Pokazywanie postów oznaczonych etykietą N.M.P.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą N.M.P.. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 sierpnia 2009

Kazanie na uroczysztość N.M.P. Częstochowskiej

Drodzy wierni,

Spośród wszystkich wezwań, jakimi zwracamy się do Matki Bożej w Litanii Loretańskiej, zwłaszcza jedno wydaje się pasować szczególnie dobrze do dzisiejszego święta. Wszyscy dobrze znacie historię wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej i cuda z nim związane. Cudowne, mające na celu ochronę wiary interwencje w dziejach Polski są tak wspaniałe, że wszyscy bez trudu mogą dostrzec szczególną opiekę, jaką Matka Boża roztacza nad tymi, którzy chcą za wszelką cenę trzymać się katolickiej wiary katolickiej. Miejsce, w którym przechowywany jest Jej obraz jest tak dostojne, otoczone taką chwałą, że zupełnie słusznie nosi ono nazwę Jasna Góra.

Co jest jednak źródłem tego światła? Jakie jest źródło tej gigantycznej siły? Dlaczego Niepokalana Dziewica jest nie tylko Matką Boga, ale też w sposób szczególny -obrończynią wiary? Jest Królową Polski, a jednak otrzymała ten tytuł właśnie w konsekwencji obrony przez Nią wiary, gdy Jan Kazimierz poświęcił Jej ten kraj w dziękczynieniu za cudowne zwycięstwo nad wrogami wiary, osiągnięte dzięki Jej wstawiennictwu.

Tak więc tytuł jakim zwracamy się do Niej w Litanii Loretańskiej słowami „Virgo Fidelis”, który to tytuł czyni Ją Wieżą Dawidową, potężniejszą, niż wojsko uszykowane do boju. „Panno wierna” - wołamy do Niej – módl się za nami! Te słowa „Panno wierna” oznaczają dwie rzeczy: że jest Ona wierna, to znaczy że czyni to, co obiecuje, ponieważ osoba godna wiary dotrzymuje swych obietnic. Oznacza to jednak również fundamentalną cnotę, jaką daje człowiekowi wiarygodność – czyli cnotę wiary. Ta cnota wiary zakotwicza niejako nasz intelekt w nieomylności Boga, pozwala oprzeć fundamentalne zasady naszego życia nie na ludzkiej słabości i zapobiegliwości, ale na niezmiennej prawdzie Stwórcy. Tak więc, by ktoś godny był zaufania, musi wpierw zakotwiczyć swój intelekt w czymś wiarygodnym, w nauce samego Boga, którą otrzymujemy dzięki wierze. To właśnie pogan, którzy nie posiadali wiary, Pismo święte porównuje do oceanu – nieustannie poruszanego przez wiatry różnych opinii, niebezpiecznego żywiołu, któremu nie można zaufać. Nie posiadali oni chrześcijańskiej nadziei, kotwicy, która przykuwa niejako nasz wzrok do rzeczy wyższych. To właśnie wiara daje nadziei solidny fundament, na którym może ona budować. To cnota wiary – jak mówi św. Jan – zwycięża świat (1J, 5,4). Tak więc poprzez tytuł „Virgo Fidelis” mamy na myśli, Najświętsza Maryja Panna posiada pełnię wiary.

Najświętsza Maryja Panna jest Obrończynią Wiary właśnie dlatego, że jest Virgo Fidelis.

Z katechizmu wiemy, że wezwani jesteśmy do naśladowania Chrystusa – do brania swego krzyża i podążania za Zbawicielem. Oznacza to, że mamy naśladować cnoty Pana Jezusa we wszystkim, co czynimy. Chrystus Pan jest doskonałym obrazem Ojca, i to do tego stopnia, że mówi On do Filipa: „Kto widzi mnie, widzi i Ojca”. By stać się doskonałymi, musimy upodobnić się do Pana Jezusa we wszystkich Jego cnotach, żyć tak, jak On żył i w zjednoczeniu z Nim. „Nikt nie przychodzi do Ojca, jak tylko przeze mnie”, mówi Chrystus. Oznacza to, że by dostać się do nieba, musimy stać się podobnymi do Niego, we wszystkich Jego cnotach. Musimy naśladować Go we wszystkim.

„Bez wiary nie podobna podobać się Bogu” (Żyd 11,6) mówi Pismo Święte i zaprawdę nie możemy osiągnąć wiecznej szczęśliwości, którą jest Bóg, nie uwierzywszy w Niego wcześniej.

Wiemy jednak, że Chrystus Pan posiada Bóstwo w całej pełni, jest Bogiem. Tak więc dusza Zbawiciela, Jego ludzka dusza, była w posiadaniu wizji uszczęśliwiającej już od chwili Wcielenia. Widział On Boga, posiadał Go, ponieważ sam jest Bogiem. Tak więc Pan Jezus nie wierzył, On wiedział. Posiadał wszystkie cnoty w stopniu doskonałym, poza cnotą wiary. Pan Jezus nie posiadał cnoty wiary. Jak więc mamy naśladować Go w praktykowaniu tej cnoty? Jak mamy upodobniać naszą wiarę do jego wiary? W przypadku każdej innej cnoty mamy z Chrystusie przykład do naśladowania, w tym jednak przypadku nie możemy Go naśladować. Jak więc możemy osiągnąć doskonałą wiarę?

Rozwiązanie tego problemu stanie się jaśniejsze, gdy przyjrzymy się bliżej powodowi, dla którego Zbawiciel nie mógł posiadać cnoty wiary. Wynika to po prostu z faktu, że jest On Synem Bożym. Jest, jak mówimy, hipostatycznie zjednoczony z Bóstwem, czy jak - mówi Litania do Najświętszego Serca - jest „Ze Słowem Bożym istotowo zjednoczony”. W konsekwencji Pan Jezus jest naturalnym, prawdziwym Synem Bożym, nawet pełnia łaski wypełniająca Jego ludzką duszę nie powoduje skutku takiego, jak w przypadku innych istot ludzkich. Normalnie łaska, gdy wlewa się w nasze dusze, czyni nas przybranymi dziećmi Boga. Jest czymś, co nas przemienia, jest jednak w stosunku do tego czymś akcydentalnym – podobnie jak adopcja nie zmienia tego, kim jesteście, nie zmienia waszych rodziców, oznacza raczej nadanie prawnego tytułu, który oddaje dziecko pod opiekę kogoś innego, niż jego naturalni rodzice. Jednak Chrystus Pan nie mógł otrzymać godności pierwszego spośród przybranych dzieci Boga ponieważ jest On prawdziwym Synem Bożym. Pełnia łaski, będąc u Niego stanem naturalnym, nie może nadać Mu większej godności. A jednak łaska ta musiała mieć jakieś naturalne konsekwencje.

Godność płynąca z faktu bycia pierwszą spośród dusz adoptowanych dzięki łasce widzimy w osobie Matki Bożej. To Ona pozdrowiona została przez Anioła jako pełna łaski – pełna tej łaski, która czyni nas przybranymi dziećmi Bożymi i dziedzicami życia wiecznego. To właśnie dla swej Matki zarezerwował Zbawiciel tę godność, spływającą na Nią w sposób niejako naturalny, gdyż to z Niej właśnie wzięła ciało Druga Osoba Trójcy Przenajświętszej.

Podobnie jest z cnotą wiary. Ponieważ to na Najświętszą Maryję Pannę łaska spływa w całej swej pełni, jest czymś naturalnym, że cnota ta, którą jest początkiem naszego usprawiedliwienia, czyli wiara, powinna znaleźć w Niej swój najpełniejszy wyraz oraz przykład. Jest Ona, jak to mówimy litanii Virgo Fidelis, ponieważ jest Mater Christi.

Wiara jest pierwszą z Jej cnót, wychwalanych w Ewangelii: podczas nawiedzenia świętej Elżbiety, ta ostatnia woła: „Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła” (Łk 1,45). Jest to cnota, którą musiała praktykować przez całe swe życie.

I było to bardzo odpowiednie. Bardziej niż ktokolwiek inny, Matka Zbawiciela miała bliski kontakt z Jego Człowieczeństwem. Widziała kruchość małego ciałka, które leżało w żłóbku. To Ona zmieniała pieluszki Panu Jezusowi. To Ona - jak tylko matka może zobaczyć i poznać - widziała Jego Człowieczeństwo w chwilach największej słabości ludzkiej natury. A jednak musiała mieć silną wiarę, że to Dziecko, to Dziecko tak bardzo od Niej zależne, jest w rzeczywistości Jej Panem i Bogiem.

Towarzyszyła również swemu Synowi w ucieczce do Egiptu. Wierzyła, że to Dziecko, które musieli uratować od wyroku króla Heroda, miało być Zbawicielem świata.

Co więcej, w Ewangelii widzimy, jak Chrystus Pan nieustannie udoskonala Jej wiarę, a nawet oczyszcza ją od najnormalniejszych ludzkich przywiązać, właściwych sercu każdej matki. Pozostał w świątyni jerozolimskiej dyskutując z uczonymi w Piśmie, podczas gdy Ona poszukiwała Go przez trzy dni z bólem w sercu. Była to próba wiary w pewien sposób gorsza nawet niż Ukrzyżowanie, gdyż Krzyż pomimo całej swej grozy był czymś pewnym, nic nie jest jednak tak okrutną torturą dla serca matki, jak brak wiedzy, gdzie znajduje się jej dziecko. A jednak wierzyła, jak świadczy o tym odpowiedź Zbawiciela: „Cóż jest, żeście mnie szukali? Nie wiedzieliście, że w tych rzeczach, które są Ojca mego, potrzeba żebym był?”. Miało to znaczyć, dzięki wierze wiecie, ale nie praktykujecie tej wiary w sposób doskonały.

I Ewangelista odnotował pod koniec tej sceny: „I był im poddany. A matka Jego zachowywała wszystkie te słowa w sercu swoim” (Łk 2,51). Te słowa Pana Jezusa, słowa życia wiecznego, znalazły swe miejsce najpierw w sercu Jego Matki, w Jej sercu, które uwierzyło.

Wiarę Maryi widzimy następnie w przypadku pierwszego zapisanego cudu Zbawiciela, inaugurującego niejako Jego działalność publiczną. Nawet po napomnieniu ze strony Syna, które miało na celu udoskonalenie Jej wiary: „Jeszcze nie przyszła godzina moja”, wierzy Ona i mówi do sług: „Cokolwiek wam powie, czyńcie”.

W każdym momencie Jej życia, w każdym Jej słowie widzimy, że wiara Matki Bożej jest niejako kamieniem węgielnym całego dzieła Odkupienia. Tak, jak w przypadku wszystkich zdziałanych przez siebie cudów, Pan Jezus wymagał aktu wiary, można by również powiedzieć, że w stosunku do dzieła Odkupienia wymagał aktu wiary w pierwszym rzędzie ze strony swej Matki.

Tak więc Najświętsza Maryja Panna, będąc wzorem dla wszystkich wierzących, jest też Obrończynią Wiary. Zawsze będzie kamieniem probierczym, przy pomocy którego prawdziwą wiarę odróżnić będzie można od herezji i błędu – jak to widzimy w całej historii Kościoła. Każda herezja atakowała w pierwszym rzędzie Ją i to właśnie Ona starła i zniszczyła wszystkie kacerstwa.

Tak więc, drodzy przyjaciele, tego dnia, w którym obchodzimy uroczystość Matki Bożej, Matki Bożej jako obrończyni i opiekunki Polski, protektorki wiary, naśladujmy Ją zwłaszcza w praktykowaniu tej cnoty wiary, cnoty, która daje nam zwycięstwo nad grzechem, śmiercią i sługami szatana. To właśnie cnota wiary ocaliła Polskę, a dzień, w którym Polacy nie będą się już uciekali do Matki Bożej, nie będą już prosili o Jej wstawiennictwo i nie będą naśladowali Jej cnoty wiary, będzie równocześnie dniem, w którym Polska nie będzie już godna Jej opieki.

Tak więc, drodzy przyjaciele, w świetle wszystkich tych rozważań, módlmy się do Matki Bożej o tę cnotę, która czyni ją postrachem Jej wrogów: o cnotę wiary, tej wiary, która da nam zwycięstwo nie tylko w tym życiu, ale przede wszystkim zwycięstwo rozstrzygające, wieczne zbawienie, gdy razem z Nią radować się będziemy szczęściem, które nie ma końca. Amen.

niedziela, 3 maja 2009

Kazanie na uroczystość Matki Bożej Królowej Polski (3 maja)

W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.
W Piśmie Świętym, w Księdze Genesis czytamy, jak Bóg stworzył pierwszego człowieka. Najpierw Bóg stworzył niebo i ziemię, drzewa i rośliny, słońce i księżyc oraz wszystkie zwierzęta i stworzenia żyjące w morzu. I Bóg błogosławił je wszystkie, ponieważ widział, że były dobre.  I Bóg powiedział im, by rozmnażały się i napełniały ziemię (Gen 1,22).
Bóg stworzył wszystkie rzeczy z niczego. Ex nihilo creavit eos.  Przez prosty akt swej woli, Bóg zadecydował, że będą one istniały. A ostatniego dnia Stworzenia powiedział: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!” (Gen 1,26). „Wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi (…)” (Gen 2,7).
Podczas, gdy wszystkie rzeczy stworzył Bóg z niczego, człowieka, koronę stworzenia, stworzył z prochu ziemi. Prochem jesteśmy i w proch się obrócimy (Gen 3,19).
Człowiek jest więc niejako centrum stworzenia. Posiada nieśmiertelną duszę, dzięki której ma możność poznawać, rozumieć i kochać. Posiada zdolność poznania i miłowania Boga. Jest niewiele mniejszy od aniołów i Bóg ustanowił go władcą nad dziełami swych rąk (Ps 8,6). Człowiek jest niższy od aniołów ponieważ jest również materialny – jego dusza zjednoczona jest z ciałem, ciałem uformowanym z prochu ziemi.
Widzimy więc, drodzy Przyjaciele, że począwszy od pierwszego człowieka, ludzie zobowiązani są okazywać miłość względem swego kraju.
Ojczyzna, drodzy Przyjaciele, wasza ojczyzna, nie jest pojęciem abstrakcyjnym, rodzajem systemu politycznego czy ładem konstytucyjnym, którego zobowiązani jesteście bronić. Nie. Wasza ojczyzna jest przede wszystkim krajem, w którym urodziliście się i wychowali. Ta ziemia, ten proch ziemi, oddał wam swoje owoce. Tym powietrzem oddychaliście. Woda, którą Bóg zsyłał na ziemię ,utrzymywała was przy życiu, pozwalając waszemu ciału  żyć i wzrastać. Nikt nie nienawidzi własnego ciała, ale kocha je i pielęgnuje (Ef 5,29). Nikt nie może też nienawidzić swej ojczyzny, ponieważ tak jak Adam uformowany został z prochu ziemi, tak również my pochodzimy z tej cząstki ziemi, w której urodziliśmy się i wychowali. Ojczyzna jest częścią osoby, jej bardzo osobistą częścią, podobnie jak częścią jej jest ciało.
I oddał Bóg Adamowi władzę nad ziemią, by strzegł jej i uprawiał ją (Gen 2,15). Jeszcze zanim powstało społeczeństwo ludzkie, człowiek ustanowiony został, by rządził i panował nad ziemią. Człowiek musi strzec i bronić swej ojczyzny, musi strzec i bronić ziemi, z której został stworzony, podobnie jak musimy strzec i bronić własnego ciała.
By jednak podołać temu zadaniu, nie było właściwe, by człowiek był sam (Gen 2,18). W osobie Adama rodzaj ludzki był doskonały jako jednostka, brak mu jednak było doskonałości odpowiedniej dla gatunku – nie było na ziemi nikogo podobnego do niego, jak to czytamy w Genesis (Gen 2,20). Tak więc Bóg stworzył Ewę, aby z pierwszej rodziny ludzkiej uformowane mogło zostać ludzkie społeczeństwo. Ewa nie została stworzona z prochu ziemi, ale z boku Adama. Nie została uformowana z materii nieożywionej, ale z elementu żywego - boku mężczyzny. Jej powołanie jest więc różne, radykalnie różne od powołania mężczyzny. Ponieważ mężczyzna pochodzi z ziemi, często zwraca się do niej, by zrozumieć ją i zapanować nad nią. Kobieta natomiast pochodzi z elementu żywego, jej myśli kierują się więc zawsze ku temu, co związane jest z życiem. Podczas gdy mężczyzna jest głową i obrońcą rodziny, kobieta jest jej sercem. Jedynie poprzez realizowanie tych właściwych dla danej płci powołań kontynuowany może być rodzaj ludzki.
A ponieważ pojedyncza rodzina nie jest w stanie zapewnić sobie wszystkiego, co jest jej konieczne do utrzymania i osiągnięcia doskonałości, istnieje naturalna konieczność, by rodziny tworzyły szerszą społeczność, aby nawzajem mogły uzupełniać to, czego poszczególnym rodzinom brakuje.
Widzimy więc, że każdy człowiek żyjący na ziemi jest członkiem trzech społeczności, którym winien jest miłość i wdzięczność. Człowiek musi kochać nie tylko swoją ojczyznę jako źródło swego naturalnego życia, powinien również kochać swą rodzinę oraz zrzeszenie rodzin, które nazywamy narodem lub państwem. Każda z tych trzech społeczności posiada właściwe sobie dobra i swe własne prawa, które muszą być przestrzegane, by mogły one osiągnąć właściwą sobie doskonałość. Każdej z tych trzech społeczności winni jesteśmy miłość.
Człowiek musi kochać ziemię, gdyż to z niej otrzymał życie. Kobieta musi kochać mężczyznę, gdyż to z niego wzięła początek. Dzieci muszą kochać swych rodziców, ponieważ to oni je karmili, chronili i przede wszystkim wychowywali. A rodziny muszą kochać swoją ojczyznę, jak członki ciała – znajdujące się w różnych miejscach i posiadających różne funkcje - kochają całe ciało. Dobro wspólne nie jest pojęciem sprzecznym z dobrem jednostki, jest dobrem, które przekracza i dopełnia wszelkie dobro, jakie człowiek może osiągnąć.
Jednak diabeł zazdroszcząc dobra, które może stać się naszym udziałem, usiłuje zniszczyć rodzaj ludzki. Od samego początku ludzkości kusi człowieka do samowystarczalności, do zanegowania źródła jego istnienia. Nade wszystko zaś usiłuje zniszczyć związki pomiędzy ludźmi, ponieważ jak wszyscy wie, że  są one źródłem siły.
Człowiek upadł przez własne nieposłuszeństwo, a w wyniku tego nieposłuszeństwa, tego buntu przeciwko Bogu, całe stworzenie zbuntowało się przeciwko niemu. Ziemia i zwierzęta jedynie pod przymusem okazują mu posłuszeństwo. Pojawiły się nieporozumienia między mężczyzną a kobietą. Jedne rodziny występują przeciwko innym, naród występuje przeciwko narodowi. Sam człowiek, ponieważ nie był posłuszny, nosi znamię swego grzechu, jako istota niezdolna do posłuszeństwa sobie samemu. Pożądliwość oraz śmierć toczą wojnę nawet wewnątrz człowieka, utrudniając mu osiągnięcie dobra, którego pragnie i osłabiając jego opór wobec atakującego go zła.
Bóg więc, by uleczyć to zło, stworzył dla człowieka nową społeczność. Stworzył Kościół. Zbawiciel, dokonując swej Ofiary na Krzyżu, dał życie Kościołowi, narodzonego z Jego przebitego boku. Podobnie jak podczas snu Adama uformowana została Ewa, tak podczas śmierci Chrystusa Pana na Krzyżu, Zbawiciel stworzył Kościół, obmywając go w swej własnej Krwi.
Chrystus daje nam tę nową społeczność, mającą moc naprawić wszelkie zło, wyrządzone przez rodzaj ludzki. Daje nam nową rodzinę, w której nieustannie stwarza nowe dusze, rodzinę zrodzoną we krwi ofiarowanej na tym ołtarzu. Społeczność ta nie niszczy jednak innych społeczności, którym człowiek winien jest miłość i posłuszeństwo, uzdrawia je raczej i udoskonala. Zbawiciel i Jego łaska nie niszczą natury, ale leczą ją i wynoszą na wyższy poziom.
Drodzy Przyjaciele, kochajcie waszą ojczyznę. Pomimo wszystkich jej słabości i braków, to ona dała wam życie. Z tej ziemi bierzecie swój początek – i jesteście jej winni waszą miłość. W naszych czasach diabeł prowadzi nieustanną wojnę przeciwko naturze, przeciwko wszystkim naturalnym uczuciom i naturalnej miłości. Wie dobrze, że łaska buduje na naturze. Łaska jest jak woda wlewana w szklankę. Przez wiele wieków szatan próbował na wszelkie sposoby utrudnić jej napełnianie. Zatwardzał serca chrześcijan, mówiąc im, żeby się nie nawracali. Obecnie jednak diabeł atakuje same korzenie natury – atakuje samą ludzką naturę, ponieważ wie dobrze, że jeśli uda mu się ją zniszczyć, nie będzie mogła rozprzestrzeniać się łaska. Oczywiście nie jest on w stanie zmienić natury ludzkiej, z pewnością jednak może ją zepsuć. Nie jest w stanie pozbawić nas zdolności myślenia, może jednak sprawić, byśmy myśleli jedynie o rzeczach bezwartościowych.
Z tego właśnie powodu szatan podburza do manifestacji na rzecz grzechów przeciwko naturze – manifestacji na rzecz tak zwanych małżeństw homoseksualnych. Usiłuje zniszczyć rodzinę, źródło ludzkiego życia. Usiłuje zniszczyć narody poprzez Organizację Narodów Zjednoczonych i inne tego rodzaju organizacje odbierające państwom suwerenność. Czym jest Europa? Kontynentem. Nie jest krajem. Co macie wspólnego z Unią Europejską? Absolutnie nic. Ojczyzna nie jest rodzajem marzenia, ale czymś, z czym macie realny kontakt. Jeśli nie znacie osób odpowiedzialnych za konkretne rzeczy, jak mogą one mieć nad wami jakąkolwiek władzę? Nie słuchajcie tych biednych ludzi, żyjących iluzją zjednoczonej ludzkości. To co oni nazywają jednością, jest w istocie destrukcją jedności – destrukcją porządku naturalnego. Nie można być zjednoczonym przez poglądy polityczne czy utopie, ale jedynie przez miłość, przez nadprzyrodzoną miłość, której źródłem jest jedynie Bóg.
Drodzy Przyjaciele, kochajcie waszą ojczyznę całym sercem. Brońcie jej ze wszystkich sił, módlcie się o Bożą siłę do obrony waszej ojczyzny przed wszelkimi atakami diabła. Liberalizm, niczym rak, niszczy każdy naród na ziemi. Jest jak czarna śmierć, zabijająca wszystkich. Zniszczył już Stany Zjednoczone i przez długi czas Ameryka, dzięki swej ekonomicznej sile zarażała wszystkie kraje, na które miała wpływ. Jeden po drugim dostawały się one pod wpływ rewolucji, buntu przeciwko Bogu. Mogę to powiedzieć bez uszczerbku dla miłości należnej mojemu krajowi, ponieważ miłość nie jest ślepa na zło wyrządzane przez ojczyznę, stara się raczej o jej dobro.
Mówiąc po ludzku, siły polityczne będące na usługach diabła są zbyt potężne, by się im opierać. Mówiąc po ludzku. Istnieje jednak ratunek, ten sam co zawsze – Moc Boża. Moc Matki Bożej, potężniejszej niż armie [Litanie]. 90 lat temu przepowiedziała Ona pojawienie się błędów dotyczących owej fałszywej materialistycznej jedności, która niszczyć będzie wszystkie narody.  Obiecała nam też zwycięstwo, tryumf Jej Niepokalanego Serca. Musimy się jednak o to modlić, musimy pragnąć tego tryumfu. Zachowujmy więc te intencje Najświętszej Maryi Panny w naszych sercach, a przede wszystkim pamiętajmy o nich w naszych codziennych modlitwach.
Niech Matka Boża chroni was i prowadzi. Módlcie się do Niepokalanej, której zwycięstwo będzie naszym zwycięstwem o ile tylko pozostaniemy wierni, byśmy mogli radować się nim na wieki wieków. Amen.