niedziela, 3 stycznia 2010

Najświętszego Imienia Jezus

Drodzy wierni,
W dniu dzisiejszym obchodzimy uroczystość niepodobną do innych – oddajemy bowiem cześć Imieniu, które jest ponad wszelkie imię, Imię Zbawiciela. Święty Piotr mówi: „Nie ma innego imienia pod niebem, danego ludziom, w którym byśmy mieli być zbawieni”. A jednak można zadawać sobie pytanie, jakie jest znaczenie tego Imienia? Co jest tak niezwykłego w pięciu literach, które je tworzą?
W końcu sam Shakespeare, mistrz w posługiwaniu się słowem, powiedział, że „To co zwiemy różą, słodko pachniałoby pod każdym innym imieniem” (Romeo i Julia II, ii,1–2). Cóż takiego jest w tym imieniu?
Imię jest ważne, ponieważ ważny jest język, drodzy wierni. Nie bez powodu upieramy się przy odprawianiu Mszy po łacinie i nie bez powodu przypominamy o czci należnej imieniu Jezus. Ma to zasadnicze znaczenie dla tego, co określamy jako człowieczeństwo, dla samego naszego przeznaczenia i godności jako istot rozumnych. Czym więc jest język?
Sam w sobie jest on narzędziem, dzięki któremu możemy się ze sobą porozumiewać. Każdy z nas posiada nie tylko własne ciało, ale również coś, co moglibyśmy nazwać życiem wewnętrznym, posiada duszę. W pewnym stopniu przypominamy inne zwierzęta, poprzez fakt, iż posiadamy ciało, które potrafimy przemieszczać, iż posiadamy zmysły, które dostarczają nam informacji o naszym otoczeniu, iż rośniemy etc. Posiadamy jednak coś daleko wspanialszego, mamy coś więcej niż samo tylko życie ciała i zmysłów, posiadamy inne, wewnętrzne życie - życie umysłu. W odróżnieniu od zwierząt jesteśmy istotami rozumnymi, posiadamy wolną wolę, dzięki której możemy wybierać w realizacji celu pomiędzy różnymi opcjami. Tak więc w istotach ludzkich widzimy owo życie wewnętrzne, na wiele sposobów bogatsze od naszego życia fizycznego.
W sferze materialnej, pewien sposób komunikowania się istnieje nawet wśród zwierząt – na przykład dzielenie nagromadzonego pożywienia czy ochrona młodych przez rodziców. Taka komunikacja, czy udział we wspólnych dobrach, zależy jednak jedynie od określonego miejsca i czasu. Skoro pokarm zostanie zjedzony, nie będzie można go już dzielić, a skoro minie zagrożenie, ustanie konieczność opieki. Jednak w przypadku porozumiewania się w życiu wewnętrznym, istnieje całe mnóstwo możliwości. Życie rozumne istnieje w pewnym sensie poza czasem: możemy myśleć o rzeczach z przeszłości, o rzeczach, które niegdyś istniały, obecnie jednak już ich nie ma. Możemy myśleć o rzeczach przyszłych, o rzeczach które chcielibyśmy zrobić, możemy tez myśleć o rzeczach istniejących w teraźniejszości, jako o skutkach przeszłości i czynnikach od których zależna jest przyszłość. Jesteśmy w stanie myśleć niemal o wszystkim, co potrafimy zobaczyć, poczuć czy odczuć za pomocą innych zmysłów, możemy nawet myśleć o rzeczach, których nigdy nie poczujemy, takich jak temperatura gwiazd odległych o miliony lat świetlnych. Wszystkie te rzeczy istnieją na pewien sposób w naszym umyśle i mają w bardzo realnym sensie swe własne życie – możemy zamknąć oczy, zatkać uszy – a jednak nadal o nich myśleć. Jak jednak możemy przekazać innym osobnikom rodzaju ludzkiego to, o czym myślimy?
To właśnie dzięki darowi mowy jesteśmy w stanie przekazywać innym nasze życie wewnętrzne. Dar artykułowanej mowy i języka, który pozwala, że moje myśli krystalizują się niejako w dźwięk lub obraz i przekazywane są innym, umożliwia fakt że takie same idee rodzą się w życiu wewnętrznym innych istot ludzkich. To własne mowa, bardziej niż cokolwiek innego, stanowi fundament ludzkiej kultury i cywilizacji, pozwala ludziom przekazywać dalej to, co sami odkryli i czego się nauczyli. Mowa jest w pewnym sensie żywym i najwyraźniej widocznym dowodem na fakt, że człowiek jest istotą rozumną, obdarzoną nieśmiertelną duszą i przeznaczoną do posiadania nieskończonego dobra.
Samo istnienie czasowników czasu przeszłego i przyszłego pokazuje, że nasza dusza jest czymś istniejącym poza czasem, że może oderwać się od teraźniejszości a nawet rozważać o wieczności – nie byłoby to możliwe, gdyby nasza dusza nie była nieśmiertelna. Sam fakt, że możemy przekazywać innym istotom ludzkim dokładnie te same myśli jest dowodem, że sama dusza jest w jakiś sposób czymś więcej, niż tylko motorem ożywiającym to konkretne ciało, ale jest też w stanie jakoś przekazać jego życie wewnętrzne w czasie i przestrzeni, czego nie potrafią inne zwierzęta, nie posiadające nieśmiertelnej duszy.
Język moglibyśmy określić jako system znaków i symboli koniecznych do przekazania tego życia wewnętrznego innym. Ponieważ są to jedynie znaki tego, co myślmy, a nie same myśli, znaki te zależą od pewnej konwencji, reguły, umożliwiającej jasne i precyzyjne wyrażenie tego, o czym myślimy. Ponieważ znaki te mogą się bardzo różnić, z konieczności dla wyrażenia tych samych idei istnieje wiele systemów owych znaków i symboli, stanowiących odrębne języki. Różne dźwięki i wyobrażenia rzeczy i idei tworzą to, co nazywamy słownictwem. Natomiast zbiór zasad i reguł, umożliwiających precyzyjne określenie czasu i ruchu nazywamy często gramatyką danego języka. Różne języki świata są różnymi konwencjami zaprowadzonymi przez narody na przestrzeni wieków poprzez zwyczaj, tradycję i rozporządzenia, by uczynić przekazywanie myśli eleganckim i precyzyjnym, stosownie do geniuszu danego narodu.
Tak więc, drodzy przyjaciele, Imię Jezus jest ważne nawet na poziomie naturalnym. Imię Jezus jest grecką transliteracją hebrajskiego imienia Joshua. Hebrajskie Joshua pochodzi od dwóch słów, „Yehu” będącego imieniem własnym Boga oraz „shua” - co znaczy „zbawiać”.  Takie też znaczenie tego imienia podał Maryi archanioł Gabriel podczas Zwiastowania: „I nazwiesz imię jego Jezus, albowiem on zbawi lud swój od grzechów ich” (Mt 1,21). Imię Pana Jezusa oznacza - najdokładniej mówiąc - Zbawiciel.  Opisuje nam ono precyzyjnie Jego naturę, mówi po co się narodził i czego dokonuje. Podobnie jak każda nazwa czy imię, mówi nam o naturze tego, co chcemy przekazać. Imię Boga jest ponad wszelkie imię, ponieważ Jego natura i godność przewyższają naturę i godność wszystkich – jest godne czci i uwielbienia, ponieważ jest nieskończenie doskonałe. 
To ta natura rzeczy sprawia, że nasze porozumiewanie się ma tak wielkie znaczenie. Prawdą jest więc, jak mówi Shakespeare, że róża pachniałaby tak samo niezależnie od tego, jak byśmy ją nazwali – możemy przetłumaczyć idee na wiele innych języków, możemy przetłumaczyć nawet samego Shakespeare’a. Ważne jest jednak to, co język nam przekazuje, nasze życie wewnętrzne. Język umożliwia nam porozumiewanie się i z tego powodu jest ważny. Posiadamy obowiązek, ze względu na miłość i sprawiedliwość, posługiwania się językiem w sposób poprawny. Nasze posłuszeństwo regułom gramatyki jest aktem sprawiedliwości, gdyż należy wysławiać się poprawnie i mówić prawdę. Jest również aktem miłości, gdyż czyni ofiarowany przez was dar cenniejszym i bardziej znaczącym. Przede wszystkim mamy jednak obowiązek czcić i szanować imiona odnoszące się do Natury Boskiej.
 Leninowi przypisuje się powiedzenie, że „gramatyka jest faszyzmem”. W tym sensie, że gramatyka jest czymś zasadniczo antyrewolucyjnym, miał on całkowitą rację. Nawet diabeł wie, że posługiwanie się mową jest jednym z najcenniejszych darów udzielonych człowiekowi. Reguły rządzące językiem, jak powiedziałem już wcześniej, nie pochodzą od nas, ale od społeczeństwa, od uczonych, a przede wszystkim wywodzą się z tradycji. Tak więc poprawne posługiwanie się językiem jest elementem tego, co nazywamy kulturą, spuścizną odziedziczoną po naszych przodkach. Aby zniszczyć kulturę, należy zniszczyć jej język, a do tego, by zniszczyć język, potrzeba jedynie ludzi którzy go nie szanują, lub nie posługują się nim  w sposób poprawny.
Właśnie te słowa, które wyrażają rzeczy najważniejsze, muszą być w sposób szczególny chronione przed nadużyciem. Jeśli najważniejsze rzeczy, najważniejsze i najbardziej znaczące słowa nie są otoczone najwyższą czcią, znaczenie wszelki innych słów w sposób naturalny utraci sens. Dlatego każde zdrowe społeczeństwo posiada prawa przeciwko bluźnierstwu, gdyż bez ochrony przed profanacją  imienia Boga i Zbawiciela wszelkie inne słowa nie będą miały żadnego znaczenia.
W takiej sytuacji znajdujemy się obecnie, drodzy wierni. Mamy dziś wszelkie możliwości porozumiewania się  – niewiarygodne, cudowne: możliwość przesyłania dźwięku i obrazu  niemal natychmiast. A jednak większość przekazu realizowanego za ich pomocą nie ma żadnego znaczenia. „Pełne furii i wrzasków, które nic nie znaczą” (Makbet 5,5). Gdy Imię Jezus nie jest szanowane, gdy nie jest szanowane imię Boga, wszystkie inne słowa są bez znaczenia i niezdolne do przekazania czegokolwiek poza w najlepszym razie hałasem, a w najgorszym - kłamstwem.
Dlatego, drodzy wierni, biorąc sobie do serca te rozważania, ze czcią wspominajmy Imię Zbawiciela, Imię które jest ponad wszelkie imię, ponieważ to przez to Imię będziemy zbawieni. Wówczas Bóg będzie nam błogosławił i obdarzał swymi łaskami w obfitości, nie tylko w niebie, ale i w naszym doczesnym życiu. Szanując Jego Imię, szanujemy Naturę, którą ono reprezentuje i ściągamy na siebie samych oraz na społeczeństwo, w którym żyjemy, obfitość łask. To właśnie te łaski czynią nasze obecne życie szczęśliwszym i bardziej obfitującym w radość, która będzie naszym udziałem na wieki wieków. Amen


piątek, 1 stycznia 2010

Obrzezanie Pańskie

Drodzy wierni,
W dniu dzisiejszym obchodzimy początek nowego roku kalendarzowego - czyli rozpoczynający go w starożytnym Rzymie dzień kalend styczniowych, od których pochodzi samo słowo „kalendarz”. Jak wiecie, rok liturgiczny rozpoczął się już w pierwszą niedzielę adwentu. To właśnie ta niedziela inauguruje życie Zbawiciela w Kościele, poprzez wspomnienie długiego okresu czasu poprzedzającego Jego przyjście. I rzeczywiście, Chrystus Pan narodził się w naszych sercach dzięki łasce Bożego Narodzenia. W dniu dzisiejszym obchodzimy wspomnienie Jego obrzezania - na osiem dni po swych narodzinach Chrystus po raz pierwszy przelewa krew i otrzymuje imię Jezus, czyli Zbawiciel.
Jednak dla świata nowy rok rozpoczyna się dzisiaj. Nie zawsze tak było. W czasach starożytnych Rzymian nowy rok rozpoczynał się w marcu, w miesiącu w którym legiony rzymskie wyruszały by powiększać i chronić imperium pod egidą boga Marsa, boga wojny. Z tego właśnie powodu w roku przestępnym, czyli takim, który posiada jeden dzień więcej wskutek nierówności czasu obiegu słońca przez ziemię, zawsze dodajemy ten dzień pod koniec lutego, czyli na koniec rzymskiego roku. Mówiąc bardziej precyzyjnie, podwajamy szóste kalendy marcowe – z tego też powodu nazywa się rok przestępny „année bissextile". 
Jednak miesiąc styczeń (czyli Januarius) nosi nazwę od imienia pogańskiego boga Janusa, sprawującego opiekę nad drzwiami domostw starożytnych Rzymian. To właśnie tego boga wyobrażano dwoma twarzami, co symbolizować miało opiekę zarówno nad wchodzącymi jak i wychodzącymi z domu. Znajdująca się na Forum świątynia Janusa symbolizowała również stan cesarstwa. Gdy prowadzono wojny, drzwi świątyni pozostawały otwarte, wyrażając w ten sposób, że wielu synów Rzymu znajdowało się z dala od ognisk domowych. Bramy świątyni często były otwarte, ponieważ imperium nieustannie prowadziło wojny dla rozszerzenia i obrony granic. Przyszedł jednak moment, gdy za panowania cesarza Augusta w całym imperium zapanował pokój – i wówczas drzwi świątyni zostały zamknięte podczas specjalnych uroczystości. Senat uchwalił zbudowanie ku czci Augusta Ara pacis, czyli ołtarza pokoju, który oglądać można w Rzymie po dziś dzień. Na pamiątkę tego wielkiego wydarzenia początek roku rzymskiego przesunięty został z kalend marcowych na styczniowe. To właśnie ten pokój w cesarstwie umożliwił Augustowi przeprowadzenie spisu ludności, by zaprowadzić sprawiedliwe podatki. Ten właśnie spis zmusił młodą rodzinę do podróży do Betlejem, gdzie narodził się Książę Pokoju.
To nie pogańscy bogowie ani wysiłki Augusta przyniosły cesarstwu pokój, ale narodziny Tego, który jest Księciem Pokoju. Ludzie spisują swe chwalebne dzieje, opisując szczegółowo swe osiągnięcia. Jednak Bóg pisze historię posługując się dziełami ludzkimi, by we właściwym czasie okazać ludziom swą wielką miłość. Bóg zechciał, by Jego Syn narodził się w czasie pokoju, by dać nam przez to do zrozumienia, że to dzięki Niemu odnajdziemy pokój. W dniu dzisiejszym obchodzimy oktawę Bożego Narodzenia i obrzezanie Chrystusa Pana. To nie przypadek, że rozpoczynamy dziś również nowy rok kalendarzowy.
Spośród wszystkich dóbr, jakimi może cieszyć się państwo, największym jest z pewnością pokój. Jaki bowiem pożytek ze wszystkich bogactw tego świata, jeśli nie żyje się w pokoju? Weźmy na przykład Stany Zjednoczone, najbogatsze i najpotężniejsze państwo na ziemi – a jednak naród ten nie żyje w pokoju. Pragnie jedynie wojen, wojen które nie są sprawiedliwe, wojen wywołanych przez żądzę pieniędzy i władzy. Jaki  pożytek tego z bogactwa, jeśli służy ono jedynie do wywoływania niepokojów wszędzie dokoła? Byłoby lepiej nie posiadać niczego i żyć w pokoju z bliźnimi. Pokój jest największym z dóbr doczesnych, ponieważ jest on niejako obrazem raju, gdzie wszystko znajduje się na właściwym miejscu i w pokoju.
Jaka jest jednak cena pokoju? To właśnie tę tajemnicę obchodzimy w dniu dzisiejszym, drodzy przyjaciele. Chrystus otrzymuje dziś imię Jezus, co po hebrajsku oznacza Zbawiciel. To On przynosi pokój, ponieważ to On odbudowuje ład pomiędzy człowiekiem i Bogiem, będący zasadą wszelkiego ładu i pokoju. A w jaki sposób dokonuje tego ponownego połączenia Boga i człowieka? Poprzez ofiarę. Przelewa dziś pierwsze krople swej najdroższej Krwi – podczas obrzędu obrzezania.
Sakrament, jaki Chrystus dziś przyjmuje, jest sakramentem Starego Zakonu, danym Abrahamowi. Abram, opuszczając swój kraj by zachować prawdziwą wiarę otrzymał obietnicę, że stanie się ojcem wielu narodów. Na znak tej obietnicy otrzymał nakaz, by dokonywał obrzezania każdego dziecka płci męskiej ósmego dnia po jego narodzeniu. Abram otrzymał tę obietnicę w nagrodę za swą wiarę w przyszłego Zbawiciela. Został też nazwany Abrahamem, ojcem tych, którzy dostępują zbawienia przez wiarę w Odkupiciela. Odkupiciel był konieczny z powodu grzechu Adama, który przekazywany jest nam przez naszych rodziców. Rodzimy się w stanie grzechu pierworodnego. Tak więc usunięcie napletka u potomstwa oznaczało usunięcie grzechu odziedziczonego po pierwszym człowieku przez naszych rodziców. Stąd ów sakrament Starego Zakonu udzielał we właściwy, sposób tej łaski, jakiej dostępujemy w sakramencie chrztu. Różnica polega jedynie na tym, że poprzez sakrament Starego Zakonu łaska Zbawiciela otrzymywana była dzięki wierze w obietnicę, my natomiast otrzymujemy łaskę poprzez obecność Chrystusa w sakramencie Chrztu. Różnica ta powoduje, że nie możemy przyjmować obu tych sakramentów – przyjmowanie sakramentów Starego Zakonu sugerowałoby, że Zbawiciel jeszcze się nie narodził.
Chrystus przyjmuje swe imię przelewając równocześnie krew. Ma to, drodzy wierni, bardzo głębokie znaczenie. Już Jego imię nabyte zostaje za cenę krwi. Cała Jego istota przeniknięta jest duchem ofiary, tak że nawet wielka radość Jego narodzin przyćmiewana jest przez Jego wolę, by ofiarować życie za nas. Pokazuje nam cenę pokoju. Pokój może nadejść jedynie dzięki ofierze. Tylko poprzez ofiarę możemy cieszyć się pokojem.
Dlatego – drodzy chrześcijanie - tajemnica, którą dziś obchodzimy, jest integralną częścią naszego życia. Otrzymaliście sakrament chrztu - jesteście członkami naszego Pana Jezus Chrystusa. Nie jesteście już ludźmi jak inni – na waszych duszach wyciśnięte zostało niezniszczalne znamię, znamię chrztu. Nosicie imię chrześcijan, ponieważ jesteście członkami Chrystusa. I podobnie jak On,  otrzymaliście swe imię by przelać swą krew, oddać swe życie życia, by złożyć samych siebie w ofierze Bogu.
Czym jest krzyż chrześcijanina, jeśli nie wypełnianiem obowiązków stanu? Cóż jest gwoździami chrześcijanina, jeśli nie wymogi obowiązków? Czym jest głód i pragnienie chrześcijanina, jeśli nie pragnieniem nasycenia przez samego Chrystusa? Jaka jest namiętność chrześcijanina, jeśli nie pragnienie oglądania Boga? Jesteście wezwani do złożenia swego życia w ofierze za ten świat, za świat, który żyje w ciemnościach, by mógł on cieszyć się pokojem. A ten pokój może być jedynie owocem ofiary. Nosimy w sobie Mękę Chrystusa, by mógł zapanować pokój Chrystusa. Oznacza to, że jako światłość świata, macie dawać dobry przykład innym. Jako sól ziemi, musicie smakować w rzeczach niebieskich. Świętość nie jest już dla was opcją, ale koniecznością – właśnie w wyniku tego znaku wyciśniętego na waszych duszach. Świat zmierza ku zgubie, ponieważ jest bardzo mało chrześcijan godnych tego miana, którzy mieliby odwagę żyć życiem, jakie do jakiego wzywa ich Zbawiciel.
Za kilka dni Trzej Królowie ze Wschodu przybędą, by ofiarować Chrystusowi trzy dary: złoto, kadzidło i mirrę. Dali Mu złoto, by uczcić Go jako Króla. Dali Mu kadzidło, by uczcić Jego Bóstwo. Dali Mu też mirrę, by przygotować Go do Jego ofiary.
My natomiast powinniśmy ofiarować Dzieciątku Jezus coś jeszcze cenniejszego – siebie samych. Chrystus przyszedł dla nas, aby nas zbawić. Wykupił nas swą własną Krwią, którą zaczął przelewać dla nas już w dzień, który dziś wspominamy. Oddajmy Mu nasze myśli – to nasze złoto. Tak jak złoto dzięki swemu pięknu i odporności na zepsucie używane jest powszechnie jako środek płatniczy, niech również nasze myśli przepełnione będą pięknem nieba i wolne od zepsucia świata. Uwierzmy w Niego. Ofiarujmy Mu całą naszą wolę – to nasze kadzidło. Tak jak kadzidło wznosi się ku niebu, tak również nasza wola musi być poruszana przez rzeczy niebieskie. Złóżmy w Nim naszą nadzieję. Ofiarujmy Mu całą naszą miłość – to będzie nasza mirra. Tak jak Zbawiciel umarł za nas na Krzyżu, również my umierajmy za naszych bliźnich. Miłość bliźniego to nic innego jak obumieranie dla własnych namiętności. By ujrzeć Boga, musimy umrzeć – musimy umrzeć dla siebie samych – poprzez umartwienie, poprzez ofiarę. Ten, kto oddaje swe życie za bliźnich, ogląda Boga już na tym świecie, bo Bóg jest miłością. Kochajmy więc Boga i bliźniego, tak jak Bóg umiłował nas.
Niech Boża Dziecina błogosławi nam i obdarzy nas pokojem, którego nikt nie może nam odebrać.
Amen

niedziela, 27 grudnia 2009

św. Jana Apostoła

Drodzy wierni,
Tego roku niedziela wypadająca w Oktawie Bożego Narodzenia zbiega się ze wspomnieniem świętego Jana Apostoła, Apostoła którego, jak mówi Ewangelia, Pan Jezus ukochał szczególnie. Miłość Boga do nas, która znalazła wyraz w fakcie, że posłał On swego Syna który narodził się dla nas jako dziecko, widoczna jest również w życiu tego wielkiego Apostoła. Miłość manifestuje się poprzez to, co ktoś daje ukochanej przez siebieosobie, a u świętego Jana widzimy trzy wspaniałe dary, ukazujące nie tylko to, jak bardzo był on umiłowany przez Boga, ale również jak wielkim świętym stał się z powodu tych darów.
Pierwszym i najbardziej fundamentalnym ze wszystkich darów, jakich użyczył Pan Jezus świętemu Janowi, był dar wiary. Wiemy, że święty Jan był młodym człowiekiem, który wyglądał wybawienia Izraela. Był uczniem świętego Jana Chrzciciela, a z opisu Męki Zbawiciela wiemy też, że był znany arcykapłanowi. Wszystko to wskazuje na fakt, jak szczere było jego poszukiwanie prawdy, jego pragnienie by prawdę poznać i być blisko niej. A skoro spotkał Chrystusa Pana, uwierzył. Nie jest on jedynie poszukiwaczem prawdy, ale człowiekiem, który chce prawdę znaleźć, a kiedy ją znajduje - przylega do niej całym swym sercem. Święty Jan Chrzciciel wskazuje Zbawiciela jako Baranka Bożego i święty Jan Apostoł natychmiast podąża za Nim. 
W Ewangelii i w listach świętego Jana czytamy wielokrotnie: „to napisano, abyście uwierzyli”. Jego wiara nie polegała jedynie na uznaniu prawdy, wyrażała się również w apostolskiej i misyjnej gorliwości, by prawda ta znana była wszystkim ludziom. Widzimy na przykład w dniu Zmartwychwstania, jak święty Jan uwierzył natychmiast po ujrzeniu pustego grobu, podczas gdy święty Piotr wciąż się wahał. Święty Jan był również jednym z Apostołów wybranych do tego, by być świadkami najbardziej osobistych szczegółów życia Zbawiciela – był obecny na przykład podczas wskrzeszenia córki Jaira. Był obecny również podczas Przemienienia i Agonii Chrystusa w Ogrodzie Oliwnym. Święty Jan jest Apostołem obecnym w każdym istotnym momencie życia Zbawiciela.
Widzimy więc pierwszy i zarazem najważniejszy dar, który stał się udziałem świętego Jana Apostoła. Jednak dar ten jest ofiarowany również nam, drodzy wierni. Musimy naśladować świętego Jana zwłaszcza w cnocie wiary, w poszukiwaniu prawdy i ufności pokładanej w Zbawicielu. Musimy posiadać niejako świętą ciekawość rzeczy Bożych, prowadzącą do wnikania w głębię tajemnic wiary i pojmowania relacji między nimi, jak to czynił święty Jan. Święty Jan rozumiał lepiej niż ktokolwiek inny tajemnicę Bóstwa Chrystusa Pana.
A w jaki sposób doszedł do tak głębokiego rozumienia tych tajemnic? Był to rezultat drugiego przywileju, przez który był on w sposób szczególny umiłowany przez Zbawiciela. W Ewangeliach czytamy że święty Jan opierał głowę na piersiach Chrystusa – czyli że był bliski Jego sercu. Święty Jan jako pierwszy zrozumiał tajemnicę Najświętszego Serca Pana Jezusa i z tego źródła czerpał głęboką wiedzę o Bóstwie Chrystusa. Jest on Apostołem Najświętszego Serca, serca płonącego miłością do dusz.
Miłość i żarliwość świętego Jana były tak wielkie, że Pan Jezus nadał mu przydomek „Boanerges” czyli „Syn gromu”. Ewangelie dostarczają nam wiele dowodów tej głębokiej miłości Apostoła. W swej młodzieńczej gorliwości wyraził on na przykład pragnienie, by ogień z nieba zniszczył miasta, które nie przyjęły Chrystusa, co wiele mówi o jego wielkiej gorliwości, która musiała być łagodzona przez Zbawiciela. To również on zadał Chrystusowi pytanie, kim jest ten, który ma Go zdradzić. Po Zmartwychwstaniu święty Jan wraz ze świętym Piotrem zostali aresztowani za głoszenie Dobrej Nowiny w świątyni, a uwolniony radował się z tego, że mógł cierpieć dla imienia  Pana Jezusa. 
Ta właśnie żarliwość świętego Jana wysłużyła mu największy z darów, jaki powierzył Chrystus Pan swemu umiłowanemu Apostołowi – Jego Najświętszą Matkę. „Synu, oto Matka twoja”. Mówi się, że w chwili gdy opuszczamy to życie nasze serce mówi w sposób najbardziej otwarty, że wówczas, gdy mamy opuścić ten świat myślimy o tym, co najbardziej na nim umiłowaliśmy. Podobnie Pan Jezus w najważniejszym i decydującym momencie  myślał głównie o swej Matce oraz o nas, reprezentowanych przez świętego Jana.
Być może największa godność świętego Jana polega właśnie na tym, że w tej chwili reprezentował on cały Kościół, nas wszystkich. W momencie tym wiara świętego Jana i jego wielka miłość do Zbawiciela zostały nagrodzone. „Niewiasto, oto syn twój”. I dalej w Ewangelii czytamy: „I od tej chwili wziął ją uczeń do siebie”. Nie tylko Matka Boża została ogłoszona wówczas naszą matką, święty Jan miał też przywilej roztoczenia nad Nią opieki. Późnej mógł poznać osobiście szczegóły życia Zbawiciela, czerpiąc je z serca Jego Najświętszej Rodzicielki, która je nieustannie rozpamiętywała. To właśnie od Niej czerpał święty Jan mądrość, która znalazła swój najpełniejszy wyraz w słowach Ewangelii: „Na początku było Słowo”.
Tak więc, drodzy wierni, w dzień w którym wspominamy tego wielkiego świętego będący zarazem dniem Pańskim wypadającym w Oktawie Bożego Narodzenia, prośmy świętego Jana o wstawiennictwo zwłaszcza w tym, co dotyczy owych trzech darów które on otrzymał jako dowód miłości Pana Jezusa.
Prośmy go przede wszystkim o dar wiary – silnej wiary, która nie buduje na emocjach czy entuzjazmie, ale na doktrynie, na prawdzie. To prawda uwalnia nas od sideł tego świata, to wiara, jak mówi sam święty Jan, zwycięża świat. Musimy mieć żywą i silną wiarę, by oprzeć się pokusom tej mrocznej epoki, w której przyszło nam żyć, wiarę nie polegająca na przykładzie innych, ale opierającą się na autorytecie Boga. W innych czasach można było po prostu postępować tak jak inni i mieć nadzieję na zbawienie swej duszy. Dziś jest odwrotnie – musimy płynąć pod prąd by zachować wiarę. Co więcej, jedynym sposobem na zachowanie wiary jest pragnienie przekazywania jej innym. Prośmy więc świętego Jana zwłaszcza o ów dar wiary.
Prośmy go również o łaskę  bezgranicznej miłości – miłości, której nauczyć możemy się jedynie od Najświętszego Serca Pana Jezusa. Nie wystarczy jedynie wierzyć – nawet diabły wierzą. Musimy kochać, a ta miłość musi skupiać się na rzeczach, które są je godne, czyli przede wszystkim na samym Bogu. Zbawiciel przyjął ciało i zamieszkał miedzy nami ponieważ wie, że rodzimy się, by kochać, i że to miłość ożywia i ukierunkowuje nasze działania. Miłość Boga objawia się przede wszystkim w miłości Chrystusa Pana do nas – widocznej nie tylko przez fakt, że Zbawiciel jest wcieleniem tej miłości bożej względem nas, ale również w tym że nasza miłość jest skierowana przede wszystkim ku Osobie Chrystusa. Kiedy kochamy Boga, miłość bliźniego staje się czymś naturalnym i przynoszącym owoce – ukochawszy Stwórcę możemy tym więcej kochać rzeczy, które On stworzył.
I na koniec prośmy świętego Jana o to, co jest źródłem i niejako gwarancją tych dwóch darów: o nabożeństwo do Matki Najświętszej. Tak jak święty Jan był obrońcą czci Najświętszej Dziewicy, a również Jej przybranym synem, również my powinniśmy mieć takie samo do Niej nabożeństwo. Jest Ona naszą matką  i jako Jej dzieci musimy być zazdrośni o Jej cześć. Niech to duchowe macierzyństwo Maryi zaowocuje w nas czcią, ufnością oraz miłością.
A owa miłość do Matki Bożej w sposób naturalny prowadzić nas będzie do tego, co stanowi główny obiekt miłości Jej Niepokalanego Serca, czyli do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Z woli Boga Matka Zbawiciela stała się również naszą matką, od nas oczekuje się jedynie radosnej akceptacji tego faktu oraz posłuszeństwa względem Niej. Pamiętając więc o tych wielkich darach otrzymanych przez świętego Jana Apostoła, miejmy ufność w jego wstawiennictwo, dzięki któremu możemy zbliżyć się jeszcze bardziej do naszej Niebieskiej Matki. Amen. 


sobota, 26 grudnia 2009

Małżeństwo

Drodzy narzeczeni,
Drodzy wierni,
W dniu dzisiejszym przeżywamy wielką radość powodu połączenia świętym węzłem małżeńskim N i N. Ta święta instytucja, którą powołał w raju sam Bóg, związek pomiędzy mężczyzną a kobietą, stworzona została dla zachowania rodzaju ludzkiego oraz dla wzajemnej pomocy między współmałżonkami. Zgodnie z wolą Boga wszyscy poszukujący wspólnego dobra mogą odnaleźć w tym zjednoczeniu dusz również radość i szczęście, a związek ten jest również - jak mówi św. Paweł -  symbolem relacji pomiędzy Chrystusem a Jego Kościołem.
Ten wielki dzień jest radosny dla was, drodzy narzeczeni, oraz dla całego Kościoła, który cieszy się na widok dwóch swoich członków połączonych razem tym świętym sakramentem. Pamiętamy w naszych modlitwach o intencjach dwóch dusz, które niebawem połączą się w sakramencie małżeństwa, niewątpliwie z korzyścią będzie też przypomnienie o głównych dobrach tego wspaniałego związku oraz ogromnej odpowiedzialności, jaką sakrament ów nakłada na te dwie  dusze.
A ponieważ ten radosny dzień ma miejsce tak krótko po Bożym Narodzeniu, możemy porównać trzy wielkie łaski tego sakramentu do trzech Mszy, które odprawiane są w ten wielki dzień – Mszy o północy - czyli Pasterki, Mszy porannej - czyli Anielskiej, oraz Mszy odprawianej w ciągu dnia. Te trzy Msze symbolizują trzy narodziny Chrystusa Pana. 
Pierwszymi narodzinami Chrystusa są jego narodziny w stajence w Betlejem. W środku nocy, najdłuższej i najzimniejszej nocy roku, kiedy świat pogrążony był w mrokach błędu – Pan Jezus narodził się z Maryi Zawsze Dziewicy. Narodził się nie w pałacu, nie wśród bogatych i możnych, ale ubogiej stajence, gdyż nie było dla Niego miejsca nawet w gospodzie. Tym narodzinom Chrystusa odpowiada pierwsza łaska małżeństwa, a zarazem jego główny cel – dar potomstwa.
Tych dwoje członków Mistycznego Ciała Chrystusa jednoczy się dziś, by utworzyć rodzinę, czyli dla dobra wspólnego całego rodzaju ludzkiego. Jeśli Bóg zechce, a w sakramencie tym udziela w tym kierunku specjalnej łaski, już wkrótce ze związku tego narodzą się nowe dusze, nowe dusze przeznaczone do życia wiecznego. Módlmy się więc dziś w szczególny sposób o owocność tego związku, aby mógł on przyczynić się do odbudowy i wzrostu społeczeństwa poprzez zrodzenie i wychowanie dzieci.
Dlatego, najdrożsi, naśladujcie u Dzieciątka Jezus zwłaszcza tę cnotę, którą widzicie w Betlejem: cnotę ubóstwa. Jesteście połączeni ze sobą nie dla wzajemnej przyjemności, nie dla bogactwa czy zaszczytów, ale dla przyszłości społeczeństwa, dla dzieci, dla rodziny. Pierwszą i niejako zasadniczą cnotą małżeństwa jest umiłowanie ubóstwa, czyli oderwanie od rzeczy ziemskich, aby przylgnąć z całej siły do rzeczy serca. Módlmy się więc zwłaszcza o tę cnotę, by mogła ona panować w waszych sercach i prowadzić waszą przyszłą rodzinę ku rzeczom trwałym, rzeczom wiecznym, a nie ku rzeczom tego świata, niszczejącym i przemijającym.
Drugimi narodzinami Chrystusa Pana są Jego narodziny w naszych sercach poprzez łaskę. Poprzez stan łaski, poprzez otrzymywanie przez nas łaski uświęcającej, sam Bóg przychodzi, by zamieszkać w naszych duszach. Tak więc z każdym wlaniem życia Bożego w nasze dusze, nasz Pan Jezus Chrystus staje się w nich ponownie obecny. Rodzi się w naszych sercach, gdy rodzimy się na nowo dla Boga. Dlatego tym narodzinom Zbawiciela odpowiada kolejna łaska, jaką otrzymacie w tym sakramencie, w sakramencie małżeństwa.
Zaprawdę, stan małżeński niesie ze sobą wiele obowiązków, a te obowiązki są tak liczne i tak trudne w dzisiejszych czasach, że do ich wypełnienia potrzebujecie przede wszystkim pomocy Bożej. Potrzebujecie tego Boskiego życia w waszym codziennym życiu – potrzebujecie Bożej łaski. Dlatego, drodzy przyjaciele, prośmy dziś Boga szczególnie o obfitość łaski dla tych dwojga połączonych świętym węzłem małżeńskim. Cnota pobożności, cnota głębokiej miłości musi ożywiać wasze serca, by wyprosić wam łaskę Bożą każdego dnia waszego wspólnego życia. A Bóg wynagrodzi wam to - daje wam w ten dzień zawarcia małżeństwa wszystko, czego potrzebujecie, jednak musicie Go o to prosić. Musicie kochać prawo Boże, tak jak kochacie się wzajemnie. 
Ostatnie, trzecie narodziny Chrystusa Pana, to narodziny Pana Jezusa w łonie Trójcy Świętej. Chrystus jest trzecią Osobą Trójcy Przenajświętszej, Synem Bożym, rodzi się więc tak, jak każdy syn. W łonie Trójcy Przenajświętszej w wiecznym akcie Bóg Ojciec rodzi Syna. Te wieczne narodziny Syna Bożego z Ojca są rzeczywistością, która powinna ożywiać i utrwalać trzeci i najważniejszy dar małżeństwa: dar wierności.
Od tego momentu nie będziecie już żyli dla siebie samych, ale dla współmałżonka. Obiecacie złożyć waszą ufność, waszą miłość w drugiej osobie. Najważniejsze, by być wiernymi tej obietnicy. Bez tego daru wierności, wierności tym obietnicom, Bóg nie może błogosławić waszemu małżeństwu – nawet pozostałe dwa dary są w sposób istotny zależne od tego, czy pozostaniecie sobie nawzajem wierni.   Dlatego drodzy przyjaciele, módlmy się dziś zwłaszcza za te dwie dusze, by pozostały wierne.  Wierne najpierw sobie nawzajem, a również wszystkim łaskom, jakie Bóg im ześle.
Módlmy się też do Matki Bożej. Dzień Bożego Narodzenia jest dla Niej czasem szczególnej radości i łaski - gdyż rodzący się dziś Syn Boży jest również Jej Synem. A  ponieważ jest Jej Synem, jest Ona Mu najbliższa, Ją też musimy prosić o wszystko, co pragniemy uzyskać od Zbawiciela. Prośmy Ją więc dla obecnych tu narzeczonych o te trojakie łaski, by radość, która przepełnia w ten dzień Jej serce mogła wypełnić również ich serca, by mogli dostąpić kiedyś wiecznej radości, chwały jaką otoczy Bóg wszystkich ludzi dobrej woli. Amen.

św. Szczepana

Drodzy wierni,

Otrzymaliśmy Dzieciątko Jezus, tutaj na naszym ołtarzu. Urodził się On dla nas. Przyszedł na świat aby zbawić ludzi.

Święty dnia dzisiejszego, św. Szczepan, pierwszy męczennik, pokazuje nam wyraźnie, że chociaż On przyszedł do wszystkich ludzi, nie wszyscy ludzie przyszli do Niego.

Kiedy jesteśmy w ciemności, nasze oczy nie widzą żadnego światła. Nie widzimy, dokąd podążamy. Nasze oczy z wysiłkiem wpatrują się w ciemność. Kiedy ktoś nagle włączy światło, czujemy się jak oślepieni. Nasze oczy nie mogą przyjąć dużo światła kiedy przywykliśmy do ciemności.

I tak było kiedy światło przyszło na świat. Jesteśmy jakby oślepieni światłem. Pan Nasz Jezus Chrystus jest Światłem Życia. Rozprasza ciemność grzechu i błędu. Jest samą prawdą. Niektórzy otrzymują to światło, są obdarowani łaską wiary. Inni nie kochają światła, ale dobrze się czują w swoich ciemnościach. Wolą ciemności, ponieważ ich uczynki są złe. Są jak sowy, które oślepia światło słońca, które mogą żyć tylko w ciemnościach. 

Tym niemniej, światło pozostaje światłem. Pan Jezus się nie zmienia. On oświeca wszystkich ludzi, ale wielu ludzi nie chce Go przyjąć. Jest znakiem sprzeciwu, od którego zależy powstanie lub upadek każdego człowieka. 

Chrystus Pan jest zbawieniem przygotowanym przed obliczem wszystkich ludów. Boskim życzeniem Pana Jezusa jest zbawienie, uświęcenie każdej osoby. On nie przyszedł aby zniszczyć, ale aby zbawić. Jednak wielu nie chce być zbawionymi przez Niego. Bóg nie odbiera wolnej woli. Okazuje swą potęgę nie tylko przez zbawienie sprawiedliwych, ale przez rozproszenie złych. 

Naród Żydowski odmówił przyjęcia Jezusa i tak stał się On dla nich kamieniem obrazy i skałą zgorszenia. Jest ruiną dla tych, którzy nie akceptują Jego poniżenia jako człowieka.

Ale On jest zmartwychwstaniem dla tych, którzy przestrzegają Jego przykazań.

Drodzy wierni, prawda się nie zmienia. To ludzie się zmieniają. Ludzie przychodzą i odchodzą, ale Bóg trwa wiecznie. „Jezus Chrystus wczoraj i dziś; ten sam i na wieki.”  To, że niektórzy ludzie odrzucają prawdę nie zmienia faktu, że prawda pozostaje prawdą. Jeden dodać jeden równa się dwa nawet jeśli ja myślę, że tak nie jest. Woda gotuje się bez względu na to czy ja to widzę czy nie. Jezus Chrystus jest Drugą Osobą Błogosławionej Trójcy bez względu na to czy ja mam wiarę czy nie. To nie nasze myślenie sprawia, że jest to prawdą tylko prawda określa, że nasze myślenie jest prawidłowe lub nie.

Mogę sobie myśleć, że mam milion złotych w banku, ale kiedy ich tam nie ma, czek, który wypiszę na nic się nie zda.  Ludzie mogą wyrażać wiele dziwnych opinii, ale jeśli nie są one zgodne z rzeczywistością to skutki tego są o wiele gorsze niż czek bez pokrycia. Tą konsekwencją jest zatracenie duszy.

Drodzy przyjaciele. Dzięki Bogu wy posiadacie prawdę. Dziękujcie Mu codziennie, że dał wam prawdę. Dziękujcie Mu codziennie, że posłał do nas Swego Jednorodzonego Syna aby nauczył nas prawdy. Jest tylko jedna prawda, która czyni nas wolnymi. To ona daje nam nowe życie – prawdziwe zmartwychwstanie.

Przyjmujcie nowe życie, które dziś otrzymujecie jako prezent na Boże Narodzenie. Pan Jezus przychodzi w najdłuższej nocy roku, kiedy ludzkość potrzebuje Go najbardziej. Czasy, w których żyjemy są naprawdę zmierzchem ludzkości. Wszystko tonie w ciemnościach, ale w tej kaplicy tutaj Nasz Pan za kilka minut przyjdzie na ołtarz aby dać Siebie nam. Aby dać nam światło i moc konieczną do przetrwania w tych dniach ciemności.

Módlcie się, aby otrzymać to światło. Przyjmijcie Jego Przykazania i Łaskę aby ich przestrzegać. Przykazania nie są zbyt ciężkie. Nie niszczą. Mogą zniszczyć tylko tych, którzy nie chcą światła, którzy nie przyjmują Jego Łaski. Ale tym, którzy kochają Boga wszystko obraca się ku dobremu.

Tak więc pokornie adorujmy Dzieciątko, które nam się narodziło, abyśmy przez Jego uniżenie mogli mieć udział z Nim, Tym, który jest błogosławiony na wieki wieków. Amen


piątek, 25 grudnia 2009

Bożego Narodzenia - w dzień

Drodzy wierni,

W dniu dzisiejszym Kościół Święty Matka nasza trzykrotnie sprawuje Przenajświętszą Ofiarę, tak wielka jest bowiem radość z tego dnia, dnia Narodzenia Naszego Zbawiciela. 

Ale głębszą przyczyną, dla której Kościół celebruje trzy Msze Święte tego dnia jest to, że wspominamy trzy różne Boże Narodzenia.

Pierwsze, które znamy dość dobrze, to narodzenie Pana Jezusa w Betlejem, kiedy przyszedł na ten świat narodzony z Dziewicy Maryi. Zbawca rodzaju ludzkiego przyszedł i zamieszkał między nami przybierając ludzką naturę. Rodzi się w środku nocy, cierpiąc zimno najdłuższej nocy w roku, aby zbawić świat pogrążony w mroku. Ku zdumieniu pysznego świata przychodzi jako małe dziecko i zadowala się adoracją pasterzy przyprowadzonych przez aniołów. 

Pan Jezus jest Synem Boga, Synem, który narodzony dla nas jest tym samym, który jest współistotny Ojcu. I tak, drugie Narodzenie, ktore Kościół obchodzi dzisiaj, jest przedwiecznym narodzeniem w łonie Przenajświętszej Trójcy. Pan Jezus został posłany na ten świat, jak to sam mówi. Został posłany przez Ojca. Został posłany przez Ojca ponieważ pochodzi od Ojca w całej wieczności. Jest Drugą Osobą Przenajświętszej Trójcy, Zrodzony a nie stworzony (Genitum non factum) jak będziemy za chwilę śpiewać  Credo. Ma tę samą naturę co Bóg ponieważ jest zrodzony z Boga, jest Słowem Boga, które stało się Ciałem i zamieszkało między nami.

Ale trzecie narodzenie, które Kościół dziś wspomina kryje w sobie jeszcze głębszą tajemnicę niż to, o którym mówiłem przed chwilą. To narodzenie Pana Jezusa w naszych sercach przez łaskę uświęcającą. To tajemnicze narodzenie jest nową obecnością Pana Jezusa w nas poprzez łaskę. Jest obecny w naszych duszach przez łaskę uświęcającą w nowy sposób. Zrodził się w nas, kiedy staliśmy się Jego członkami poprzez sakrament chrztu, żyje w nas coraz pełniej przez wzrost łaski.

W najgłębszym sensie narodzenie Pana Jezusa w Betlejem ma jeden cel: abyśmy mieli łaskę uświęcającą dzięki której możemy być zbawieni.

Pan Jezus przychodzi, aby zawrzeć z nami przyjaźń, aby odnowić tę przyjaźń z Bogiem, którą utraciliśmy poprzez grzech pierworodny. Kiedy jesteśmy w stanie łaski, jesteśmy przyjaciółmi Boga. W każdej przyjaźni musi być pewien rodzaj równości – musi być coś wspólnego. Wiemy z doświadczenia, że jest niemożliwe być przyjacielem kogoś całkowicie odmiennego od nas. Możesz być bardzo dobrze usposobiony do kogoś, ale nie możesz go nazwać swym prawdziwym przyjacielem, ponieważ nia ma żadnego porozumienia. Prawdziwa przyjaźń zakłada dzielenie się dobrami i rozpoznanie miłości, co jest czymś więcej niż po prostu dobrą wolą.

Bóg jest dobrze usposobiony, jeśli można tak powiedzieć, do każdego, ale tylko ci, którzy są w stanie łaski są Jego przyjaciółmi. Dlaczego tak jest? Ponieważ, jak powiedzieliśmy, przyjaźń wymaga czegoś wspólnego, a pomiędzy nami a Bogiem jest nieskończona odległość. Nic nie możemy zrobić sami z siebie aby zyskać przyjaźń z Bogiem, ponieważ nie ma nic wspólnego między Boską a ludzką naturą. Tym niemniej Bóg, w Swoim nieskończonym miłosierdziu, daje nam coś, co należy do Niego Samego, poprzez łaskę Jego ukochanego Syna. Daje nam uczestnictwo w Swojej naturze – i to uczestnictwo w Jego naturze jest tym, co nazywamy łaską. Przez łaskę stajemy się dziećmi Boga, zdolnymi do prawdziwej przyjaźni z Bogiem. Jezus Chrystus rodzi się w nas poprzez obecność Jego łaski. 

A więc, drodzy przyjaciele, radujmy się z tej potrójnej łaski, którą dzisiaj świętujemy. Przyjście Pana Jezusa na świat całkowicie ten świat odmieniło. Przedtem panowały jedynie ciemności i śmierć jako posłaniec śmierci wiecznej, która czekała nas wszystkich jako owoc grzechu pierworodnego. Ale wiemy, i wiemy z pewnością, że Bóg pragnie naprawić katastrofę, którą spowodowaliśmy przez nasze grzechy. I co jest nawet bardziej zdumiewające, On sam pragnie współpracować z nami w tym dziele odbudowy. Tak naprawdę nasza współpraca jest warunkiem, aby ta odbudowa mogła zostać dokonana. Pan Jezus przyjął na siebie ludzką naturę, aby nauczyć nas co musimy zrobić, żeby odzyskać przyjaźń z Bogiem. 

Zbawiciel przyszedł w Osobie Pana Naszego Jezusa Chrystusa. Przyszedł do nas jako małe dziecko, aby nauczyć nas pokory, ale również, jeśli można tak powiedzieć, abyśmy nie przestraszyli się naszego Stwórcy. Abyśmy mieli łatwiejszy dostęp do Niego, abyśmy mogli nauczyć się od Niego co musimy zrobić, żeby ocalić nasze dusze. 

Tak więc pokornie adorujmy Dzieciątko, które nam się narodziło, abyśmy przez Jego uniżenie mogli mieć udział z Nim, Tym, który jest błogosławiony na wieki wieków. Amen



Kazanie na Pasterkę

Drodzy Wierni,

Dzień dzisiejszy jest dla nas wszystkich dniem radości. Dziś narodził się nam Zbawiciel. Weselmy się. W tym dniu nie ma miejsca na smutek, ponieważ świętujemy dziś narodziny samego życia. Jest to powód do radości dla wszystkich bez wyjątku, gdyż nikt nie ma być wyłączony z udziału w tym weselu. Chrystus Pan jest zwycięzcą grzechu i śmierci, przyszedł aby nas wyzwolić. Święci radują się dziś ze zwycięstwa, które odnieśli poprzez Niego. Grzesznicy radują się, że ofiarowano im możliwość odpuszczenia win. Wszyscy ludzie wezwani są do uczestnictwa w życiu Tego, który się dziś narodził.

W pełni czasów, w momencie wyznaczonym przez Boski zamysł, Syn Boży przybrał naturę ludzką, aby pojednać nas z jej Stwórcą, aby sługa śmierci, szatan, mógł zostać zwyciężony przez tę samą naturę, którą zniewolił. Druga Osoba Trójcy Świętej, która od samego początku istniała wraz z Bogiem Ojcem, równa Mu we wszechmocy, przybrała nasze śmiertelne ciało, aby w ten sposób zwyciężyć panującą nad nami śmierć.

Syn Boży stał się człowiekiem, by zamieszkać między nami. Przybrał nasze człowieczeństwo bez najmniejszego umniejszenia swego Bóstwa. Majestat oblokł się w pokorę, siła w słabość, a wieczność w śmiertelność. By spłacić dług, który zaciągnęliśmy przez grzech, niezmienna natura Boga przybrała na siebie naszą ułomną naturę, w taki sposób, że prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek utworzyli jedność w jednym Panu i jednym Jezusie – Chrystusie. Nie nastąpiło ani osłabienie Bóstwa, ani unicestwienie człowieczeństwa. Chrystus Pan jest jedną Osobą Boską, posiadającą dwie natury, Boską i ludzką. Zamieszkały w Nim wszystkie bogactwa natury Boskiej, oraz całe ubóstwo naszej natury ludzkiej, za wyjątkiem grzechu. Przyszedł On zapłacić dług, którego nie zaciągnął, ponieważ my sami nigdy nie zdołalibyśmy tego dokonać.

Tak więc, Drodzy Przyjaciele, rozważajmy tajemnicę tego Dzieciątka, które narodziło się dla nas, które zostało dane nam wszystkim. Stwórca wszystkich rzeczy wkroczył pomiędzy swoje stworzenie, aby je odkupić od grzechu. Rodzaj ludzki odpadł od Boga, ponieważ człowiek zwrócił się ku stworzeniom. Dlatego Bóg przybiera naszą stworzoną naturę, aby naprawić ten błąd. Z jaką cudowną mądrością Bóg ukazuje nam dziś, jak powinniśmy odrzucić straszliwą obietnicę szatana! Podobnie jak pierwsi rodzice wpadli w grzech słuchając upadłego anioła, tak teraz pasterze, na głos aniołów, przychodzą oddać cześć Bożej Dziecinie. Tak jak pierwsi rodzice kuszeni byli, by stali się jako bogowie, znający dobro i zło, tak teraz sam Bóg pokazuje nam, jak mamy się do Niego upodobnić: poprzez pokorę. Podczas gdy diabeł kusił pierwszych rodziców do pychy, obecnie Bóg pokazuje nam, poprzez praktykowanie jakiej cnoty naprawdę się do Niego upodobniamy.

Podczas, gdy pierwsi rodzice poszukiwali bogactwa w rzeczach ziemskich i pragnęli jeść owoc z drzewa, z którego nie powinni, obecnie Bóg chce narodzić się w stajence, aby sam stać się pokarmem dla nas. Przychodzi do nas w stajence, aby nawet najbiedniejsi z biednych mogli zrozumieć, że przyszedł również dla nich. Nikt, nawet największy grzesznik, nawet najuboższy z ubogich, nie może czuć się w Jego obecności onieśmielony. Podobnie, jak niegdyś człowiek chodził w raju ziemskim w obecności Boga, obecnie Bóg przychodzi na ten świat, by żyć pomiędzy nami, byśmy mogli stać się na nowo Jego przyjaciółmi.

Tak więc dzisiejszej nocy, stojąc przed Bożą Dzieciną, łatwiej nam zrozumieć, co powinniśmy myśleć o przepychu i bogactwach tego świata. Przychodzi nam na myśl mit o królu Midasie, który posiadać miał moc zmieniania w złoto wszystkiego, cokolwiek dotknął. Zdał on sobie sprawę z tego, że wszyscy go otaczali, byli przy nim jedynie ze względu na jego bogactwa, a nie dla niego samego, zapragnął więc ostatecznie być raczej ubogim, niż posiadać całe złoto świata. A oto mamy przed oczyma większy jeszcze cud: Boża Dziecina wyrzekła się wszystkiego, byśmy mogli stać się przyjaciółmi Boga, jeśli tylko zwrócimy się do Niego i będziemy się od Niego uczyć, jak być cichymi i pokornymi sercem. Pragnie nas obdarzyć wszystkim, co posiada, byśmy mogli cieszyć się Jego towarzystwem przez całą wieczność.

Drodzy Przyjaciele, tajemnicy prawdziwej radości i prawdziwego pokoju nie odnajdziemy w rzeczach ziemskich, ale przeciwnie, w wyrzeczeniu się ich. Troski i zajęcia, które towarzyszą nam każdego dnia, w niewielkim jedynie stopniu wypełnić potrafią nasze dusze. Jesteśmy stworzeni do tego, by kochać i być kochanymi. Zostaliśmy stworzeni, byśmy byli podobni do Boga, byśmy Go poznali i ukochali, tak jak On sam zna i kocha siebie samego. Tego dnia Bóg umiłował nas jako pierwszy, posyłając nam swego Jednorodzonego Syna. Musimy Mu zawierzyć, tak jak musimy zaufać danej osobie, zanim będzie ona w stanie wyświadczyć nam jakieś dobro. Musimy Go ukochać, gdyż każdy, kto kocha nas, oczekuje od nas tego samego. Musimy czynić to, co mówi, gdyż każdy, kto kocha, spełnia każde życzenie ukochanej osoby.

Na podobieństwo trzech mędrców, którzy przybędą, aby ofiarować Zbawicielowi trzy dary, oznaczające Jego godność królewską, Jego Bóstwo i Jego misję, również i my ofiarujmy dziś Panu Jezusowi trzy podarunki: wiarę , nadzieję i miłość.

Złotem, które położymy przed Nim, jest wiara - ponieważ jest On Królem wszystkich ludzi. Ma władzę nas nauczać, ponieważ jest Stwórcą wszechrzeczy. Powinien panować przede wszystkim w naszym intelekcie, aby Jego zbawcza nauka mogła przeniknąć nasze dusze. Tak, jak upadliśmy wskutek kłamstwa diabła, tak teraz musimy pozwolić, aby zapanowała nad nami prawda. Naszym zwycięstwem nad światem i szatanem jest nasza wiara. Złóżmy więc hołd poddaństwa Temu, który się dziś narodził.

Nadzieja jest kadzidłem, które wzbija się z naszych serc. Mamy nadzieję, że pewnego dnia będziemy mieli udział w chwale, która ze swej natury należy do naszego Stwórcy. Mamy nadzieję stać się podobnymi do Boga, zostać przenikniętymi przez Tego, który jest samą szczęśliwością. Dzięki cnocie nadziei, nasze umysły wznoszą się ponad sprawy tego świata, wznoszą się ku niebu. Ofiarujmy więc Dzieciątku owe pragnienie, pragnienie, byśmy mogli stać się świętymi.

I na koniec – to miłość sprowadza do nas naszego Odkupiciela. Dzieciątko to narodziło się, aby złożyć swemu Ojcu Ofiarę – ofiarę ze swego własnego życia za nasze grzechy. Naszą mirrą, którą Mu ofiarujemy, jest miłość do naszych bliźnich, na podobieństwo miłości, którą On nas ukochał. Obumieramy samym sobie, swojej dumie i egoizmowi, podobnie jak On umarł za nas. Ofiarujmy więc, Drodzy Przyjaciele, Dzieciątku, które się nam narodziło, tę miłość. Niech radość towarzysząca nam w święta Bożego Narodzenia zaczyna się od uzyskania Bożego przebaczenia za nasze grzechy i odpuszczenia nam win przez naszych bliźnich. Niech upominkiem, którym się wzajemnie obdarowujemy, będzie przede wszystkim dar Bożego przebaczenia, przychodzący dziś do naszych serc poprzez narodziny Zbawiciela.

Weselmy się więc dziś wszyscy z narodzenia naszego Odkupiciela. Nie wahajmy się przyjść do Niego. Staje się On małym, aby nas nie onieśmielać. Skoro Chrystus Pan uczynił tak wiele, aby pociągnąć do siebie nasze serca, dzisiejszy dzień jest odpowiedni, byśmy Mu je ofiarowali. Nie wahajmy się, oddajmy Mu wszystko, aby On mógł dać nam w zamian swe własne Serce. Radosnych i błogosławionych Świąt!