodzie widzimy również wewnętrzną agonię świętego Józefa, nie tylko na poziomie uczuć, ale nawet zwątpienie w swe powołanie, w to czy był wierny swej misji chronienia czystości Najświętszej Dziewicy.
I jak już widzieliśmy, rozwiązanie jakie znalazł święty Józef, ludzkie rozwiązanie, nadal świadczy o jego pragnieniu opieki nad Maryją. Pomimo rzekomego grzechu, nadal chce Jej bronić przed niebezpieczeństwem. Zamiast Ją potępić i skazać na ukamienowanie, jak nakazywało prawo, decyduje się dyskretnie Ją odesłać. Próbuje chronić Jej reputację, nawet wówczas gdy Ją odprawia. Wszystko to świadczy o jego znakomitych kwalifikacjach jako stróża, jako tego, który strzeże rzeczy mu powierzonej, pomimo wszelkich cierpień, jakie może to na niego ściągnąć.
Kolejne dwie inwokacje również stanowią logiczną parę, uzupełniającą dwie poprzednie. Po tym, jak widzieliśmy świętego Józefa jako małżonka Matki Bożej, jako stróża Dziewicy, teraz widzimy go w jego relacji z jej Synem, naszym Panem Jezusem Chrystusem. Naturalną konsekwencją tego, że Józef jest małżonkiem Matki Bożej, jest fakt, ze jest również przybranym ojcem, czy też żywicielem Syna Bożego, dlatego mówimy:
Żywicielu Syna Bożego, módl się za nami!
Zauważmy, że Litania nazywa go przybranym ojcem. Choć oczywiście nie był on naturalnym ojcem Syna Bożego, niemniej jednak był Jego prawdziwym ojcem. Oznacza to, że posiadał pełnię władzy ojcowskiej, choć w innym sensie. Był niejako ojcem duchowym, podobnie jak jest nim kapłan. Nie ma on dzieci zrodzonych, ale dzieci wedle ducha, poczęte w prawdzie, jak mówi święty Paweł (1 Kor).
Tak więc we wszystkim, co w Świętej Rodzinie dotyczy wychowania, to właśnie Józef był głównym odpowiedzialnym, a zarazem pierwszym wzorem dla Dzieciątka Jezus. To od świętego Józefa nauczył się Chrystus swego rzemiosła, czyli ciesielki. To święty Józef prowadził rodzinę do Jerozolimy na święta religijne. To z imieniem Józefa łączone będzie imię Zbawiciela od początku Jego publicznej misji, ludzie będą mówili: czyż to nie jest syn Józefa? Wszystko to pokazuje, że święty Józef wykonywał pełnię władzy ojcowskiej i spełniał obowiązki z tego wynikające.
Ponieważ jednak głównym obowiązkiem ojca jest nie tylko uczyć i kierować, ale też bronić, Litania czyni wzmiankę o tej jego godności mówiąc:
Troskliwy Obrońco Chrystusa, módl się za nami!
Zauważmy w tym miejscu, że napotykamy tu słowo „Troskliwy” czyli ‚diligent’, co oznacza, że święty Józef wcale nie był starym i wyczerpanym człowiekiem, ale mężczyzną w pełni sił, energicznym, który pracował i wypełniał efektywnie swe obowiązki. Pilność implikuje nie tylko akceptację obowiązków, ale też wolę ich doskonałego wypełniania.
Ważne jest, byśmy zawsze starali się to naśladować. Bardzo często myślimy o naszych obowiązkach stanu jako o czymś, co trzeba wycierpieć, o czymś, co trzeba zrobić, choć niechętnie. Przeciwnie, nasze obowiązki stanu powinny być czymś, co lubimy robić, czymś, co traktujemy poważnie, czymś co staramy się wykonać w sposób możliwie doskonały. Istnieje bardzo mądre powiedzenie, że by być szczęśliwym nie powinno się robić tego, co lubią inni, ale powinno się lubić to, co się robi.
Wypełnianie obowiązków stanu jest najszybszą drogą do szczęścia, ponieważ są one tym, co wyznaczył nam sam Bóg. Bóg w swej Opatrzności wyznaczył każdemu z nas konkretne miejsce, konkretne zadanie. Bóg zawsze pragnie dobra dla całego rodzaju ludzkiego, ale również dla każdej poszczególnej osoby, na tyle na ile to możliwe i na tyle, na ile współpracujemy w tym Bożym planie. Tak więc konkretne obowiązki, jakie mamy, nasze powołanie są tym, co prowadzi nas do szczęścia najszybciej i najskuteczniej. Musimy jednak współpracować z tym planem, a nie działać przeciwko niemu.
To właśnie tę współpracę z planem Bożej Opatrzności nazwać możemy troskliwością, czy też pilnością, polegającą na dostosowywaniu naszej woli do woli wszechmocnego Boga. Jak mówi święty Paweł „Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam?”. Jeśli czynimy wolę Bożą, mamy gwarancję powodzenia i szczęścia – tak więc jedyną rzeczą, której nam niekiedy brak, jest ta pilność. Módlmy się więc o nią do świętego Józefa!
Następnie widzimy w Litanii, w ostatnim z pięciu tworzących tę grupę wezwań, inwokację streszczającą je wszystkie:
Głowo Najświętszej Rodziny, módl się za nami!
Ponieważ jest on małżonkiem a również przybranym ojcem, święty Józef jest głową Świętej Rodziny. Jest to sama w sobie głęboka tajemnica.
Chrystus, posiadając Boską naturę w całej jej pełni, ma wszelkie prawa do tytułu króla. Jest Stwórcą wszechrzeczy i bez Niego nic się nie stało, jak to czytamy podczas ostatniej Ewangelii w czasie Mszy. Boski atrybut mądrości właściwy jest dla drugiej Osoby Trójcy Przenajświętszej. Bóg rozporządza wszystkimi rzeczami wedle swej Mądrości, jak to czytamy w Księdze Mądrości (Sap 8,1). Tak jak wszystko zostało stworzone przez Słowo (J 1), tak również rządy nad wszechświatem dokonują się przez mądrość Bożą, przez naszego Pana Jezusa Chrystusa.
Zbawiciel jest królem również na prawie zdobywcy. Innymi słowy, Chrystus Pan umarł na Krzyżu, by wybawić nas od ogni piekielnych. Wszyscy rodzimy się w stanie grzechu pierworodnego, jako niewolnicy diabła, oddzieleni od Boga. Rodzimy się jako jeńcy sił ciemności. Pan Jezus przyszedł, by wyzwolić nas z tej niewoli, by nas wykupić. Ceną okupu było Jego własne Ciało i Krew, które ofiarował na Krzyżu za nasze zbawienie. Ten tytuł królewski ma bardziej głęboki sens, ponieważ jego konsekwencją są nie tylko zewnętrzne rządy nad naszymi czynami, ale też samo życie, którym obdarowuje nas poprzez tę godność królewską. Chrystus może domagać się od nas posłuszeństwa na mocy Boskiego Prawa, zwłaszcza w tym, co dotyczy naszych zewnętrznych aktów, jednak przez Prawo Zdobywcy udziela nam swej łaski, swego własnego wewnętrznego życia. To poprzez łaskę Królestwo Boże rozszerza swe panowanie nas sprawiedliwymi.
W podobny sposób Najświętsza Maryja Panna jest królową; z natury i na mocy prawa zdobywcy. Otrzymała najwyższą z możliwych dla stworzeń godności: jest Matką Boga. Już z racji tego tytułu znajduje się ponad wszystkimi innymi stworzeniami. Dała Zbawicielowi swe własne ciało i krew. To Ona dała Bogu-Człowiekowi Jego ludzką naturę. Tak więc z prawa natury ma ona szczególną rolę w rządach nad wszechświatem. Jej miejsce w planie zbawienia jest absolutnie wyjątkowe.
Najświętsza Maryja Panna w pełni współpracowała w powierzonej Jej misji. Również Ona, u stóp Krzyża, ofiarowała Chrystusa Pana za zbawienie rodzaju ludzkiego. W sposób, który nazywamy „de cognuro” wysłużyła łaski dla całej ludzkości. Jest Pośredniczką Wszelkich Łask nie tylko dlatego, że była Matką Boga, ale również dlatego, że jest Matką Bolesną. Również w jej przypadku godność królowej należy się Jej na prawie zwycięzcy.
Doprowadza nas to ostatecznie do świętego Józefa. Jaka to wielka tajemnica: Król i Królowa nieba i ziemi podporządkowani byli zwykłemu człowiekowi. Święty Józef, choć znacznie niższy wedle natury i łaski od Zbawiciela i Jego Matki, był jednak głową Najświętszej Rodziny. To naprawdę niezwykłe, gdy się o tym pomyśli. Jak to możliwe, że święty Józef mógł rozkazywać Stwórcy wszechrzeczy i Jego Matce?
Jest tylko jedna cnota, która to umożliwiała: cnota pokory. To cnota pokory sprawiła, że święty Józef mógł wydawać polecenia nawet samemu Bogu. Często myślimy o cnocie pokory jako o czymś dla ludzi słabych, dla ludzi bez charakteru, którzy wolą, by mówiono im co mają robić, niż zadecydować o tym samodzielnie. To nie tak. Pokora polega przede wszystkim na prawdziwym poznaniu samego siebie i prawdziwym poznaniu Boga. To prawda, cnota pokory musi często walczyć z miłością własną i jej przejawami. Pokora rozumie jednak również obowiązki stanu. Obowiązki stanu są po prostu wolą Bożą objawioną względem nas.
Tak więc święty Józef, wiedząc doskonale, że jest niższy godnością i łaską, nie wahał się wydawać poleceń nawet Dzieciątku Jezus. W Piśmie Świętym zauważycie, że to do Józefa przemawia Bóg, a nie do Najświętszej Maryi Panny, nakazując: uchodź do Egiptu. To Józef decyduje o osiedleniu się w Nazarecie. Na początku swej działalności Zbawiciel nazywany jest synem Jozefa. Wszystko to świadczy o władzy wykonywanej przez niego w Świętej Rodzinie.
Tak więc to pokora uczyniła świętego Józefa silnym. Dla niego to, że miał stać się przybranym ojcem Dzieciątka Jezus było po prostu wypełnianiem woli Boga. To pokora uczyniła świętego Józefa posłusznym wobec wszystkich nakazów Opatrzności.
Bóg pragnie panować poprzez nasze ręce, przez nasze modlitwy i nasze ofiary. Jakie to nadzwyczajne. W żywocie świętej Teresy z Avila czytamy, że jedna jedyna jej modlitwa przyczyniła się do nawrócenia pięćdziesięciu tysięcy protestantów. Widzimy zdumiewającą owocność apostolatu świętego Franciszka Salezego- miliony dusz po dziś dzień odnoszą korzyści z jego wpływu. A z czego to wszystko wynikało? Właśnie z głębokiego przywiązania do woli Bożej. Nikt nie prześcignie Boga w hojności. Gdy Bóg widzi duszę, która jest całkowicie posłuszna Jego woli, sam Bóg, jeśli możemy tak powiedzieć, staje się również posłuszny duszy. Bóg pragnie panować na tym świecie poprzez świętych, poprzez swych kapłanów, przez wszystkich, którzy uczestniczą w Jego życiu poprzez łaskę.
Dlatego właśnie święty Józef jest opiekunem Świętej Matki Kościoła. Nie jest patronem Kościoła ze względu na swą naturalną godność. Nie, jest tak ze względu na jego stanowczą wolę wykonywania swych obowiązków stanu. Czyniąc to, sprawował władzę nad Świętą Rodziną. Jezus i Maryja byli mu poddani w wyniku jego posłuszeństwa obowiązkom stanu.
Zwróćmy uwagę, że urząd stróża wspomniany jest wraz z dziewictwem Najświętszej Maryi Panny. Głównym zadaniem świętego Józefa była ochrona Jej czystości, samemu również pozostając w najwyższym stopniu czystym, jak o tym później nadmienia Litania.
Samo słowo oznaczające po łacinie czystość, castitas, pochodzi od łacińskiego castra, co oznacza fortecę lub obóz warowny, chroniący swych mieszkańców od wszelkich niebezpieczeństw. Dla starożytnych w cnocie czystości było zawsze coś męskiego. Była skutkiem siły, a nie słabości. Przeciwnie, człowiek, który nie potrafi zachować czystości jest słaby, gdyż nie umie panować nad sobą samym.
Święty Tomasz uczy nas, że grzech pierworodny przechodzi poprzez zrodzenie. Innymi słowy, otrzymujemy go razem z ciałem od naszych rodziców. Od samego momentu naszego poczęcia nasze ciało podlega konsekwencjom grzechu pierworodnego, czyli pożądliwościom, cierpieniom i ostatecznie śmierci. Z tego właśnie powodu Najświętsza Maryja Panna zachowana została od grzechu od samego momentu poczęcia przez łaskę czy też przywilej, który nazywamy Niepokalanym Poczęciem. Narodziła się jednak na ten świat, dogłębnie skażony przez grzech pierworodny. Nie narodziła się w izolacji od reszty ludzkości, przeciwnie, była w pełnym znaczeniu jej członkiem. Tak więc choć sama wolna była od grzechu, otoczona była przez grzeszników.
Pozostawanie w kontakcie z grzesznikami oznaczało dla Maryi nie tylko wielkie cierpienie, ale i wielkie niebezpieczeństwo. Choć urodziła się wolna od grzechu, była wciąż istotą ludzką, istotą ludzką obdarzoną wolną wolą. Jak Ewa stworzona została w stanie łaski, wiemy jednak, że Ewa, nawet w raju, była w stanie popełnić grzech. Również Najświętsza Maryja Panna poczęta została w stanie łaski, nie miała jednak żyć w raju, ale na świecie zaćmionym przez grzech i błąd. Jeśli jedno drzewo wystarczyło, by skłonić do grzechu Ewę, możemy sobie jedynie wyobrażać, jak wiele okazji do okazywania nieposłuszeństwa prawu Bożemu miała Maryja.
A jednak Najświętsza Maryja Panna pozostałą wierna przez całe swe życie. Już w swej młodości była ofiarowana do świątyni, co wspominamy w kalendarzu liturgicznym dwudziestego pierwszego listopada. Tak więc od swej młodości żyła w bliskości Boga. Jednak w momencie Zwiastowania była już zaręczona z Józefem i to on jako pierwszy zapewniał Jej ochronę, zachowując nieskazitelną i nieskalaną przez ten świat. To, co mury świątyni zapewniały w jej najmłodszych latach, zastąpiły siła i czujność świętego Józefa. Był on fortecą otaczającą Arkę Przymierza, to on chronił Dom Złoty.
Ten obowiązek, który wziął na siebie święty Józef, by opiekować się młodą Dziewicą Maryją, był być może największym przywilejem, a równocześnie Jego największym krzyżem. Z pewnością jednym z głównych powodów jego cierpienia stała się sytuacja, gdy Najświętsza Maryja Panna powróciła od swej kuzynki Elżbiety, a wszyscy mogli już dostrzec u Niej oznaki bliskiego macierzyństwa. Jak wielkie cierpienia duszy musiał przechodzić, myśląc że zawiódł w swej misji, a jednak widząc w Jej oczach tę samą czystość, jaką pamiętał od zawsze. Jakaż to męka serca i uczuć, wiedzieć w sercu, że jest Ona czysta, a równocześnie widzieć, że rzeczywistość wydaje się w sposób tak wyraźny temu przeczyć. W tym epizodzie widzimy również wewnętrzną agonię świętego Józefa, nie tylko na poziomie uczuć, ale nawet zwątpienie w swe powołanie, w to czy był wierny swej misji chronienia czystości Najświętszej Dziewicy.
I jak już widzieliśmy, rozwiązanie jakie znalazł święty Józef, ludzkie rozwiązanie, nadal świadczy o jego pragnieniu opieki nad Maryją. Pomimo rzekomego grzechu, nadal chce Jej bronić przed niebezpieczeństwem. Zamiast Ją potępić i skazać na ukamienowanie, jak nakazywało prawo, decyduje się dyskretnie Ją odesłać. Próbuje chronić Jej reputację, nawet wówczas gdy Ją odprawia. Wszystko to świadczy o jego znakomitych kwalifikacjach jako stróża, jako tego, który strzeże rzeczy mu powierzonej, pomimo wszelkich cierpień, jakie może to na niego ściągnąć.
Kolejne dwie inwokacje również stanowią logiczną parę, uzupełniającą dwie poprzednie. Po tym, jak widzieliśmy świętego Józefa jako małżonka Matki Bożej, jako stróża Dziewicy, teraz widzimy go w jego relacji z jej Synem, naszym Panem Jezusem Chrystusem. Naturalną konsekwencją tego, że Józef jest małżonkiem Matki Bożej, jest fakt, ze jest również przybranym ojcem, czy też żywicielem Syna Bożego, dlatego mówimy:
Żywicielu Syna Bożego, módl się za nami!
Zauważmy, że Litania nazywa go przybranym ojcem. Choć oczywiście nie był on naturalnym ojcem Syna Bożego, niemniej jednak był Jego prawdziwym ojcem. Oznacza to, że posiadał pełnię władzy ojcowskiej, choć w innym sensie. Był niejako ojcem duchowym, podobnie jak jest nim kapłan. Nie ma on dzieci zrodzonych, ale dzieci wedle ducha, poczęte w prawdzie, jak mówi święty Paweł (1 Kor).
Tak więc we wszystkim, co w Świętej Rodzinie dotyczy wychowania, to właśnie Józef był głównym odpowiedzialnym, a zarazem pierwszym wzorem dla Dzieciątka Jezus. To od świętego Józefa nauczył się Chrystus swego rzemiosła, czyli ciesielki. To święty Józef prowadził rodzinę do Jerozolimy na święta religijne. To z imieniem Józefa łączone będzie imię Zbawiciela od początku Jego publicznej misji, ludzie będą mówili: czyż to nie jest syn Józefa? Wszystko to pokazuje, że święty Józef wykonywał pełnię władzy ojcowskiej i spełniał obowiązki z tego wynikające.
Ponieważ jednak głównym obowiązkiem ojca jest nie tylko uczyć i kierować, ale też bronić, Litania czyni wzmiankę o tej jego godności mówiąc:
Troskliwy Obrońco Chrystusa, módl się za nami!
Zauważmy w tym miejscu, że napotykamy tu słowo „Troskliwy” czyli ‚diligent’, co oznacza, że święty Józef wcale nie był starym i wyczerpanym człowiekiem, ale mężczyzną w pełni sił, energicznym, który pracował i wypełniał efektywnie swe obowiązki. Pilność implikuje nie tylko akceptację obowiązków, ale też wolę ich doskonałego wypełniania.
Ważne jest, byśmy zawsze starali się to naśladować. Bardzo często myślimy o naszych obowiązkach stanu jako o czymś, co trzeba wycierpieć, o czymś, co trzeba zrobić, choć niechętnie. Przeciwnie, nasze obowiązki stanu powinny być czymś, co lubimy robić, czymś, co traktujemy poważnie, czymś co staramy się wykonać w sposób możliwie doskonały. Istnieje bardzo mądre powiedzenie, że by być szczęśliwym nie powinno się robić tego, co lubią inni, ale powinno się lubić to, co się robi.
Wypełnianie obowiązków stanu jest najszybszą drogą do szczęścia, ponieważ są one tym, co wyznaczył nam sam Bóg. Bóg w swej Opatrzności wyznaczył każdemu z nas konkretne miejsce, konkretne zadanie. Bóg zawsze pragnie dobra dla całego rodzaju ludzkiego, ale również dla każdej poszczególnej osoby, na tyle na ile to możliwe i na tyle, na ile współpracujemy w tym Bożym planie. Tak więc konkretne obowiązki, jakie mamy, nasze powołanie są tym, co prowadzi nas do szczęścia najszybciej i najskuteczniej. Musimy jednak współpracować z tym planem, a nie działać przeciwko niemu.
To właśnie tę współpracę z planem Bożej Opatrzności nazwać możemy troskliwością, czy też pilnością, polegającą na dostosowywaniu naszej woli do woli wszechmocnego Boga. Jak mówi święty Paweł „Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam?”. Jeśli czynimy wolę Bożą, mamy gwarancję powodzenia i szczęścia – tak więc jedyną rzeczą, której nam niekiedy brak, jest ta pilność. Módlmy się więc o nią do świętego Józefa!
Następnie widzimy w Litanii, w ostatnim z pięciu tworzących tę grupę wezwań, inwokację streszczającą je wszystkie:
Głowo Najświętszej Rodziny, módl się za nami!
Ponieważ jest on małżonkiem a również przybranym ojcem, święty Józef jest głową Świętej Rodziny. Jest to sama w sobie głęboka tajemnica.
Chrystus, posiadając Boską naturę w całej jej pełni, ma wszelkie prawa do tytułu króla. Jest Stwórcą wszechrzeczy i bez Niego nic się nie stało, jak to czytamy podczas ostatniej Ewangelii w czasie Mszy. Boski atrybut mądrości właściwy jest dla drugiej Osoby Trójcy Przenajświętszej. Bóg rozporządza wszystkimi rzeczami wedle swej Mądrości, jak to czytamy w Księdze Mądrości (Sap 8,1). Tak jak wszystko zostało stworzone przez Słowo (J 1), tak również rządy nad wszechświatem dokonują się przez mądrość Bożą, przez naszego Pana Jezusa Chrystusa.
Zbawiciel jest królem również na prawie zdobywcy. Innymi słowy, Chrystus Pan umarł na Krzyżu, by wybawić nas od ogni piekielnych. Wszyscy rodzimy się w stanie grzechu pierworodnego, jako niewolnicy diabła, oddzieleni od Boga. Rodzimy się jako jeńcy sił ciemności. Pan Jezus przyszedł, by wyzwolić nas z tej niewoli, by nas wykupić. Ceną okupu było Jego własne Ciało i Krew, które ofiarował na Krzyżu za nasze zbawienie. Ten tytuł królewski ma bardziej głęboki sens, ponieważ jego konsekwencją są nie tylko zewnętrzne rządy nad naszymi czynami, ale też samo życie, którym obdarowuje nas poprzez tę godność królewską. Chrystus może domagać się od nas posłuszeństwa na mocy Boskiego Prawa, zwłaszcza w tym, co dotyczy naszych zewnętrznych aktów, jednak przez Prawo Zdobywcy udziela nam swej łaski, swego własnego wewnętrznego życia. To poprzez łaskę Królestwo Boże rozszerza swe panowanie nas sprawiedliwymi.
W podobny sposób Najświętsza Maryja Panna jest królową; z natury i na mocy prawa zdobywcy. Otrzymała najwyższą z możliwych dla stworzeń godności: jest Matką Boga. Już z racji tego tytułu znajduje się ponad wszystkimi innymi stworzeniami. Dała Zbawicielowi swe własne ciało i krew. To Ona dała Bogu-Człowiekowi Jego ludzką naturę. Tak więc z prawa natury ma ona szczególną rolę w rządach nad wszechświatem. Jej miejsce w planie zbawienia jest absolutnie wyjątkowe.
Najświętsza Maryja Panna w pełni współpracowała w powierzonej Jej misji. Również Ona, u stóp Krzyża, ofiarowała Chrystusa Pana za zbawienie rodzaju ludzkiego. W sposób, który nazywamy „de cognuro” wysłużyła łaski dla całej ludzkości. Jest Pośredniczką Wszelkich Łask nie tylko dlatego, że była Matką Boga, ale również dlatego, że jest Matką Bolesną. Również w jej przypadku godność królowej należy się Jej na prawie zwycięzcy.
Doprowadza nas to ostatecznie do świętego Józefa. Jaka to wielka tajemnica: Król i Królowa nieba i ziemi podporządkowani byli zwykłemu człowiekowi. Święty Józef, choć znacznie niższy wedle natury i łaski od Zbawiciela i Jego Matki, był jednak głową Najświętszej Rodziny. To naprawdę niezwykłe, gdy się o tym pomyśli. Jak to możliwe, że święty Józef mógł rozkazywać Stwórcy wszechrzeczy i Jego Matce?
Jest tylko jedna cnota, która to umożliwiała: cnota pokory. To cnota pokory sprawiła, że święty Józef mógł wydawać polecenia nawet samemu Bogu. Często myślimy o cnocie pokory jako o czymś dla ludzi słabych, dla ludzi bez charakteru, którzy wolą, by mówiono im co mają robić, niż zadecydować o tym samodzielnie. To nie tak. Pokora polega przede wszystkim na prawdziwym poznaniu samego siebie i prawdziwym poznaniu Boga. To prawda, cnota pokory musi często walczyć z miłością własną i jej przejawami. Pokora rozumie jednak również obowiązki stanu. Obowiązki stanu są po prostu wolą Bożą objawioną względem nas.
Tak więc święty Józef, wiedząc doskonale, że jest niższy godnością i łaską, nie wahał się wydawać poleceń nawet Dzieciątku Jezus. W Piśmie Świętym zauważycie, że to do Józefa przemawia Bóg, a nie do Najświętszej Maryi Panny, nakazując: uchodź do Egiptu. To Józef decyduje o osiedleniu się w Nazarecie. Na początku swej działalności Zbawiciel nazywany jest synem Jozefa. Wszystko to świadczy o władzy wykonywanej przez niego w Świętej Rodzinie.
Tak więc to pokora uczyniła świętego Józefa silnym. Dla niego to, że miał stać się przybranym ojcem Dzieciątka Jezus było po prostu wypełnianiem woli Boga. To pokora uczyniła świętego Józefa posłusznym wobec wszystkich nakazów Opatrzności.
Bóg pragnie panować poprzez nasze ręce, przez nasze modlitwy i nasze ofiary. Jakie to nadzwyczajne. W żywocie świętej Teresy z Avila czytamy, że jedna jedyna jej modlitwa przyczyniła się do nawrócenia pięćdziesięciu tysięcy protestantów. Widzimy zdumiewającą owocność apostolatu świętego Franciszka Salezego- miliony dusz po dziś dzień odnoszą korzyści z jego wpływu. A z czego to wszystko wynikało? Właśnie z głębokiego przywiązania do woli Bożej. Nikt nie prześcignie Boga w hojności. Gdy Bóg widzi duszę, która jest całkowicie posłuszna Jego woli, sam Bóg, jeśli możemy tak powiedzieć, staje się również posłuszny duszy. Bóg pragnie panować na tym świecie poprzez świętych, poprzez swych kapłanów, przez wszystkich, którzy uczestniczą w Jego życiu poprzez łaskę.
Dlatego właśnie święty Józef jest opiekunem Świętej Matki Kościoła. Nie jest patronem Kościoła ze względu na swą naturalną godność. Nie, jest tak ze względu na jego stanowczą wolę wykonywania swych obowiązków stanu. Czyniąc to, sprawował władzę nad Świętą Rodziną. Jezus i Maryja byli mu poddani w wyniku jego posłuszeństwa obowiązkom stanu.
o Litaniach do św. Józefa - 3
W trakcie dwóch poprzednich konferencji przyjrzeliśmy się temu, co moglibyśmy nazwać modlitwami przygotowawczymi Litanii do świętego Józefa. Po zwróceniu się do Boga z prośbą o właściwą dyspozycję, poprosiwszy o Jego miłosierdzie i postawiwszy się w Jego obecności, zwracamy się wpierw do Trójcy Przenajświętszej. Dziś natomiast przyjrzymy się temu, co moglibyśmy nazwać właściwą Litanią. A pierwszą inwokacją jest, co zaskakujące, wezwanie skierowane nie do świętego Józefa, ale do Najświętszej Maryi Panny.
Święta Maryjo, módl się za nami
Mogłoby się wydawać dziwne, że w Litanii do świętego Józefa zwracamy się najpierw do Matki Bożej. W rzeczywistości jednak nic bardziej logicznego. Godność i powołanie świętego Józefa jest dogłębnie związane z powołaniem Najświętszej Maryi Panny i nie sposób go od niego oddzielić. Święty Józef powołany został nie do fizycznego ojcostwa, ale do duchowego. Głównym celem zaślubin Najświętszej Dziewicy z Józefem była opieka nad Nią oraz nad Dzieciątkiem Jezus. Święty Józef został powołany, by stać się głową Świętej Rodziny.
Najbardziej poruszającym faktem w tajemnicy Świętej Rodziny było to, że jedynie święty Józef znał z doświadczenia stan grzechu pierworodnego. Najświętsza Maryja Panna jest Niepokalanie Poczęta, poczęta bez zmazy grzechu pierworodnego a więc i bez jego konsekwencji, czyli bez pożądliwości. Chrystus Pan był poczęty w sposób cudowny, biorąc ciało z bezgrzesznego ciała swej Matki. Jednak święty Józef nie cieszył się takim przywilejem, dla niego grzech pierworodny i jego konsekwencje były czymś realnym, były obiektem walki. Nie sposób przecenić zasług świętego Józefa. Dla Matki Bożej i Chrystusa Pana posłuszeństwo względem Dekalogu było z pewnością zasługujące, nie napotykali jednak na takie trudności, jakie miał święty Józef. Co więcej, wielu świętobliwych autorów twierdzi, że święty Józef nigdy nie popełnił żadnego grzechu powszedniego, tak wielka była jego wierność Bogu i tak doskonała jego współpraca z Bożą łaską.
W pewien sposób święty Józef powołany był do tego, by naprawić część grzechu Adama, grzechu pierwszego ojca rodzaju ludzkiego. Wiecie, że wszelki grzech wszedł na świat przez grzech Ewy, która zwiedziona została przez diabła i okazała się nieposłuszna nakazowi Boga. Jednakże, nawet po upadku Ewy, rodzaju ludzki mógł zachować łaskę, gdyby nie upadek Adama. Adam wciąż jeszcze posiadał doskonałość natury oraz łaskę uświęcającą. Jednak Adam wybrał swą grzeszną żonę, a nie posłuszeństwo prawu Bożemu.
Podobna pokusa istnieje w życiu świętego Józefa, podczas powrotu Najświętszej Maryi Panny od Jej kuzynki Elżbiety. Kilka miesięcy wcześniej miało miejsce Zwiastowanie, i do tego czasu zewnętrzne oznaki bliskiego macierzyństwa stały się już dla wszystkich widoczne. Wyobraźcie sobie mękę sumienia świętego Józefa. Znał dobrze prawo Boże: cudzołóstwo musi być ukarane śmiercią. Wie też jednak, że Najświętsza Maryja Panna nigdy nie mogłaby zgrzeszyć. Wiedział z pewnością o Jej ślubie czystości i znał Jej cnotę. Jednego jednak był pewien – że to nie on był ojcem mającego się narodzić Dziecka. Maryja w swej pokorze nigdy nie odważyłaby się wyznać, że jest Matką Boga, jednak jak każda kobieta, pragnęła z pewnością być zrozumiana, zanim powierzyła się opiece świętego Józefa. Nie mogła jednak być pewna, czy zostanie zrozumiana, tak wielka była ta tajemnica. Tak więc święty Józef cierpiał męki wątpliwości i niepewności, w pewien sposób rozdarty pokusą pomiędzy prawem Bożym, a swą żoną.
Rozwiązanie, jakie znalazł święty Józef, nosi wszelkie znamiona wielkiej roztropności i świadczy o jego zmyśle sprawiedliwości. Chce odesłać Maryję, odmówić jej przyjęcia, jak to było jego obowiązkiem, jednak po cichu, aby ochronić Jej dobre imię. Podczas gdy Adam zgrzeszył akceptując grzech swej żony, święty Józef odrzuca nawet pozorny grzech kobiety, którą zna jako cnotliwą. Adam kochał rzeczy tego świata i przez umiłowanie rzeczy tego świata cały rodzaj ludzki rodzi się w stanie grzechu pierworodnego, daleki od Boga. Jednak święty Józef wolał prawo Boże od najpiękniejszego ze wszystkich stworzeń: Najświętszej Maryi Panny. Nawet najpiękniejsze i najczystsze spośród stworzeń nie było w stanie odwieść świętego Józefa od posłuszeństwa prawu Bożemu. Tak więc zbawienie rodzaju ludzkiego stało się możliwe, czy też raczej zostało ochronione i zabezpieczone, przez świętego Józefa.
Dlatego właśnie zwracając się na początku litanii do Matki Bożej, wspominamy tę właśnie godność świętego Józefa, po czym mówimy:
Święty Józefie, módl się za nami!
Święty Józef, jak widzimy, jest tak wielkim świętym dzięki swemu powołaniu, by chronić i otaczać opieką dzieło Wcielenia. Na wiele sposobów zajął on miejsce naszego praojca Adama, poprzez wypełnianie funkcji ojca w tym zakresie, w którym Adam tego zaniedbał.
Jest jednak inna jeszcze funkcja, którą musimy przypisać świętemu Józefowi. Proroctwa Starego testamentu zapowiadały, że Zbawiciel miał się narodzić z domu Dawida. Mesjasz obiecany został Abrahamowi, a obietnica ta przeszła następnie na Izaaka a potem Jakuba, oraz na długi szereg synów, ponieważ genealogia uwzględnia jedynie linie męską. Podczas gdy u Żydów to matka – czyli porządek krwi - jest gwarancją pochodzenia, to jednak wedle prawa to ojciec przekazywał obietnicę jako spuściznę.
Obie genealogie Pana Jezusa przytoczone przez Ewangelie dotyczą przodków świętego Józefa. Poprzez małżeństwo Józef stawał się legalnym ojcem Chrystusa Pana, nawet jeśli nie był Jego fizycznym ojcem. Interesujące są pewne różnice w genealogii podanej przez świętego Łukasza i świętego Mateusza. Nie będziemy się w tym miejscu rozwodzić szczegółowo na ten temat, na pierwszy rzut oka jednak widzimy, że rodowód podany przez świętego Mateusza jest znacznie krótszy od listy przodków podanej przez świętego Łukasza. Powód tego jest prosty, święty Mateusz pomija pewną liczbę przodków, wymieniając po prostu najważniejszych spośród nich. Święty Łukasz natomiast podaje listę bardziej kompletną.
Inna jeszcze różnica polega na tym, że święty Mateusz wywodzi rodowód świętego Józefa przez Salomona, a święty Łukasz poprzez Natana. Powód tego jest taki, że święty Józef połączył w swej osobie dwie rodziny z domu Dawida poprzez fakt, że jego przodek Heli zmarł bezdzietnie, a wdowa po nim, wedle przepisów prawa, poślubiła jego brata Jakuba. Dlatego Józef był wedle ciała synem Jakuba, jednak legalnym synem Helego.
Powstaje jednak ciekawe pytanie: skąd wiemy, że Chrystus Pan był fizycznym potomkiem Dawida? Z genealogii Józefa widzimy, że Zbawiciel miał legalny tytuł do nazywania się Synem Dawida, czy był jednak jego potomkiem według ciała? Wiemy, że musi to być prawdą, gdyż Pismo Święte jest w tym punkcie bardzo jasne, wiemy to jednak przez dedukcję. Po pierwsze według prawa Starego Testamentu, zawartego w Księdze Liczb rozdział 36 (6,12) jedyna córka musiała poślubić mężczyznę z własnego rodu „aby dziedzictwo zostało w domach”. Tak więc, logicznie rzecz biorąc, skoro Józef pochodził z domu Dawida, Maryja również musiała do niego należeć, ponieważ była jedyną córką Anny i Joachima.
Co więcej, z Tradycji wiemy, zwłaszcza z pism świętego Jana Damasceńskiego (de Fide Orth. , IV 14), że babka Najświętszej Maryi Panny – Barpanther, była kuzynką Helego, tego samego Helego, który zmarł bezpotomnie i wdowa po którym poślubiła Jakuba, ojca Józefa. Tak więc ojciec Najświętszej Dziewicy, Joachim, był kuzynem Józefa poprzez prawo, choć nie przez więzy krwi, jako lewiracki syn Helego. Pokazuje to, że również Najświętsza Maryja Panna pochodziła od Dawida, poprzez Natana.
Od przyjścia Zbawiciela, który jest błogosławieństwem obiecanym Abrahamowi, a w którym błogosławione są wszystkie narody, fizyczne i legalne pochodzenie nie mają już znaczenia, ponieważ proroctwo się wypełniło. Kwestie te wydają się więc nam nieistotne i niekiedy trywialne. W rzeczywistości są jednak dość ważne, w innym bowiem przypadku Pismo Święte nie byłoby prawdomówne, a sam Chrystus mógłby nie być Mesjaszem obiecanym Dawidowi i Patriarchom. Widzimy jednak, że pewność wypełnienia tych obietnic daje właśnie pochodzenie świętego Józefa. Nie powinno więc dziwić, że w kolejnym wezwaniu zwracamy się do niego:
Przesławny potomku Dawida, módl się za nami!
W następnym wezwaniu skierowanym do świętego Józefa odnosimy się do tej samej tajemnicy, dlatego też znajdują się one obok siebie:
Światło Patriarchów, módl się za nami!
Święty Józef nazywany jest Światłem Patriarchów, ponieważ w pewnym sensie pełni on rolę proroka, czyli światła dla ludu Izraela.
Chrystus Pan jest wypełnieniem wszystkich proroctw, oraz równocześnie największym ze wszystkich proroków. Wielokrotnie w przeszłości Bóg przemawiał przez proroków, aby przekazań nam naukę konieczną do zbawienia. Prorokiem, z definicji, jest ten, kto mówi rzeczy Boże. Często prorocy jako znak swej Boskiej misji przepowiadali przyszłość – ponieważ jest ona znana jedynie Bogu. Wszyscy oni przemawiali jednak jedynie jako narzędzia Boga, by dać nam Jego prawdziwe poznanie.
Jednak w pełni czasów sam Bóg przyszedł i zamieszkał pośród nas. Bóg przemawia osobiście w Osobie naszego Pana Jezusa Chrystusa. Nie kieruje już słów do swych sług, którzy przemawiają później w Jego imieniu, ale przybiera ludzką naturę i przemawia do nas własnymi ustami. Zbawiciel mówi do nas bezpośrednio, aby przekazać nam pełnię prawa, aby obdarzyć nas życiem samego Boga.
A jednak to od świętego Józefa uczył się Pan Jezus posłuszeństwa prawu Bożemu. To święty Józef był odpowiedzialny, jako głowa rodziny, za to, by prawo to przestrzegane było w jego domu. Chrystus Pan musiał uczyć się przestrzegania dni świętych i to święty Józef wprowadził Go do przedsionka świątyni. Święty Józef uczył samego Boga Jego własnego prawa. Jakaż to głęboka tajemnica! Święty Józef był na pewien sposób największym spośród proroków. Inni prorocy przepowiadali przyjście Chrystusa i przygotowywali naród wybrany do wiary w Tego, którego posłać miał Bóg. Ale święty Józef przekazał prawo Boże Jego Jednorodzonemu Synowi. Podczas, gdy inni prorocy przygotowywali naród wybrany na przyjście Mesjasza, święty Józef, jako głowa Świętej Rodziny, przygotowywał samego Mesjasza do Jego misji.
Zarówno katechizm jak i filozofia uczą nas, że wszystkie rzeczy stworzone odzwierciedlają w pewien sposób rozliczne przymioty Boga. Dlatego właśnie Pan Jezus posługuje się rzeczami tego świata, używając wyobrażeń i przykładów ze świata materialnego, by uczyć nas o Królestwie Niebieskim. Jednak najbardziej poruszającymi przypowieściami Zbawiciela są te, które ukazują miłość ojca do swych dzieci: przypowieść o synu marnotrawnym, przypowieść o ojcu wyprawiającym gody swemu synowi, o ojcu, który daje swym dzieciom wszystko, o co go proszą, etc… Wyobraźmy więc sobie wrażenie, jakie musiał robić święty Józef na Dzieciątku Jezus. Siła i mądrość świętego Józefa są być może najlepszym odzwierciedleniem przymiotów wiecznego Ojca. Gdy Zbawiciel uczył swych Apostołów najwspanialszej ze wszystkich modlitw, „Ojcze nasz”, z pewnością miał również w pełnej szacunku pamięci tego, który był Jego ziemskim opiekunem i ojcem.
Kolejnych pięć - tworzących rodzaj grupy - wezwań skierowanych do świętego Józefa, uwypukla jego najważniejsze godności. Pierwsze dwa z nich określają godności w odniesieniu do Najświętszej Maryi Panny, ponieważ powołanie świętego Józefa wynika przede wszystkim z Jej powołania. Pierwsza z tych głównych godności świętego Józefa polega na byciu Oblubieńcem Bogarodzicy.
Oblubieńcze Bogarodzicy, módl się za nami !
Powołanie świętego Józefa i wykonywanie przez niego ojcostwa jest ściśle związane z powołaniem Najświętszej Maryi Panny, Matki Bożej. Święty Józef był Jej mężem.
Moglibyśmy zadawać sobie pytanie: ile lat miał wówczas święty Józef? Czy był stary czy młody? Na wielu wyobrażeniach widzimy go jako starego człowieka z siwą brodą, co ma zapewne sugerować, że starszy wiek chroni w jakiś sposób dziewictwo lepiej, niż młodość. Zapominamy, że na przykład w historii o Zuzannie (Dan 13), ludzie starzy mogą mieć nieczyste pragnienia podobnie jak młodzi.
Trudno byłoby wyobrazić sobie, że Bóg miałby połączyć młodą dziewczynę w wieku piętnastu lub szesnastu lat ze starcem. Jeśli u stóp Krzyża Zbawiciel powierzył swą Matkę opiece młodzieńca, dlaczego przy żłóbku miałby postawić przy Niej starca?
Częstokroć to miłość kobiety determinuje sposób w jaki kocha mężczyzna. Lubimy ukazywać Matkę Bożą jako inspirację do praktykowania cnoty czystości wśród młodych. Czy nie byłoby logiczne, gdyby otoczyła Ona Józefa, pierwszego młodego mężczyznę, jakiego poznała, swym wpływem? Nie pomniejszyła swej miłości, ale wzniosła ją na wyższy poziom. Uczyniła ze świętego Józefa swą pierwszą zdobycz – był on prawdziwym mężczyzną, a nie jedynie zniedołężniałym opiekunem.
W jaki jednak sposób święty Józef zdobył serce najświętszej Maryi Panny? Przede wszystkim był sprawiedliwy. Daleki był od tego, by być niezdolnym do miłości, przeciwnie był w stanie kochać, i to kochać intensywnie. Był pracowity. Nie odzywa się prawie wcale, ale z energią robi to, co do niego należy. Chce czynić wolę Boga, za wszelką cenę, nawet za cenę odesłania najpiękniejszej kobiety świata. Nie wierzył w lenistwo. Bóg mów: udaj się do Egiptu, i Józef to czyni. Całe swoje życie poświęcił trosce o dobro swej rodziny.
Innymi słowy, święty Józef rozumiał znaczenie ofiary. I tym właśnie zdobył serce Najświętszej Maryi Panny – Niepokalane Serce. To właśnie dzięki swemu umiłowaniu ofiary święty Józef otrzymał za małżonkę Matkę Boga.
Był mężem, jednak godność tę otrzymał przede wszystkim dla konkretnego celu: by opiekować się i bronić. Dlatego też kolejnym wezwaniem jest:
Przeczysty Stróżu Dziewicy, módl się za nami!
Co to będzie przedmiotem następnego wykładu.
Święta Maryjo, módl się za nami
Mogłoby się wydawać dziwne, że w Litanii do świętego Józefa zwracamy się najpierw do Matki Bożej. W rzeczywistości jednak nic bardziej logicznego. Godność i powołanie świętego Józefa jest dogłębnie związane z powołaniem Najświętszej Maryi Panny i nie sposób go od niego oddzielić. Święty Józef powołany został nie do fizycznego ojcostwa, ale do duchowego. Głównym celem zaślubin Najświętszej Dziewicy z Józefem była opieka nad Nią oraz nad Dzieciątkiem Jezus. Święty Józef został powołany, by stać się głową Świętej Rodziny.
Najbardziej poruszającym faktem w tajemnicy Świętej Rodziny było to, że jedynie święty Józef znał z doświadczenia stan grzechu pierworodnego. Najświętsza Maryja Panna jest Niepokalanie Poczęta, poczęta bez zmazy grzechu pierworodnego a więc i bez jego konsekwencji, czyli bez pożądliwości. Chrystus Pan był poczęty w sposób cudowny, biorąc ciało z bezgrzesznego ciała swej Matki. Jednak święty Józef nie cieszył się takim przywilejem, dla niego grzech pierworodny i jego konsekwencje były czymś realnym, były obiektem walki. Nie sposób przecenić zasług świętego Józefa. Dla Matki Bożej i Chrystusa Pana posłuszeństwo względem Dekalogu było z pewnością zasługujące, nie napotykali jednak na takie trudności, jakie miał święty Józef. Co więcej, wielu świętobliwych autorów twierdzi, że święty Józef nigdy nie popełnił żadnego grzechu powszedniego, tak wielka była jego wierność Bogu i tak doskonała jego współpraca z Bożą łaską.
W pewien sposób święty Józef powołany był do tego, by naprawić część grzechu Adama, grzechu pierwszego ojca rodzaju ludzkiego. Wiecie, że wszelki grzech wszedł na świat przez grzech Ewy, która zwiedziona została przez diabła i okazała się nieposłuszna nakazowi Boga. Jednakże, nawet po upadku Ewy, rodzaju ludzki mógł zachować łaskę, gdyby nie upadek Adama. Adam wciąż jeszcze posiadał doskonałość natury oraz łaskę uświęcającą. Jednak Adam wybrał swą grzeszną żonę, a nie posłuszeństwo prawu Bożemu.
Podobna pokusa istnieje w życiu świętego Józefa, podczas powrotu Najświętszej Maryi Panny od Jej kuzynki Elżbiety. Kilka miesięcy wcześniej miało miejsce Zwiastowanie, i do tego czasu zewnętrzne oznaki bliskiego macierzyństwa stały się już dla wszystkich widoczne. Wyobraźcie sobie mękę sumienia świętego Józefa. Znał dobrze prawo Boże: cudzołóstwo musi być ukarane śmiercią. Wie też jednak, że Najświętsza Maryja Panna nigdy nie mogłaby zgrzeszyć. Wiedział z pewnością o Jej ślubie czystości i znał Jej cnotę. Jednego jednak był pewien – że to nie on był ojcem mającego się narodzić Dziecka. Maryja w swej pokorze nigdy nie odważyłaby się wyznać, że jest Matką Boga, jednak jak każda kobieta, pragnęła z pewnością być zrozumiana, zanim powierzyła się opiece świętego Józefa. Nie mogła jednak być pewna, czy zostanie zrozumiana, tak wielka była ta tajemnica. Tak więc święty Józef cierpiał męki wątpliwości i niepewności, w pewien sposób rozdarty pokusą pomiędzy prawem Bożym, a swą żoną.
Rozwiązanie, jakie znalazł święty Józef, nosi wszelkie znamiona wielkiej roztropności i świadczy o jego zmyśle sprawiedliwości. Chce odesłać Maryję, odmówić jej przyjęcia, jak to było jego obowiązkiem, jednak po cichu, aby ochronić Jej dobre imię. Podczas gdy Adam zgrzeszył akceptując grzech swej żony, święty Józef odrzuca nawet pozorny grzech kobiety, którą zna jako cnotliwą. Adam kochał rzeczy tego świata i przez umiłowanie rzeczy tego świata cały rodzaj ludzki rodzi się w stanie grzechu pierworodnego, daleki od Boga. Jednak święty Józef wolał prawo Boże od najpiękniejszego ze wszystkich stworzeń: Najświętszej Maryi Panny. Nawet najpiękniejsze i najczystsze spośród stworzeń nie było w stanie odwieść świętego Józefa od posłuszeństwa prawu Bożemu. Tak więc zbawienie rodzaju ludzkiego stało się możliwe, czy też raczej zostało ochronione i zabezpieczone, przez świętego Józefa.
Dlatego właśnie zwracając się na początku litanii do Matki Bożej, wspominamy tę właśnie godność świętego Józefa, po czym mówimy:
Święty Józefie, módl się za nami!
Święty Józef, jak widzimy, jest tak wielkim świętym dzięki swemu powołaniu, by chronić i otaczać opieką dzieło Wcielenia. Na wiele sposobów zajął on miejsce naszego praojca Adama, poprzez wypełnianie funkcji ojca w tym zakresie, w którym Adam tego zaniedbał.
Jest jednak inna jeszcze funkcja, którą musimy przypisać świętemu Józefowi. Proroctwa Starego testamentu zapowiadały, że Zbawiciel miał się narodzić z domu Dawida. Mesjasz obiecany został Abrahamowi, a obietnica ta przeszła następnie na Izaaka a potem Jakuba, oraz na długi szereg synów, ponieważ genealogia uwzględnia jedynie linie męską. Podczas gdy u Żydów to matka – czyli porządek krwi - jest gwarancją pochodzenia, to jednak wedle prawa to ojciec przekazywał obietnicę jako spuściznę.
Obie genealogie Pana Jezusa przytoczone przez Ewangelie dotyczą przodków świętego Józefa. Poprzez małżeństwo Józef stawał się legalnym ojcem Chrystusa Pana, nawet jeśli nie był Jego fizycznym ojcem. Interesujące są pewne różnice w genealogii podanej przez świętego Łukasza i świętego Mateusza. Nie będziemy się w tym miejscu rozwodzić szczegółowo na ten temat, na pierwszy rzut oka jednak widzimy, że rodowód podany przez świętego Mateusza jest znacznie krótszy od listy przodków podanej przez świętego Łukasza. Powód tego jest prosty, święty Mateusz pomija pewną liczbę przodków, wymieniając po prostu najważniejszych spośród nich. Święty Łukasz natomiast podaje listę bardziej kompletną.
Inna jeszcze różnica polega na tym, że święty Mateusz wywodzi rodowód świętego Józefa przez Salomona, a święty Łukasz poprzez Natana. Powód tego jest taki, że święty Józef połączył w swej osobie dwie rodziny z domu Dawida poprzez fakt, że jego przodek Heli zmarł bezdzietnie, a wdowa po nim, wedle przepisów prawa, poślubiła jego brata Jakuba. Dlatego Józef był wedle ciała synem Jakuba, jednak legalnym synem Helego.
Powstaje jednak ciekawe pytanie: skąd wiemy, że Chrystus Pan był fizycznym potomkiem Dawida? Z genealogii Józefa widzimy, że Zbawiciel miał legalny tytuł do nazywania się Synem Dawida, czy był jednak jego potomkiem według ciała? Wiemy, że musi to być prawdą, gdyż Pismo Święte jest w tym punkcie bardzo jasne, wiemy to jednak przez dedukcję. Po pierwsze według prawa Starego Testamentu, zawartego w Księdze Liczb rozdział 36 (6,12) jedyna córka musiała poślubić mężczyznę z własnego rodu „aby dziedzictwo zostało w domach”. Tak więc, logicznie rzecz biorąc, skoro Józef pochodził z domu Dawida, Maryja również musiała do niego należeć, ponieważ była jedyną córką Anny i Joachima.
Co więcej, z Tradycji wiemy, zwłaszcza z pism świętego Jana Damasceńskiego (de Fide Orth. , IV 14), że babka Najświętszej Maryi Panny – Barpanther, była kuzynką Helego, tego samego Helego, który zmarł bezpotomnie i wdowa po którym poślubiła Jakuba, ojca Józefa. Tak więc ojciec Najświętszej Dziewicy, Joachim, był kuzynem Józefa poprzez prawo, choć nie przez więzy krwi, jako lewiracki syn Helego. Pokazuje to, że również Najświętsza Maryja Panna pochodziła od Dawida, poprzez Natana.
Od przyjścia Zbawiciela, który jest błogosławieństwem obiecanym Abrahamowi, a w którym błogosławione są wszystkie narody, fizyczne i legalne pochodzenie nie mają już znaczenia, ponieważ proroctwo się wypełniło. Kwestie te wydają się więc nam nieistotne i niekiedy trywialne. W rzeczywistości są jednak dość ważne, w innym bowiem przypadku Pismo Święte nie byłoby prawdomówne, a sam Chrystus mógłby nie być Mesjaszem obiecanym Dawidowi i Patriarchom. Widzimy jednak, że pewność wypełnienia tych obietnic daje właśnie pochodzenie świętego Józefa. Nie powinno więc dziwić, że w kolejnym wezwaniu zwracamy się do niego:
Przesławny potomku Dawida, módl się za nami!
W następnym wezwaniu skierowanym do świętego Józefa odnosimy się do tej samej tajemnicy, dlatego też znajdują się one obok siebie:
Światło Patriarchów, módl się za nami!
Święty Józef nazywany jest Światłem Patriarchów, ponieważ w pewnym sensie pełni on rolę proroka, czyli światła dla ludu Izraela.
Chrystus Pan jest wypełnieniem wszystkich proroctw, oraz równocześnie największym ze wszystkich proroków. Wielokrotnie w przeszłości Bóg przemawiał przez proroków, aby przekazań nam naukę konieczną do zbawienia. Prorokiem, z definicji, jest ten, kto mówi rzeczy Boże. Często prorocy jako znak swej Boskiej misji przepowiadali przyszłość – ponieważ jest ona znana jedynie Bogu. Wszyscy oni przemawiali jednak jedynie jako narzędzia Boga, by dać nam Jego prawdziwe poznanie.
Jednak w pełni czasów sam Bóg przyszedł i zamieszkał pośród nas. Bóg przemawia osobiście w Osobie naszego Pana Jezusa Chrystusa. Nie kieruje już słów do swych sług, którzy przemawiają później w Jego imieniu, ale przybiera ludzką naturę i przemawia do nas własnymi ustami. Zbawiciel mówi do nas bezpośrednio, aby przekazać nam pełnię prawa, aby obdarzyć nas życiem samego Boga.
A jednak to od świętego Józefa uczył się Pan Jezus posłuszeństwa prawu Bożemu. To święty Józef był odpowiedzialny, jako głowa rodziny, za to, by prawo to przestrzegane było w jego domu. Chrystus Pan musiał uczyć się przestrzegania dni świętych i to święty Józef wprowadził Go do przedsionka świątyni. Święty Józef uczył samego Boga Jego własnego prawa. Jakaż to głęboka tajemnica! Święty Józef był na pewien sposób największym spośród proroków. Inni prorocy przepowiadali przyjście Chrystusa i przygotowywali naród wybrany do wiary w Tego, którego posłać miał Bóg. Ale święty Józef przekazał prawo Boże Jego Jednorodzonemu Synowi. Podczas, gdy inni prorocy przygotowywali naród wybrany na przyjście Mesjasza, święty Józef, jako głowa Świętej Rodziny, przygotowywał samego Mesjasza do Jego misji.
Zarówno katechizm jak i filozofia uczą nas, że wszystkie rzeczy stworzone odzwierciedlają w pewien sposób rozliczne przymioty Boga. Dlatego właśnie Pan Jezus posługuje się rzeczami tego świata, używając wyobrażeń i przykładów ze świata materialnego, by uczyć nas o Królestwie Niebieskim. Jednak najbardziej poruszającymi przypowieściami Zbawiciela są te, które ukazują miłość ojca do swych dzieci: przypowieść o synu marnotrawnym, przypowieść o ojcu wyprawiającym gody swemu synowi, o ojcu, który daje swym dzieciom wszystko, o co go proszą, etc… Wyobraźmy więc sobie wrażenie, jakie musiał robić święty Józef na Dzieciątku Jezus. Siła i mądrość świętego Józefa są być może najlepszym odzwierciedleniem przymiotów wiecznego Ojca. Gdy Zbawiciel uczył swych Apostołów najwspanialszej ze wszystkich modlitw, „Ojcze nasz”, z pewnością miał również w pełnej szacunku pamięci tego, który był Jego ziemskim opiekunem i ojcem.
Kolejnych pięć - tworzących rodzaj grupy - wezwań skierowanych do świętego Józefa, uwypukla jego najważniejsze godności. Pierwsze dwa z nich określają godności w odniesieniu do Najświętszej Maryi Panny, ponieważ powołanie świętego Józefa wynika przede wszystkim z Jej powołania. Pierwsza z tych głównych godności świętego Józefa polega na byciu Oblubieńcem Bogarodzicy.
Oblubieńcze Bogarodzicy, módl się za nami !
Powołanie świętego Józefa i wykonywanie przez niego ojcostwa jest ściśle związane z powołaniem Najświętszej Maryi Panny, Matki Bożej. Święty Józef był Jej mężem.
Moglibyśmy zadawać sobie pytanie: ile lat miał wówczas święty Józef? Czy był stary czy młody? Na wielu wyobrażeniach widzimy go jako starego człowieka z siwą brodą, co ma zapewne sugerować, że starszy wiek chroni w jakiś sposób dziewictwo lepiej, niż młodość. Zapominamy, że na przykład w historii o Zuzannie (Dan 13), ludzie starzy mogą mieć nieczyste pragnienia podobnie jak młodzi.
Trudno byłoby wyobrazić sobie, że Bóg miałby połączyć młodą dziewczynę w wieku piętnastu lub szesnastu lat ze starcem. Jeśli u stóp Krzyża Zbawiciel powierzył swą Matkę opiece młodzieńca, dlaczego przy żłóbku miałby postawić przy Niej starca?
Częstokroć to miłość kobiety determinuje sposób w jaki kocha mężczyzna. Lubimy ukazywać Matkę Bożą jako inspirację do praktykowania cnoty czystości wśród młodych. Czy nie byłoby logiczne, gdyby otoczyła Ona Józefa, pierwszego młodego mężczyznę, jakiego poznała, swym wpływem? Nie pomniejszyła swej miłości, ale wzniosła ją na wyższy poziom. Uczyniła ze świętego Józefa swą pierwszą zdobycz – był on prawdziwym mężczyzną, a nie jedynie zniedołężniałym opiekunem.
W jaki jednak sposób święty Józef zdobył serce najświętszej Maryi Panny? Przede wszystkim był sprawiedliwy. Daleki był od tego, by być niezdolnym do miłości, przeciwnie był w stanie kochać, i to kochać intensywnie. Był pracowity. Nie odzywa się prawie wcale, ale z energią robi to, co do niego należy. Chce czynić wolę Boga, za wszelką cenę, nawet za cenę odesłania najpiękniejszej kobiety świata. Nie wierzył w lenistwo. Bóg mów: udaj się do Egiptu, i Józef to czyni. Całe swoje życie poświęcił trosce o dobro swej rodziny.
Innymi słowy, święty Józef rozumiał znaczenie ofiary. I tym właśnie zdobył serce Najświętszej Maryi Panny – Niepokalane Serce. To właśnie dzięki swemu umiłowaniu ofiary święty Józef otrzymał za małżonkę Matkę Boga.
Był mężem, jednak godność tę otrzymał przede wszystkim dla konkretnego celu: by opiekować się i bronić. Dlatego też kolejnym wezwaniem jest:
Przeczysty Stróżu Dziewicy, módl się za nami!
Co to będzie przedmiotem następnego wykładu.
piątek, 26 marca 2010
o Litaniach do św. Józefa - 2
Podczas ostatniej konferencji pokazaliśmy, że Litania do świętego Józefa rozpoczyna się w taki sposób, w jaki zaczyna się każda dobra modlitwa – od prośby o miłosierdzie i postawienia się w obecności Bożej. Dzisiaj przyjrzymy się pierwszym prośbom Litanii i wyjaśnimy, co oznaczają.
Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami
Podobnie jak w Kyrie eleison, prosimy Boga o miłosierdzie – prosimy o nie każdą z trzech Osób Trójcy Przenajświętszej. Obecnie jednak wymieniamy Je z imienia.
„Ojcze z nieba, Boże”. Jak pamiętacie - w modlitwie „Ojcze nasz”, którą odmawiamy każdego dnia, mówimy: „któryś jest w niebie”. Bóg jest wszędzie, jednak w specjalny sposób jest właśnie w niebie. Niebo jest miejscem, gdzie Bóg mieszka z aniołami i gdzie wszyscy dobrzy ludzie trafią po śmierci. Jest to miejsce, w którym Bóg rządzi niepodzielnie, gdzie wszystko jest doskonałe, gdzie nie ma smutku ani śmierci, ale jedynie wieczna i nie kończąca się nigdy szczęśliwość. Mamy nadzieję trafić tam pewnego dnia, by być szczęśliwymi tak, jak szczęśliwy jest Bóg, przez całą wieczność.
Jednak obraziliśmy Boga i musimy prosić Go o miłosierdzie – stąd w tej części Litanii odpowiadamy: „zmiłuj się nad nami”. Możemy być pewni, że uzyskamy to przebaczenie, ponieważ Bóg jest naszym Ojcem. Ojciec kocha swoje dzieci, więc zawsze skłonny jest do przebaczenia, kiedy go one o nie proszą. Bóg jest doskonale sprawiedliwy i nigdy nie może pragnąć grzechu – ale jest też nieskończenie miłosierny i chce nam przebaczać, podobnie jak nasi ziemscy ojcowie gniewają się, kiedy zrobimy coś złego, ale szybko nam to zapominają, jeśli okazujemy skruchę.
Bóg jest naszym Ojcem, ponieważ nas stworzył. Stworzył nas, ponieważ chciał, abyśmy byli szczęśliwi razem z Nim we wieczności. Co jednak stało się na samym początku? Pierwsi rodzice okazali Bogu nieposłuszeństwo i wpadli w grzech. Ewa zwątpiła w dobroć Boga i nie posłuchała Bożego zakazu. Była dumna, uważała, że wie lepiej niż Bóg, co jest dla niej dobre. Jak straszne mogą być konsekwencje braku zaufania do Boga! Bóg dał jej wszystko – zdrowie, piękno, stan łaski – i obiecał jej miejsce w niebie, jeśli tylko będzie posłuszna. Ale ona się zbuntowała.
Co gorsza, wciągnęła w grzech również Adama. Przez swoje nieposłuszeństwo Ewa zasłużyła na śmierć, ponieważ odmówiła uczynienia tego, czego wymagał od niej Bóg, by mogła żyć wiecznie. Tylko ona sama musiałaby to cierpieć, i być może Adam mógłby uczynić coś, by pomóc jej wydostać się z tego nieszczęsnego położenia. Ale niestety, zachęciła ona również Adama do nieposłuszeństwa wobec prawa Bożego. Widzicie, Adam kochał Ewę tak bardzo, że nie mógł sobie wyobrazić życia bez niej. Ewa powinna być mu pomocą, ale zamiast tego ostatecznie wyrządziła mu krzywdę.
Bardzo ważne jest by pamiętać, że nasze czyny nie dotyczą jedynie nas samych, ale często wpływają we wielkim stopniu na naszych bliskich i przyjaciół. Ludzie, którzy nas kochają, mogą zacząć robić złe rzeczy, jeśli my, swoim postępowaniem, będziemy dawali im zły przykład. Musimy starać się pomagać tym, których kochamy, a nie szkodzić im tak, jak Ewa zaszkodziła Adamowi.
Cały rodzaj ludzki – wszyscy ludzie – ucierpieli z powodu nieposłuszeństwa Ewy i grzech Adama. Również w waszych rodzinach możecie spowodować, że wszyscy cierpieć będą przez wasze nieposłuszeństwo. Jakie to przygnębiające, na przykład, widzieć dzieci, które nie słuchają swych rodziców! Nie tylko doprowadza to rodziców do złości i gniewu, ale też daje zły przykład innym. I przeciwnie – jak wspaniale widzieć rodzinę, w której wszyscy usiłują pomagać sobie nawzajem, w której praktykowane jest posłuszeństwo! Jednak praktykowanie tego posłuszeństwa może być niekiedy trudne, stąd następne wezwanie Litanii:
Synu, Odkupicielu świata, Boże, zmiłuje się nad nami!
Pan Jezus jest Synem Boga i przyszedł na świat, by umrzeć na krzyżu z powodu naszych grzechów. Był posłuszny aż do śmierci i to śmierci krzyżowej! Adam okazał nieposłuszeństwo, natomiast Pan Jezus był posłuszny w sposób doskonały. Zbawiciel wynagrodził więc winę Adama, jest „Odkupicielem”, ponieważ zapłacił cenę konieczną dla naszego zbawienia. Zapłacił cenę za wszystkich ludzi, dlatego mówimy „Odkupicielu świata”.
Pan Jezus zapłacił cenę za wszystkich i wszystkim ofiaruje swoją łaskę. Potrzebujemy łaski, aby dostać się do nieba, ponieważ to właśnie ona oczyszcza nas z naszych grzechów. Popełniwszy grzech, popadamy w duchową chorobę, a więc potrzebujemy nie tylko duchowego lekarza, ale i duchowych lekarstw. Lekarzem naszych dusz jest nasz Zbawiciel Jezus Chrystus. Mówi nam On, co mamy czynić, aby uratować nasze dusze od wiecznej śmierci. Duchowym lekarstwem, które daje nam Pan Jezus, jest Jego łaska, którą otrzymujemy w sakramentach – w sakramencie pokuty, w którym oczyszczamy się z naszych grzechów, a zwłaszcza w sakramencie Komunii św., w której otrzymujemy samego Pana Jezusa. Z powodu naszych grzechów jesteśmy bardzo słabi duchowo i potrzebujemy łaski Pana Jezusa, aby odzyskać pełnię duchowych sił.
Niestety, wielu ludzi nie chce czynić tego, co nakazuje im Pan Jezus, by mogli odzyskać duchowe zdrowie. Wielu nie zażywa lekarstw, które im On daje. W ten sposób ryzykują stan śmierci duchowej przez całą wieczność – czyli piekło. Jakie to przerażające, kiedy ktoś odmawia przyjęcia jedynego lekarstwa, które może ocalić jego zdrowie! Tak jednak postępuje dziś wielu ludzi – odrzucają Pana Jezusa, nie słuchają Go i nie chcą Jego łaski. Co za tragedia!
Możemy jednak zrobić coś, aby im pomóc – możemy modlić się o nawrócenie grzeszników. Prosimy, aby Pan Jezus w swym miłosierdziu udzielił im potrzebnych łask, aby mogli nawrócić się i uratować swoje dusze. Dlatego właśnie błagamy Zbawiciela w inwokacji: „Zmiłuj się nad nami!”.
Duch Święty, Boże, zmiłuj się nad nami!
W trzeciej inwokacji prosimy o miłosierdzie Ducha Świętego. Duch Święty jest trzecią Osobą Trójcy Przenajświętszej. Pan Jezus posłał nam Ducha Świętego, aby kierował Jego Kościołem. Ducha Świętego otrzymujemy w szczególny sposób w dniu naszego bierzmowania, kiedy daje nam On siłę do walki z pokusami tego świata. Jednak pomimo pomocy, jaką nam On daje, niekiedy zdarza nam się upaść, musimy więc również Jego prosić o miłosierdzie: zmiłuj się nad nami!
W kolejnej inwokacji błagamy o miłosierdzie całą Trójcę Przenajświętszą. Zwracaliśmy się już do wszystkich trzech Osób z osobna, teraz natomiast błagamy Je wszystkie razem. Jest to wielka tajemnica, tajemnica Trójcy Przenajświętszej. Powinniśmy zastanowić się przez chwilę nad tą tajemnicą, aby pogłębić naszą wiarę.
Bóg jest w trzech Osobach i każda z tych trzech Osób jest Bogiem. Jak to możliwe? Jest tylko jeden Bóg – to pewne – w jaki więc sposób może On być w trzech Osobach? Czy nie wydaje się to trochę sprzeczne? Przecież skoro Ojciec jest Bogiem, Syn jest Bogiem i Duch Święty jest Bogiem, czy nie powinniśmy mówić o trzech Bogach, a nie o jednym? Czy to nie dziwne? Nie, nie dziwne, ale nadprzyrodzone!
Jest tylko jeden Bóg. Bóg jest jedynym Bytem, który istnieje sam z siebie. Na przykład ja czy wy kiedyś nie istnieliśmy. Przyszliśmy na ten świat, zaczęliśmy istnieć od dnia naszego poczęcia. Również zwierzęta rodzą się, a potem, kiedy umierają, już więcej nie istnieją. Wszystko na tym świecie otrzymuje istnienie od czegoś innego, ponieważ natura tych bytów jest czymś odmiennym od ich istnienia. Jednak Bóg istniał zawsze i nie może przestać istnieć, ponieważ po prostu jest – jest On swoim własnym istnieniem. Bóg jest czystym Duchem, Duchem nieskończenie prostym.
My również jesteśmy istotami duchowymi, podobnie jak On, ponieważ posiadamy duszę. Co czyni nas istotami duchowymi? Możemy poznawać rzeczy oraz kochać – to właśnie potrafią istoty duchowe, a nie potrafią tego zwierzęta. Zwierzęta mogą czuć, mogą na przykład lubić dobre jedzenie, nie mogą jednak znać matematyki i filozofii – ani kochać w prawdziwym sensie tego słowa.
Co się dzieje, kiedy coś poznajemy? Na przykład patrzę na coś lub czytam książkę i w jakiś sposób to, co widzę, co czytam albo co słyszę, trafia do mojego umysłu. Umysł przyswaja sobie naturę danej rzeczy w takim stopniu, że mogę zamknąć oczy, zatkać uszy, zamknąć książkę, i w dalszym ciągu o tej rzeczy myśleć. Znajduje się ona w duchowy sposób w moim umyśle – nie w taki sam sposób, w jaki istnieje w rzeczywistości, niemniej jednak w nim jest. Posługujemy się tak zwanymi „pojęciami”, wyrażającymi rzecz, którą poznajemy, wyrażamy naszą wiedzę na jakiś temat za pomocą słów – podobnie jak słowa, które wypowiadam teraz do was – skąd one pochodzą? Najpierw poznaję coś, a następnie wyrażam to za pomocą słów i przekazuję wam, wy natomiast słuchając mnie, jesteście w stanie zrozumieć, co chcę wam powiedzieć i w ostateczności macie w waszych umysłach to samo pojęcie.
A co się dzieje, kiedy kochamy coś lub kogoś? Ten ktoś jest w naszym sercu, jest tam, i jesteśmy pociągani ku niemu czy niej w taki sposób, że zbliża nas to coraz bardziej do osoby, którą kochamy. Ta osoba jest tam, w naszym sercu, w inny sposób, w sposób duchowy, jak coś, czego bliskości pragniemy.
Ponieważ Bóg jest bytem duchowym, poznaje i kocha jak my, ale w nieskończenie bardziej doskonały sposób. Jego wiedza i miłość są tak wielkie, że równe są samemu Bogu. Są tak wielkie, jak gdyby były oddzielnymi Osobami. Widzicie, Bóg poznaje sam siebie w sposób doskonały, a więc posiada ideę siebie, która jest absolutnie doskonała, w takim stopniu, że ma ona tę samą naturę co On sam. I idea ta wyrażona jest w jednym tylko Słowie, Słowie Bożym. Być może pamiętacie ostatnią Ewangelię czytaną na koniec Mszy św. Zaczyna się ona tak: „Na początku było Słowo i Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo”. To Słowo jest drugą Osobą Trójcy Przenajświętszej, Synem Bożym!
Dlaczego nazywamy drugą Osobę Trójcy Synem Bożym? Ponieważ, jak powiedziałem już wcześniej, kiedy poznajemy coś czy kogoś, zaczyna to być obecne w naszym umyśle. Mówimy nawet, że rodzimy jakąś ideę czy myśl. Przypomina to trochę sposób, w jaki wasze matki rodziły was – nosiły w swym ciele inne osoby – czyli was. Również Bóg rodzi ideę, siebie samego, Syna Bożego, który jest różną od Niego Osobą – równą Ojcu pod względem natury, podobnie jak wy posiadacie ludzką naturę waszych rodziców. Syn Boży jest równy Bogu – jest Bogiem – a jednak jest inną Osobą, różną od Ojca.
Bóg również kocha sam siebie w sposób doskonały, miłością tak intensywną, że i ona jest odrębną Osobą. Jak powiedziałem wcześniej, kiedy kogoś kochamy, miłość ta pociąga nas do niego. Bóg kocha samego siebie, a siła tej miłości jest tak wielka, że równa jest ona Jemu samemu. Tę miłość Bożą nazywamy Duchem Świętym, ponieważ to miłość jest tą duchową i świętą więzią, która łączy nas z innymi.
Widzicie więc, w jaki sposób Bóg jest jeden i tylko jeden, a równocześnie jest w trzech Osobach. Wszystkie trzy Osoby są w równym stopniu Bogiem – ponieważ posiadają tę samą naturę. Wszystkie trzy są wszechmocne, wszechwiedzące i wszechobecne. Są odrębne, ale nie różne. Są odrębne z powodu relacji, jakie zachodzą między Nimi: Syn pochodzi od Ojca, a Duch Święty od Ojca i Syna.
Pamiętajmy o tej wielkiej tajemnicy za każdym razem, kiedy czynimy znak krzyża. Kiedy się żegnamy, zaczynamy od wymienienia Osoby Ojca, ponieważ Ojciec nie pochodzi od nikogo. Dotykamy czoła, ponieważ druga Osoba pochodzi od Ojca przez poznanie. Wymieniamy Osobę Syna dotykając dłonią serca, ponieważ Syn Boży stał się człowiekiem i umarł na krzyżu z miłości do nas. Następnie dotykamy lewego i prawego ramienia, wymieniając Osobę Ducha Świętego, ponieważ pochodzi On od Ojca i Syna. Wykonujemy ten ruch na wysokości serca, ponieważ Duch Święty pochodzi od Ojca i Syna na sposób miłości.
Jako owoc tej konferencji, starajcie się zawsze czynić znak krzyża starannie i z miłością, pamiętając, jak wiele tajemnic w sobie zawiera. A ponieważ Pan Jezus raczył umrzeć za nas na krzyżu, miejmy odwagę żegnać się znakiem krzyża publicznie, by również inni mogli poznać tę wielką tajemnicę Trójcy Przenajświętszej i miłości Zbawiciela, który umarł za nich na krzyżu!
Ojcze z nieba, Boże, zmiłuj się nad nami
Podobnie jak w Kyrie eleison, prosimy Boga o miłosierdzie – prosimy o nie każdą z trzech Osób Trójcy Przenajświętszej. Obecnie jednak wymieniamy Je z imienia.
„Ojcze z nieba, Boże”. Jak pamiętacie - w modlitwie „Ojcze nasz”, którą odmawiamy każdego dnia, mówimy: „któryś jest w niebie”. Bóg jest wszędzie, jednak w specjalny sposób jest właśnie w niebie. Niebo jest miejscem, gdzie Bóg mieszka z aniołami i gdzie wszyscy dobrzy ludzie trafią po śmierci. Jest to miejsce, w którym Bóg rządzi niepodzielnie, gdzie wszystko jest doskonałe, gdzie nie ma smutku ani śmierci, ale jedynie wieczna i nie kończąca się nigdy szczęśliwość. Mamy nadzieję trafić tam pewnego dnia, by być szczęśliwymi tak, jak szczęśliwy jest Bóg, przez całą wieczność.
Jednak obraziliśmy Boga i musimy prosić Go o miłosierdzie – stąd w tej części Litanii odpowiadamy: „zmiłuj się nad nami”. Możemy być pewni, że uzyskamy to przebaczenie, ponieważ Bóg jest naszym Ojcem. Ojciec kocha swoje dzieci, więc zawsze skłonny jest do przebaczenia, kiedy go one o nie proszą. Bóg jest doskonale sprawiedliwy i nigdy nie może pragnąć grzechu – ale jest też nieskończenie miłosierny i chce nam przebaczać, podobnie jak nasi ziemscy ojcowie gniewają się, kiedy zrobimy coś złego, ale szybko nam to zapominają, jeśli okazujemy skruchę.
Bóg jest naszym Ojcem, ponieważ nas stworzył. Stworzył nas, ponieważ chciał, abyśmy byli szczęśliwi razem z Nim we wieczności. Co jednak stało się na samym początku? Pierwsi rodzice okazali Bogu nieposłuszeństwo i wpadli w grzech. Ewa zwątpiła w dobroć Boga i nie posłuchała Bożego zakazu. Była dumna, uważała, że wie lepiej niż Bóg, co jest dla niej dobre. Jak straszne mogą być konsekwencje braku zaufania do Boga! Bóg dał jej wszystko – zdrowie, piękno, stan łaski – i obiecał jej miejsce w niebie, jeśli tylko będzie posłuszna. Ale ona się zbuntowała.
Co gorsza, wciągnęła w grzech również Adama. Przez swoje nieposłuszeństwo Ewa zasłużyła na śmierć, ponieważ odmówiła uczynienia tego, czego wymagał od niej Bóg, by mogła żyć wiecznie. Tylko ona sama musiałaby to cierpieć, i być może Adam mógłby uczynić coś, by pomóc jej wydostać się z tego nieszczęsnego położenia. Ale niestety, zachęciła ona również Adama do nieposłuszeństwa wobec prawa Bożego. Widzicie, Adam kochał Ewę tak bardzo, że nie mógł sobie wyobrazić życia bez niej. Ewa powinna być mu pomocą, ale zamiast tego ostatecznie wyrządziła mu krzywdę.
Bardzo ważne jest by pamiętać, że nasze czyny nie dotyczą jedynie nas samych, ale często wpływają we wielkim stopniu na naszych bliskich i przyjaciół. Ludzie, którzy nas kochają, mogą zacząć robić złe rzeczy, jeśli my, swoim postępowaniem, będziemy dawali im zły przykład. Musimy starać się pomagać tym, których kochamy, a nie szkodzić im tak, jak Ewa zaszkodziła Adamowi.
Cały rodzaj ludzki – wszyscy ludzie – ucierpieli z powodu nieposłuszeństwa Ewy i grzech Adama. Również w waszych rodzinach możecie spowodować, że wszyscy cierpieć będą przez wasze nieposłuszeństwo. Jakie to przygnębiające, na przykład, widzieć dzieci, które nie słuchają swych rodziców! Nie tylko doprowadza to rodziców do złości i gniewu, ale też daje zły przykład innym. I przeciwnie – jak wspaniale widzieć rodzinę, w której wszyscy usiłują pomagać sobie nawzajem, w której praktykowane jest posłuszeństwo! Jednak praktykowanie tego posłuszeństwa może być niekiedy trudne, stąd następne wezwanie Litanii:
Synu, Odkupicielu świata, Boże, zmiłuje się nad nami!
Pan Jezus jest Synem Boga i przyszedł na świat, by umrzeć na krzyżu z powodu naszych grzechów. Był posłuszny aż do śmierci i to śmierci krzyżowej! Adam okazał nieposłuszeństwo, natomiast Pan Jezus był posłuszny w sposób doskonały. Zbawiciel wynagrodził więc winę Adama, jest „Odkupicielem”, ponieważ zapłacił cenę konieczną dla naszego zbawienia. Zapłacił cenę za wszystkich ludzi, dlatego mówimy „Odkupicielu świata”.
Pan Jezus zapłacił cenę za wszystkich i wszystkim ofiaruje swoją łaskę. Potrzebujemy łaski, aby dostać się do nieba, ponieważ to właśnie ona oczyszcza nas z naszych grzechów. Popełniwszy grzech, popadamy w duchową chorobę, a więc potrzebujemy nie tylko duchowego lekarza, ale i duchowych lekarstw. Lekarzem naszych dusz jest nasz Zbawiciel Jezus Chrystus. Mówi nam On, co mamy czynić, aby uratować nasze dusze od wiecznej śmierci. Duchowym lekarstwem, które daje nam Pan Jezus, jest Jego łaska, którą otrzymujemy w sakramentach – w sakramencie pokuty, w którym oczyszczamy się z naszych grzechów, a zwłaszcza w sakramencie Komunii św., w której otrzymujemy samego Pana Jezusa. Z powodu naszych grzechów jesteśmy bardzo słabi duchowo i potrzebujemy łaski Pana Jezusa, aby odzyskać pełnię duchowych sił.
Niestety, wielu ludzi nie chce czynić tego, co nakazuje im Pan Jezus, by mogli odzyskać duchowe zdrowie. Wielu nie zażywa lekarstw, które im On daje. W ten sposób ryzykują stan śmierci duchowej przez całą wieczność – czyli piekło. Jakie to przerażające, kiedy ktoś odmawia przyjęcia jedynego lekarstwa, które może ocalić jego zdrowie! Tak jednak postępuje dziś wielu ludzi – odrzucają Pana Jezusa, nie słuchają Go i nie chcą Jego łaski. Co za tragedia!
Możemy jednak zrobić coś, aby im pomóc – możemy modlić się o nawrócenie grzeszników. Prosimy, aby Pan Jezus w swym miłosierdziu udzielił im potrzebnych łask, aby mogli nawrócić się i uratować swoje dusze. Dlatego właśnie błagamy Zbawiciela w inwokacji: „Zmiłuj się nad nami!”.
Duch Święty, Boże, zmiłuj się nad nami!
W trzeciej inwokacji prosimy o miłosierdzie Ducha Świętego. Duch Święty jest trzecią Osobą Trójcy Przenajświętszej. Pan Jezus posłał nam Ducha Świętego, aby kierował Jego Kościołem. Ducha Świętego otrzymujemy w szczególny sposób w dniu naszego bierzmowania, kiedy daje nam On siłę do walki z pokusami tego świata. Jednak pomimo pomocy, jaką nam On daje, niekiedy zdarza nam się upaść, musimy więc również Jego prosić o miłosierdzie: zmiłuj się nad nami!
W kolejnej inwokacji błagamy o miłosierdzie całą Trójcę Przenajświętszą. Zwracaliśmy się już do wszystkich trzech Osób z osobna, teraz natomiast błagamy Je wszystkie razem. Jest to wielka tajemnica, tajemnica Trójcy Przenajświętszej. Powinniśmy zastanowić się przez chwilę nad tą tajemnicą, aby pogłębić naszą wiarę.
Bóg jest w trzech Osobach i każda z tych trzech Osób jest Bogiem. Jak to możliwe? Jest tylko jeden Bóg – to pewne – w jaki więc sposób może On być w trzech Osobach? Czy nie wydaje się to trochę sprzeczne? Przecież skoro Ojciec jest Bogiem, Syn jest Bogiem i Duch Święty jest Bogiem, czy nie powinniśmy mówić o trzech Bogach, a nie o jednym? Czy to nie dziwne? Nie, nie dziwne, ale nadprzyrodzone!
Jest tylko jeden Bóg. Bóg jest jedynym Bytem, który istnieje sam z siebie. Na przykład ja czy wy kiedyś nie istnieliśmy. Przyszliśmy na ten świat, zaczęliśmy istnieć od dnia naszego poczęcia. Również zwierzęta rodzą się, a potem, kiedy umierają, już więcej nie istnieją. Wszystko na tym świecie otrzymuje istnienie od czegoś innego, ponieważ natura tych bytów jest czymś odmiennym od ich istnienia. Jednak Bóg istniał zawsze i nie może przestać istnieć, ponieważ po prostu jest – jest On swoim własnym istnieniem. Bóg jest czystym Duchem, Duchem nieskończenie prostym.
My również jesteśmy istotami duchowymi, podobnie jak On, ponieważ posiadamy duszę. Co czyni nas istotami duchowymi? Możemy poznawać rzeczy oraz kochać – to właśnie potrafią istoty duchowe, a nie potrafią tego zwierzęta. Zwierzęta mogą czuć, mogą na przykład lubić dobre jedzenie, nie mogą jednak znać matematyki i filozofii – ani kochać w prawdziwym sensie tego słowa.
Co się dzieje, kiedy coś poznajemy? Na przykład patrzę na coś lub czytam książkę i w jakiś sposób to, co widzę, co czytam albo co słyszę, trafia do mojego umysłu. Umysł przyswaja sobie naturę danej rzeczy w takim stopniu, że mogę zamknąć oczy, zatkać uszy, zamknąć książkę, i w dalszym ciągu o tej rzeczy myśleć. Znajduje się ona w duchowy sposób w moim umyśle – nie w taki sam sposób, w jaki istnieje w rzeczywistości, niemniej jednak w nim jest. Posługujemy się tak zwanymi „pojęciami”, wyrażającymi rzecz, którą poznajemy, wyrażamy naszą wiedzę na jakiś temat za pomocą słów – podobnie jak słowa, które wypowiadam teraz do was – skąd one pochodzą? Najpierw poznaję coś, a następnie wyrażam to za pomocą słów i przekazuję wam, wy natomiast słuchając mnie, jesteście w stanie zrozumieć, co chcę wam powiedzieć i w ostateczności macie w waszych umysłach to samo pojęcie.
A co się dzieje, kiedy kochamy coś lub kogoś? Ten ktoś jest w naszym sercu, jest tam, i jesteśmy pociągani ku niemu czy niej w taki sposób, że zbliża nas to coraz bardziej do osoby, którą kochamy. Ta osoba jest tam, w naszym sercu, w inny sposób, w sposób duchowy, jak coś, czego bliskości pragniemy.
Ponieważ Bóg jest bytem duchowym, poznaje i kocha jak my, ale w nieskończenie bardziej doskonały sposób. Jego wiedza i miłość są tak wielkie, że równe są samemu Bogu. Są tak wielkie, jak gdyby były oddzielnymi Osobami. Widzicie, Bóg poznaje sam siebie w sposób doskonały, a więc posiada ideę siebie, która jest absolutnie doskonała, w takim stopniu, że ma ona tę samą naturę co On sam. I idea ta wyrażona jest w jednym tylko Słowie, Słowie Bożym. Być może pamiętacie ostatnią Ewangelię czytaną na koniec Mszy św. Zaczyna się ona tak: „Na początku było Słowo i Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo”. To Słowo jest drugą Osobą Trójcy Przenajświętszej, Synem Bożym!
Dlaczego nazywamy drugą Osobę Trójcy Synem Bożym? Ponieważ, jak powiedziałem już wcześniej, kiedy poznajemy coś czy kogoś, zaczyna to być obecne w naszym umyśle. Mówimy nawet, że rodzimy jakąś ideę czy myśl. Przypomina to trochę sposób, w jaki wasze matki rodziły was – nosiły w swym ciele inne osoby – czyli was. Również Bóg rodzi ideę, siebie samego, Syna Bożego, który jest różną od Niego Osobą – równą Ojcu pod względem natury, podobnie jak wy posiadacie ludzką naturę waszych rodziców. Syn Boży jest równy Bogu – jest Bogiem – a jednak jest inną Osobą, różną od Ojca.
Bóg również kocha sam siebie w sposób doskonały, miłością tak intensywną, że i ona jest odrębną Osobą. Jak powiedziałem wcześniej, kiedy kogoś kochamy, miłość ta pociąga nas do niego. Bóg kocha samego siebie, a siła tej miłości jest tak wielka, że równa jest ona Jemu samemu. Tę miłość Bożą nazywamy Duchem Świętym, ponieważ to miłość jest tą duchową i świętą więzią, która łączy nas z innymi.
Widzicie więc, w jaki sposób Bóg jest jeden i tylko jeden, a równocześnie jest w trzech Osobach. Wszystkie trzy Osoby są w równym stopniu Bogiem – ponieważ posiadają tę samą naturę. Wszystkie trzy są wszechmocne, wszechwiedzące i wszechobecne. Są odrębne, ale nie różne. Są odrębne z powodu relacji, jakie zachodzą między Nimi: Syn pochodzi od Ojca, a Duch Święty od Ojca i Syna.
Pamiętajmy o tej wielkiej tajemnicy za każdym razem, kiedy czynimy znak krzyża. Kiedy się żegnamy, zaczynamy od wymienienia Osoby Ojca, ponieważ Ojciec nie pochodzi od nikogo. Dotykamy czoła, ponieważ druga Osoba pochodzi od Ojca przez poznanie. Wymieniamy Osobę Syna dotykając dłonią serca, ponieważ Syn Boży stał się człowiekiem i umarł na krzyżu z miłości do nas. Następnie dotykamy lewego i prawego ramienia, wymieniając Osobę Ducha Świętego, ponieważ pochodzi On od Ojca i Syna. Wykonujemy ten ruch na wysokości serca, ponieważ Duch Święty pochodzi od Ojca i Syna na sposób miłości.
Jako owoc tej konferencji, starajcie się zawsze czynić znak krzyża starannie i z miłością, pamiętając, jak wiele tajemnic w sobie zawiera. A ponieważ Pan Jezus raczył umrzeć za nas na krzyżu, miejmy odwagę żegnać się znakiem krzyża publicznie, by również inni mogli poznać tę wielką tajemnicę Trójcy Przenajświętszej i miłości Zbawiciela, który umarł za nich na krzyżu!
Subskrybuj:
Posty (Atom)