Ześlij Ducha Twego, a nowe powstanie życie i odnowisz oblicze ziemi.
Zaledwie kilka lat po strasznej karze potopu, potomkowie Noego znów zeszli ze słusznej drogi i obrócili się ku swej przewrotności. Podjęli wspólnie ambitne przedsięwzięcie: zbudować miasto z wieżą, która sięgałaby nieba. Zachęcani przez diabła, który zawsze napełnia człowieka pychą pragnęli stać się jak Bóg swoją własną mocą. Ta przewrotność jest świadectwem, że człowiek w głębi serca wie, że nie jest stworzony dla rzeczy tego świata, ale dla Boga. A jednak w swej nierozumnej dumie sądzi, że materialne rzeczy mogą uczynić go podobnym Bogu.
Toteż Bóg ukarał ich pychę. Czytamy w księdze Rodzaju jak Bóg pomieszał ich języki, tak, że nie rozumieli się wzajemnie. Ich wspaniałe przedsięwzięcie aby zbudować wieżę sięgającą do nieba legło w gruzach, bo nie mogli się zrozumieć. Cały rodzaj ludzki wcześniej zjednoczony wspólnym językiem, teraz został podzielony, a często będący w stanie wojny, będącej brakiem porozumienia. Bariery językowe pozostały do dziś największą przeszkodą dla tych, którzy zamierzaliby zjednoczyć ludzkość tylko przyrodzonymi środkami.
Dziś drodzy wierni, Pan Jezus zsyła nam Ducha Świętego, aby zjednoczyć ludzkość w jedność która może nas ocalić – w jedność łaski. Apostołowie otrzymali od Pana Jezusa przykazania, aby nauczali wszystkie narody, ucząc je wszystkiego co im przekazał. I dziś Duch Święty zstępuje na apostołów i zaczynają mówić językami tak, że wszyscy, którzy byli w Jerozolimie mogli zrozumieć przesłanie o wspaniałym objawieniu się chwały Bożej. Bariera języka, bariera rasowa, bariera narodowa – wszystkie zostały przezwyciężone w jedności Kościoła Katolickiego.
Pan Jezus Chrystus, który założył fundamenty Swojego Kościoła na apostołach, dziś zsyła Ducha Świętego aby konsekrować miasto Boże, Nowe Jeruzalem. To jest prawdziwe miasto, które zaprowadzi nas do Nieba, którego nie przemogą bramy piekielne. W ten sposób Bóg spełnia oczekiwania człowieka dając mu widzialną społeczność w której może sięgnąć nieba.
Dziś są, drodzy wierni, jeśli tak można powiedzieć imieniny Kościoła Katolickiego, jako że dziś zostaje on Konsekrowany przez otrzymanie tego Ducha, który ma nim rządzić do skończenia czasów. Jak naucza św. Tomasz z Akwinu, Kościół narodził się w dniu śmierci Pana Jezusa na krzyżu. Podobnie jak podczas snu Adama, Ewa została utworzona z jego boku, podobnie Pan Jezus spał na krzyżu a z Jego boku we krwi i wodzie które z niego wypłynęły narodził się Kościół. Krew i woda symbolizują dwa sakramenty: Chrztu i Eucharystii – woda jest symbolem wejścia do Kościoła w krew tego co jednocześnie karmi Kościół i jest sprawcą Jego jedności. Kościół narodził się w Wielki Piątek, ale dziś jest ochrzczony ogniem, który Pan Jezus obiecał zesłać. Podczas gdy Stare Prawo było ustanowione w kamieniu, Nowe Prawo zostaje dziś ustanowione w duchu Samego Boga.
Kościół Katolicki jest tym Królestwem Niebieskim o którym Pan Jezus tek często mówi w ewangelii. I jak każde królestwo jest widzialny. Posiada swoje kierownictwo, swoją ekonomię i swoich obrońców jak każde inne królestwo.
Kościół jest hierarchiczny, co oznacza podział władzy w Kościele w ten sposób, że postawiony wyżej deleguje władzę swoim podwładnym. Kościół został założony przez Jezusa Chrystusa na fundamencie apostołów, których posłał aby nauczali w Jego Imię po całym świecie. Świętego Piotra uczynił swoim widzialnym zastępcą, głową kolegium apostolskiego. Dał mu klucze nieba, władzę zatrzymywania lub odpuszczania grzechów, oraz władzę rządzenia Kościołem do czasu powtórnego przyjścia.
Kościół istnieje aby przekazać nam życie łaski. Na tym polega ekonomia Kościoła. Rośnie On i rozwija się na miarę tego jak jego członkowie wzrastają w łasce i cnotach. Każdy z nas, na swoim miejscu, uczestniczymy w budowaniu wspólnego dobra Kościoła, jako że każdy z nas ma udział w zasługach Pana Jezusa przez współpracę z łaską. Kiedy grzeszymy szkodzimy nie tylko sobie samym, ale Kościołowi jako całości, tym którzy są wokół nas przez nasz zły przykład i przez to, że jeden członek Kościoła nie jest żywy jak być powinien. Różnorodne kryzysy przez które Kościół przeszedł zawsze wynikały z tego, że Jego członkowie nie chcieli żyć tak jak powinni, albo że hierarchia odcięła się od źródeł życia, to jest od Ofiary Mszy Świętej.
I wreszcie, jak każde królestwo, Kościół musi się bronić. Przez wieki Kościół nigdy nie zaniechał obrony przed heretykami, którzy chcieli zwieść trzodę Jezusa Chrystusa. Kiedy zaprzestaje walki w swej obronie, Kościół jak każde inne królestwo ulega rozkładowi. To dlatego fałszywy ekumenizm wzniecił zamieszanie w Kościele. Poprzez fałszywą zasadę, że każdy chce być dobry, przełożeni współczesnego Kościoła nikogo nie potępiają. Nie chcą użyć swej władzy dla obrony.
Drodzy wierni, dziś szczególnie módlmy się do Ducha Świętego, aby oświecił Papieża i dał mu konieczną siłę. Chyba ma on dobrą wolę, ale w praktyce ta dobra wola nie zda się na nic, o ile Papież nie porzuci fałszywego marzenia, które prowadziło go od Soboru Watykańskiego II. Podobnie jak święty Piotr, jest on uwięziony w wieczerniku, „z obawy przed Żydami” jak mówi Pismo Święte, i nie ma odwagi otwarcie nauczać doktryny Jezusa Chrystusa i potępić nadużyć których jesteśmy świadkami.
Ale święty Piotr w dniu Pięćdziesiątnicy został przemieniony. O ile przedtem nie śmiał opuścić wieczernika po otrzymaniu Ducha Świętego natychmiast zaczął nauczać o Panu Jezusie i potępiać grzechy złoczyńców. I trzy tysiące zostało ochrzczonych tego dnia. Takie owoce przynosi człowiek, który spełnia swój obowiązek. Módlmy się, aby Duch Święty uczynił to samo dla obecnego Ojca Świętego, tak aby miał on odwagę mówić o grzechach i nadużyciach wokół nas i prowadzić lud Boży do nawrócenia i pokuty.
Módlmy się szczególnie do Najświętszej Marii Panny. Tego dnia, dnia Pięćdziesiątnicy była pośród Apostołów. Obiecała, że pewnego dnia nastąpi triumf jej Niepokalanego Serca i chwalebne zwycięstwo Kościoła. Z pewnością nawrócenie Papieża jest do tego niezbędne. Jako Matka Kościoła Maryja szczególnie troszczy się o Ojca Świętego. Módlmy się więc, w jedności z Najświętszą Maryją Panną tą modlitwą którą Jezus Chrystus zanosił za świętego Piotra aby mógł się nawrócić i umocnić w wierze. Amen
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tarnów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tarnów. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 12 czerwca 2011
niedziela, 7 listopada 2010
5 Niedziela pozostała po Objawieniu Pańskim
Drodzy wierni,
Z ust Zbawiciela słyszymy dziś jedną z najważniejszych przypowieści, jakie wygłosił On podczas całego swego życia publicznego. Chrystus Pan często przemawiał w przypowieściach, by pouczyć nas o Królestwie Bożym. W przypowieściach tych posługiwał się wyobrażeniami zaczerpniętymi ze świata widzialnego, by pouczyć nas o świecie niewidzialnym. Dobry Bóg stworzył wszystko co istnieje, by objawić swą chwałę. Wszystkie rzeczy stworzone są w ten czy inny sposób obrazami Tego, który jest stworzył, nawet jeśli w żadnej mierze nie dorównują one swemu Stwórcy. Tak więc przypowieści Zbawiciela są w pewien sposób niejasne, rozbudzające przez to naszą ciekawość, ale też trudne, wymagające od nas aktu wiary w Chrystusa. Dlatego Ewangelia jest księgą otwartą dla wszystkich, korzyść z jej czytania odnoszą jednak jedynie ludzie dobrej woli.
Dzisiejsza przypowieść jest jednak tak ważna, że sam Zbawiciel objaśnia nam jej znaczenie. Interpretację wielu swych przypowieści Pan Jezus pozostawił Kościołowi, sens dzisiejszej wyjaśnia jednak osobiście.
Siewcą jest Syn Człowieczy, czyli Chrystus, który udziela nam swej łaski. Polem jest świat, dusze wciąż na nim żyjące, znajdujące się na drodze do wieczności. Dobrym ziarnem jest działanie łaski w duszach, owoce czyli dzieci Boże, kąkolem natomiast dzieci diabła. Żniwami jest koniec świata, kiedy to aniołowie przywiodą każdą duszę na sąd przed obliczem Boga. Kąkol spalony zostanie w wiekuistym ogniu, a sprawiedliwi dostąpią wiecznego szczęścia w Królestwie Ojca.
Przez tę przypowieść Zbawiciel naucza nas więc, że pszenica i kąkol będą wzrastać razem aż do końca czasów. Dobrzy oraz źli muszą żyć obok siebie aż do czasu, gdy po zakończeniu tego życia każdy z nich otrzyma stosowną zapłatę.
Kiedy Pan Jezus mówi o Królestwie Bożym, mówi zawsze o swej łasce, o życiu wiecznym lub o Kościele. Mowa jest więc o tej samej rzeczywistości, rzeczywistości w której panuje Bóg, czy to w duszy sprawiedliwego poprzez łaskę, czy to w niebie – jako owoc tej łaski, czy to w Kościele, jako narzędziu służącym do przekazywania łaski. Przypowieść powyższa odnosi się więc również do Kościoła. Polem z Ewangelii jest Kościół, w którym dusze otrzymują łaskę pochodzącą od Chrystusa. Nie powinno nas więc dziwić, że nawet w Kościele znaleźć możemy ludzi nie żyjących wedle tej łaski, ludzi w których sercach pleni się kąkol zasiany przez diabła.
Owoce łaski widzimy w całej historii Kościoła: byli nimi wielcy święci, którzy odpowiadali na tę łaskę i z nią współpracowali, pomimo wszelkich przeszkód i przeciwności i dali płon stokrotny. Widzimy również owoce kąkolu zasianego przez diabła: katolików żyjących wedle ducha tego świata, a nie stosownie do godności, do jakiej zostali powołani. Rosną oni w Kościele razem, obok siebie, a w dzień sądu każdy z nich otrzyma stosowną zapłatę – wedle tego, jakie życie prowadzili.
Chrystus Pan jest Bogiem i Człowiekiem. Posiada dwie odrębne natury, Boską oraz ludzką. Jako Bóg jest nieśmiertelny, nie może umrzeć. Jako człowiek - umarł na Krzyżu na nasze grzechy. Jego człowieczeństwo było pod każdym względem takie, jak nasze – prawdziwie cierpiał i prawdziwie umarł. We Wcieleniu nie nastąpiło zlanie się dwóch natur, ani też jedna z nich nie zastąpiła drugiej, obie one są zjednoczone w jednej Osobie naszego Pana Jezusa Chrystusa.
Chrystus Pan założył swój Kościół, by dać nam udział w swym własnym Bożym życiu. Udziela nam, istotom ludzkim, owego Bożego życia, za pośrednictwem Kościoła. Widzimy więc, że w Kościele posiada równocześnie pierwiastek Boski, jak i ludzki. Nawet słusznie mówimy że Kościół jest Mistycznym Ciałem Zbawiciela. Kościół jest Boski, ponieważ przekazuje życie Chrystusa Pana, Boże życie łaski. Jest ludzki, ponieważ życie to przekazywane jest istotom ludzkim, a Kościół składa się z istot ludzkich, które mogą odrzucić tę łaskę i które grzeszą. Nie powinniśmy się więc gorszyć i wówczas, gdy widzimy sługi Kościoła, nawet zajmujące najwyższe w nim stanowiska, popełniające grzechy, nawet grzechy przeciwko wierze. Pan Jezus nie niszczy ich ludzkiej natury ani ich wolnej woli. W odpowiednim czasie poniosą stosowną karę – gdyż Bóg nie pozwoli z siebie szydzić.
Można by powiedzieć, że obecny kryzys w Kościele przypomina w pewien sposób Ukrzyżowanie Zbawiciela. W czasie Męki niewielu tylko ludzi pozostało Mu wiernych. Na przestrzeni wieków Ukrzyżowanie stało się dla wielu kamieniem obrazy. Wielu, spoglądając na krucyfiks, widzi jedynie cierpienia ludzkiej natury Chrystusa i mówi, że nie może On być Bogiem. Nie może być Bogiem, jak twierdzili w czwartym wieku arianie. Przyznawali, że Pan Jezus był najdoskonalszym człowiekiem, jaki kiedykolwiek żył na ziemi, odmawiali Mu jednak Boskości. Nie potrafili zaakceptować faktu, że umarł On na Krzyżu.
Byli też inni, którzy kwestionowali Człowieczeństwo Zbawiciela – jak monofizyci. Twierdzili oni, że Chrystus był Bogiem, a więc nie mógł cierpieć. Pozorował jedynie cierpienie – jak uczyli – by ukazać nam okropieństwo grzechu. Podobnie jak archanioł Rafał, który by ukazać się Tobiaszowi przybrał pozory ludzkiego ciała, tak też Chrystus, według monofizytów, nie posiadał prawdziwego ludzkiego ciała, lecz tylko pozór ludzkiej natury. Monofizyci nie potrafili zaakceptować cierpień Pana Jezusa. Aby „ochronić” Jego Bóstwo, odrzucili wiarę w Jego Człowieczeństwo.
Obie te herezje są jednak fałszywe. Obie są kłamstwami. Chrystus Pan jest Bogiem i Człowiekiem. Posiada naturę zarówno Boską jak i ludzką, i nie pozostają one ze sobą w sprzeczności, ponieważ zjednoczone są w jednej Osobie.
Tak samo jest z Kościołem, będącym w pewien sposób przedłużeniem dzieła Wcielenia, Mistycznym Ciałem Chrystusa. Są tacy, którzy odrzucają wiarę w jego Boskość. Obecnie, gdy jesteśmy świadkami wszystkich tych błędów i grzechów popełnianych przez ludzi sprawujących władzę w Kościele, niektórzy mogą być kuszeni do wątpienia, czy ludzie dopuszczający się takich rzeczy ci są członkami Kościoła. Podobnie jak arianie, będą oni kuszeni do wątpienia w pierwiastek boski. Ten papież robi rzeczy tak przerażające, że z pewnością nie jest papieżem – twierdzą dziś sedewakantyści. Ponieważ papież dał taki i taki powód do zgorszenia, nie może być papieżem, i wszystko co robi traktując jako nieważne. Zapominają, że papież nie jest papieżem ze względu na swe osobiste zasługi.
Z ust Zbawiciela słyszymy dziś jedną z najważniejszych przypowieści, jakie wygłosił On podczas całego swego życia publicznego. Chrystus Pan często przemawiał w przypowieściach, by pouczyć nas o Królestwie Bożym. W przypowieściach tych posługiwał się wyobrażeniami zaczerpniętymi ze świata widzialnego, by pouczyć nas o świecie niewidzialnym. Dobry Bóg stworzył wszystko co istnieje, by objawić swą chwałę. Wszystkie rzeczy stworzone są w ten czy inny sposób obrazami Tego, który jest stworzył, nawet jeśli w żadnej mierze nie dorównują one swemu Stwórcy. Tak więc przypowieści Zbawiciela są w pewien sposób niejasne, rozbudzające przez to naszą ciekawość, ale też trudne, wymagające od nas aktu wiary w Chrystusa. Dlatego Ewangelia jest księgą otwartą dla wszystkich, korzyść z jej czytania odnoszą jednak jedynie ludzie dobrej woli.
Dzisiejsza przypowieść jest jednak tak ważna, że sam Zbawiciel objaśnia nam jej znaczenie. Interpretację wielu swych przypowieści Pan Jezus pozostawił Kościołowi, sens dzisiejszej wyjaśnia jednak osobiście.
Siewcą jest Syn Człowieczy, czyli Chrystus, który udziela nam swej łaski. Polem jest świat, dusze wciąż na nim żyjące, znajdujące się na drodze do wieczności. Dobrym ziarnem jest działanie łaski w duszach, owoce czyli dzieci Boże, kąkolem natomiast dzieci diabła. Żniwami jest koniec świata, kiedy to aniołowie przywiodą każdą duszę na sąd przed obliczem Boga. Kąkol spalony zostanie w wiekuistym ogniu, a sprawiedliwi dostąpią wiecznego szczęścia w Królestwie Ojca.
Przez tę przypowieść Zbawiciel naucza nas więc, że pszenica i kąkol będą wzrastać razem aż do końca czasów. Dobrzy oraz źli muszą żyć obok siebie aż do czasu, gdy po zakończeniu tego życia każdy z nich otrzyma stosowną zapłatę.
Kiedy Pan Jezus mówi o Królestwie Bożym, mówi zawsze o swej łasce, o życiu wiecznym lub o Kościele. Mowa jest więc o tej samej rzeczywistości, rzeczywistości w której panuje Bóg, czy to w duszy sprawiedliwego poprzez łaskę, czy to w niebie – jako owoc tej łaski, czy to w Kościele, jako narzędziu służącym do przekazywania łaski. Przypowieść powyższa odnosi się więc również do Kościoła. Polem z Ewangelii jest Kościół, w którym dusze otrzymują łaskę pochodzącą od Chrystusa. Nie powinno nas więc dziwić, że nawet w Kościele znaleźć możemy ludzi nie żyjących wedle tej łaski, ludzi w których sercach pleni się kąkol zasiany przez diabła.
Owoce łaski widzimy w całej historii Kościoła: byli nimi wielcy święci, którzy odpowiadali na tę łaskę i z nią współpracowali, pomimo wszelkich przeszkód i przeciwności i dali płon stokrotny. Widzimy również owoce kąkolu zasianego przez diabła: katolików żyjących wedle ducha tego świata, a nie stosownie do godności, do jakiej zostali powołani. Rosną oni w Kościele razem, obok siebie, a w dzień sądu każdy z nich otrzyma stosowną zapłatę – wedle tego, jakie życie prowadzili.
Chrystus Pan jest Bogiem i Człowiekiem. Posiada dwie odrębne natury, Boską oraz ludzką. Jako Bóg jest nieśmiertelny, nie może umrzeć. Jako człowiek - umarł na Krzyżu na nasze grzechy. Jego człowieczeństwo było pod każdym względem takie, jak nasze – prawdziwie cierpiał i prawdziwie umarł. We Wcieleniu nie nastąpiło zlanie się dwóch natur, ani też jedna z nich nie zastąpiła drugiej, obie one są zjednoczone w jednej Osobie naszego Pana Jezusa Chrystusa.
Chrystus Pan założył swój Kościół, by dać nam udział w swym własnym Bożym życiu. Udziela nam, istotom ludzkim, owego Bożego życia, za pośrednictwem Kościoła. Widzimy więc, że w Kościele posiada równocześnie pierwiastek Boski, jak i ludzki. Nawet słusznie mówimy że Kościół jest Mistycznym Ciałem Zbawiciela. Kościół jest Boski, ponieważ przekazuje życie Chrystusa Pana, Boże życie łaski. Jest ludzki, ponieważ życie to przekazywane jest istotom ludzkim, a Kościół składa się z istot ludzkich, które mogą odrzucić tę łaskę i które grzeszą. Nie powinniśmy się więc gorszyć i wówczas, gdy widzimy sługi Kościoła, nawet zajmujące najwyższe w nim stanowiska, popełniające grzechy, nawet grzechy przeciwko wierze. Pan Jezus nie niszczy ich ludzkiej natury ani ich wolnej woli. W odpowiednim czasie poniosą stosowną karę – gdyż Bóg nie pozwoli z siebie szydzić.
Można by powiedzieć, że obecny kryzys w Kościele przypomina w pewien sposób Ukrzyżowanie Zbawiciela. W czasie Męki niewielu tylko ludzi pozostało Mu wiernych. Na przestrzeni wieków Ukrzyżowanie stało się dla wielu kamieniem obrazy. Wielu, spoglądając na krucyfiks, widzi jedynie cierpienia ludzkiej natury Chrystusa i mówi, że nie może On być Bogiem. Nie może być Bogiem, jak twierdzili w czwartym wieku arianie. Przyznawali, że Pan Jezus był najdoskonalszym człowiekiem, jaki kiedykolwiek żył na ziemi, odmawiali Mu jednak Boskości. Nie potrafili zaakceptować faktu, że umarł On na Krzyżu.
Byli też inni, którzy kwestionowali Człowieczeństwo Zbawiciela – jak monofizyci. Twierdzili oni, że Chrystus był Bogiem, a więc nie mógł cierpieć. Pozorował jedynie cierpienie – jak uczyli – by ukazać nam okropieństwo grzechu. Podobnie jak archanioł Rafał, który by ukazać się Tobiaszowi przybrał pozory ludzkiego ciała, tak też Chrystus, według monofizytów, nie posiadał prawdziwego ludzkiego ciała, lecz tylko pozór ludzkiej natury. Monofizyci nie potrafili zaakceptować cierpień Pana Jezusa. Aby „ochronić” Jego Bóstwo, odrzucili wiarę w Jego Człowieczeństwo.
Obie te herezje są jednak fałszywe. Obie są kłamstwami. Chrystus Pan jest Bogiem i Człowiekiem. Posiada naturę zarówno Boską jak i ludzką, i nie pozostają one ze sobą w sprzeczności, ponieważ zjednoczone są w jednej Osobie.
Tak samo jest z Kościołem, będącym w pewien sposób przedłużeniem dzieła Wcielenia, Mistycznym Ciałem Chrystusa. Są tacy, którzy odrzucają wiarę w jego Boskość. Obecnie, gdy jesteśmy świadkami wszystkich tych błędów i grzechów popełnianych przez ludzi sprawujących władzę w Kościele, niektórzy mogą być kuszeni do wątpienia, czy ludzie dopuszczający się takich rzeczy ci są członkami Kościoła. Podobnie jak arianie, będą oni kuszeni do wątpienia w pierwiastek boski. Ten papież robi rzeczy tak przerażające, że z pewnością nie jest papieżem – twierdzą dziś sedewakantyści. Ponieważ papież dał taki i taki powód do zgorszenia, nie może być papieżem, i wszystko co robi traktując jako nieważne. Zapominają, że papież nie jest papieżem ze względu na swe osobiste zasługi.
Biskup Rzymu nie jest koniecznie świętym. Jest on odpowiedzialny za cały Kościół, niekiedy wbrew sobie. Papież nie jest Bogiem. To prawda, posiada Boską władzę nauczania i rządzenia Kościołem, może jednak odmówić wykonywania tej władzy. Święty Piotr otrzymał władzę sprawowania tej samej Ofiary, co Chrystus Pan, a jednak jeszcze tej samej nocy trzykrotnie się Go zaparł. Jeśli pierwszy papież stał się powodem zgorszenia dla innych Apostołów, również obecnie Biskup Rzymu, czyli papież, może negować Ofiarę Mszy, będącą tą samą Ofiarą złożoną przez Chrystusa. Los Judasza pokazuje nam, jak straszliwa potrafi być ludzka wolna wola.
Są również i tacy, którzy uważają, że cierpienia Kościoła są jedynie urojone. Liberałowie twierdzą, że sprawy w Kościele idą w całkowicie dobrym kierunku. Papież tak naprawdę nie chce nowej Mszy, okoliczności zmuszają go jednak do jej zaakceptowania. Ludzie sprawujący w Kościele władzę tak naprawdę chcą dobrze, muszą jednak wsłuchiwać się w głos współczesnego świata. Jaka wiele ekwilibrystyki umysłowej trzeba, by usprawiedliwić wydarzenia takie jak to, które miało miejsce w Asyżu? Nie, straszliwe skandale w Kościele są aż nazbyt realne. Nie możemy zamykać oczu na rzeczywistość. Kościół składa się z pierwiastka ludzkiego, a żaden grzesznik nie może uzyskać usprawiedliwienia powołując się na fakt, że jest Biskupem Rzymu. Każda dusza skazana na potępienie ma prawo zapytać papieża: a ty, co ty uczyniłeś, by uratować moją duszę? Jaka to straszliwa odpowiedzialność! Nie, również papież musi ostatecznie zdać rachunek ze swych uczynków. Nie możemy zastąpić rzeczywistości mrzonką.
Nie jesteśmy więc ani sedewakantystami, ani liberałami, drodzy wierni. Wierzymy w to, czego naucza nas dziś Zbawiciel, wierzymy, że dobre i złe ziarno musi wzrastać obok siebie na tym samym polu. Musimy pozostać katolikami, musimy pozostać wierni nauce Chrystusa Pana – musimy wierzyć w bóstwo i człowieczeństwo Jego Kościoła, podobnie jak wierzymy w Jego własne Bóstwo i Człowieczeństwo.
Są również i tacy, którzy uważają, że cierpienia Kościoła są jedynie urojone. Liberałowie twierdzą, że sprawy w Kościele idą w całkowicie dobrym kierunku. Papież tak naprawdę nie chce nowej Mszy, okoliczności zmuszają go jednak do jej zaakceptowania. Ludzie sprawujący w Kościele władzę tak naprawdę chcą dobrze, muszą jednak wsłuchiwać się w głos współczesnego świata. Jaka wiele ekwilibrystyki umysłowej trzeba, by usprawiedliwić wydarzenia takie jak to, które miało miejsce w Asyżu? Nie, straszliwe skandale w Kościele są aż nazbyt realne. Nie możemy zamykać oczu na rzeczywistość. Kościół składa się z pierwiastka ludzkiego, a żaden grzesznik nie może uzyskać usprawiedliwienia powołując się na fakt, że jest Biskupem Rzymu. Każda dusza skazana na potępienie ma prawo zapytać papieża: a ty, co ty uczyniłeś, by uratować moją duszę? Jaka to straszliwa odpowiedzialność! Nie, również papież musi ostatecznie zdać rachunek ze swych uczynków. Nie możemy zastąpić rzeczywistości mrzonką.
Nie jesteśmy więc ani sedewakantystami, ani liberałami, drodzy wierni. Wierzymy w to, czego naucza nas dziś Zbawiciel, wierzymy, że dobre i złe ziarno musi wzrastać obok siebie na tym samym polu. Musimy pozostać katolikami, musimy pozostać wierni nauce Chrystusa Pana – musimy wierzyć w bóstwo i człowieczeństwo Jego Kościoła, podobnie jak wierzymy w Jego własne Bóstwo i Człowieczeństwo.
A wspomagani przez Jego łaskę pozostaniemy Mu wierni, pomimo wszelkich pokus, byśmy pewnego dnia mogli wspólnie z Nim radować w Królestwie Bożym na wieki wieków. Amen.
wtorek, 14 września 2010
Podwyższenia Krzyża Świętego
„Jeśli ziarno pszeniczne wpadłszy w ziemię nie obumrze, samo zostaje; lecz jeśli obumrze, wiele owocu przynosi” J 12,24-25
Dlaczego musimy cierpieć? Dlaczego musimy znosić wszystkie te udręki? Dlaczego musimy cierpieć mróz w zimie? Dlaczego musimy chorować? Skąd wszystkie te choroby, wszystkie te niebezpieczeństwa, z którymi spotykamy się w życiu? Skąd te cierpienia naszej ziemskiej powłoki?
Widzieliśmy wszelkie rodzaje zła. Głód. Choroby. Śmierć. Wojny. Wszędzie. Dlaczego?
Skąd to zło? Czyż Bóg nie jest dobry?
A na domiar tego, kiedy Syn Boży przyszedł na ten świat, Syn Boży, szczególnie umiłowany przez Ojca, Bóg nakazuje Mu umrzeć. Drogi Boże są tak tajemnicze.
A jednak wcale nie tak bardzo tajemnicze. Są one tajemnicze jedynie dla nas, biednych ludzi. Jesteśmy tak krótkowzroczni, że nie potrafimy widzieć dalej niż koniec naszego własnego nosa. Jesteśmy tak egocentryczni, skoncentrowani na sobie, że nie potrafimy dostrzec całości. Nie możemy dostrzec majestatu Boga. Nie możemy pojąć nawet Jego dobroci. Jesteśmy jak sowy, którym – siedzącym w ciemności – nie przeszkadza to, że nie widzą za wiele, jednak w świetle słońca jesteśmy jak ślepi. Jesteśmy oślepieni przez jego olśniewający blask. Nasze oczy, nasze umysły są zbyt słabe, by przeniknąć tajemnicę Boga.
Jednak ta tajemnica została nam objawiona. Została nam objawiona w osobie naszego Pana Jezusa Chrystusa. On jest objawioną nam tajemnicą – tajemnicą, która przez wieki pozostawała zakryta. W Osobie naszego Pana Jezusa Chrystusa – mamy wszystko. W Nim mamy skarby Bóstwa. W Nim mieszka cała pełnia Bóstwa – w Nim objawiony został nam Bóg Ojciec. Tajemnica Boga zamieszkała między nami i mogliśmy oglądać Jego chwałę, pełną łaski i prawdy.
Drodzy Przyjaciele, w tym dniu, w którym wspominamy zwycięstwo Krzyża nad wrogami Kościoła, postarajmy się zgłębić trochę tę tajemnicę.
Bóg nigdy nie miał zamiaru ustanawiać granicy szczęśliwości człowieka, gdyż Jego dary dla rodzaju ludzkiego nie są mierzone wedle naszych zasług, ale wedle Jego hojności. Miłość Stwórcy do rodzaju ludzkiego jest tak wielka, że wszystko, co dla nas uczynił skłania nas do oddawania Mu czci. Wszystkie te dary, które ukazują nam Jego wspaniałość, Jego świętość, Jego hojność – są jedynie oznakami Jego miłości do nas. Ta miłość jest tak wielka, że możemy ją jedynie adorować.
A jednak to dziwne, by Ten, który został obrażony, miał dać zadośćuczynienie za winowajcę! Ten, który wzgardził przykazaniami swego Pana ma traktowany z szacunkiem, podczas gdy Niewinny ma przyjąć karę za grzech, którego nie popełnił. Trudno to zrozumieć -Jednorodzony Syn Boży, sam bezgrzeszny, ma cierpieć męki Krzyża, na które my sprawiedliwie zasłużyliśmy przez nasze grzechy.
To, że Bóg stał człowiekiem, stanowi pozornie poważny argument przeciw Jego mądrości. Będąc wieczny, stał się podległy czasowi. Będąc niezmienny, podporządkował się prawom zmieniających się pór roku. Będąc nieograniony, ograniczył się do małego ciała. Wydaje się być absurdalnym, by najwyższy sędzia człowieka, źródło wszelkiego życia, miał być przez ludzi skazany na śmierć. Jest dla nas niepojęte, że dwie otchłanie: bogactwa i ubóstwa, zjednoczyły się w jednej osobie, że człowiek ma się ubogacić, podczas gdy Bóg ogołaca samego siebie.
Jaka to nadzwyczajna i zarazem tajemnicza wymiana: Bóg zamienia swe życie na śmierć, którą przyjmuje z naszych rąk. Wyrywa ludzką naturę spod władzy czasu, by mogła królować w wolności Bożej. Zdejmuje z niej łachmany tego śmiertelnego życia, by mogła zostać przyozdobiona Jego Bóstwem. Ta cudowna zamiana dokonana została w Osobie naszego Pana Jezusa Chrystusa, gdy Słowo Boże połączyło się z ludzką naturą w łonie Najświętszej Maryi Panny.
Pan Jezus jest naszą Głową, naszym przywódcą, naszym mistrzem. Przekładamy posłuszeństwo wobec Niego nad posłuszeństwo wobec wszystkich innych, ponieważ jest On Bogiem. Jest osobą Boską.
A jednak można powiedzieć, że Chrystus Pan jest za nas w pewien sposób odpowiedzialny, podobnie jak król czy prezydent odpowiedzialny jest za poddanych sobie ludzi. Jeśli obywatel amerykański popełni - nie daj Boże - przestępstwo w Polsce, rząd amerykański musi dać odpowiednie zadośćuczynienie. Musi uczynić zadość wymogom sprawiedliwości. Jego służby dyplomatyczne muszą złożyć stosowne przeprosiny. Król musi odpowiadać za zachowanie swych poddanych. Jeśli nie są oni dobrzy, jeśli nie przestrzegają praw Bożych, odpowie on za ich postępowanie w dniu Sądu Ostatecznego.
Podobnie mąż odpowiedzialny jest za swą żonę. Jest ona niejako jego przedłużeniem, ponieważ to on daje jej swe nazwisko. W Księdze Genesis czytamy, jak bardzo Izaak kochał swą żonę Rebekę, a jednak, kiedy był w Palestynie, zataił, kim była ona w rzeczywistości. Uczynił tak, ponieważ obawiał się o swoje życie, mogła się ona bowiem stać powodem jego śmierci. Opowiadał, że jest ona nie jego żoną, ale siostrą. A miłość Izaaka jest jak lód w porównaniu z miłością Chrystusa Pana do Jego Kościoła.
Było wiele powodów, dla których Żydzi chcieli zabić Pana Jezusa. Głosił, że jest Bogiem. Nazywał siebie Synem Człowieczym. Oświadczył wyraźnie, że jest Mesjaszem. A jednak pozwolił, by umieszczono nad Nim jeden tylko tytuł: Jezus Nazareński Król Żydowski. Zabili Go, ponieważ był Królem. Ponieważ był Królem i Oblubieńcem swego Kościoła. W chwili, gdy nie mógł zataić tego, kim jest, stojąc przed Piłatem, podał dokładny powód swej śmierci: „Sam powiedziałeś, bo jestem Ja królem”.
Pan Jezus oddaje swe życie właśnie jako Głowa Kościoła. Oddaje je, aby zadośćuczynić za przestępstwa jego członków. Jako Król, bierze w posiadanie swe królestwo, obmywając swych poddanych własną Krwią. Jednoczy się ze swą Oblubienicą – Kościołem, więzami silniejszymi niż jakiekolwiek inne więzi, silniejszymi niż więzi małżeńskie. Jednoczy Kościół ze sobą tą samą jednością, jaką posiada ze swym Ojcem, poprzez łaskę, którą wlewa w jego członków. Jest źródłem i zasadą jedności Kościoła, który narodził się z wody i krwi wypływającej z Jego przebitego boku.
Tak więc Chrystus Pan jest naszą Głową, nie tylko dzięki temu, że jest Osobą Boską, ze wszystkimi prawami Stwórcy wobec stworzenia, ale również macy prawa przysługującego zdobywcy. Daje swym członkom swe Imię, jesteśmy nazywani chrześcijanami, gdyż nosimy imię Chrystusa. I podobnie jak mąż czyni żonę – jako panią domu - właścicielką wszystkiego, co sam posiada, tak również i my posiadamy całe bogactwa Chrystusowe. Stajemy się Jego współdziedzicami. Posiadamy w Nim wszelkie skarby Bóstwa. Stajemy się, jak mówi św. Paweł, członkami Jego Ciała – jesteśmy w Nim zjednoczeni tak, że jedność ta przekracza wszelkie naturalne różnice między nami: narodowość, rasę, talenty i zdolności, bogactwo czy ubóstwo. Chrystus jest kamieniem węgielnym, na którym wszyscy musimy się opierać. Jest zasadą wszelkiej jedności. Ci, którzy nie będą z Nim zjednoczeni, zostaną przez Niego zmiażdżeni.
Ale tajemnica zwycięstwa Krzyża jest jeszcze głębsza – jest prawem, które rozciąga się na całe stworzenie. Jest prawem, którego najdoskonalszym wyrazem jest Męka Chrystusa Pana, ponieważ jest On szczytem wszelkiego stworzenia.
Prawem rządzącym wszystkimi istotami żywymi jest, że aby żyć, muszą one wpierw obumrzeć. Jeśli ziarno nie obumrze, pozostanie samo. Nowe życie nie wzejdzie bez obumarcia życia. Z mnóstwa nasion wyrastających na całej ziemi, nie wszystkie wzejdą. Wiele z nich pozostanie biernych i bezpłodnych - pozostaną w ziemi bezczynne i bezowocne.
Te jednak, które wzejdą, które przyniosą owoc, muszą najpierw obumrzeć. Giną. Są ukryte w ziemi. Pozostają pogrzebane i są jak umarłe. Mały żołądź leży w ziemi i po kilku dniach kiełkuje. Ostatecznie staje się wielkim drzewem, rodzącym tysiące nowych żołędzi.
I to prawo natury, drodzy Przyjaciele, jest powszechne. Dotyczy wszystkich istot żywych. Aby dać początek nowemu życiu, muszą one obumrzeć. Muszą same umrzeć, aby stać się czymś większym.
Stąd właśnie wielkie pragnienie Krzyża u Zbawiciela. To pragnienie, by ofiarować swe życie było tak wielkie, że Jego serce tęskniło za Krzyżem. „Tak bardzo pragnąłem spożywać tę paschę z wami” – powiedział swym uczniom. Jego wola była całkowicie skupiona na tym celu: by ofiarować swe życie za życie świata. Byśmy my mogli mieć życie i mieć je w obfitości.
Chrystus Pan umarł za nas. Trzy dni leżał pogrzebany w ziemi. A trzeciego dnia, w dzień Wielkiej Nocy, jako pierwszy ukazał nam nowe życie, które dla nas wywalczył. Bo On jest Zmartwychwstaniem i Życiem.
Tak więc również my, drodzy Wierni, którzy jesteśmy członkami Jego Ciała, musimy obumrzeć. Musimy obumrzeć samym sobie. Musimy naśladować naszego Mistrza. Tak jak On umarł, by zgładzić nasze grzechy, tak również my musimy obumrzeć naszym grzechom, byśmy mogli osiągnąć nowe życie, życie Chrystusa, mieszkającego w nas poprzez łaskę uświęcającą. On tam jest, w centrum naszej istoty, w samej istocie naszych dusz - poprzez łaskę uświęcającą, podobnie jak nasionko ukryte w ziemi. Trzeba jedynie naszej woli, naszej współpracy, naszego obumarcia samym sobie, by nasionko to wzeszło i przyniosło owoc na życie wieczne.
Dlatego właśnie, drodzy Przyjaciele, musimy cierpieć. Nie cierpimy dlatego, że lubimy cierpienie. Nie. Cierpienie jest samo w sobie czymś złym. To cierpienie jest jednak bramą, drzwiami, do wspanialszego życia. Tak jak nasionko, które obumiera i tak jak matka, która daje życie. Jest to cierpienie chwilowe, potem jednak czeka na nas nowe życie. Życie przewyższające wszelkie cierpienia, które musieliśmy znieść - jeśli tylko znosiliśmy je w zjednoczeniu z Krzyżem Chrystusa Pana.
Wszyscy cierpimy, w taki czy inny sposób. Wszyscy – chrześcijanie, poganie – wszyscy. Jest to znamię, którym naznaczona jest cała ludzkość, całe stworzenie, które tęskni za pełnią życia, za jego poszerzeniem. Podobnie jak roślina wzrasta i pnie się coraz wyżej - ku światłu.
A jednak tylko stworzenia wolne, obdarzone rozumem i wolą, mogą udaremnić to prawo. Poprzez nasze grzechy odwracamy się od życia. Niewłaściwie użytkujemy to cierpienie. Zamiast wykorzystać dla osiągnięcia wyższego życia, niszczymy samych siebie skupiając nasze pragnienia na chwilowych i przemijających przyjemnościach. Nie pozwalamy samym sobie wzrastać. Nie pozwalamy sobie kierować się ku wyższemu życiu.
Nie chcemy wzejść. Stajemy się nasieniem, które spada na ziemię i użala się jedynie na swą samotność, podczas gdy musi tylko obumrzeć samemu sobie, by przynieść obfity plon.
Wszyscy ludzie cierpią, jednak tylko dobry człowiek wie, jak wykorzystać cierpienie. Jedynie chrześcijanin zna prawa cierpienia, ponieważ posiada Chrystusa. Cierpienia spadają na wszystkich. Ten sam kij może mieszać zarówno balsam jak i śmierdzącą ciecz. Ruch jest ten sam, jak różne jednak zapachy wywołuje. U jednego cierpienia prowadzą do wzrostu życia, u innego są jedynie długą i bolesną drogą ku śmierci.
Wszystkie zła tego świata, drodzy Przyjaciele, istnieją jedynie dla większego dobra. Bóg jest tak dobry, że pozwala na zło, aby bardziej okazać swą dobroć. By udzielić więcej ze swego życia. By skierować nas ku wyższemu życiu. A zła na tym świecie jest wiele, ponieważ dobro, którego Bóg pragnie nam udzielić, jest ogromne. Pragnie udzielić nam życie przewyższające nasze życie doczesne tak bardzo, że nie sposób tego wyrazić słowami. Życie tak wspaniałe, że może trwać jedynie przez całą wieczność.
Tak więc, drodzy Przyjaciele, w tym dniu, w którym wspominamy zwycięstwo Krzyża nad ciemnościami i błędami tego świata, weźmy sobie w sposób szczególny do serca znaczenie tej wielkiej tajemnicy: że przez Krzyż zyskujemy życie wieczne. Krzyż jest sztandarem, pod którym musimy maszerować do zwycięstwa.
Módlmy się do Najświętszej Maryi Panny, by Ona, która była wierna Krzyżowi, stojąc pod nim w dzień zwycięstwa swego Syna nad grzechem i śmiercią, mogła uczynić i nas wiernymi i doprowadzić nas do ostatecznego zwycięstwa, byśmy mogli radować się chwała płynącą z niesienia Krzyża w zjednoczeniu ze Zbawicielem. Amen.
Dlaczego musimy cierpieć? Dlaczego musimy znosić wszystkie te udręki? Dlaczego musimy cierpieć mróz w zimie? Dlaczego musimy chorować? Skąd wszystkie te choroby, wszystkie te niebezpieczeństwa, z którymi spotykamy się w życiu? Skąd te cierpienia naszej ziemskiej powłoki?
Widzieliśmy wszelkie rodzaje zła. Głód. Choroby. Śmierć. Wojny. Wszędzie. Dlaczego?
Skąd to zło? Czyż Bóg nie jest dobry?
A na domiar tego, kiedy Syn Boży przyszedł na ten świat, Syn Boży, szczególnie umiłowany przez Ojca, Bóg nakazuje Mu umrzeć. Drogi Boże są tak tajemnicze.
A jednak wcale nie tak bardzo tajemnicze. Są one tajemnicze jedynie dla nas, biednych ludzi. Jesteśmy tak krótkowzroczni, że nie potrafimy widzieć dalej niż koniec naszego własnego nosa. Jesteśmy tak egocentryczni, skoncentrowani na sobie, że nie potrafimy dostrzec całości. Nie możemy dostrzec majestatu Boga. Nie możemy pojąć nawet Jego dobroci. Jesteśmy jak sowy, którym – siedzącym w ciemności – nie przeszkadza to, że nie widzą za wiele, jednak w świetle słońca jesteśmy jak ślepi. Jesteśmy oślepieni przez jego olśniewający blask. Nasze oczy, nasze umysły są zbyt słabe, by przeniknąć tajemnicę Boga.
Jednak ta tajemnica została nam objawiona. Została nam objawiona w osobie naszego Pana Jezusa Chrystusa. On jest objawioną nam tajemnicą – tajemnicą, która przez wieki pozostawała zakryta. W Osobie naszego Pana Jezusa Chrystusa – mamy wszystko. W Nim mamy skarby Bóstwa. W Nim mieszka cała pełnia Bóstwa – w Nim objawiony został nam Bóg Ojciec. Tajemnica Boga zamieszkała między nami i mogliśmy oglądać Jego chwałę, pełną łaski i prawdy.
Drodzy Przyjaciele, w tym dniu, w którym wspominamy zwycięstwo Krzyża nad wrogami Kościoła, postarajmy się zgłębić trochę tę tajemnicę.
Bóg nigdy nie miał zamiaru ustanawiać granicy szczęśliwości człowieka, gdyż Jego dary dla rodzaju ludzkiego nie są mierzone wedle naszych zasług, ale wedle Jego hojności. Miłość Stwórcy do rodzaju ludzkiego jest tak wielka, że wszystko, co dla nas uczynił skłania nas do oddawania Mu czci. Wszystkie te dary, które ukazują nam Jego wspaniałość, Jego świętość, Jego hojność – są jedynie oznakami Jego miłości do nas. Ta miłość jest tak wielka, że możemy ją jedynie adorować.
A jednak to dziwne, by Ten, który został obrażony, miał dać zadośćuczynienie za winowajcę! Ten, który wzgardził przykazaniami swego Pana ma traktowany z szacunkiem, podczas gdy Niewinny ma przyjąć karę za grzech, którego nie popełnił. Trudno to zrozumieć -Jednorodzony Syn Boży, sam bezgrzeszny, ma cierpieć męki Krzyża, na które my sprawiedliwie zasłużyliśmy przez nasze grzechy.
To, że Bóg stał człowiekiem, stanowi pozornie poważny argument przeciw Jego mądrości. Będąc wieczny, stał się podległy czasowi. Będąc niezmienny, podporządkował się prawom zmieniających się pór roku. Będąc nieograniony, ograniczył się do małego ciała. Wydaje się być absurdalnym, by najwyższy sędzia człowieka, źródło wszelkiego życia, miał być przez ludzi skazany na śmierć. Jest dla nas niepojęte, że dwie otchłanie: bogactwa i ubóstwa, zjednoczyły się w jednej osobie, że człowiek ma się ubogacić, podczas gdy Bóg ogołaca samego siebie.
Jaka to nadzwyczajna i zarazem tajemnicza wymiana: Bóg zamienia swe życie na śmierć, którą przyjmuje z naszych rąk. Wyrywa ludzką naturę spod władzy czasu, by mogła królować w wolności Bożej. Zdejmuje z niej łachmany tego śmiertelnego życia, by mogła zostać przyozdobiona Jego Bóstwem. Ta cudowna zamiana dokonana została w Osobie naszego Pana Jezusa Chrystusa, gdy Słowo Boże połączyło się z ludzką naturą w łonie Najświętszej Maryi Panny.
Pan Jezus jest naszą Głową, naszym przywódcą, naszym mistrzem. Przekładamy posłuszeństwo wobec Niego nad posłuszeństwo wobec wszystkich innych, ponieważ jest On Bogiem. Jest osobą Boską.
A jednak można powiedzieć, że Chrystus Pan jest za nas w pewien sposób odpowiedzialny, podobnie jak król czy prezydent odpowiedzialny jest za poddanych sobie ludzi. Jeśli obywatel amerykański popełni - nie daj Boże - przestępstwo w Polsce, rząd amerykański musi dać odpowiednie zadośćuczynienie. Musi uczynić zadość wymogom sprawiedliwości. Jego służby dyplomatyczne muszą złożyć stosowne przeprosiny. Król musi odpowiadać za zachowanie swych poddanych. Jeśli nie są oni dobrzy, jeśli nie przestrzegają praw Bożych, odpowie on za ich postępowanie w dniu Sądu Ostatecznego.
Podobnie mąż odpowiedzialny jest za swą żonę. Jest ona niejako jego przedłużeniem, ponieważ to on daje jej swe nazwisko. W Księdze Genesis czytamy, jak bardzo Izaak kochał swą żonę Rebekę, a jednak, kiedy był w Palestynie, zataił, kim była ona w rzeczywistości. Uczynił tak, ponieważ obawiał się o swoje życie, mogła się ona bowiem stać powodem jego śmierci. Opowiadał, że jest ona nie jego żoną, ale siostrą. A miłość Izaaka jest jak lód w porównaniu z miłością Chrystusa Pana do Jego Kościoła.
Było wiele powodów, dla których Żydzi chcieli zabić Pana Jezusa. Głosił, że jest Bogiem. Nazywał siebie Synem Człowieczym. Oświadczył wyraźnie, że jest Mesjaszem. A jednak pozwolił, by umieszczono nad Nim jeden tylko tytuł: Jezus Nazareński Król Żydowski. Zabili Go, ponieważ był Królem. Ponieważ był Królem i Oblubieńcem swego Kościoła. W chwili, gdy nie mógł zataić tego, kim jest, stojąc przed Piłatem, podał dokładny powód swej śmierci: „Sam powiedziałeś, bo jestem Ja królem”.
Pan Jezus oddaje swe życie właśnie jako Głowa Kościoła. Oddaje je, aby zadośćuczynić za przestępstwa jego członków. Jako Król, bierze w posiadanie swe królestwo, obmywając swych poddanych własną Krwią. Jednoczy się ze swą Oblubienicą – Kościołem, więzami silniejszymi niż jakiekolwiek inne więzi, silniejszymi niż więzi małżeńskie. Jednoczy Kościół ze sobą tą samą jednością, jaką posiada ze swym Ojcem, poprzez łaskę, którą wlewa w jego członków. Jest źródłem i zasadą jedności Kościoła, który narodził się z wody i krwi wypływającej z Jego przebitego boku.
Tak więc Chrystus Pan jest naszą Głową, nie tylko dzięki temu, że jest Osobą Boską, ze wszystkimi prawami Stwórcy wobec stworzenia, ale również macy prawa przysługującego zdobywcy. Daje swym członkom swe Imię, jesteśmy nazywani chrześcijanami, gdyż nosimy imię Chrystusa. I podobnie jak mąż czyni żonę – jako panią domu - właścicielką wszystkiego, co sam posiada, tak również i my posiadamy całe bogactwa Chrystusowe. Stajemy się Jego współdziedzicami. Posiadamy w Nim wszelkie skarby Bóstwa. Stajemy się, jak mówi św. Paweł, członkami Jego Ciała – jesteśmy w Nim zjednoczeni tak, że jedność ta przekracza wszelkie naturalne różnice między nami: narodowość, rasę, talenty i zdolności, bogactwo czy ubóstwo. Chrystus jest kamieniem węgielnym, na którym wszyscy musimy się opierać. Jest zasadą wszelkiej jedności. Ci, którzy nie będą z Nim zjednoczeni, zostaną przez Niego zmiażdżeni.
Ale tajemnica zwycięstwa Krzyża jest jeszcze głębsza – jest prawem, które rozciąga się na całe stworzenie. Jest prawem, którego najdoskonalszym wyrazem jest Męka Chrystusa Pana, ponieważ jest On szczytem wszelkiego stworzenia.
Prawem rządzącym wszystkimi istotami żywymi jest, że aby żyć, muszą one wpierw obumrzeć. Jeśli ziarno nie obumrze, pozostanie samo. Nowe życie nie wzejdzie bez obumarcia życia. Z mnóstwa nasion wyrastających na całej ziemi, nie wszystkie wzejdą. Wiele z nich pozostanie biernych i bezpłodnych - pozostaną w ziemi bezczynne i bezowocne.
Te jednak, które wzejdą, które przyniosą owoc, muszą najpierw obumrzeć. Giną. Są ukryte w ziemi. Pozostają pogrzebane i są jak umarłe. Mały żołądź leży w ziemi i po kilku dniach kiełkuje. Ostatecznie staje się wielkim drzewem, rodzącym tysiące nowych żołędzi.
I to prawo natury, drodzy Przyjaciele, jest powszechne. Dotyczy wszystkich istot żywych. Aby dać początek nowemu życiu, muszą one obumrzeć. Muszą same umrzeć, aby stać się czymś większym.
Stąd właśnie wielkie pragnienie Krzyża u Zbawiciela. To pragnienie, by ofiarować swe życie było tak wielkie, że Jego serce tęskniło za Krzyżem. „Tak bardzo pragnąłem spożywać tę paschę z wami” – powiedział swym uczniom. Jego wola była całkowicie skupiona na tym celu: by ofiarować swe życie za życie świata. Byśmy my mogli mieć życie i mieć je w obfitości.
Chrystus Pan umarł za nas. Trzy dni leżał pogrzebany w ziemi. A trzeciego dnia, w dzień Wielkiej Nocy, jako pierwszy ukazał nam nowe życie, które dla nas wywalczył. Bo On jest Zmartwychwstaniem i Życiem.
Tak więc również my, drodzy Wierni, którzy jesteśmy członkami Jego Ciała, musimy obumrzeć. Musimy obumrzeć samym sobie. Musimy naśladować naszego Mistrza. Tak jak On umarł, by zgładzić nasze grzechy, tak również my musimy obumrzeć naszym grzechom, byśmy mogli osiągnąć nowe życie, życie Chrystusa, mieszkającego w nas poprzez łaskę uświęcającą. On tam jest, w centrum naszej istoty, w samej istocie naszych dusz - poprzez łaskę uświęcającą, podobnie jak nasionko ukryte w ziemi. Trzeba jedynie naszej woli, naszej współpracy, naszego obumarcia samym sobie, by nasionko to wzeszło i przyniosło owoc na życie wieczne.
Dlatego właśnie, drodzy Przyjaciele, musimy cierpieć. Nie cierpimy dlatego, że lubimy cierpienie. Nie. Cierpienie jest samo w sobie czymś złym. To cierpienie jest jednak bramą, drzwiami, do wspanialszego życia. Tak jak nasionko, które obumiera i tak jak matka, która daje życie. Jest to cierpienie chwilowe, potem jednak czeka na nas nowe życie. Życie przewyższające wszelkie cierpienia, które musieliśmy znieść - jeśli tylko znosiliśmy je w zjednoczeniu z Krzyżem Chrystusa Pana.
Wszyscy cierpimy, w taki czy inny sposób. Wszyscy – chrześcijanie, poganie – wszyscy. Jest to znamię, którym naznaczona jest cała ludzkość, całe stworzenie, które tęskni za pełnią życia, za jego poszerzeniem. Podobnie jak roślina wzrasta i pnie się coraz wyżej - ku światłu.
A jednak tylko stworzenia wolne, obdarzone rozumem i wolą, mogą udaremnić to prawo. Poprzez nasze grzechy odwracamy się od życia. Niewłaściwie użytkujemy to cierpienie. Zamiast wykorzystać dla osiągnięcia wyższego życia, niszczymy samych siebie skupiając nasze pragnienia na chwilowych i przemijających przyjemnościach. Nie pozwalamy samym sobie wzrastać. Nie pozwalamy sobie kierować się ku wyższemu życiu.
Nie chcemy wzejść. Stajemy się nasieniem, które spada na ziemię i użala się jedynie na swą samotność, podczas gdy musi tylko obumrzeć samemu sobie, by przynieść obfity plon.
Wszyscy ludzie cierpią, jednak tylko dobry człowiek wie, jak wykorzystać cierpienie. Jedynie chrześcijanin zna prawa cierpienia, ponieważ posiada Chrystusa. Cierpienia spadają na wszystkich. Ten sam kij może mieszać zarówno balsam jak i śmierdzącą ciecz. Ruch jest ten sam, jak różne jednak zapachy wywołuje. U jednego cierpienia prowadzą do wzrostu życia, u innego są jedynie długą i bolesną drogą ku śmierci.
Wszystkie zła tego świata, drodzy Przyjaciele, istnieją jedynie dla większego dobra. Bóg jest tak dobry, że pozwala na zło, aby bardziej okazać swą dobroć. By udzielić więcej ze swego życia. By skierować nas ku wyższemu życiu. A zła na tym świecie jest wiele, ponieważ dobro, którego Bóg pragnie nam udzielić, jest ogromne. Pragnie udzielić nam życie przewyższające nasze życie doczesne tak bardzo, że nie sposób tego wyrazić słowami. Życie tak wspaniałe, że może trwać jedynie przez całą wieczność.
Tak więc, drodzy Przyjaciele, w tym dniu, w którym wspominamy zwycięstwo Krzyża nad ciemnościami i błędami tego świata, weźmy sobie w sposób szczególny do serca znaczenie tej wielkiej tajemnicy: że przez Krzyż zyskujemy życie wieczne. Krzyż jest sztandarem, pod którym musimy maszerować do zwycięstwa.
Módlmy się do Najświętszej Maryi Panny, by Ona, która była wierna Krzyżowi, stojąc pod nim w dzień zwycięstwa swego Syna nad grzechem i śmiercią, mogła uczynić i nas wiernymi i doprowadzić nas do ostatecznego zwycięstwa, byśmy mogli radować się chwała płynącą z niesienia Krzyża w zjednoczeniu ze Zbawicielem. Amen.
Subskrybuj:
Posty (Atom)